FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Mariusz: "Ponad chmurami" - październik 2006
Autor Wiadomość
Mariusz



Dołączył: 15 Wrz 2003
Wysłany: Czw 09 Lis, 2006   Mariusz: "Ponad chmurami" - październik 2006

Wędrówka pierwsza.
Niedziela - 15 października 2006.

Zakopane Strbske Pleso Dol. Młynicka Bystre Sedlo (2314 m) Dol. Furkotna Chata pod Soliskom

Budzę się przed 6:00 rano. Jestem wychłodzony po wielu godzinach nocnej podróży zimnym autobusem. Razem ze mną budzi się październikowy poranek… Od Nowego Targu pada deszcz, romazywany przez smętne wycieraczki autobusu. Nie mam termosu z herbatą – a szkoda.
Wreszcie dworzec zakopiański. Tam już łapie mnie całkowita delirka z zimna. Wchodzę w kąt koło kibla i zarzucam na siebie co tylko mam w plecaku. O 7:35 odjeżdża opóźniony autobus do Popradu. A ja w środku.
Na granicy polsko-słowackiej przebiega dziś również granica pogodowa. Pokazuje się słońce i Tatry Bielskie…
Dojeżdżam do Smokovca. Wszędzie pustka. Na szczęście kultowy smokoviecki bar dworcowy otwarty. Gorące wino marki wino z 2 kostkami cukru stawia mnie na nogi. Wskakuję do električki (9:40) i podróżuję w stronę Szczyrbskiego Jeziora…
Kolejne opustoszałe miasteczko. Piękne jezioro otoczone obskurnymi (poza wyjątkami) budynkami. Świeci słońce i mimo październikowego chłodu, pogoda robi się naprawdę piękna. Trochę błąkam się po mieście szukając początku żółtego szlaku. Jest!
Ruszam o 10:15. Z początku widoki takie sobie. Widać głównie zniszczone skocznie narciarskie. Ale im dalej w Dolinę Młynicką tym piękniej. Mijam wodospad Skok i Pleso nad Skokom. Na tym odcinku sporo ludzi (popularny szlak, dzień świąteczny). Następnie wspinam się obok Capiego Plesa na przełęcz Bystre Sedlo. Nie spieszę się, bo czasu dużo, a plecak zapakowany dobytkiem na 7 dni. Z przełęczy widoczki na Furkot, Hruby, Szczyrbski i Grań Baszt. Ładnie tam.
Czas otworzyć gębę i się do kogoś odezwać. Dobrym obiektem okazuje się być młoda dziewczyna z Myślenic, która radośnie bryka pod przełęczą wschodnim zboczem w stronę Furkotu pilnie wypatrując znaków szlaku. Czekam aż się wybryka, po czym krzyczę, że na Bystre Sedlo, to nie tamtędy. Widzę uznanie w jej oczach. Myślę sobie „niezły lans”. Dalej wędrujemy razem Doliną Furkotną gawędząc miło o tym i o tamtym. Stawy w kolanach zaczynają skrzypieć. Przyjechałem tu prosto zza biurka, tuż po operacji, nie przesypiając nocy i targając plecak. Czas się zwijać na piwo. Z „Razcestie pod Soliskom” niebieskim szlakiem docieram do schroniska „Chata pod Soliskom”. Jest po godz. 16:00-tej. Żona chatara, piękna Słowaczka o cygańskiej nucie urody melduje mnie w schronie. Jest tu jeszcze dwóch Polaków – dziadek z wnuczkiem. Dziadek narowisty, ostro klnie i jest mocno wqurwiony, że go wszystko boli. Mam z niego niezłą polewkę (nie kapustovą!), ale ogólnie inteligentny jest to gość. Wnuczek ze stoickim spokojem przynosi mu kolejne setki Borowiczki "na sen". Gapimy się wspólnie na ładnie stąd wyglądające Strbske Pleso. Następnie uzupełniam zasoby energetyczne w następującej sekwencji: piwo, cesnakowa, piwo, własny prowiant, piwo.
Dobranoc.

P.S. Zdjęć tego dnia nie robiłem, gdyż aparat rozpakowałem dopiero w schronisku.

