jest oscypek czy go nie ma?

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

jest oscypek czy go nie ma?

Post autor: Janek »

Z Gazety Wyborczej 3/4 -02-07

Ślebodny rynek oscypka

Wojciech Staszewski
2007-02-03, ostatnia aktualizacja 2007-02-02 19:4
Wczoraj oscypek wszedł do Unii Europejskiej. Problem tylko taki, że oscypka teraz - w zimie - nie ma. A górale przewidują, że niedługo w ogóle nie będzie

Warszawa, koniec stycznia. Zajadamy się ze znajomymi serem z Podhala.

- Dobry oscypek.

- Dobry, ale to nie oscypek, bo oscypka w zimie nie ma. To krowi ser - odpowiadam. - Na Podhalu mówią na niego gwarowo i z pogardą: krówski.

Zakopane, dwa dni wcześniej. Starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski to jeden z inicjatorów przyznania oscypkowi tzw. chronionej nazwy pochodzenia w Unii Europejskiej. Z oscypka jest dumny: - Europa wyszła z kultury. Oscypek też wyrósł z kultury góralskiej - ze śpiewu juhasów, z tańca na szałasie. Mówiło się, że Unia zabije wolność. A ona wolność wzmacnia. Certyfikat da pewność odbiorcy, że dostaje autentyczny regionalny produkt. Oscypek będzie sztandarem polskiej żywności, będzie ją wprowadzał na rynek Unii.

Do stycznia obrót oscypkiem był w zasadzie nielegalny. Bab z koszami oscypków nie dostrzegał urząd skarbowy, sanepid, władze miejskie ani policja. Nielegalnie sprzedawały nielegalny towar. W dodatku podrabiany. Tylko cepra można nabrać, że krowia gołka to to samo co owczy oscypek.

- To rynek ślebodny - przyznaje starosta tatrzański. "Śleboda" to po góralsku wolność. - Wystąpiliśmy do Unii o certyfikat, żeby go uporządkować.

Bruksela, wczoraj. 2 lutego oscypek zostaje pierwszym polskim produktem żywnościowym z patentem Unii Europejskiej. Wniosek, początkowo adresowany do Urzędu Patentowego RP, złożyły w 2002 r. trzy starostwa - tatrzańskie, nowotarskie i żywieckie - oraz Regionalny Związek Hodowców Kóz i Owiec. Unijne rozporządzenie dokładnie opisuje oscypek.

Można go wytwarzać wyłącznie na terenie tych starostw i w kilku sąsiednich gminach. Ma kształt wrzeciona o długości od 17 do 23 cm, średnicy od 6 do 10 cm, wadze od 0,6 do 0,8 kg. Barwę ma lekko kremową, a skórkę słomkowo-lśniącą. Produkować można go tylko z mleka Polskiej Owcy Górskiej z maksymalnie 40-procentową domieszką mleka Polskiej Krowy Czerwonej. Produkcja musi być zgodna z góralską recepturą opisaną już w 1748 roku.

Kiedy wniosek znalazł się w Unii, Słowacy zaprotestowali, że też robią oscypki. Ministerstwo Rolnictwa zaprosiło Słowaków na spotkanie do Krakowa i wypunktowało, że ich ser dopuszcza 80-procentową dolewkę mleka krowiego i jest wygniatany w beczułce, a nie ręcznie. Słowacy spasowali i złożyli wniosek o Osiepok Liptovski, Oravski i Spiski.

Nowy Targ, styczeń. Dyrektor Biura Regionalnego Związku Krów i Owiec Jan Janczy jest pesymistą: - Z oscypkiem na papierze znajdziemy się na salonach Unii Europejskiej, ale tak naprawdę oscypka już nie będzie. Bo owczarstwo pada. Na owcach się nie da zarobić. Hodowcy owiec to fanatycy, jak gołębiarze.

Kiedyś górale powiadali: "Kto ma owce/ Ten ma, co chce". Dziś mówią: "Kto ma owce/ Ten jest baran".

W latach 80. na Podhalu było 200 tys. owiec. Zostało 50 tys.

