Schengen na stronie słowackiej
Schengen na stronie słowackiej
http://hiking.sk/hk/ar/630/schengen_a_turistika.html
warto poczytać opinie internautów - link/zakładka na samym dole
warto poczytać opinie internautów - link/zakładka na samym dole
Aż brak mi słów... jak tak ma wyglądać integracja Europy to ja dziękuję. No ale cóż... lepiej łamać przepisy TANAPu, niż przekraczać nielegalnie granicę...V novom návštevnom poriadku TANAPu, ktorý by mal byť prijatý pred budúcoročnou turistickou sezónou (možno už od februára), bude zrušený chodník z Tichej doliny do Tomanovského sedla, ktorým sa ďalej dalo pokračovať pod Temniak alebo k chate do poľskej Doliny Tomanowej.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale w wykazie przejść (na dole strony) brakuje Wołowca i jest tylko Rakoń. Pewnie zlikwidują odcinek szlaku od Jamnickiej Przełęczy do Wołowca. Znakomita większość Słowaków przechodzi grań Rohacką od strony Banówki i na ogół schodzi już na Jamnickiej, ten ostatni odcinek nie ma dla nich znaczenia.
Mówiąc prawdę trochę się im nie dziwię - jeśli obejrzeli to co u nas się dzieje na Orlej Perci to pewnie nie chcą mieć "powtórki" u siebie.
Mówiąc prawdę trochę się im nie dziwię - jeśli obejrzeli to co u nas się dzieje na Orlej Perci to pewnie nie chcą mieć "powtórki" u siebie.
Próbowalem odczytać reakcje słowackich internautów. Niestety mimo zrozumienia niektórych słów /a niektórych - nie/ trudno zrozumieć ich reakcje. Szkoda.
Wygląda na to, że będą zmiany i niewiele na to poradzimy. Dla mnie, mimo coraz mniejszej kondycji, przekroczenie Tomanowej Przełęczy i pochodzeniu sobie przez kilka godzin po słowackiej części, a później powrót do schr. Ornak nie byloby problemem. Chyba jednak będzie to niemożliwe. Trudno. Trzeba bedzie poszukać innych metod dostania się tam /mam na myśli legalnych, bo chyba już czas się ustatkować
/
Może pójdę w ślady Janka.
Wygląda na to, że będą zmiany i niewiele na to poradzimy. Dla mnie, mimo coraz mniejszej kondycji, przekroczenie Tomanowej Przełęczy i pochodzeniu sobie przez kilka godzin po słowackiej części, a później powrót do schr. Ornak nie byloby problemem. Chyba jednak będzie to niemożliwe. Trudno. Trzeba bedzie poszukać innych metod dostania się tam /mam na myśli legalnych, bo chyba już czas się ustatkować
Może pójdę w ślady Janka.
Przyganiał kocioł garnkowi. A poza tym, Tomeczku, był czas na nogi i potem przychodzi czas na wspomnienia i opuszki palców. Jeśli sądzisz, że zawsze będziesz młody to chyba czas na to abyś się dowiedział, że nawet się nie opatrzysz i będziesz stary.tomek.l pisze:Zamiast na stopach porobią Ci się odciski na opuszkach palców happy
Jestem gorszego sortu...
W zeszłym roku w sierpniu na Orlej Perci (w okolicach Koziej Przełęczy) spotkałem sędziwego Pana, który w towarzystwie syna pokonywał kolejne trudności szlaku radząc sobie przy tym wyśmienicie i z klasą. Nie mogłem się powstrzymać i zapytałem - ile ten Pan ma lat? Miał 68... Jego podziwiam, Ciebie nie rozumiem Janku. A może Tobie się już po prostu nie chce tak jak z tym wielkim plecakiem, którego nie chciało Ci się z lenistwa wnosić gdziekolwiek poza odcinkiem pkp-kwatera?Jeśli sądzisz, że zawsze będziesz młody to chyba czas na to abyś się dowiedział, że nawet się nie opatrzysz i będziesz stary.
No właśnie - 68 lat. Jak miałem 67 lat to poszedłem z Hrebienoka do Staroleśnej, potem na Rohatkę i w dół, Polski Grzebień i w dół do Polianki.horolezec pisze:Miał 68... Jego podziwiam, Ciebie nie rozumiem Janku.
