Kielce --> Kraków --> Zakopane --> Murzasichle
Miała nas jechać piątka, jednak jedna osoba nie zaliczyła poprawki i musiała się uczyć do drugiego examinu poprawkowego, więc ostatecznie nasza ekipa liczyła osób cztery. Byłam to ja, Maryśka-moja kuzynka, jej chłopak- Wrzosek i Mateusz-kolega z roku.
Do Murzasichla dotarliśmy we trójkę. Mateusz dojechał do nas następnego dnia.
We wtorek pogoda była taka sobie, chmury zasłaniału Tatry. Jedyny widok mieliśmy na Murania i Hawrania...

DZIEŃ DRUGI 19.09.07 środa
Murzasichle --> Dolina Suchej Wody --> Murowaniec
Murowaniec --> Liliowe --> Przełęcz Sucha --> Murowaniec
Dzień zaczął się mało zachęcająco. O godzinie 6 rano lało, gór nie było widać. To już zaczyna się robić tradycja, że gdy wybieram się do Murowańca to pada. Jednak, gdy ruszyliśmy na szlak, przestało lać i powoli góry wyłaniały się zza chmur.
Do schroniska dotarliśmy koło godziny 9:10.
O 10 zajęliśmy cztery miejsca w pokoju 12osobowym. Później dziarskim krokiem ruszyliśmy na Przełęcz Karb od strony Doliny Gąsiennicowej. Jednak ruda okazała się tak wspaniałą przewodniczką, że zamiast iść na Karba polazła szlakiem na Liliowe. Nie zdziwiło mnie, że oddalamy się od Kościelca a Dolinę Gąsiennicową mam jakoś tak poniżej...no cóż na szczęście Maryśka z Wrzoskiem wybaczyli mi moje gapiostwo. W sumie warto było iść na Liliowe głównie po to by pooglądać chmurzasty spektakl...



Po zejściu z Przełęczy Suchej (o tym że nie powinno się na nią wchodzić dowiedziałam się na dwa dni przed powrotem do domu) nastąpił krótki wykład z nazw szczytów, który miał być zadośćuczynieniem pomylenia szlaków..

Po południu, gdzieś około 17 dołączył do nas Mateusz i tak w komplecie zaczęliśmy snuć plany o tym, gdzie by tu iść następnego dnia....
DZIEŃ TRZECI 20.09.07 czwartek- dzień, w którym kijek został złamany a ja dowiedziałam się, że jestem czerwoną maskotką...
Ale od początku...
Rano obudziło nas wściekle świecące słońce, błękitne niebo i trochę wyższa temperatura niż dnia poprzedniego. Plany były ambitne- najpierw idziemy nad Zmarzły a później na Kozie. Skończyło się na pierwszym etapie wędrówki, czyli dotarliśmy nad Zmarzły Staw lecz wyżej już był taki lód, że od razu zrezygnowaliśmy...


Z racji tego, że frustracja (a mam na myśli frustrację związaną z tym, iż nie możemy iść wyżej) rodzi agresję to zostałam zaatakowana moimi własnymi kijami do treku...no cóż Wrzosek chyba zbyt mocno złapał za jeden z nich bo kijek wziął i pękł...nie wiem jak to jest możliwe ale z dwóch kijów zrobił mi się zestaw trzyczęsciowy...
A oto zdjęcie pokazujące jak to się stało, że kijek się rozwalił:

No cóż kiejk rzecz nabyta, płakać z kijkiem nie będę...ale wracając do opowieści czwartkowych...przy zejściu od Czarnego Stawu do Murowańca zaczepił mnie jakiś starszy pan i stwierdził, że jestem czerwoną masktoką mojej ekipy...
A to Czarny Staw w paru odsłonach:



Zeszliśmy do Murowańca bardzo wcześnie więc stwierdziliśmy, że trzeba jeszcze gdzieś iść...padło na nieszczęsną Przełęcz Karb..jednak tym razem dotarliśmy tam gdzie chcieliśmy...
Mimo że słońca nie było to i tak widoki były urzekające...


Jak to na dzieci przystało po zejściu z Przełęczy trzeba było trochę poobrzucać się śnieżkami ( co później stało się naszą tradycją...kupa śniegu=obrzucanie i nacieranie się nim)....
cdn....






