Dyrektor Janczy pamięta, jak w 1979 r. kupił siedem jagniąt, odchował, ze skór zrobił kożuch i zarobił 14 tys. zł (a na etacie w Kółkach Rolniczych miał wtedy 2,8 tys. zł pensji). Dziś kożuch kosztuje 700-800 złotych. A skórę można kupić z importu za 10-12 zł.

- Bo w Niemczech i we Włoszech są do owiec dopłaty - wyjaśnia dyrektor. - My mamy od 1998 r. program rozwoju owczarstwa. Zgodnie z nim wtedy było 50 zł dopłaty do owcy, a teraz jest 23. Co to za rozwój?

Owczarstwo pada, bo podupadł przemysł włókienniczy. Kto dziś chodzi w wełnianych swetrach? Nawet młodsi bacowie noszą polarowe bluzy.

Właśnie taki baca Kazek Furczoń opowiada mi, jak w 1982 roku ojciec ze strzyżenia 100 owiec (każda daje rocznie po trzy kilo wełny) w rok zarobił na ciągnik Ursus. A on teraz zarabia na tych owcach na 200 litrów ropy do tego ciągnika.

Jedno, co się jeszcze jakoś opłaca, to jagnięcina. Co roku przed Wielkanocą Włosi skupują na Podhalu ok. 30 tys. żywych jagniąt po 8-9 zł za kilogram. Za małe jagnię można dostać 100 zł, za większe ponad 200. Lepiej byłoby eksportować mięso, ale jedyna owcza ubojnia z certyfikatem Unii jest w Lesku w Bieszczadach. I nie wiadomo, co będzie teraz, bo do Unii weszło milion rumuńskich owiec, transport do Włoch mają łatwiejszy.

- Owca to naturalna kosiarka - dodaje dyrektor Janczy. Chciał, żeby do utrzymania stad dołożyło się też Ministerstwo Ochrony Środowiska (ale ministerstwo nie odpowiada na monity). Dwadzieścia lat temu w samych Tatrach wypasało się 30 tys. owiec, ekolodzy alarmowali, żeby je wygonić. Teraz chcą przywrócenia wypasów, bo zarastają tatrzańskie hale. A kiedy między trawami porastają krzaczki i drzewka, owca nie chce się tam paść i hala zarasta jeszcze szybciej.

Dziś w Tatrach wypasa się 1,6 tys. owiec, starosta tatrzański widziałby tam nawet 5 tys. Ale bacom nie opłaca się pędzić stad wysoko w góry, bo coraz więcej ziemi blisko wsi leży odłogiem i można tam wypasać owce.

Bacówka, lato. Juhasi wstają o 4 rano. Przez dwie godziny doją owce, palec chodzi jak maszynka. Wiadro bywa metalowe albo tradycyjne, drewniane.

Mleko wlewa się do puciery (drewnianej bańki) przez płócienną szmatę. Dobrze położyć na wierzchu jodłową gałązkę, osadzają się na niej nitki wełny. Można dodać trochę mleka krowiego, bo czysto owczy oscypek jest bardzo twardy.

W miedzianym kociołku podgrzewa się mleko do 35 stopni i dodaje podpuszczkę. Dawniej używano klogu (wyciągu z cielęcych żołądków), teraz importowanego preparatu w granulkach.

Po godzinie mleko się ścina. Drewnianą łychą robi się w serowej masie znak krzyża. W tym śladzie po kwadransie zbiera się serwatka. Wtedy ręcznie wybiera się ser i nabija do czerpaka. Potem ugniata gołymi rękoma - to specyfika oscypka. Parzy w wodzie o temperaturze 60-70 stopni.

Czterech juhasów może do południa zrobić 20 oscypków. Kiedy ostygną, do akcji wkracza baca. W środkowej części zakłada się drewnianą formę (stąd charakterystyczny góralski ornament), a boki wykańcza ręcznie. Każdy baca pozna swój oscypek.

Gotowy ser moczy się przez dobę w solance, suszy i układa na półkach nad ogniskiem. Tam oscypek wędzi się przez trzy do siedmiu dni.

