Można i tak

Pasma górskie w Polsce i na świecie.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Można i tak

Post autor: Janek »

Mieszczuch na Mont Blanc

Wakacje pod palmą i zimne drinki z parasolką odchodzą w przeszłość. Teraz na topie są górskie raki, zupki w proszku i grube polary, a główne atrakcje to przemarznięte nogi, ekspozycje i latające "telewizory". Mieszczuchy zamiast tropików wybierają ekstremalne zimno, wspinając się na słynną Białą Górę - najwyższy szczyt zachodniej Europy.

Tomasz Smaczny, 31 lat, pracuje w znanej agencji reklamowej. - Jestem zwykłym "zarobionym" facetem z dużego miasta. Nie wspinam się, nie chodzę po Tatrach każdego roku, nie byłem nawet na Rysach - mówi o sobie. Latem postanowił wspiąć się z kolegą na Mont Blanc.

- Góra ta jest na tyle osiągalna i bliska, że wejście na nią wydawało się leżeć w granicach możliwości. A jednocześnie jest na tyle nieosiągalna i daleka, ze skutecznie rywalizuje z tatrzańskimi szlakami - tłumaczy.
Zanim ruszył z kumplem Karpiem do Chamonix, przemyślał spokojnie sprawę. Szczyt zdobyty został po raz pierwszy w roku 1786. - Wtedy nikomu nie marzyło się o dzisiejszym sprzęcie, a chłopcy jakoś dali radę i to zdecydowało - mówi.

Bezsenność na Le Gouter

Zatrzymali się w schronisku w pobliskiej miejscowości Les Houches. - Drzwi do schroniska są otwarte, nikt nie pilnuje, więc władowaliśmy się i spaliśmy - opowiada Smaczny. Rano powitał ich Olivier, opiekun schroniska, młody chłopak o dobrodusznej twarzy i lekko kręconych blond włosach. Od razu zimny prysznic. - Wejście na trasę jest "krańcowo niepolecane" - mówi Olivier. - Droga Le Gouter, najpopularniejszy szlak na szczyt, jest bardzo niebezpieczna w tym roku. Wyjątkowo gorące lato spowodowało, że podłoże kluczowego Wielkiego Kuluaru ociepliło się nadzwyczajnie i z góry żlebami lecą groźne kamienne lawiny - wyjaśnia spokojnie.

- Prawdziwe "telewizory" - skomentowali tego samego dnia polscy wspinacze spotkani w biurze wysokogórskim w Chamonix. Za mapę służyły im dwie kartki A3 z wydrukowanym fragmentem zeskanowanego planu z dorysowaną ręcznie drogą, ściągnięte z witryny internetowej niejakiego Conana. Po jedenastu godzinach marszu w typowych tatrzańskich warunkach, doszli do schroniska Tete Rousse na wysokości 3100 metrów.

- W nocy nie mogłem zmrużyć oka, a serce waliło mi niemiłosiernie. Połknąłem aspirynę, która rozszerza naczynia krwionośne i pozwala na lepsze dotlenienie organizmu. Dostałem też lekkiego krwotoku z nosa. Nie mogłem zasnąć, przewracałem się z boku na bok śmiertelnie zmęczony. To była choroba wysokościowa - opowiada Smaczny.

Strach przychodzi w dzień

Tomasz z kolegą nie byli odpowiednio ubrani do wyprawy w tak ekstremalne warunki. Zakładali narciarskie spodnie ogrodniczki, kaski paralotniowe i wiązane proste raki. Buty mieli zwykłe - do chodzenia latem po górach. - Naszym ekwipunkiem zwracaliśmy powszechną uwagę, bo wyglądaliśmy jak kolorowo zdobione choinki i odróżnialiśmy się od idealnie wyekspediowanych westmanów. Z przerażeniem się nam przyglądali - wspomina ze śmiechem Tomasz.

Na początku wszystko szło dobrze. Wspinali się łatwą granią, na której od czasu do czasu napotykali usypane kopczyki - drogowskazy. Powoli uświadomili sobie, że wybrali złą drogę. Wspinaczka była coraz cięższa, improwizowali, a kruszyzna usuwała się spod nóg. Po lewej była przepaść, po prawej szeroka połać żlebu, której trawers w niepewnym terenie i przy lecących z góry kamieniach przyprawiał o drżenie serca. Grań robiła się coraz bardziej stroma i od tego widoku kręciło się w głowie.

