Janek pisze: Byliśmy kilka lat temu w Słowacji - Kuba, ja i znajomi z niespełna dwuletnim chłopcem. Mieszkaliśmy u wlotu Demianovskiej i chodziliśmy po Niżnych. Penego dnia jednak pojechaliśmy do Rohackiej i stanęliśmy na parkingu nieopodal Spalonego Żlebu i potem już piechotą do bufetu, w miejscu gdzie stała kiedyś Tatliakowa Chata. Sądziłem, że jak zajdziemy Rohackich Stawów do będzie dobrze. A tu J., mama małego mówi, że może by tak na Wołowiec. Roześmiałem się i mówię - a S. (dziecko) do lodówki w bufecie. Nie, pójdzie z nami. Na Rakoń S. został wniesiony w nosidle, od Rakonia na szczyt Wołowca szedł sam. Na szczycie był m.in. słowacki przewodnik z blachą UIGMA z klientami z Anglii - zrobili sobie z S. zdjęcie. Szli na Rohacze. Zapytaliśmy się żartem czy możemy się przyłączyć. Zapytał ile ma lat, niespełna dwa, no to za jakieś 6 lat zapraszam. Zgodnie z Twoją teorią, Miro, to powinien nas z***** jak bure suki. Jakoś nam się upiekło. Wróciliśmy do auta - ja byłem najbardziej zmęczony.
MiG pisze: No cóż, nie sądzę, żeby to był wspaniały przykład na obronę Twojej tezy o stopniowym wprowadzaniu w góry.
A innymi słowy mówiąc, ryzyko dla tego dzieciaka było większe niż dla mnie w czasie samotnego wejścia zimowego.
chief pisze: polemizowałbym
Janek pisze: Nie rozumiesz tego "sam" chyba dosłownie. Oczywiście szedł prowadzony za rękę, ścieżka jest szeroka, to nie Orla Perć. Pokazałbym zdjęcie ale niestety nie mam na to upoważnienia. Jeśli masz zastrzeżenia typu medycznego to też jesteś w błędzie. Było to konsultowane z pediatrą. Dziś chłopczyk dochodzi 6 lat i jest okazem zdrowia. Zarówno jego mama jak i tata znają góry i jak się w nich poruszać. Może rozwiniesz Twoje wątpliwości - trochę wysoko podbiłeś stawkę - samotne wejście zimowe - rozumiem, że na Wołowiec, może jeszcze przy dużym zaśnieżeniu i silnych wiatrach.
MiG pisze: "Sam" nie dotyczyło 2-latka, co widać nawet w powyższym cytacie.
Generalnie nie trzeba się bardzo wysilać, żeby zobaczyć ryzyko - nawet opiekun może się potkąć, czy to niosąc dziecko, czy też prowadząc go za rękę i spowodować jego upadek, już nie mówię, że dziecko samo może się wywalić i obetrzeć kolana albo co, zmiany pogody także będą bardziej mu dokuczać niż w przypadku dorosłego.
Stawka podbita tym wyżej im mniej trafiony argument w dyskusji o prowadzeniu dzieci w góry.
A czy ja mówię że 2-latek ma byc prowadzony w czasie załamania pogody???
Janek pisze: Po pierwsze - pytanie zasadnicze - masz dzieci? Chyba nie. I to właściwie wszystko tłumaczy. Po drugie - ten Twój katalog jest tak obfity, że gdyby go brać poważnie to przez analogię można powiedzieć, że strach wyjść z domu na ulicę bo zaraz jakiś pirat drogowy wjedzie na chodnik i Cie przyciśnie do muru. Sądząc po zdjęciach z forum to większe ryzyko obtarcia kolana w czasie wywrotki ma większość koleżanek i kolegów z forum bo krótkie spodnie są regułą, niż ten mały ZAWSZE w długich spodenkach.
Pogoda - byś zobaczył nosidło tego małego - moi znajomi nie są przesadnie dobrze sytuowani, nauczycieli pan G. nie rozpuszcza ale nosidło małeg S. to był Rolls-Royce wśród nosideł - ani kropli deszczu. Przyznam się, że na początku miałem wątpliwości - teraz ich nie mam w ogóle.