Info:
Chata pod Soliskom
Noclegi 300 Sk.
Capovane piwo 40-50 Sk.
Wyprażany syr 120 Sk.
Wrzątek - 10 Sk.
Własne żarło - tak.
Obsługa - fajna.
(informacje o cenach nieaktualne - po przyjęciu przez Słowację waluty euro)

c.d.n.
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Czw 05 Mar, 2009, w całości zmieniany 10 razy  
 
 
Szarotka



Dołączył: 07 Lut 2004
Skąd: Pięknoduchowo
Wysłany: Czw 09 Lis, 2006   

Kurcze....teraz mi narobiłeś apetytu na relacyjkę a ja zaraz na pociąg muszę lecieć. :x No chyba mnie jakaś kafejka netowa skusi.. ;)
Ciekawy pomysł z tym "Info" o schronie :)
 
 
Mariusz



Dołączył: 15 Wrz 2003
Wysłany: Czw 09 Lis, 2006   

Wędrówka druga.
Poniedziałek - 16 października 2006.

Chata pod Soliskom Magistrala Jamskie Pleso Krywań (2495 m)- Jamskie Pleso - Chata pod Soliskom

Chata pod Soliskom Skrajne Solisko (2093 m) Chata pod Soliskom

Pobudka o 6:30 rano. Za oknem przepięknie. Wszędzie kołdra z chmur. Jedynie Strbskie Pleso wystaje, jak wyspa na oceanie. Ale… coś tu nie gra. Co tak srebrnie dookoła? Rzut oka przez okno na taras schroniska. O cholera! Spadł śnieg. Na tarasie zaspy po kostki. Wieje silny wiatr. Hmnnnn…
Szybkie śniadanie – niestety bez herbaty z racji zamkniętego baru. Zabieram mały plecak i opuszczam schronisko. Jest 7:20. Zimny powiew wiatru rozbudza niczym 2 kubki kawy. Naciągam czapę i rękawice. Śnieg skrzypi pod nogami, kiedy wędruję niebieskim szlakiem w stronę „Razcestie pod Soliskom”. Słońce coraz wyżej, robi się trochę cieplej. Zbiegam żółtym szlakiem do wylotu Doliny Furkotnej. Następnie wędruję w przemiłych okolicznościach przyrody tatrzańską knieją po magistrali (czerwony szlak). Wreszcie widać piękną jesień. Docieram do krzyżówki przy Jamskim Stawie, który tym się różni od innych stawów, że go znikąd nie widać. Po chwili wychodzę z lasu i wznoszę się ścieżką na Przedni Handel. Ukazują się wokół srebrne góry, a za plecami przepiękna wartwa białych chmur. Jest tak pięknie, że nie zauważam, kiedy docieram do Krywańskiego Żlebu. Od łącznika z zielonym szlakiem (wiodącym od Tri Studniczek) zaczynają się oblodzone kamienie, które wymagają wytężonej uwagi. Zbocza Małego Krywania mają wystawę zachodnią i niewiele tam operuje słońce. Kamienie połyskują lodem. Idzie się po tym kiepsko. Pomocne okazują się kijki. Szlak jest całkiem pusty. Wdrapuję się wreszcie na Mały Krywań. Stamtąd już po suchych kamieniach na Krywań.
Widoki zapierają dech w piersiach. Pomimo zimnego wiatru wykonuję sporo zdjęć, z których część zamieściłem poniżej. Pode mną cudowne morze chmur, z których wystają posrebrzone szczyty. Tego się nie da opisać.
Chowam się przed przenikliwym wiatrem za większy kamor i zjadam batona z musli. Na narodowym szczycie Słowaków nie ma przedstawicieli tej nacji. Prócz mnie siedzi Polak – miły facet – pan Mirek z Gliwic. Częstuje mnie gorącą herbatą, po wypiciu której postanawiam sobie w duchu nigdy więcej nie wypuszczać się w Tatry na jesieni bez termosu.
Po jakimś czasie decydujemy się opuścić Krywań. Ze względu na oblodzenie, z Małego Krywania schodzimy prosto żlebem po resztkach dawnego przebiegu szlaku aż do Razcestie pod Krivanom. Następnie wspólnie schodzimy do Jamskiego Stawu i kawałek dalej, gdzie pan Mirek odbija niebieskim do Białego Wahu (auto). A ja wracam tą samą drogą – nieco już zmęczony do Chaty pod Soliskiem – gdzie docieram o 16:20. Padam na ławę i zamawiam tym razem sekwencję: piwo, kapustova polewka, piwo. Kapustova nezemsko pikantna, aż oczy wyłażą na wierzch. Po wsadzeniu oczu spowrotem łapię za plecak i wychodzę na zachód słońca na Skrajne Solisko. Po drodze mijam parę małomównych Polaków, którzy - jak się potem okazuje - śpią w tym samym schroniskowym pokoju. Na Solisku układam się wygodnie na płaskim kamieniu i delektuję zapadającym zmrokiem. Po godzinie jest już kompletnie ciemno. W oddali iskrzy się oknami hotel Strbske Pleso. Schodzę do schroniska posiłkując się (tak, tak – tym razem miałem ją przy sobie) światłem czołówki. W Chacie jestem po 19:00. Kolacja, piwko, ślęczenie nad mapami i spać.