Bacowie sprzedają go od ręki. Owczy ser wędzony wyrabiany z niepasteryzowanego mleka - tego nie ma nigdzie na świecie. Aromat jest nie do podrobienia. Gdyby oscypek zamrozić, aromat by uleciał. Więc oscypka nie przechowuje się w chłodniach, tylko spożywa się w ciągu kilku tygodni po wyprodukowaniu. Dlatego prawdziwy owczy oscypek w czasie ferii - a któż go nie widział na Krupówkach - to gruszki na wierzbie.

Jaki jest owczy kalendarz? Od końca stycznia zaczynają się wykoty, czyli owce się kocą, czyli mają młode. Mają wtedy mleko, muszą wykarmić jagnięta. Od 20 marca (w tym roku) zaczyna się skup jagniąt, żeby jagnięcina mogła się znaleźć na wielkanocnych wieczerzach we Włoszech. Trzeba wtedy owce doić, żeby nie straciły mleka. Na świętego Wojciecha (23 kwietnia) zaczyna się wypas owiec na halach. I rusza produkcja oscypka. Pierwsze uwędzone oscypki pojawiają się na początku maja.

W sierpniu na halę dowozi się tryki i owce się gonią, czyli mnożą. Jeden tryk pokrywa 30 owiec. Wtedy tracą mleko. We wrześniu wracają do owczarni. I produkcja oscypka się kończy.

Bieszczady, lata 70. Kolej od 1 do 15 maja ma poustawiane transporty. Podhalańskie owce będą wypasać się na bieszczadzkich połoninach.

Ojciec Władka Klimowskiego, doświadczony baca, ze swoimi 600 owcami zajmuje osiem wagonów. Ma ośmiu juhasów, wśród nich jest i Władek, najstarszy z pięciu synów. Już kiedy miał 10 lat, jeździł w wakacje na dwa miesiące pomagać na hali. A jak skończył VII klasę - wyjeżdżał od maja do września.

- Okropny prymityw - wspomina Klimowski. - Przez pięć miesięcy w ośmiu chłopa w szałasie. Żyntyca, smalec, słonina, chleb. Czasem zupa z ziemniaków. Dojenie, sery. No i wilki. Do dziś mam dreszcze.

Kiedy Władek był w wieku, w którym miejskie dzieci boją się wilków ukrytych za firanką, musiał wartować po nocy koło owiec, żeby prawdziwe wilki ich nie porwały. I tak co roku 15 owiec ginęło - po nocy albo w dzień, w krzakach nad potokiem.

Paść owce też trzeba umieć. Żeby nie wyjadły tylko środka polany, ale całą oczyściły. I pilnować, żeby która nie skoczyła z urwiska albo nie weszła w bagno. Bo inne pójdą za nią.

Dziś Klimowski sam jest doświadczonym bacą, ma dzieci, wnuki. Ale młodzi nie chcą iść z ojcem na halę. - A mnie na wiosnę coś sakramencko ciągnie - mówi. Bierze swoje owce (100) plus 500-600 od sąsiadów. Bo to jest fach bacy - wypasać ludziom owce, doić je i sprzedawać sery. Ale owce wypasa w Gorcach, blisko domu.

Po unijnym certyfikacie dla oscypka nie spodziewa się niczego dobrego:

- Z oscypkiem będą problemy. Za przepisami przychodzą kontrole, bo taka jest kolej rzeczy. A jak będą wymagać, żeby była woda bieżąca w bacówce? Nie zawsze to możliwe, bo jak świat istnieje, woda idzie na dół, a nie do góry.

- Ale Unia ochroni wasz autentyczny oscypek przed podrabianym, krowim.

- Handlarzom to zakiśnie, umyją w kawie pocukrzonej albo herbacie i wciskają turystom. Srany ser, a nie wędzony. Ale jak ich pogonią, to w swoich ludzi uderzy. Dobrze jest, jak jest.

- A jak zaczniecie eksportować oscypki, za euro sprzedawać?

To trzeba by działalność zarejestrować. Tego żaden baca nie wytrzyma, bo go podatki zjedzą.