Jak miałem 68 lat to z wnukiem zrobiliśmy piękne długie trasy w Niżnych oraz w Dolinie Rohakiej i sąsiednich
Jak miałem 69 lat to dojście do Hińczowych już mi sprawiło trudność.
Organizm, drogi Horolezcu jest jak silnik samochodowy - zużywa się i nie ma na to rady. W tym roku nie byłem bo nie było z kim a sam się już boję, nie chcę aby mnie ew. znaleziono po kilku miesiącach, odrobinę nieświeżego.
No i czy Wam, młodym wilkom, tak bardzo przeszkadza ktoś kto raczej żyje tylko wspomnieniami górskimi? Wielu, o wielkich nazwiskach żyje już tak samo tylko tym. Czujesz się lepszy od Dzięgielewicza, Zbigniewa Skoczylasa, Staszka Biela czy Mariana Bały. Daj Ci Boże osiągnąć choć 10% tego co każdy z nich! Trochę umiaru, Łukaszku.
Jestem gorszego sortu...
Potrafiłem nosić wyżej i dalej niż Ci się śni. Ale nigdy nie udawałem, że to mi sprawia przyjemność i nie robiłem z plecaka ideologii. Plecak to plecak, nic więcej. Samochód to samochód, nic więcej. Zawsze mnie śmieszyło zarówno nabożeństwo do plecaka jak i samochodu.horolezec pisze:Tobie się już po prostu nie chce tak jak z tym wielkim plecakiem, którego nie chciało Ci się z lenistwa wnosić gdziekolwiek poza odcinkiem pkp-kwatera? razz
Jestem gorszego sortu...
Nie sądzę, jeśli już to wprowadzą jednokierunkowość. Mimo wszystko trochę słowackich turystów idzie dalej, a wielu marzy się graniówka całych Zachodnich - łącznie z odcinkiem między Pyszniańską a Tomanową Przełęczą oraz Czerwonymi Wierchami (na które Słowacy teraz nie mają bezpośredniego dostępu).Janek pisze:Pewnie zlikwidują odcinek szlaku od Jamnickiej Przełęczy do Wołowca.
Dla mnie (bez samochodu) dostanie się do Podbańskiej zajmuje cały dzień, więc jeśli się będę wybierał w tamte rejony, chyba wolę zignorować ten nieuzasadniony dla mnie przepis.włóczęga pisze:Trzeba bedzie poszukać innych metod dostania się tam /mam na myśli legalnych, bo chyba już czas się ustatkować /
No czyli jednak! A pamiętasz jak w innych wątkach nie tak dawno wyzywałeś nas plecakowców od nierozsądnych masochistów?Janek pisze:Potrafiłem nosić wyżej i dalej niż Ci się śni
Co prawda mogłem z lekka się pomylić w ocenie Twojego wieku, ale to nie zmienia faktu, że tamtego człowieka jak i każdego, kto w tak zaawasowanym wieku chodzi CZYNNIE (a nie wirtualnie) po górach bardzo podziwiam i myslę, że wbrew pozorom sporo jest takich ludzi.Janek pisze:No właśnie - 68 lat. Jak miałem 67 lat to poszedłem z Hrebienoka do Staroleśnej, potem na Rohatkę i w dół, Polski Grzebień i w dół do Polianki.
Jak miałem 68 lat to z wnukiem zrobiliśmy piękne długie trasy w Niżnych oraz w Dolinie Rohakiej i sąsiednich
Jak miałem 69 lat to dojście do Hińczowych już mi sprawiło trudność.
Organizm, drogi Horolezcu jest jak silnik samochodowy - zużywa się i nie ma na to rady
Aha - Nie musisz nam młodym (no ja to w sumie gówniarz jestem z moimi 24
Pozdrawiam!