- Co chwilę waliłem w skałę tym przeklętym za małym, ale jakże zbawiennym paralotniowym kaskiem - mówi podróżnik. Musieli szukać właściwego szlaku i zejść do żlebu. - Byłem cały mokry z nerwów, strachu i zmęczenia i niemal gotowy dzwonić po helikopter - dodaje.

Prawa, czekan, lewa, prawa, znowu czekan, a dopiero minęła jedna trzecia drogi. Po kolejnych dwóch godzinach wspinaczki wdrapali się do schroniska Gouter na wysokości 3800 metrów, drugiego schroniska, które jest już bazą wypadową na szczyt. Byli kompletnie wyczerpani, mieli tętno przyspieszone, a sen znowu byle jaki. - Czułem, że działam jak zwierzę. Skupiam całą siłę woli na tym, żeby nabrać energii. Herbata, zupa i spanie - komentuje Smaczny.

Lekcja pokory

Około czwartej w nocy ruszyli w czarną otchłań, patrząc na gwałtowne załamania terenu i ściany lodowe. Skupieni na śladzie, szli krok za krokiem, odpoczywając co kilka minut. Oddychali już bardzo ciężko, choć Mont Blanc był jeszcze daleko.

Na kolejnym zboczu stał prosty blaszany schron Vallot wyznaczający połowę drogi na szczyt. Wgramolili się do środka i zobaczyli niemiłosierny bałagan, śmierdziało, a dwaj Niemcy spali otuleni w stare koce. Tomasz myślał tylko o ogrzaniu nóg. Zawinął stopy w koce i rozcierał zapamiętale. - Nogi były trochę cieplejsze, ale ogólne samopoczucie beznadziejne. Było mi niedobrze, bolała mnie głowa i odechciewało się wszystkiego - opowiada.

Ruszyli dalej, wdrapując się powoli i zapadając po kolana w śnieg. Na szczęście potężny wiatr ustał na końcu podejścia. Wchodzili coraz wyżej, mijając szczeliny i lodowe ściany. Coraz częściej musieli iść "żyletą" - śnieżną granią. Po prawej Włochy, po lewej Francja, widoki obłędne, ale ręka zaciśnięta do bólu na czekanie.

Na ostatniej ścianie ścieżka miała szerokość tylko dwóch stóp, a po obu stronach przepaście. - Nie rozglądałem się na boki, patrzyłem pod nogi i liczyłem kroki dla zachowania rytmu i równowagi - opowiada Smaczny. Nagle zrobiło się płasko. - Byliśmy na Blancu. Ściskałem się z kolegą, on śmiał się histerycznie. Dookoła roztaczał się niesamowity widok, wszystkie szczyty były już pod nami - entuzjazmuje się warszawiak.

Na szczycie spędzili tylko 20-30 minut. Trzeba wracać! Po trzech godzinach, kompletnie wyczerpani zeszli do schroniska Gouter. Ostatniego dnia marsz do Les Houches trwał w sumie prawie dwanaście godzin. - Goniła nas myśl o prysznicu, dobrym jedzeniu i poczciwym Olivierze ? uśmiecha się Tomasz Smaczny.

Z perspektywy modnej warszawskiej knajpki, w której właśnie przeglądamy zdjęcia, uważa, że to była niezwykła sprawa. - Mont Blanc polecam wszystkim szukającym w sobie pokory - kończy Tomasz.

DOJAZD:
Przelot z Warszawy do Grenoble w obie strony tanimi liniami Wizz Air - od 201 zł (w jedną stronę, wliczając opłaty i podatki). To nowe połączenie - rusza 25 listopada.