Urząd skarbowy, rok 2007. - Od 41 lat tu pracuję i nie widziałam jeszcze opodatkowanego bacy - mówi wicenaczelnik Urzędu Skarbowego w Nowym Targu Czesława Blańda.

Od naczelnika Stanisława Wilczka dostaję wykład, dlaczego bacowie nie muszą płacić podatków. Dochodowego - bo są rolnikami. VAT - bo urząd wierzy im na słowo, że nie sprzedają serów za więcej niż 10 tys. euro rocznie.

- Bacowie i juhasi to jeden promil mieszkańców powiatu. Kontrole na halach byłyby niewspółmierne do zysków z ewentualnego domiaru - kończy naczelnik. - A poza tym ten folklor wyróżnia nas w Unii. Trzeba go chronić.

Gospodarstwo, przez cały rok. Góral ma fach w ręce - dosłownie, bo sery wyrabia się rękoma. A turysta ma dutki w portfelu i smak na oscypek. Więc to jasne, że co drugi baca czy juhas w zimie robi „oscypki” z mleka krowiego. To będzie największy problem po unormowaniu sprawy oscypka.

Taki ser nazywa się gołką. Gołki nie będą mogły mieć wrzecionowatego kształtu, ale mogą mieć kształt zdobionego ornamentami walca, taką samą wędzoną skórkę, podobny smak, choć nieco mniejszą zawartość tłuszczu. Ściśle - na razie są i pozostaną nielegalne, chyba że sprzedawałby je góral z własnego gospodarstwa.

- To rzecz na kolejne porządkowanie - mówi starosta Andrzej Gąsienica Makowski. - Chcemy gołkę uznać za produkt regionalny, to się rejestruje u marszałka w województwie. Ale mleczarze nie mają swojego związku, więc trudniej im wspólnie wystąpić.

Na razie gołka to kompletna manufaktura. Józef Gołdyn z Łapszów Niżnych ma dwie krowy, które dają dziennie po 20 litrów mleka. Można je sprzedać do mleczarni za 16 zł. A można z tego zrobić trzy gołki, za które dostanie się 45 zł.

Na Podhalu przewidują, że cena gołki się nie zmieni - ok. 15-17 zł za kawał sera. A prawdziwy oscypek poszybuje w górę nawet do 30 zł. I owczarze trochę odetchną.

Leśnica, w styczniu. Na ścianie wiszą: pamiątka Pierwszej Komunii Świętej w złotej ramce, a w antyramach dyplomy za najlepszy oscypek Euroregionu Tatry 2003 na konkursie w Lipnicy Wielkiej, najlepszy oscypek 2005 w Zakopanem i tytuł tryka czempiona w 2004 r. w Poznaniu. Ale baca Kazek Furczoń najchętniej pochwali się nowymi formami, znajomy rzeźbiarz zrobił je za parędziesiąt złotych sztuka. Formą odciska się na oscypku ornament, Furczoń dodał jeszcze swoje inicjały.

- Wiadomo, że będą podrabiać, portki też podrabiają. Ale swój znak firmowy trzeba dawać - mówi.

Już dziś oscypki, bryndzę i gołki Furczoń wysyła do sklepów w Krakowie, Warszawie, Szczecinie. Na rachunek uproszczony, z własnej hodowli.

- A w tym roku oscypka wyeksportujemy. Odzywają się firmy z Ameryki, Australii, Włoch.

- Jak to wyeksportujecie? Na ten rachunek uproszczony?

- Założymy grupę producencką. Paru chętnych już mam. Ale pani w urzędzie marszałkowskim mówiła, że to może być tylko na jedną grupę produktów. O tu, pan spojrzy w tabelę: albo żywiec, albo mleko, albo produkty regionalne. Chyba się zdecyduję na regionalne, bo w innych nie wyrobimy minimum obrotu.

Furczoń ma sto owiec. Jedna właśnie się będzie kocić. Baca kilka razy przerywa rozmowę, by zobaczyć, co się z nią dzieje.