c.d.n.
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Czw 05 Mar, 2009, w całości zmieniany 8 razy  
 
 
Luki


Dołączył: 15 Mar 2004
Skąd: Otwock
Wysłany: Czw 09 Lis, 2006   

Piknie :) A swoją drogą.. to po cichu liczyłem, że będziesz czekał z tym czekanem pod Jet - em ;)


miałem w plecaku 2 flaszki
 
 
 
Szarotka



Dołączył: 07 Lut 2004
Skąd: Pięknoduchowo
Wysłany: Czw 09 Lis, 2006   

Nie wytrzymałam,musiałam wskoczyć przed pociągiem,żeby to przeczytać :D
 
 
kilgor


Dołączył: 26 Cze 2006
Skąd: Dębica
Wysłany: Czw 09 Lis, 2006   

Świetna relacja - przypomniałem sobie sierpniowe przejście przez Bystre Sedlo. Jak czytam, nie tylko ja mam problemy ze skrzypiącymi kolanami, choć to raczej marna pociecha.
Czekam na ciąg dlaszy :)
 
 
Barek



Dołączył: 29 Sty 2006
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw 09 Lis, 2006   

no Panie :D ,te srebrne gory wygladaja nieziemsko!!!niewidzialem jeszcze takiej scenerii:),a jeszcze dzien wczesniej bylo normlanie jesiennie:)
pozdrowka
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pią 10 Lis, 2006   

nonono, dawno tak fajnej relacjyi nie czytałem. Miłą odmiana w ostatnim burdelu :)
 
 
 
kazik


Dołączył: 05 Lis 2005
Wysłany: Pią 10 Lis, 2006   

Mariuszu :)
kłaniam się nisko...
wiesz co zrobiłeś ...obudziłeś tego cudownego robala co mnie drąży już ponad 30 lat :)
dziękuję , zdjęcia przypomniały mi moje z przed kilku lat zimowe wejście na Krywań -cały krzyż był pod śniegiem -wystawał tylko kawałek wstążki w słowackich barwach....
pozdrawiam ciepło.
 
 
Rafał



Dołączył: 05 Maj 2006
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 10 Lis, 2006   

Wspaniałe zdjęcia... aż mi żal, że mnie tam nie było.
Dzięki za relację.
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Pią 10 Lis, 2006   

jak widze takie chmury to najchętniej bym na nie skoczyła i zatopiła się w ich miękkości :)
 
 
 
ana


Dołączył: 16 Wrz 2003
Skąd: Józefów
Wysłany: Pią 10 Lis, 2006   

Mariusz napisał/a:
ana napisał/a:
sprawozdanie z Tatr byłoby o wiele dłuższe i bardziej emocjonalne

To prawda Magda. Czasy się zmieniają, woda w potokach płynie, relacje też inne... ;]


I co, nie miałam racji? ;)
 
 
 
bios


Dołączył: 08 Gru 2005
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 11 Lis, 2006   

no opowiadaj dalej pls :)
 
 
 
Mariusz



Dołączył: 15 Wrz 2003
Wysłany: Śro 15 Lis, 2006   

Wędrówka trzecia.
Wtorek - 17 października 2006.

Chata pod Soliskom Štrbské Pleso Dolina Mięguszowiecka Chata pri Popradskom plese

Popradzki Staw Dolina Mięguszowiecka Dolina Żabia Chata pod Rysmi Rysy (2499 m) – Popradzki Staw