NOCLEG:
• W Hôtel le St Antoine: pokój 2-osobowy - 46 euro, śniadanie - 7 euro (za osobę), dwa posiłki - 44 euro (za osobę), trzy posiłki - 58 euro (za osobę)

POTRZEBNY SPRZĘT NA MONT BLANC WEDŁUG ORGANIZATORÓW WYPRAW WYSOKOGÓRSKICH:
• plecak 70-90 litrów, buty (takie jak w Tatry zimą, nie muszą być skorupy)
• skarpetki (coolmax, inne)
• bielizna antypotna
• spodnie z polaru, bluzy polarowe
• kurtka i spodnie z membrany (gore, inne)
• dwie pary rękawiczek (na 5 palców, łapawice na 2 palce)
• steptuty (ochraniacze), dwie czapki, okulary lodowcowe (mogą być gogle)
• krem UV 25, preparaty odstraszające komary
• raki, kask, czekany, kije składane, uprząż, karabinki zakręcane (4 szt.), repsznur na prusiki (4 szt.)
• latarka czołówka, kocher, palnik, gaz, termos, sztućce (nóż + łyżka)
• śpiwór, karimata, folia NRC, namiot, apteczka, przybory toaletowe.

Joanna Rokicka

Tekst pochodzi z magazynu DZIEŃ DOBRY
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Tekst ciekawy, warty przeczytania.
Z kolei ja nie rozumiem czegoś takiego
Janek pisze:Tomasz Smaczny, 31 lat, pracuje w znanej agencji reklamowej. - Jestem zwykłym "zarobionym" facetem z dużego miasta. Nie wspinam się, nie chodzę po Tatrach każdego roku, nie byłem nawet na Rysach - mówi o sobie. Latem postanowił wspiąć się z kolegą na Mont Blanc.
W jakim celu ktoś, kto nigdy nie interesował się górami, nie pociągały go wędrówki, chce wejść na dach Europy?
Może żeby mieć się czym pochwalić wśród znajomych?
Janek pisze:Mont Blanc polecam wszystkim szukającym w sobie pokory - kończy Tomasz.
Co tam.... niech całe wycieczki szkolne jeżdżą :x
Awatar użytkownika
tomtom

-#6
Posty: 1948
Rejestracja: pn 25 kwie, 2005

Post autor: tomtom »

złe pojmowanie lansu.
kazik

-#4
Posty: 390
Rejestracja: sob 05 lis, 2005

Post autor: kazik »

może mnie ktoś objaśni co to jest ten lans ?
:) :) :)
spokojnych snów :O
Jagiellonia w Tatrach

-#4
Posty: 473
Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Jagiellonia w Tatrach »

To jest coś takiego jak tłumaczy nam pewien właściciel sklepu ze starym rockiem w Warszawie na ulicy Nowy Świat, że jeżeli masz 20-50 lat i jesteś "kimś" to lansem jest bywanie w określonych lokalach, w których z głośników sączy się jazz wszelkiej maści czy muzyka klubowa. Potem ewentualnie taką muzykę nabywasz w celu prezentowania jej podejmowanym w domu z kominkiem lub apartamencie gościom. A jak ci się ona naprawde podoba to sobie jej słuchasz sam, choć niekoniecznie.
Ponieważ ten właściciel żyje z rocka więc ten lans mu przeszkadza bardzo, na szczęście nie dotarł on np. do Białegostoku, więc jakoś sobie daje radę.
A jeżeli chodzi o Tatry to w naszym środowisku już sam wyjazd w nie powinien być lansem bo tak się składa, że tutajsza ludność woli augustowskie jeziora, knyszyńskie lasy czy biebrzańskie bagna. Jednak tak nie jest z niewiadomych nam do końca przyczyn, prawdopodobnie nasz 33 wyjazd w Tatry już się opatrzył. A może tego lansu u nas po prostu nie ma.
Niech się wypowiedzą ludzie z większych miast.
Awatar użytkownika
Darycjusz

-#3
Posty: 140
Rejestracja: wt 19 wrz, 2006
Lokalizacja: Katowice

Post autor: Darycjusz »

No i niestety przez takich ludzi, którzy wybierają się na Blanca nie mając obeznania z łatwiejszymi górami, nie mając odpowiedniego sprzętu i doświadczenia. Takich, którzy idą tam w większości tylko dlatego, żeby mieć się czym pochwalić przed znajomymi w pracy, w szkole etc. ta góra stała się tak skomercjalizowana, że aż strach pomyśleć co się tam dzieje w sezonie. Wystarczy wspomnieć, że szacunkowo masyw Mont Blanc odwiedza rocznie 30 tysięcy "turystów" :O .
No i po raz kolejny stajemy przed pytaniem - co zrobić z tą liczbą :? . Ograniczać ją czy zostawić samą sobie :think: .