I najmocniej odpowiada na pytanie, które zadałem wszystkim moim rozmówcom:

- Czym jest dla pana owca?

- Wszystkim.

Inspektorzy, od lutego poczynając. Starosta Makowski mówi, że przez pięćset lat produkcji oscypka na Podhalu nie zanotowano żadnego przypadku zatrucia.

- Kafelki? Przesada. Wystarczy czystość rąk - stwierdza dyr. Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Zakopanem Adam Radko. - Tam gdzie jest środowisko kwaśne i występuje lactobacillus, inne bakterie nie przeżyją.

Od 2004 r. czystość bacówek bada też weterynaria. - Przebadaliśmy 25 ze 120 bacówek zarejestrowanych w Związku Hodowców Kóz i Owiec. Wszystkie były w porządku - mówi powiatowy lekarz weterynarii w Nowym Targu Barbara Zelek. Mają badać też producentów krowich gołek, ale tylko tych, którzy się zgłoszą do inspektoratu. Oczywiście nie zgłasza się nikt, chociaż produkują prawie wszyscy.

Podhale, XXI wiek. Ale kto w przyszłości będzie robił prawdziwe owcze oscypki? Bacowie są zgodni: o juhasa coraz trudniej. Dzieciaki dawniej pracowały za gumiaki, portki. A jak dziś pójdą w taki prymityw, zostawią telewizor, komputer?

- Margines teraz, k..., pasie. Pijoki - mówi mi baca Klimowski i to jedyne brzydkie słowo, jakiego używa w rozmowie.

Krzysztof Łaś z Gronia, gdy był kawalerem, juhasił. Lubił te pół roku na szałasie i te sześć tysięcy na rękę przynoszone do domu. Ale teraz już nie juhasi.

- Za dużo mam roboty. Domek stawiam, mam żonę, dzieci. Żona jest fryzjerką, to kto by dzieci bawił, jak ja bym był na hali? Opiekunkę nająć, to weźmie to, co ja zarobię - wylicza Łaś. - To już nie te czasy, że żona pilnowała krówek i dzieci. Trzeba zarabiać w domu.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

Hmmm artykuł ciekawy...poniekąd przypomniała mi się książka "Sprawiedliwość owiec" (gorąco polecam).
Fakt wypasanie owiec może być nieopłacalne ale nie wyborażam sobie, że kiedyś zabraknie ich na górksich halach...dla mnie są poprostu nieodzownym elementem górskiego krajobrazu :)
Oscypki również są elementem który wchodzi w skład pobytu w górach...tylko, że jak w sprawe oscypków właza elementy polityki i pojawia sie problem higieny pracy to jest nie za ciekawie...a oprócz tego brak opłacalności hodowli...oby coś się zmieniło...
Awatar użytkownika
Kert

-#6
Posty: 1899
Rejestracja: ndz 24 paź, 2004
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Kert »

Oscypków to pewnie teraz nie ma, ale pojawiła się zmiana marketingowa wśród sprzedających - teraz oferują w coraz większej ilości "serki" choć ślady po oscypkach jeszcze widnieją
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Główny motyw artykułu to jednak chyba problem czy owczarstwo przetrwa na Podhalu. Tutaj większość młodych to mało kto może pamiętać, że był okres mody na kożuchy - co drugi, może trzeci, Polak lub Polska chodził w zimie w kożuchu. Na początku to większość była z Podhala, głównie Nowego Targu, trochę z Zywca i innych miejscowości beskidzkich. Było to kolosalne rzemiosło prywatne i niejedna fortuna na tym wyrosła i niejeden dom na Podhalu z tego został wybudowany. Potem zaczął się prywatny import strasznego szajsu (ale tańszego) z Turcji a potem się moda skończyła i szlag wszystko trafił. Potem to co w artykule - Zaprzestano robić wełniane swetry, potem 100%-e wełny ubraniowe i wygląda na to, że z całego owczego interesu ostaną się tylko serki ale i to niepewne. Może to się skończyć tym, że TPN uruchomi pokazową produkcję oscypka aby dzieci przychodziły i patrzyły jak to drzewiej bywało. Nie ma zmiłuj dla tradycji!
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