Kolejny poranek pod Soliskiem wita mnie tradycyjnie błękitem nieba, wstającym słońcem i kobiercem chmur, szczelnie przykrywających całe południowe Podtatrze. Długo przecieram oczy w jadalni przed oknem - po trosze ze zdumienia, a po trosze z zaspania - przyglądając się wyspom Niżnich Tatr wystającym z białego oceanu. Jest naprawdę cudownie.
Obmywam zimną wodą powieki oraz końcówki palców w mikroskopijnej umywalce. Nie zwlekając zbyt długo, dokonuję konsumpcji posiadanych artykułów spożywczych i szybko opuszczam schronisko. Na zewnątrz cisza i pustka absolutna. Spod białej kołdry zaczyna wysuwać się słońce i robi się oraz cieplej. Październikowy świt przeradza się we wrześniowy, pogodny poranek.
Schodzę w dół niebieskim szlakiem pod wyciągiem soliskowych krzesełek. W Strbskim Plesie okrążam od pn-wsch. strony śpiące jeszcze jezioro i próbuję namierzyć czerwony szlak, wiodący w Dolinę Mięguszowiecką. Niestety nie jest to wcale takie proste. Krążę między hotelami, uzdrowiskami po wymarłych niemal uliczkach. W napotkanych „Potravinach” zakupuję bochen chleba, trochę wody oraz colę. Konsumuję tą ostatnią przed sklepem, wygrzewając się na ławie degustacyjnej w ciepłych promieniach słońca. Robi mi się na tyle dobrze, że zastanawiam się na sensem kontynuowania dzisiejszej tułaczki… No ale cola z czasem się kończy, a słońce robi się upierdliwie gorące. Zarzucam toboły i postanawiam odnaleźć czerwony szlak. Tym razem poszło mi lepiej i szybciej, bo znak szlaku był wymalowany na ścianie wspomnianych Potravin.
Wspinam się lasem na Dryganta, a potem niezwykle urokliwą ścieżką (przypominającą naszą Dolinę Roztoki) zboczami Baszt coraz głębiej w Dolinę Mięguszowiecką. Przede mną rewelacyjne, jesienne widoki m.in. na zbocza Osterwy.
Po jakimś czasie docieram do schroniska nad Popradzkim Stawem. Wokół – jak zwykle – pustka i cisza, żywego ducha. Dryndam w recepcji dobre 5 minut, zanim pojawia się jakaś obsługa. Kupuję miejsce w pokoju, wrzucam co potrzebniejsze gadżety do małego plecaka i wyruszam w kierunku Rysów. Jest 11:00.
Wędrówka rozpoczyna się przy budce, w której leży parę worków ziemniaków i trochę innych spraw. A przy tym wszystkim napis: „za wniesienie 10 kg do schroniska – herbatka”. Kto był ten wie. Nie biorę ziemniaków, bo dopiero co pozbyłem się ważącego nieco więcej plecaka. Wędruję do „Rozcastie pod Żabim potokom”, gdzie odchodzą czerwone znaki do Dolinki Żabiej. Powyżej poziomu kosówek kamienie pokryte są cienką warstwą świeżego śniegu. Na szczęście nie są oblodzone i da się jakoś po tym iść. Ludzi niewiele.
Na progu Kotlinki Pod Wagą ze zdziwieniem nie odnajduję łańcuchów, lecz zawieszone zamiast nich stare, zniszczone liny. Trzeba się jednak tym asekurować, bo jest trochę ślisko. Sytuację utrudnia sparaliżowana ze strachu Niemka, wisząca na jednej z lin. Wobec zaistniałych przeszkód natury logistycznej, wyciągam kolejnego batonika z musli, delektując się widokami na Żabie Stawy. Potem wciągam się po linach na próg i docieram do Wolnego Królestwa Rysy. Przed schroniskiem chatar z jeszcze jednym harcownikiem biorą nago zaiprowizowany prysznic. Jest piękne sierpniowe wręcz słońce. Redukuję się do T-shirta i podchodzę po całkowicie już zlodowaciałym śniegu na przełęcz Waga. Tam po suchych kamieniach (dużo słońca w ciągu dnia) na szczyt Rysów.
Na Rysach jestem po raz trzeci. To wejście różni się jednak od poprzednich. Podobnie jak we wrześniu ubiegłego roku wokół piękne, jasnobłękitne niebo i oślepiające słońce. Jednak tym razem siedzę na najwyższym wierzchołku Polski kompletnie sam. Wyhliadki niesamowite. Można się gapić godzinami. Strzeliste Tatry Wysokie iskrzą śniegiem i błyszczą się oblodzonymi skałami. Z kolei polskie zbocza Miedzianego, Kozich Wierchów i Granatów ukazują się w pomarańczowej barwie bez śniegu.
Z czasem dociera na szczyt dwóch Słowaków i gaworzymy sobie o braterstwie naszych narodów, a także o… Rumunii. Tymczasem od polskiej strony nie wyłania się przez godzinę nikt. Być może tego dnia warunki podejścia były marne.
Przy zejściu z Rysów - już poniżej Chaty pod Rysmi – dociera do mnie, że znalazłem się niejako w pułapce. Operujące przez krótki czas w ciągu dnia na pokrytych warstwą śniegu kamieniach słońce tworzy na nich pokrywę lodu. Prawie każdy kawałek skały pokryty jest połyskującą taflą – jedynie niektóre zachowują chropowatą powierzchnię. Już wiem, że dotrę na dół o wiele później, niż przypuszczałem. Idzie się po czymś takim fatalnie, z nieustanną koncentracją i częstymi poślizgami. Ale z kijkami da radę. Przydałyby się mini-raczki.
Po dłuższym czasie docieram wreszcie do schroniska przy Popradzkim Stawie. Boli mnie czerep, funduję więc sobie w restauracji kurację regeneracyjną we wspomnianej już sekwencji: pivo, cesnakova, pivo. Pomaga. Potem funduję sobie pierwszy gorący prysznic - pierwszy w trakcie tego pobytu.
W Popradzkim poznaje Mariusza z Sochaczewa, który - podobnie jak ja – wędruje samotnie po słowackich Tatrach – tyle, że w przeciwnym kierunku. Rozważa także przeniesienie się w Niżnie Tatry. Wieczór spędzamy na górskiej pogawędce w restauracji. Pogawędce głównie o pasmach w Rumunii...









