Koło 20wsiadam do autobusu na Dworzec Wschodni. Podchodzą do mnie Jacek z Alą. Śmieją się, że dość wybijałam się z tłumu (oni notabene też..plecaki dość rzucają się w oczy) i że łatwo się było domyślić, iż zmierzam na wycieczkę SKPB. Gdy docieramy do dworzec, obok budki InterCity kłębi się spory tłumek. Szybko odnalazłam znane mi z wykładów dziewczyny- Malwinę i Baśkę.
Po 20:30 rozpoczęły się sprawy organizacyjne, m.in. podział na grupy. Tak się złożyło, że znalazłam się w grupie Pingwina i Wojtka.
Po 21 ruszyliśmy do pociągu. W trakcie podróży Pingwin poinformował nas gdzie wysiadamy i gdzie się udajemy później.
Wysiadaliśmy w Nowym Targu. Poranek był naprawdę piękny- różowy wschód słońca plus zniewalający widok na Tatry. Balsam dla niewyspanej duszy.
Z dworca PKP przetransportowaliśmy się na dworzec PKS. Mieliśmy tam zjeść śniadanie, jednak plan ten szybko został zmieniony, gdy okazało się, iż mamy od razu autobus do Grywałdu. Nasza 29-osobowa grupa i nasze 29plecaków zrobiło niezły tłok w PKSie. W trakcie jazdy zostałam trochę przeegzaminowana z mapy. Nieśmiertelne pytanie Wojtka: "No to Olka gdzie teraz jesteśmy?" Niestety nie usatysfakcjonowała go odpowiedź, że w Małopolsce. Trzeba było zaprzyjaźnić się z mapą.
Po dotarciu do Grywałdu ruszyliśmy do drewnianego kościoła z XVwieku pod wezwaniem św. Marcina. O kościele opowiedział nam Pingwin...

Widok na Grywałd..

Po obejrzeniu kościółka ze wszystkich stron zjedliśmy wspólne śniadanie

A po śniadaniu ruszyliśmy w trasę. Naszym pierwszym celem był Lubań.
Po drodze pierwsza panoramka:


Wojtek z Pingwinem opowiadają:

Po panoramce ruszamy w dalszą drogę..idziemy poznawać jesienne Gorce..

Każdy postój składał się z pewnych podstawowych elementów:
1. Zajadanie się czekoladom i innymi słodkościami.
2. Piciem wody/herbaty.
3. Poradami naszych przewodników odnośnie prowadzenia grupy.

W drodze na Lubań towarzyszyły nam Tatry...

A tu już na Lubaniu:

Hmm...gdzie to my jesteśmy..(w drodze na Runek)

Posiłek...

Najedzeni i napojeni ruszyliśmy w dalszą drogę. Najpierw mieliśmy zejść do Ochotnicy Górnej a stamtąd przejść do naszego szałasu. Plan ten udało nam się zrealizować jednak troszeczkę inną drogą niż planowaliśmy. No ale najważniejsze, że udało nam się znaleźć tam gdzie chcieliśmy.
W czasie wędrówki do szałasu integracja kwitła a do ulubionych powiedzonek z tego wyjazdy można zaliczyć dwa:
- Hans..to ty..??
oraz
- My tu wisimy i bzykamy
Koło północy, gdy znaleźliśmy się już przed naszym szałasem, ugotowaliśmy obiad. Najedzeni poszliśmy spać. Jedni się wyspali, inni trochę mniej..ach to duszenie się sianem..za to wszyscy wstali z dobrymi humorami, gotowi na kolejny dzień pełen wrażeń. Po wspólnym śniadaniu, spakowaniu się wyruszyliśmy na Gorc...
jeszcze w szałasie

Jak spakować plecak?- wykład made by Pingwin&Wojtek :

No dobra pora się zbierać

A tu już na Gorcu

Hmm..gdzie to my jesteśmy..??

Z Gorca ruszyliśmy na Turbacz..
W drodze ba Turbacz obowiązkowy postój na Jaworzynie Kamienickiej, panoramka i legenda o Bulandzie opowiedziana przez Wojtka.

Po dotarciu na Turbacz, chwila odpoczynku i zabieramy się za szykowanie obiadu:

Gotujemy..sasasa

A po obiedzie trzeba się było niestety zapakować i ruszyć w drogę powrotną do Nowego Targu. Taplanie się w błocie po ciemku może być przyjemne..w szczególności w takim towarzystwie. W pewnym momencie zboczyliśmy trochę z żółtego szlaku ale dotarliśmy do cywilizacji...na pewno niezapomnianym widokiem będzie mina pewnej kobiety, która była chyba niezbyt szczęśliwa, gdy przez jej podwórko przedreptało 29 osób oświetlających sobie drogę czołówkami...
Z Kowańca w pobliże dworca PKP dotarliśmy autobusem. Trochę zdziwiło wszystkich, że o godzinie 21:30 kasa biletowa w Nowym Targu jest zamknięta (informacja była taka, że czynna jest tylko do 19). To spowodowało konflikt na lini przewodnicy-pracownicy PKP. Koniec końców bilety zostały wywalczone.
Podróż do Warszawy minęła na wspomnieniach, opowieściach, jedzeniu musztardy ze słoika, która wcale nią nie była.. Wszyscy choć zmęczeni byli zadowoleni. 29 zupełni obcych sobie osób stworzyło świetną ekipę, 29 zupełnie obcych sobie osób przeżyło wspólnie dwudniową, górską a dokładniej gorczańską przygodę. Przed nami kolejne wspólne wyjazdy, kolejne doświadczenia do zdobycia, kolejne wspomnienia się pojawią. Wszystko jeszcze przed nami...
W tym miejscu chciałabym Wam wszystkim podziękować za tą wycieczkę. Nie mogę doczekać się kolejnego wspólnego wyjazdu.
Pozdrawiam was serdecznie
ruda ( pani psycholog vel Olka szurająca stuptutami)

PS. Takie krótkie wyjaśnienie dla forumowiczów..relacja ta pisana jest zarówno dla Was jak i uczestników kursu (stąd te pozdrowienia na końcu skierowane do kursantów). Link do relacji znalazł się na stronce grupy dyskusyjnej kursu SKPB.
PS1. Jeszcze nie odłupałam błota z butów ani nie wyczyściłam wszystkich ciuchów, za to przeziębienie, które rozkładało mnie w piątek niestety powróciło do mnie znowu. Ech..w górach to jednak nic człowiekowi nie dolegało a jak wrócił na niziny to od razu wszystko od nowa...
PS2. Nie wiem co chciałam jeszcze napisać...hmm…chyba to, że strasznie się cieszę, że zdecydowałam się na kurs...i pomimo zmęczenia i temperatury to w pewien sposób czuję się super...
PS3.Portrety psychologiczne uczestników są w fazie produkcji