proponuję uderzyć na Rosję - znów będą potrzebne kożuchy ;)
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Oscypek przetrwa - cena będzie conajwyżej wysoka, ale nie sądze żeby zaniknął, mimo narzekań górali ludzie zaczynają wracać do tradycji.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

lukas_12 pisze:Oscypek przetrwa - cena będzie conajwyżej wysoka, ale nie sądze żeby zaniknął, mimo narzekań górali ludzie zaczynają wracać do tradycji.
Serek przetrwa. Oscypek jest sprzedwany na terenie wszystkich pasm górskich w Polsce. Tylko niewiele on ma wspólnego z tradycją. Mamy oscypki z dodatkiem mleka krowiego, koziego. W Bieszczadach sprzedawane są sery huculskie równie dobre albo i lepsze niż te sprowadzane z Nowego Targu, a sprzedawane w upale na solińskiej zaporze.
Co do owiec to one są nie tylko ozdobą pejzażu górskiego i tradycyjnym sposobem na życie górali ale przede wszystkim niezbędne są do przetrwania niektórych zbiorowisk roślinnych górskich. Zrozumiano to już w Bieszczadzkim Parku Narodowym. Przy tzw. konsewaji "krainy dolin" czyli naszego fenomenu przyrodniczego (tereny dawnych, wysiedlonych wsi, które po akcjach wysiedleńczych przyjeła we władanie przyroda) wykorzystywane są zarówno owce jak i krowy. Dzięki temu powstrzymana jest wtórna sukcesja leśna i zachowane warunki do rozwoju wieku chronionych i endymicznych roślin.
Hodowcy zmieniają tylko rasy wypasanych owiec. U nas najczęstsze są czarnogłówki, rasa mięsna chętnie kupowana na stoły w krajach arabskich, w Izaelu i we włoszech.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Też sądzę,że pasterstwo będzie w Tatrach utrzymane. Polacy jakby nie pogadali, to by nie żyli. Z artykułu wynika,że najpierw wystarano się o certyfikat a teraz zmartwienie czy się podoła. Jakie to typowe. Może to i dobrze? Jakby co, zawsze będzie można zrzucić wine na Unię ;)
"Tatry" swego czasu w sposób bardzo wnikliwy opisywały historię i dzieje pasterstwa w naszych górach, łącznie z jego bolączkami, tradycją i współcześnie pitraszonymi prognozami. Nie jest to problem łatwy, lecz bardzo złożony pod wieloma względami. Jednak przyszła moda na tradycję i ma się coraz lepiej - za jej atrybuty płacą turyści, i jest to niebagatelna siła sprawcza. Pomyślunku tylko trza jak to wszystko uładzić.
Pozdrawiam
Izabela
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

lucyna pisze:Co do owiec to one są nie tylko ozdobą pejzażu górskiego i tradycyjnym sposobem na życie górali ale przede wszystkim niezbędne są do przetrwania niektórych zbiorowisk roślinnych górskich.
Podobny pogląd słyszałem ok.30 lat temu z ust dość wybitnego botanika. Niestety, skłóconego z TPN-em. W skrócie - owca żarła "duże" rośliny. Nie mogły się w skutek tego tak swobodnie rozwijać i małe roślinki też miały trochę "przestrzeni życiowej". Owce wypędzono z Tatr (choć były tam zawsze i cała rzecz była w nadmiernej ilości) - małe organizmy szlag trafił.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Z moich rozmów z Bacą z Witowa też wynikało jasno, że owce w rozsądnych ilościach nie były zagrożeniem dla Tatr, zawsze trzeba znaleść złoty środek, bo teraz faktycznie górale nie mają gdzie mieli tych owiec wypasać. Inna sprawa, że mięso baranie zostało nam obrzydzone więc Polacy się na nie rzucą nagle, jego spożycie nie wzrośnie, więc tych owiec tak dużo nietrzeba. A produkcja oscypka przecież może stać się po prostu dodatkowym źródłem utrzymania, oprócz wynajmnu np kwatery itp. A podkreślam ponownie da się odczuć powrót do tradycji, cenimy po latach tradycyjne wyroby wędliniarskie etc, więc i z oscypkiem będzie ok, a certyfikat tylko mu pomoże ograniczy podróbki i wciskanie turystom kitu i sprzedaż oscypka w styczniu jak owca daje mleko od maja do września.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