Info:
Chata pri Popradskom plese
Noclegi około 395 Sk.
Capovane piwo 39 Sk.
Wrzątek - gratis od obsługi restauracji.
Własne żarło - tak, ale w pokojach noclegowych.
Obsługa - lekko śnięta recepcjoniska, mocno śnięty barman. Nie ma klasycznej schroniskowej sali z ławami i barem. W zamian restauracja a la późny Gierek.

(informacje o cenach nieaktualne - po przyjęciu przez Słowację waluty euro)

c.d.n.
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Czw 05 Mar, 2009, w całości zmieniany 11 razy  
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Śro 15 Lis, 2006   

Mariusz napisał/a:
Na progu Kotlinki Pod Wagą ze zdziwieniem nie odnajduję łańcuchów, lecz zawieszone zamiast nich stare, zniszczone liny. Trzeba się jednak tym asekurować, bo jest trochę ślisko.

Zdjęli czy pod śniegiem? W lipcu były jeszcze dwa ciągi łańcuchów (równoległe - można sie było artystycznie potknąć) i jedna stara lina (mocno przetarta! - chciliśmy przeciąć, ale nie mieliśmy czym)


Z utęsknieniem czekam na ciąg dalszy - mam nadzieję, ze nie będe czekał az tak długo :)
 
 
 
Mariusz



Dołączył: 15 Wrz 2003
Wysłany: Czw 16 Lis, 2006   

Wędrówka czwarta.
Środa – 18 października 2006.

Chata pri Popradskom plese Koprowa Przełęcz Koprowy Wierch (2363 m) - Popradzkie Pleso

Chata pri Popradskom plese Symbolický cintorín pod Ostrvou


Po spokojnej nocy budzi się kolejny piękny dzień. O 7:00 rano dwóch Mariuszów przygotowuje się do kolejnego dnia przemierzania górskich szlaków. Z tym, że każdy z nich idzie w swoją stronę… Sporządzam naprędce w pokoju śniadanie, korzystając z pożyczonej grzałki. Potem pakuję się w mały plecak i wyruszam ponownie niebieskim szlakiem w górę Mięguszowieckiej Doliny. Jest godzina 8:00.
Tego dnia, chyba najbardziej ze wszystkich, dane mi było zakosztować tatrzańskiej pustki. Przemierzam niespiesznym marszem w całkowitej samotności i ciszy górne piętra doliny, by dotrzeć wreszcie nad Wielki Hińczowy Staw. Tam kładę się na wielkim, wygodnym kamieniu i przez okrągłą godzinę wlepiam wzrok w Mięgusze. Otoczenie Hińczowej Doliny sprawia, że powietrze stoi tu niemal w miejscu. Słychać każdy kamyk staczający się po zboczach, każdą kroplę roztapiającego się śniegu. Nigdzie ani śladu człowieka – na Przełęczy pod Chłopkiem również pustki…
Po pewnym czasie kontynuuję marsz na Koprową Przełęcz i dalej na Koprowy Wierch. Na szczycie spędzam w samotności kolejną godzinę, a jest na co popatrzeć… Widoki naprawdę imponujące – jedne z ciekawszych w całych Tatrach. Widać Szatana i Hlińską Turnię, Furkot i Hruby (z Krywaniem w tle), Rysy, Wysoką i Kończysty, wreszcie kawał polskich Tatr Zachodnich i Dolinę Pięciu Stawów z Orlą Percią… W dole zaś Hińczowy Staw wieńczący Dolinę Mięguszowiecką oraz Ciemnosmreczyńskie Stawy u stóp Szpiglasowego Wierchu. Długo by wymieniać…
Pierwszą osobę tego dnia spotykam trawersując w drodze powrotnej południowe ramię Koprowego. Z Koprowej Przełęczy kapitalnie wygląda ponura Dolina Hlińska z kompletnie ośnieżonymi północnymi zboczami Grani Hrubego. Dla kontrastu Dolina Mięguszowiecka jest ciepła i przyjazna. Schodzę więc nad Hińczowy Staw i ponownie zalegam na położonym nad brzegiem kamieniu. Znowu cisza świszcze w uszach, aż miło. Kontemplacja. Delektuję się dowoli pobytem w kotle Hińczowej Doliny i schodzę wolnym krokiem do Popradzkiego Stawu. Jest godzina 16:00.
Tym razem spożywam całkiem smaczną kapustovą. Do tego piwko, które natychmiast regeneruje moje siły. Regeneruje do tego stopnia, że nie zahaczając o pokój – tak jak stoję – postanawiam przespacerować się jeszcze na Cmentarz Symboliczny pod Osterwą.
Łatwo tam się wpędzić w refleksyjny nastrój, zwłaszcza gdy zwiedza się cmentarz samotnie w zapadającym zmroku. Wiszące pośród limbowego gaju klepsydry opisują kawał historii polskich i słowackich Tatr. Tej smutnej części ich historii... Spacerując po cmentarzu można odnowić w sobie zasoby pokory wobec gór i zadumać się nad tymi, którzy odeszli…
W schronisku tę noc spędzam chyba jako jedyny gość. Pusta restauracja, puste korytarze, cisza.




