
To wycinek zdjęcia Kazika opublikowanego na tym forum.
To nie górka saneczkowa w Waszym Toruniu, to próg doliny Pięciu Stawów Polskich. Czy wiecie ile on ma metrów wysokości? Ja też nie wiem, ale dużo, znacznie więcej niż ta górka saneczkowa.
Kazik do swego zdjęcia dodał taki komentarz:
Tak -ludzie zachowują się koszmarnie-głupota totalna -tak całe rodziny z dziećmi ! zdobywały przedwczoraj próg Doliny Pięciu Stawów :
Przedwczoraj czyli 4 maja br, podczas sławetnej majówki.
Zresztą zobaczcie sobie całe zdjęcie:

A teraz wróćmy do tego fragmencika. To chyba tata i mama z dzieckiem. Widzicie tam może jakiś czekan? Bo ja nie widzę. A może widzicie jakiś inny sposób asekuracji tego dziecka. Bo ja znowu nie widzę.
A teraz mam pytanie – czy umiecie sobie wyobrazić co się stanie jak to dziecko się poślizgnie i zacznie zjazd w dół? Albo jak poślizgnie się mama lub tata lub oboje, czy nie pobiegnie za nimi?
Aby Wam rozszerzyć horyzonty co by się wtedy mogło stać z tym dzieckiem to dam Wam tu link do opisu innej tragedii co się przydarzyła parę lat temu:
http://www.tygodnikpodhalanski.pl/modul ... le&sid=784
A teraz kawałek tego tekstu – bo może Wam on uszedł uwadze:
Miał połamane obie ręce i wybite wszystkie zęby. Lekarzom mimo usilnych starań nie udało się uratować chłopca.
Ci rodzice z tym dzieckiem z tej fotografii Kazika zakończyli swoją wycieczkę szczęśliwie – nic nie ma o nich w kronikach TOPR. Bardzo jestem z tego powodu szczęśliwy co nie znaczy, że nadal mnie wkurzają a raczej wkurza ich prawie zbrodnicza głupota.
No a teraz Wam zadam pytanie za 100 punktów – czy gdyby wszystkim tym rodzinom z dziećmi - bo jak pisze Kazik było ich więcej – pokazano na placyku przy Wodogrzmotach, bo stamtąd zaczęli swoją wyprawę ten artykuł z Tygodnika Podhalańskiego albo jeszcze lepiej – protokół z sekcji zwłok tego malca z Kasprowego, czy choć część z nich nie zawróciłaby i poszła z powrotem na Palenicę i wróciła do Zakopanego. Tego dnia do tragedii szczęśliwie nie doszło ale czy zawsze tak być musi? Jestem prawie pewien, że jeżeli ten nieszczęsny majówkowy najazd nieświadomych głupców na Tatry się utrzyma to któregoś dnia do takiego wypadku dojdzie, Tygodnik Podhalański i inne media to podadzą i może ktoś sobie przypomni, że już przecież kiedyś na Kasprowym tak się zdarzyło.
A tak na koniec to się Was spytam – jak sądzicie, czy takie dziecko spadając to może krzyczy, może płacze a może woła mamy. A mama obserwując co się dzieje to krzyczy, czy też płacze, może woła dziecko aby wróciło. A może rzuca się za nim i giną obydwoje.
Pytam się Was bo tacy jesteście cholernie wyedukowani i z taką łatwością ferujecie sądy i wyroki, że jak mniemam taką wiedzę posiadacie. Bo ja, niestety ale może raczej na szczęście jeszcze czegoś takiego nie widziałem, mimo, że jestem z Tatrami już przeszło 50 lat. Spadającego po śnieżno-lodowej pochyłości dziecka nie widziałem za to widziałem wiele razy jak jacyś najczęściej młodzi i bardzo pewni siebie ludzie wychodzili np. z Murowańca w góry, lub mijali go idąc z Zakopanego a wracali otuleni czarnym workiem w siatce przyczepionej do bambusowego kija a wieczorem przy stoliku w schronisku dyżurny GOPR-owiec mówił zupełnie to samo co Kazik napisał przy swoim zdjęciu – „koszmarnie totalna głupota”.
Widzieliście może kiedyś taki obrazek. Pewnie nie bo teraz to helikopter załatwia. Ale czy chociaż kiedykolwiek widzieliście w Tatrach w powietrzu ten hałaśliwy zwiastun nieszczęścia, śmierci, kalectwa, długiego pobytu w szpitalu.