Nie rozumiemy się. Dla mnie plecak to tylko urządzenie do przenoszenia ładunków. Jeżeli istnieje inna metoda przeniesienia ładunku, która uwolni mnie od plecaka to ją wybiorę. Jeśli miałem się przenieść np. z Ornaku na Halę Gąsienicową z pełnym plecakiem to na 100% nie poszedłem przez Czerwone Wierchy, tylko jak człowiek do Kir, autobus do Kuźnic i albo przez Boczań na Halę albo (jeśli była możliwość kupna biletu) kolejką na Kasprowy i w dół. Ja wiem, to były inne czasy - jeździło się na dwa tygodnie i dłużej, nie było problemu "utraty dnia". Do tego dochodzi kwestia tzw. techniczna. Nie wiem czy kiedykolwiek widziałeś plecak z lat 50-ych, 60-ych a nawet 70-ych? Pierwsza sprawa waga. Nim ostatecznie wyrzuciłem swój stary to go zważyłem. W porównaniu z nowym tej samej pojemności ważył trzy razy tyle (a on akurat był stosunkowo lekki). Druga sprawa - zawieszenie. Miał on niby jakieś paski biodrowe i jakąś konstrukcję stelaża ale każda próba jakiegoś rozsądnego ustawienia kończyła się niepowodzeniem - albo miażdżył plecy albo hulał na biodrach z każdym ruchem to w lewo to w prawo. W terenie trudniejszym to było po prostu niebezpieczne toteż raczej trudno było spotkać kogoś z czymś takim na OP czy Chłopku.horolezec pisze:No czyli jednak! A pamiętasz jak w innych wątkach nie tak dawno wyzywałeś nas plecakowców od nierozsądnych masochistów? razz
Janek napisał(a):
Obserwując teraz młodych turystów (a także wspinaczy) a raczej ich plecaki podczas jednodniowych wypadów, obojętnie czy z schroniska czy kwatery to wydaje mi się, że jesteście nieświadomymi ofiarami obfitości zaopatrzenia sklepów ze sprzętem sportowym. Za moich młodych lat przedmiotem marzeń każdego adepta Tatr była "horolezka" - lekki, bardzo funkcjonalny plecaczek szturmowy, oczywiście z brezentu bo innych tworzyw nie było, czeskiej produkcji. Kosztował on o ile dobrze pamiętam 160 koron czyli nie był tani (dobre buty na wibramie, 300 koron, wymiana na tydzień 300 koron - chcąc mieć na takie zakupy trzeba było kupić korony na lewo - w Zakopanem bez trudu - u każdego szatniarza w kawiarni czy restauracji, albo coś zabrać na Słowację i sprzedać. Tu mała dygresja na temat "opresyjnośći komunizmu" - oczywiście był ale w ściśle określonych granicach - skoro wszyscy wiedzieli, że lewe korony (nie tylko korony, ale i forinty a także dolary i marki) można kupić u szatniarza to władza czyli SB musiała też wiedzieć. I nie robiła nic mimo, że lewy obrót dewizami był zagrożony bodajże aż do 10 lat. Natomiast na granicy skrupulatnie sprawdzano książki w plecaku. Na Paryskiego czy Zwolińskiego (poprzednik Nyki) nie zwracano uwagi ale każda beletrystyka budziła zainteresowanie, szczególnie jeśli nazwisko autora było "zachodnie". Mój kolega, licząc się z deszczem, zabrał legalnie wydaną w Polsce książkę jakiegoś mniej znanego autora amerykańskiego - wyczekał się na Łysej Polanie 6 godzin aż sprawdzą czy to można zabrać do Czechosłowacji. Proponował aby ją wrzucili do kosza, spalili albo pozwolili zanieść do Polski - nic, bez rezultatu. Mnie na lotnisku w Warnie w Bułgarii celnik skonfiskował wydrukowane aktualnie w Bułgarii reprodukcje starych ikon z muzeum w Warnie - zarzut - wydawnictwa szerzące religię. Paranoja! A jednocześnie w tejże Bułgarii można było legalnie kupić "Playboy'a", który był w Polsce na indeksie. Wy, młodzi, nigdy nie zrozumiecie czasów PRL bo to niemożliwe i dlatego mnie bawi jak oglądam popisy młodziutkich historyków z IPN.
Ale wróćmy do "horolezki" - nosili ją wszyscy, od Długosza poczynając na takim turyście "orloperciowym" kończąc. No i mieściła się w niej lina, haki, karabinki, młotek, sweter, igielitowa peleryna od deszczu, jakieś kanapki czy cukierki. Co wy teraz nosicie w tych swoich plecakach to ja doprawdy nie wiem. To znaczy wiem... ja na pewno nie targałem stalowego termosa bo ich wtedy nie było i plastikowej butli z wodą mineralną (bo ich nie było a od czego źródełka). Ale reszta???