c.d.n.
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Czw 05 Mar, 2009, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
ana


Dołączył: 16 Wrz 2003
Skąd: Józefów
Wysłany: Czw 16 Lis, 2006   

A za oknem tylko beton i jedno smętne drzewo :(
 
 
 
Mariusz



Dołączył: 15 Wrz 2003
Wysłany: Czw 16 Lis, 2006   

Wędrówka piąta.
Czwartek – 19 października 2006.

Chata pri Popradskom plese Osterwa (1978 m) Batyżowiecki Staw Śląski Dom Hrebienok Zamkovského chata


O 8:30 opuszczam schronisko przy Popradzkim Stawie i kontynuuję wędrówkę na wschód. Wspinam się z nieco już lżejszym batohem (trochę się zjadło) ośnieżonymi i oblodzonymi zygzakami na Osterwę. Wspinaczka trochę mozolna, za to pogoda znowu piękna! Po jakimś czasie docieram na przełęcz, gdzie pozwalam sobie na chwilę odpoczynku. Wchodzę na Osterwę oraz spory kawałek w kierunku Tępej (Tępy) celem wykonania ciekawych zdjęć.
Następnie kontynuuję marsz czerwonym szlakiem magistrali. Po lewej ukazuje się Kończysta, a po prawej cały czas piękne widoki na położone w dole miasta oraz na Niżnie Tatry. Wkrótce ukazuje się Batyżowiecki Staw. Jego otoczenie jest doprawdy urzekające. Otaczają go wyniosłe szczyty Kończystej, Zmarzłego, czy wreszcie Gerlachu. Jedyny mankament to niemożliwy do zniesienia, zimny wicher opadający z olbrzymią siłą z kotła Doliny Batyżowieckiej i przeciskający się przez wąskie „wrota” nad stawem. Chowam się za głazami i zdrętwiałymi z zimna rękami wykonuję kilka zdjęć. Długo tam nie siedzę…
Okrążywszy Suchy Wierch schodzę płaskim zboczem w kierunku Śląskiego Domu. Ładnie stąd widać zabudowania Smokovców.
W nogach czuję coraz większe zmęczenie. Cały czas używam kijków, jednak ciężki plecak daje o sobie znać. Zbliża się mały kryzys. Gdzieś tam po drodze uzupełniam butlę wodą ze strumyka, a chwilę potem moim oczom ukazuje się obrzydliwe gmaszysko Śląskiego Domu. Siadam na chwilę przy nim, zjadam jakiś drobiazg, po czym oddalam się czym prędzej. I znów wędruję magistralą, tym razem zboczami Sławkowskiego Szczytu. Monotonną drogę urozmaiconą widoki na odległe rejony i pasma górskie Słowacji. Przecinam wreszcie niebieski szlak na Sławkowski i docieram na Hrebienok. W planach była Terinka, ale już czuję, że nie dam rady. Ledwie powłóczę nogami. Przez jakiś czas wędruję razem z nosicem. Na tym odcinku szlaku spaceruje sporo ludzi w adidaskach. Zagadują coś do mnie po słowacku nt. mojego batoha, ale nie zawsze wiem o co im chodzi. Zapewniam ich, że nie zamierzam tego wnosić do Terryho Chaty, a „jedynie” do Zamkovskieho. Gdzie zresztą w końcu docieram…
Zamkovskeho Chata. Różnie o niej gadają, ale mi osobiście przypadła do gustu. W maleńkiej jadalni siedzę sam. Na zewnątrz też żywej duszy. Jana przynosi cesnakovą – oryginalnie podaną, z grzankami chleba na osobnym talerzyku! Prócz tego piwo oczywiście. Powoli zaczyna wracać krążenie w nogach…
Przychodzi zmierzch. Aby się przemieszczać po schronisku, konieczna jest czołówka. Ślęczę w jadalni nad mapą przy świetle lampy naftowej. Milutka atmosfera. Wreszcie chatar odpala na godzinkę agregat i schronisko rozpala się światłami. Jako, że jestem jedynym gościem i nie zgłaszam zanadto sprzeciwu – po całym schronie roznoszą się głośne dźwięki utworów Red Hot Chili Peppers. Ze zdziwieniem odnajduję na pięterku wypasioną łazienkę z prysznicem. O la la… Zamawiam jeszcze u chatarki juniorki śniadanie i odpływam we śnie.