Janek pisze:
lucyna pisze:Co do owiec to one są nie tylko ozdobą pejzażu górskiego i tradycyjnym sposobem na życie górali ale przede wszystkim niezbędne są do przetrwania niektórych zbiorowisk roślinnych górskich.
Podobny pogląd słyszałem ok.30 lat temu z ust dość wybitnego botanika. Niestety, skłóconego z TPN-em. W skrócie - owca żarła "duże" rośliny. Nie mogły się w skutek tego tak swobodnie rozwijać i małe roślinki też miały trochę "przestrzeni życiowej". Owce wypędzono z Tatr (choć były tam zawsze i cała rzecz była w nadmiernej ilości) - małe organizmy szlag trafił.
@Janku efekty braku wypasu są już widoczne w Tatrach. Przykładem może być kurczące się stanowiska krokusów i innych roślin chronionych.
U nas na szczęście ten problem dostrzeżono. Koleżnaka przygotowała projekt ochrony na terenie gminy Komańcza bardzo cennego motyla-
jednego z modraszków.
Nie wolno mi mówić o jaki gatunek chodzi, gdyż jest to po kilka egzemplarzy występujących na różnych stanowiskach tylko i wyłącznie na naszym terenie. Aby mogły tu żyć potrzeny jest pewien gatunek goryczki, a ta rośnie na miejscach spasanych przez owce. Powstał projekt ochrony tych miejsc poprzez wprowadenie wypasu owiec.
Takie przykłady można mnożyć. Chodzi zawsze jednak o racjonalną gospodarkę rolną, o ekstensywny wypas nie szkodzący naturze.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

lucyna pisze:Przykładem może być kurczące się stanowiska krokusów i innych roślin chronionych.
A także zarastające lasem polany itd itd. Churchill (a był to człowiek mądry) powiedział kiedyś, że prowadzenie wojny jest sprawą zbyt poważną aby powierzać ją wyłącznie generałom. Powiedzonko to sprawdza się we wszystkim - choćby w prowadzeniu szpitali a także parków narodowych. Z pewną przesadą można powiedzieć, że w ogóle naukowcy są "groźni". Bo naukowiec już taki jest, że nie może się powstrzymać od sprawdzenia swojej "teorii" - wyjdzie - entuzjastyczne artykuły w prasie fachowej. Nie wyjdzie - głęboka cisza, taka właśnie jak w TPN. Powiem otwarcie - instytucja tolerująca ten "burdel" w Morskim Oku a właściwie ciągnąca z niego większość dochodów nie zasługuje na zaufanie.
Jestem gorszego sortu...
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

Janek pisze: Powiem otwarcie - instytucja tolerująca ten "burdel" w Morskim Oku a właściwie ciągnąca z niego większość dochodów nie zasługuje na zaufanie.
Dziwne aczkolwiek bardzo przyjemne uczucie towarzyszy mi w czasie naszej dyskusji. :D
Widzisz jakieś wyjście z tej sytuacji? Przyjęcie parków przez lasy państwowe bardziej urynkowiłoby sytuację we wszystkich parkach? Tylko czy tędy droga? Byłam fanką poprzedniego dyrektora TPN, ten wydaje mi się taki jakiś bezbarwny. Tatry są tylko jedne i maleńkie, więc trzeba je chronić przed presją antropogeniczną. Niestety, popełnia się przy tym błedy takie jak ten zakaz wypasu.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zakaz wypasu nie obciąża dyr. Skawińskiego, to stare grzechy, trzeba by pogrzebać w papierach aby ustalić kto personalnie za to odpowiada.
Natomiast co do Morskiego Oka...Dyr. Byrcyn próbował wprowadzić limitowanie wstępu do TPN. Tzn. miał taki zamiar. Podpatrzony zresztą w Stanach Zjednoczonych, wcale tego nie krył. Na pewno logistycznie zresztą szalenie trudny do przeprowadzenia. może nawet niemożliwy. Ale przynajmniej coś chciał zaproponować i umiał się postawić sztorcem zakopiańskiemu lobby. Skawiński nie za bardzo. Moim zdaniem wyjście jest - nawet je tu kiedyś przedstawiłem - awantura była na cztery fajerki. To wyjście to wysoka cena za bilet wstępu na Palenicy, cena zaporowa. Ale jak kto ma ochotę pójść do Morskiego Oka jak przed wojną, czyli przez Jaszcurówkę, Psią Trawkę i dalej to proszę bardzo, cena normalna. Niestety to się kolegom nie podobało bo wtedy Rysów czy Chłopka nie idzie w jeden dzień zrobić i to nawet z Krakowa.
Przed wojną droga jezdna była otwarta aż do schroniska w M.Oku. Samochodów prywatnych było mikro a dorożki konne lub taksówki dość słono kosztowały - no i w Morskim Oku tłoku nie było.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