Z dziećmi jest inny problem - mają 300 pomysłów na raz i niczego się nie boją. Mnie, jako chłopowi, stwarzało to problem ze swoimi. Ale nie matce z synem - bo mama ma nie 300 pomysłów ale 600 domysłów co dziecko może zrobić i tak jak dziecko się niczego nie boi to mama się o nie boi cały czas. Zresztą jakbyś raz poszedł z nimi w góry to byś stracił wszelkie wątpliwości. Chief jeździ z swym potomkiem w góry i od razu był innego zdania. No i nie masz pojęcia jaka to frajda - siedzimy np. na szczycie Krakovej Holi i włazi skupinka słowacka i patrzy jak wryta skąd się ten mały tam wziął.
Z tym przewodnikiem UIAGMA rozmawiałem dość długo - zapytałem co sądzi o tym - nie miał zastrzeżeń. Najmniejszych. A był to jeden z najbardziej znanych przewodników słowackich, najwyższa półka.
chief pisze: wiesz o tym, że np. w reglach:
- może się na dzecko zwalić drzewo
- ukąsić go żmija
- większe prawdopodobeństwo spotkania z misiem
- no i zapomniałem, że na ziemie czasem spadają meteory.....
Czyżby najprofesjonalniej, to siedzieć w domu ?
chief pisze:jeśli płacze ze zmęczenia, czy nudów, jest to znak do akcji: nazadlucyna pisze: ale nigdy jeszcze nie widziałam w Bieszczadach płaczących na szlaku małych dzieci.
Ja widziałem, podczas majówki (3 latek) i to nawet płacz był dość mocny...hmm, o kurde chyba to było moje dziecko, ale dlaczego ?, czy był świadomy, ze niedobrzy rodzice go na siłę ciągną do Dol. Rohackiej ?, eeee nie, łojciec obiecał pokazać Rohackie Wodospady, ale było tam zbyt dużo śniegu i się nie wywiązał....oj była awantura
dagomar pisze: 2 lata temu widziałem wycieczkę ośmiolatków granią Banówki - trudności porównywalne z OP ,dzieci szły w szeleczkach i kaskach w lotnej asekuracji na linie trzymanej przez dorosłych (jeden co 3 dzieci) ,wśród których bycnajmniej 2 (a może wszyscy) vodców. Każda pociecha dźwigała swój wielki plecak ,miała porządne buty i na twarzy dumę zdobywcy Korony Ziemii. Aż miło było popatrzeć.
8 chyba już lat temu na OP w miejscu ,gdzie trzeba dać duży krok na drabinkę ,dwójka młodych Japończyków przerzuciła sobie dziecko na oko dwu-trzyletnie (tak tak ,ojciec stojący na krańcu zachodu rzucił malca matce ,która łapała go z drabinki).
Nie da się tego porównać ,nie da się powiedzieć ,od ilu lat można iść w Tatry ,widziałem pewnie stąpające ośmiolatki z ojcami ,sprawiające wrażenie bardziej doświadczonych od piętnastolatków ,niepotrafiących sobie poradzić w najprostszym turystycznym terenie.
Miro pisze: Sprawność fizyczna (poruszanie się w terenie itd) to jedno a umiejętność przewidywania, logicznego myslenia, opanowania itd to cechy raczej ludzi dorosłych (choć są dość częste wyjątki) a nie dzieci. Np. Idzie ojciec z synem i tata zasłab lub był inny wypadek i dziecko jest zdane samo na siebie. I co wtedy? Typowe zachowanie to panika i bezradność. Może i prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest mniejsze niż np. wypadek drogowy ale istnieje. Napewną są też dzieciaki które poradziłby sobie w takiej sytuacji i każdy z rodziców jest pewnie o tym przekonany że tak będzie zabierając pocieche w góry tylko że będą to nie liczne wyjątki.