Info:
Zamkovského chata
Noclegi 380 Sk.
Capovane piwo 40-50 Sk.
Wrzątek - gratis.
Własne żarło - tak.
Obsługa - fajna.

(informacje o cenach nieaktualne - po przyjęciu przez Słowację waluty euro)

c.d.n.
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Czw 05 Mar, 2009, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Mariusz



Dołączył: 15 Wrz 2003
Wysłany: Pią 17 Lis, 2006   

Wędrówka szósta.
Piątek – 20 października 2006.

Zamkovského chata Łomnicki Staw Rakuska Czuba (2038 m) Zielony Staw Kieżmarski Dolina Białych Stawów Przełęcz pod Kopą Chata Plesnivec

Pobudka z samego "rańca skoro świt". Pakuję bambetle i schodzę o 7:30 do jadalni, a tam czeka na mnie pyszne śniadanko z gorącym czajem. Spożywam ze smakiem, spoglądając optymistycznie przez okno. Zapowiada się kolejny pogodny dzień. Pół godziny później opuszczam to przytulne miejsce i rozpoczynam kolejny fantastyczny dzień pobytu w górach. Kontynuuję wędrówkę magistralą – najpierw okrążam południowe ramię Łomnicy i spokojnym marszem dochodzę do kociołka pod Łomnicą. Niestety nie udaje mi się wpaść do pana Kulangi na czaj, bo otwiera podwoje swojej chatki dopiero o 10:00. Jest dosyć wcześnie, więc w okolicy na szczęście nie ma zbyt wielu ludzi. Kolejka wywozi na szczyt grupki osób oraz jakieś materiały budowlane. Wokół panuje cisza – nietypowa dla tego miejsca. Łomnicki Staw praktycznie wyschnięty na wiór. Siadam na chwilę, a potem z kolei przemieszczam się piargami pod Kieżmarskim w kierunku Rakuskiej Czuby. Ze szczytu wspaniale prezentuje się Kieżmarski, Czarny i Kołowy Szczyt. Zielony Staw w dole pokrywa tafla lodu. Dookoła jest tak pięknie, że nie chce się iść dalej. Wybija 12:00. Na niebie jest sporo chmur i tego dnia nie będzie już widać słońca. Zejście ze Świstówki okazuje się być mało komfortowe – strome zygzaki są całkowicie pokryte zlodowaciałym śniegiem. Zresztą cała południowa część kotła nad Zielonym Stawem wygląda niemal zimowo. Schodząc mijam sporą grupę słowackich sportowców, wbiegających pod górę w adidasach. Największy problem – zważywszy na targanie dużego plecaka – sprawia mi oblodzony odcinek z łańcuchami. Klucząc między głazami docieram wreszcie do schroniska przy Zielonym Stawie. Siedzę tam kwadrans na dziedzińcu, podziwiając sterczące w kompletnej ciszy kolosy, które z dołu wyglądają jeszcze dostojniej. Nie wchodzę do środka, lecz kontynuuję wędrówkę wśród kosówek – tym razem w pełni jesiennymi zboczami Koziej Turni.
Ukazuje się Biały Staw, a kiedy się przy nim odwracam – Jagnięcy Szczyt jak na dłoni. Pekna vyhliadka. Po dolince krążą ze 2-3 osoby. Chowam plecak w kosówkach i na lekko spaceruję do Przełęczy pod Kopą, skąd odchodzi w dół niebieski szlak w Dolinę Zadnich Koperszadów.Widoki stamtąd godne polecenia – zarówno w samą dolinę, na Tatry Bielskie, jak i na grupę Kieżmarskiego (z Prednego Kopskiego Sedla). Spędzam w tym rejonie dużo czasu, bo i powodów do pośpiechu nie ma. Kiedy zaczyna się szarówka, schodzę ponownie nad Biały Stawek, a potem zielonym szlakiem do schroniska „Pod Szarotką”. Na mijanych zboczach Tatr Bielskich pięknie widać kolory jesieni.
Schronisko „Pod Szarotką” (Chata Plesnivec) to megaklimatyczne miejsce. Wchodzi się jak do wiejskiej chałupy – trudno rozróżnić salę jadalną (dla gości) od sali kuchennej (dla obsługi). W środku siedzi dwójka Polaków – filozofów z Katowic oraz dwójka Węgrów. Tradycyjnie zamawiam „strzała” w postaci cesnakovej polevki i piva, a filozofowie dosiadają się. Degustujemy piwko (Zlaty Bazat z butelki za grosze - wypas) i gawędzimy o ich podróżach po Mongolii, a także trochę o Tatrach. Schronisko – o dziwo – okazuje się mieć gorące natryski, z czego skwapliwie korzystam. Nadchodzi noc, czas iść spać…