A co do moich górskich spacerów. Mam 72 lata i jest jakjest. Żaden z moich dawnych górskich kolegów nie zagląda w Tatry. Paru zginęło, paru gdzieś w świecie, reszta z trudem rano dochodzi do sklepu po bułki lub do kiosku po gazetę. Wiem, że Chmielowski w wieku lat 76-u bodajże zrobił jeszcze grań Kościelców ale nie każdy tak ma. Co zabawne, ci najbardziej za młodu z moich kolegów "przebojowi" teraz są najbardziej stetryczeli - czyżby "zmęczenie materiału"?
Czasu mam pod dostatkiem, środków też nie brakuje, ale nie ma z kim jechać. Sam się boję, nigdy nie wiadomo co i jak i nie chciałbym aby mnie TOPR lub Zachranka przez kwartał szukała. Nikomu nie śmiałbym swej osoby na kark wsadzić - to co na mapie jest 2 godziny to nietety dla mnie już trzy. Tak więc, widzisz Horolezcu, Twoje dobre rady nie na wiele się zdadzą. Pozostają wspomnienia.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
prawie 81Janek pisze:Chmielowski w wieku lat 76-u bodajże zrobił jeszcze grań Kościelców
Janku ,i tak i nieJanek pisze:że jesteście nieświadomymi ofiarami obfitości zaopatrzenia sklepów ze sprzętem sportowym.
Mogę nie wziąć swej ogromnej lornetki ,rzadko kiedy jej nawet używam ,ale parę razy sprawiła mi ogromną radość ,więc ,skoro daję radę ,to biorę. Mogę pic ze źródełka ,ale Budis jest smaczniejszy i lepiej się nim napić ,a gorącej herbaty na popasie nic nie zastąpi ,więc biorę butle i termos .Mogę opękać w jednym swetrze i jednej podkoszulce ,ale lubię się przebrać w suche i mieć komfort ubioru ,więc..
Mogę nie brać aparatu i nie robić zdjęć ,nie brać stuptutów,czekana,kijków i wkładac łapy w śnieg po łokcie - też się wejdzie ,a z butów wytrząśnie. Można nie brać jedzenia ,ludzie po kilka dni nie jedli i nic im się nie stało.
W sumie jedynymi rzeczami rzeczywiście niezbędnymi na długiej wyprawie są kurtka ,czapka i rękawiczki (te ostatnie nie zawsze)
Tylko po co ??
Weź też pod uwagę ,że wygoda noszenia plecaka model 1960 ,a obecnie robionego to niebo ,a ziemia
luknij na moje panoramy i galerie
Też. Ale umysłu bardziejgb pisze:Stan ducha raczej...
Ale to dopiero za kilka lat a i tak niepewne w dzisiejszych czasach, a niektórzy są już starzy za młodugb pisze:W "Kabarecie..." była kiedyś taka piosenka: "za kilka lat i Ty poznasz sklerozę..." Memento o tym Tomeczku
Nie. Wybór pomiędzy zajechaniem kolan do końca swych dni w górach a górami wirtualnymiJanek pisze:Nie rozumiem przenośni. Masz na myśli klęczenie w kruchcie?
To chyba musi być jakiś żart, bo żaden zdrowy na umyśle człowiek by nie proponował likwidacji jednego szlaku z powodów ochraniarskich i jednoczesnego zbudowania drugiego, o ZNACZNIE większej frekwencji (w dodatku głównie z polskiej strony, przed którą tak się bronią)... I jak tu można ich zrozumieć?Chodník do Tomanovského sedla by mal byť zatvorený kvôli ochrane zveri, ktorá tam je. Po vstupe do Schengenu sa tam predpokladá väčšia návštevnosť, ktorá sa nebude dať usmerniť, a ktorá by negatívne vplývala na chránené živočíchy.
Uvažuje sa však nad otvorením značeného chodníka po hrebeni od Pyšného sedla az na Kasprov vrch. Bude viesť po slovenskej strane, čo si samozrejme vyžaduje úpravu terenu. Momentálne je to v štádiu pracovného návrhu a rokuje sa o ňom medzi oboma TANAPmi, ale už skoro by sa mal dostať na Krajský úrad do pripomienkového konania, kde sa k nemu môžu vyjadrit aj turisti.