Poniżej przytaczam artykuł ze stron turnia.pl (http://www.turnia.pl/aktualnosci/1694.p ... mont_blanc?)

"Mer francuskiego miasta Saint-Gervais (czyt. se zer-WE), na którego terytorium znajduje sie Mont-Blanc, chce ograniczyc dostep do tego masywu górskiego. Jego zdaniem przeksztalca sie on latem w prawdziwa "alpejska autostrade".

Jean-Marc Peillex (czyt. zal-mark pe-LEX) ocenia, ze kazdego roku masyw Mont-Blanc odwiedza 30 tysiecy osób. Pozostaja po nich tony odpadków. Wiele problemów stwarzaja tez grupy alpinistów-amatorów bez profesjonalnych przewodników. Takie grupy czesto powoduja wypadki i kosztowne interwencje górskich sluzb ratunkowych.
Zdaniem mera górskiego kurortu, wejscie na Mont-Blanc stalo sie "masowym produktem", proponowanym przez agencje turystyczne na calym swiecie.

Mer miasta Saint-Gervais proponuje, by na najwyzszy szczyt w Europie mozna bylo wchodzic dopiero po uzyskaniu zezwolenia. Masyw bylby dostepny tylko dla grup z przewodnikami znajacymi doskonale góry. Podobny system sluzy do regulacji dostepu na Mount Everest w Himalajach i na wiele masywów w Stanach Zjednoczonych."
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

Nie wspinam się, nie chodzę po Tatrach każdego roku
No ale nie każdego roku nie znaczy, że ta osoba nigdy nie była w górach.
PS. Znam osobę, która weszła na Elbrus (bez żadnych problemów) wcześniej będąc najwyżej na Śnieżce.
...można i tak :)
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Pewnie, że można.
Jednak gdyby na tak wysokie szczyty wchodzili ludzie, którzy są pasjonatami i mają doświadczenie, to byłoby o wiele lepiej. Nieprawda? Takie to wszystko smutne :(
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

Agaar pisze:Jednak gdyby na tak wysokie szczyty wchodzili ludzie, którzy są pasjonatami i mają doświadczenie, to byłoby o wiele lepiej. Nieprawda?
Prawda.
Agaar pisze:Takie to wszystko smutne
To chyba wszystko wina zbytniego ułatwienia dostępu do wysokich gór, a także reklamy jaką się robi wokół tych miejsc 'naj' (np. najwyższych)... Ale chyba aż takie straszne to nie jest... zawsze znajdą się szczyty niepopularne, takie na które wchodzą jedynie pasjonaci. (A skoro jak dotąd nie byłem w Alpach, więc mnie to nie boli... sam zresztą zbyt doświadczony nie jestem.)
Podobnie jest w Tatrach... wystarczy porównać drogę do Morskiego Oka z sąsiednim szlakiem w Dolinie Białej Wody. I jasne, że pragnąłbym, żeby w górach byli zawsze jedynie ci, którzy góry kochają, no ale... nic się nie da zrobić i chyba z roku na rok będzie coraz gorzej... taka moda.
PS. Na razie bardziej mnie smuci zbliżająca się zima (i brak wolnego czasu na studiach).
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Agaar pisze:Takie to wszystko smutne
Zbyt emocjonalnie podchodzisz do tego - poszła dwóch dobranych "leszczy", nikt głupolom nie powiedział, że potrzebna jest aklimatyzacja to i dostali w tyłek, mogą mówić o dużym szczęściu, że nie polecieli. wrócili i już zdążyli to łzawo naopowiadać jakiejś podrzednej dziennikarce a teraz to po raz któryś z rzędu opowiadają w warszawskich pubach podobnym im idiotom na podrzędnych posadkach w reklamie, ubezpieczeniach, bankach, funduszach czyli wszędzie tam gdzie podobna menażeria udaje, że robi coś pożytecznego. To się nazywa leczeniem kompleksów z gównianego życia - gro z tych 30 000 pacanów co zasuwają co roku na MB i zostawiają tam tony śmieci to właśnie tacy.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