Info:
Chata Plesnivec
Noclegi 150 Sk.
Piwo butelkowe - 35 Sk.
Wrzątek - gratis.
Własne żarło - tak.
Obsługa - fajna.
Menu – 3 pozycyjne (cesnakova, parky, varena klobasa)

(informacje o cenach nieaktualne - po przyjęciu przez Słowację waluty euro)



c.d.n.
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Czw 05 Mar, 2009, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Mariusz



Dołączył: 15 Wrz 2003
Wysłany: Pią 17 Lis, 2006   

Wędrówka siódma.
Sobota - 21 października 2006.

Chata Plesnivec Czarna Dolina Rakuska Rázcestie Šumivý prameň Kežmarské Žľaby Tatranská Lomnica


W sobotę przychodzi czas na opuszczenie Tatr. Nie lubię takich chwil, ale nie lubię też się z nimi (takimi chwilami) za bardzo cackać. Pakuję plecak i znoszę go do jadalni, gdzie postanawiam zjeść coś na gorąco. Do wyboru mam parky albo vareną klobasę. Zamawiam to drugie plus czaj. Po kwadransie otrzymuję coś o grubości potrójnej polskiej kiełbasy, w co bardzo ciężko wbić widelec. A kiedy już się uda, wylewa się z tego „czegoś” krwista ciecz. Całość nader pikantna. Hmnnn… Zjadam jednakowoż to cudo, skutkiem czego wisi mi potem na żołądku przez cały dzień. Ale nic to Baśka. Rozpoczynam miły spacer skąpaną w słońcu Doliną do Siedmiu Źródeł i dalej Czarną Doliną Rakuską wzdłuż zboczy Koziego Grzbietu (ale nie „tego Koziego”) i Fajksowej Czuby. Ścieżka wiedzie gęstym lasem i wyprowadza do skrzyżowania szlaków pod tytułem „Rázcestie Šumivý prameň”. Tu skręcam na południe, przemierzając zniszczone kalamitą resztki Wielkiego Kieżmarskiego Lasu. Kierunek: Kieżmarskie Żłoby. Na powalonych i oczyszczonych już pniach mnóstwo pomarańczowych wstążek. Może to na odczynienie jakichś uroków – nie wiem. Dodawać nie muszę – że od rana nie spotkałem żywej duszy. Ale kto by łaził po takich peryferiach… W Żłobach okazuje się, że spitolił mi dziesięć minut wcześniej autobus do Łomnicy. Dygam tedy do tego urokliwego miasteczka na piechotę, gdyż mam tam sprawę do załatwienia. Na Ceście Swobody mija mnie sporo polskich samochodów, ale ani ja im specjalnie nie macham, ani oni się sami specjalnie nie zatrzymują. Nie ma tego złego – z cesty są piękne widoki (pozytywny skutek uboczny kalamity) na Łomnicę, która wygląda jak dymiące Fuji-san. W Łomnicy łapię autobusovą dopravę do Łysej Polany. Niestety klimaty w SADzie nadal niczym w polskich PKSach z połowy lat 80-tych. Na szczęście pan hrabia kierowca dowozi nas w końcu łaskawie na granicę, skąd prywatną polską komfortową linią autobusową docieram do miasta Z. Tam łapię jakiś ekspres do Warszawy koło 15-tej… i tyle. Aha – tradycyjnie kupuję od gaździny 3 duże oscypki, które równie tradycyjnie rozlewają mi się w trakcie podróży po całym plecaku…








KONIEC
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Czw 05 Mar, 2009, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group