A może staliście kiedyś nad otwartą mogiłą Waszego kolegi lub koleżanki, z którym jeszcze kilka dni przed tym byliście na szlaku, spędziliście wiele godzin rozmawiając przy stoliku schroniskowym w czasie niepogody lub po prostu grając w karty czy pijąc piwo. Bo ja tak.. Wy chyba nie. Ale mimo wszystko uważacie, że macie mnie prawo karcić i besztać jak sztubaka. Bo Wy przecież wiecie wszystko lepiej! Wam się przecież nic stać w górach nie może i Was gniewa, że przychodzi taka Iwona i taki Janek i bezczelnie Wam pokazują takie zdjęcia i mówiąc – trzymajcie się reguł gry i bądźcie pokorni wobec gór bo wystarczy sekunda nieuwagi i już jest z Wami to co na tych zdjęciach. A te zdjęcia są czymś w rodzaju tabliczki:
CHODZENIE PO GÓRACH GROZI ŚMIERCIĄ LUB KALECTWEM
TURYSTO – ZOSTAŁEŚ OSTRZEŻONY !!!!
PS.
Wszystkich czytelników przepraszam za naturalizm tego tekstu. Niestety trzeba czasami użyć mocnych słów aby ludzie zbyt pewni siebie lub sądzący, że pojedli wszystkie rozumy cokolwiek zrozumieli.
Pozdrawiam
Janek – z chamów i bezmyślnych kretynów
A to jeszcze raz raport pana Maraska z TOPR z przebiegu długiego weekendu Spróbujcie, o ile to możliwe, przeczytać to uważnie, jeden wypadek po drugim i zastanowić się nad przyczynami. To bardzo pouczająca lektura.
Sporo pracy mieli ratownicy TOPR podczas długiego majowego weekendu. Ogromna ilość turystów , którzy przyjechali pod Tatry korzystając z pięknej acz mroźnej ( w pierwszej części weekendu) pogody wedrowała po Tatrach. Dla części z nich zaskoczeniem były w pełni zimowe warunki panujące na wyżej położonych szlakach. Twarde, strome śniegi były przyczyną poślizgnięć, upadkow i w konsekwencji wypadków. I tak: W dniu 28.04. silnego ataku padaczki doznała, będąca akurat na progu Wielkiej Skoczni, 17-letnia turystka z Olsztyna. Ponieważ jest stan był poważny na ratunek ratownicy polecieli śmigłowcem. Z jego pokładu desantowali się na progu skoczni a lekarz TOPR udzieli turystce pierwszej pomocy. Wieczorem o godz 21.45 do TOPR po pomoc zadzwoniły turystki, które schodząc z grani Ornaku na Iwaniacką Przeł. w ciemnościach zgubiły szlak, weszły w gęste łany kosówek, z których nie potrafiły się same wydostać. Na pomoc wyruszyła ekipa ratowników. O godz. 0.20 ratownicy odnaleźli turystki i zaczęli wyprowadzać je na szlak. Wyprawę ratunkową zakończono o godz. 3.30. W dniu 29.04. w godzinach popołudniowych z Doliny Chochołowskiej do szpitala przetransportowano turystkę w ciąży, która na tyle źle się poczuła, że konieczną była hospitalizacja. W dniu 30.04 najpierw z Przeł.w Grzybowcu a później z Doliny Złotej przetransportowano turystów, którzy w wyniku upadku doznali kontuzji kończyn. W dniu 1.05. w południe wezwano ratowników do turystki, która w rejonie małego Cichego doznała kontuzji nogi. Ranną przewieziono do szpitala. O godz. 15.20 do TOPR dotarła informacja, że dwóch "turystów" w rejonie małego Kościelca weszło w stromy teren, z którego nie mogą wydostać się o własnych siłach. Na miejsce ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie na grani Małego Kościelca jeden z ratowników dotarł do oczekujących na pomoc turystów, których po kolei na długiej linie pod śmigłowcem wydobyto z trudnego miejsca i przetransportowano na Halę Gąsienicową. W trakcie działan na Małym Kościelcu do TOPR dociera kolejne wezwanie. Tym razem 12-letni turysta zemdlał przed Jaskinią Mroźną. Ratownicy przetransportowali go do szpitala. Po godzinie 17-tej podczas zejścia z Hali Gąsienicowej będąc na Skupniowym Upłazie turystka upadła doznając kontuzji nogi. Ranną śmigłowcem przetransportowano do szpitala. W czasie tych działań kolejna prośba o pomoc. Podczas zejścia z Kasprowego W. w kierunku Myślenickich Turni kontuzji nogi doznała turystkka z Rusocin. Ratownicy z pokładu śmigłowca desantowali się przy oczekującej na pomoc turystce. Po zaopatrzeniu na długiej linie pod śmigłowcem przetransportowano ją z miejsca wypadku w rejon Dolnej stacji Goryczkowej. Tam po przyziemieniu włożono ją na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala. W dniu 2.05. w drodze do Morskiego Oka rozległego zawału serca doznał 77-letni turysta. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w miejscu wypadku rozpoczęto intensywne zabiegi reanimacyjne, które kontynuowano podczas dolotu do szpitala. Niestety turysty nie udało się uratować. W trakcie działań na drodze do M. Oka, wezwanie do ataku padaczki do jakiego doszło w rejonie "mostka" na trasie z Gubałówki. Na miejsce wypadku ratownicy udali się samochodem. Po udzieleniu I pomocy chorego turystę przewieziono do szpitala. O godz. 13.10 do TOPR zadzwonili turyści informując, że na szlaku na Rysy na stromych śniegach poślizgnął się turysta, który spadając zniknął pod Bulą pod Rysami. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Okazało się , że turysta miał sporo szczęśćia. Zdołał się zatrzymać, a jedynym uszczerbkiem jakiego doznał były zadrapania i potłuczenia. W trakcie działań pod Rysami do TOPR dotarła informacja, że podczas zejścia ze Świnicy w kierunku Zawratu na stronę 5-ciu Stawów spadło dwoje turystów. Śmigłowiec z ratownikami spod Rysów udał się pod Świnicę, Okazało się, że turyska spadła około 200 m doznając urazu kręgosłupa, miednicy, głowy. Ranną po zaopatrzeniu w noszach francuskich z miejsca wypadku przeniesono na linie pod śmigłowcem na lądowisko w Dolince pod Kołem, tam włożono na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala. Okazało się, że turystka była z 15-letnim synem, który widząc upadek matki zaczał do niej schodzić. Podczas zejścia poślizgnął się, spadł doznając na szczęście tylko niegroźnych zadrapań i potłuczeń. Jego też śmigłowcem przetransportowano do szpitala. W czasie działań pod Świnicą do TOPR zadzwonił turysta informując, że przed chwilą jego kolega z rejony Buczynowych Turni spadł do Dol. Buczynowej. Ratownicy desantują się z pokładu śmigłowca przy turyście będącym na Małej Buczynowej Turni. Zostaje stamtąd ewakuowany na linie pod śmigłowcem. W miedzyczasie okazało się, że turyście, który spadł z grani nic nie jest i o własnych siłach schodzi on do 5-ciu Stawów. Turyści byli kompletnie nieprzygotowani do tego typu wycieczek. i na dodatek zupełnie nie znali topografii tego rejonu. W trakcie działań w rejonie Dol. Buczynowej kolejne wezwanie o pomoc. Na Ścieżce nad Reglami turystka z Płocka upadła i złamała rękę. ranną przetransportowano do szpitala. W dniu 3.05. podczas zejścia do Dol Pańszczycy poślizgnęła się na śniegu, spadła kilkadziesiąt m doznając kontuzji nogi 26-letnia turystka z Bytomia. Ranną śmigłowcem przetransportowano do szpitala. W trakcie działań w Dol. Pańszczycy ratownicy zostają wezwani do kolejnego wypadku. Tym razem na szlaku pomiędzy Kalatówkami a Kondratową kontuzji nogio doznał turysta z Rybnika. rannego po zaopatrzeniu przetransportowano do szpitala. O godz. 16-tej powiadomiono TOPR, że w rejonie Suchych Czub znajduje się turysta z poważnymi dolegliwościami sercowymi. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie przy oczekującym na pomoc turyście lekarz TOPR udzielił mu I pomocy. Turysta bezpośrednio z miejsca wypadku został śmigłowcem przetransportowany do szpitala. Tuż po zakończeniu działań w rejonie Suchych Czub ratownicy GOPR poprosili o śmigłowiec na Jarmutę w Szczawnicy, gdzie poważnych urazów doznał paralotniarz z Nowego Targu. Ciężko rannego śmigłowcem przetransportowano do szpitala. W dniu 4.05 z 5-ciu Stawów do szpitala przetransportowano turystkę która w wyniku upadku doznała licznych otarć i potłuczeń. Adam Marasek