ten tekst potwierdza tylko to, ze głupi mają szczęście. Zauważmy, jak malo poważnych wypadków generują klapkarze i reklamówkowcy. Może góry nie sa tak bezlitosne jak się mówi i karzą tylko tych co myślą, że już wszystko wiedzą a kompletnych idiotów oszczędzają?
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

mefistofeles pisze:ten tekst potwierdza tylko to, ze głupi mają szczęście. Zauważmy, jak malo poważnych wypadków generują klapkarze i reklamówkowcy. Może góry nie sa tak bezlitosne jak się mówi i karzą tylko tych co myślą, że już wszystko wiedzą a kompletnych idiotów oszczędzają?
Wiesz co - żyję znacznie dłużej od Ciebie i stąd moja "baza danych" ma znacznie więcej rekordów - ta duża próba statystyczna potwierdza to absolutnie - Pan Bóg się opiekuje idiotami. A także pijakami. Wele lat temu z Poznania do Osowej Góry (centrum Wielkopolskiego Parku Narodowego - jakieś 27 km od Poznania) kursowały pociągi z wagonami, które z każdego końca miały taką galeryjkę (tak jak na westernach). No i jadę, stoję w tłoku na tej galeryjce a na dwóch zderzakach, tak na szagę stoi sobie kompletnie spruty facet i miota nim nim na wszystkie strony a on jeszcze pajacuje i co chwilę puszcza barierkę. Trzeźwy by spadł na bank z samego strachu a ten cymbał dojechał cały i zdrowy do Poznania.
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Janek pisze:Zbyt emocjonalnie podchodzisz do tego
Chyba tak.

Przyszła moda na góry i do tego wysokie... Szkoda. Wolę ten tłok nad morzem.
Janek pisze:Pan Bóg się opiekuje idiotami. A także pijakami.
Prawda... U nas jeden facet, codziennie chodził główną trasą (gdzie jeździ pełno tirów) ok. 2 km, po pijanemu. Tak chyba przez pół życia. Kilka lat temu przeszedł się tak ostatni raz, ale naprawdę każdy się dziwił, że tak długo mu się udawało.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Agaar pisze:Kilka lat temu przeszedł się tak ostatni raz
Może był trzeźwy?
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

mefistofeles pisze:Może był trzeźwy?
Podobno nie.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Agaar pisze:(...)
Przyszła moda na góry i do tego wysokie... Szkoda. Wolę ten tłok nad morzem. (...)
Idąc tym tokiem rozumowania można mówić, że szkoda praktycznie wszystkiego, bo my byśmy chcieli, ażeby było inaczej. Należy się z takim stanem rzeczy pogodzić i nie narzekać. :)
Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

przeczytałam ten tekst i powiem szczerze, że tak samo jak Agaar nie rozumiem dlaczego ktoś, kto po górach za bardzo nie chodził nagle postanawia wspiąć się na Mont Blanc...do tej pory wydawało mi się, że Mont Blanc to góra dla wybranych...dla tych którzy naprawde mają świetne umiejętności i którzy wiedzą jak zachować się w górach...a tu nagle okazuje się, że prosto zza biurowego biurka można wejść sobie na MB....szok :O
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Hannibal pisze:Idąc tym tokiem rozumowania można mówić, że szkoda praktycznie wszystkiego, bo my byśmy chcieli, ażeby było inaczej. Należy się z takim stanem rzeczy pogodzić i nie narzekać. :)
Wcale nie.
Ostatnio przyszła moda na góry, nie da się ukryć. Tłumy, zamiast walić tylko nad morze, to walą i w góry.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Agaar pisze:Wcale nie. (...)
Ale co nie? Czy uważasz, że na taki stan rzeczy nie możemy się godzić i mamy narzekać?
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Hannibal pisze:Idąc tym tokiem rozumowania można mówić, że szkoda praktycznie wszystkiego, bo my byśmy chcieli, ażeby było inaczej.
O to mi chodziło.
ODPOWIEDZ