ehhh... przed którą wojną ? Bo jak przed 2 światową to ludzie mieli chyba jakiś inny układ rozrywek niż szwendanie sie po Tatrach ( przynajmniej w takiej ilości jak w tej chwili). Natomiast z tym wypasem to taka trocha dziwna sprawa - bo o ile mnie pamięć nie myli to w TPN powinien być tzw. wypas kulturowy - czyli kontrolowany wypas owiec na niektórych halach. Każdy z tatrzańskich baców zobowiązany jest do wypasu miejscowej odmiany owiec i krów, przy pomocy psów owczarskich, z zachowaniem tradycyjnych obrzędów i obyczajów pasterskich, a także używając dawnego sprzętu w obrębie szałasu. Bacowie muszą też nosić góralskie ubrania i posługiwać się gwarą. Zakazany jest wypas w lesie. - na pewno parę lat temu takowy odbywał się na terenie Rusinowej polany.
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

oskar pisze: Natomiast z tym wypasem to taka trocha dziwna sprawa - bo o ile mnie pamięć nie myli to w TPN powinien być tzw. wypas kulturowy - czyli kontrolowany wypas owiec na niektórych halach.
Wypas kulturowy jeszcze w paru miejscach się uchował, ale jak wyżej napisałeś wiąże się on z przestrzeganiem pewnych warunków. Biorąc pod uwagę, że sama hodowla owiec jest mało opłacalna, to ww. dodatkowe ograniczenia powodują, że mało kto się chce tego podjąć.
W 2005 r. TPN miał podpisanych 8 umów na wypas kulturowy.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Dopłaca Unia do hektarów to i do owieczek może dopłacać. Trzeba tylko dobrze to umotywować i będzie ok.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

Tak o owcach 2 artykuły :
http://www.zb.eco.pl/zb/10/szmtowce.htm
http://www.ppr.pl/artykul.php?id=89962
nie mogę sie dokopać do roczników gus jak to jest z eksportem - wywala mi jakieś błędy
zresztą to jest dziwny temat, mnie na studiach uczono że branina a w zasadzie jagnięcina to mięso przyszłości ( owce nie zapadają na nowotwory - przynajmniej w myśl tego czego mnie uczono)
zresztą informacje dla zainteresowanych :
http://www.ppr.pl/dzial.php?id=2343
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

Nie mogę otworzyc 2. Ciekawe informacje. Jaką szacunkowo liczbę owiec wypasa się na terenie TPN?
Te 170 tys to całe podhalańskie pogłowie. Nie wiedziałam iż jest tak duże. Na pewno część z nich już przybyła w Bieszczady i Beskid Niski. Już w długi weekend widziałam górali w Osławicy na styku Beskidu Niskiego i Bieszczadów.
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

lucyna pisze:Nie mogę otworzyc 2. Ciekawe informacje. Jaką szacunkowo liczbę owiec wypasa się na terenie TPN?
1000-2000 w zależności od roku.
ODPOWIEDZ