Kiedy kolejny raz padła propozycja wyjazdu w Tatry, nie brałam jej na poważnie. Przecież mieliśmy oglądać Tatry jesienne, zimowe i zawsze jakoś nasze tatrzańskie drogi się rozchodziły. Ja i Zachodnie...Doliny, lasy, kilometry praktycznie bez widoków, duchota i muchy. Z drugiej strony nęcił mnie ten pomysł. Długo traktowane po macoszemu Zachodnie, zaczęły jednak kusić swym pięknem(!) po ostatniej jesieni i zimie.
Czy dam radę? Czy nadążę? Czy nie odezwie się niedawna kontuzja? Dokonało się, siedzę w pociągu licząc na wyrozumienie moich przyszłych towarzyszy wędrówki. Za oknem szaleje burza, leje deszcz, a kanary bezlitośnie wypisują mandaty tym biedakom, którzy uciekając przed strugami deszczu, powskakiwali do wagonu pierwszej klasy. Próbuję coś czytać, potem drzemać i coraz jaśniej dociera do mnie, że przez nieplanowane postoje pociągu, nie zdążę na przesiadkę w Katowicach. Na szczęście Dobra Dusza Podwarszawska lituje się nade mną i zabiera mnie z dworca ku tatrzańskim szlakom.
Plany.
Mamy ogólny zarys. Chcemy maksymalnie sensownie pochodzić po dolinach Zachodnich, marzą nam się schroniskowe klimaty, bezpieczny parking dla auta, odrobina Wysokich, nocleg w Teryho i „Szarotce”, ładna pogoda-bez burek na grani, szlaki bez ludzi i much….No dobra, niech się spełni choć połowa z tego, a będę szczęśliwa. Jestem…
Wędrowanie.
Jadąc drogą w kierunku wylotu Doliny Żarskiej , bacznie obserwujemy rowerzystów, wszak to trasa planowanej kiedyś Tour de Tatry. Od razu dociera do mnie, jak śmiesznie były moje plany jednodniowego objechania Tatr..
Zostawiamy auto na parkingu i po małym rozprostowaniu kości oraz przepakowaniu plecaków, ruszamy na szlak. Na szczęście można iść wariantem starej drogi, opuszczamy zatem wijący się w górę asfalt, po którym co i rusz mkną ludzie na czymś w rodzaju hulajnogi. Ok. godz 17 docieramy do odrestaurowanego nie tak dawno schroniska. Jest sobota, więc ludzie zajmują większość ław i słychać jest niezbyt miły „jazgot”. Nieprzyjemne wrażenia potęguje jakaś dziwna akustyka jadalni. Dziś będziemy nocować na stryszku za całe 50 SKK. Zgodnie ustalamy, że przed spaniem zrobimy sobie jeszcze spacer na dół po samochód, skoro chyba można…
Żarska Chata-magistrala-Jałowiecka Dol.-Parzychwost-Banikov-Przysłup-Żarska Chata
Po śniadaniu w towarzystwie schroniskowej „maćki”, zjeżdżamy samochodem do wylotu doliny i rozpoczynamy wędrówkę magistralą-zwaną tu „Drogą nad Łąkami”- w kierunku Dol. Jałowieckiej . Dojście niby proste ale stosunkowo słabo oznakowane. Posiłkujemy się zatem informacjami od tutejszych grzybiarzy ale nawet im nie zdradzamy miejsca, w którym rośnie przecudnie zdrowy prawdziwek
Na Banówce mamy do wyboru, zejść zielonym szlakiem przez Jałowiecki Przysłup lub dojść granią przez Trzy Kopy do Smutnej Przełęczy. Jako, że niestety moje kolano stanowczo domagało się, żeby nie zapominać o jego istnieniu, postanawiamy odpuścić graniówkę








































