FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
15-27 VI 2006 Alpy Julijskie i Dolomity
Autor Wiadomość
włóczęga


Dołączył: 12 Maj 2005
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob 01 Lip, 2006   15-27 VI 2006 Alpy Julijskie i Dolomity

Wróciłem.
Było świetnie.
To była wyprawa z żoną.
Oto krótki zarys wypadu.
Coś ostatni często tam bywam. :)

Alpy Julijskie i Dolomity 2006

!5 VI - wyjazd z Warszawy
16 VI - przyjazd do Bled /w Słowenii/
17 VI - wejście na Triglav
18 VI - „dolne szlaki”, czyli spacer, piwo i opalanie
19 VI - wyjście nad wodospad Sawica i wejście na Komna /do schroniska/
20 VI - wyjazd do Misuriny /Włochy – Dolomity/
21 VI - mała ferrata Torre di Toblin
22 VI - ferrata Albino Michielli Strobel w Pomagagnon
23 VI - grupa Cadini – nowe nieznane mi ścieżki
24 VI - grupa Cadini – powtórzenie łatwej, ale niezwykle widokowej ferraty Bonacossa
25 VI - odpoczynek i zakupy
26 VI - wyjazd
27 VI - powrót do Warszawy
Ostatnio zmieniony przez włóczęga Sob 01 Lip, 2006, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szarotka



Dołączył: 07 Lut 2004
Skąd: Pięknoduchowo
Wysłany: Sob 01 Lip, 2006   

Ooo,nie wiedziałam,że znowu jedziesz w te strony :) Ze swej strony liczę na kilka słów relacji i duuużo zdjęć. Tym bardziej,że z Triglava mam mało,bo było pochmurno....a i te dolomitowe-jakie podajesz- nie są mi znane
Serdecznie pozdrawiam
Iwona :)
 
 
włóczęga


Dołączył: 12 Maj 2005
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 02 Lip, 2006   

Relacja.

15 czerwiec.
Wyjechaliśmy rano z Warszawy. Po przejechaniu równo 1000 km zatrzymaliśmy się na nocleg na przyautostradowym parkingu jeszcze na terenie Austrii. Do celu zostało ok. 100 km, ale rozbijanie namiotu po ciemku nie miało sensu. Poza tym to dodatkowy koszt jednej doby.

16 czerwiec.
Planowaliśmy zatrzymać się na kampingu na znanym nam kampingu w Ukanc nad Jeziorem Bohnijskim w Słowenii. Tam jest naprawdę pięknie, ale jako, że było jeszcze przed głównym sezonem, miejsce coś nam nie pasowało. Było zbyt mało życia. Zawróciliśmy i rozbiliśmy się na kampingu „Bled” nad jeziorem o tej samej nazwie. Kamping położony jest po drugiej stronie jeziora naprzeciwko znanej miejscowości. Dobry standard i cena do tego „odpowiednia”, ale miejsce było urocze. Przecież to nasz urlop, a nie tylko wyprawa w góry.



17 czerwiec.
Ok. godz. 7.20 wyjechaliśmy do Rudno Polje, gdzie zostawiliśmy samochód.
Ruszyliśmy na szlak. Godzina 8.20.
Cel był daleko. Drogowskaz wskazywał, że mamy 6 godzin drogi.
TRIGLAV – wspaniały cel. Szedłem, by zdobyć go po raz trzeci. Żona tym razem szła ze mną. Nastawiona była bojowo. To dobrze wróżyło.
Przy schronisku Vodnikov Dom /niestety jeszcze zamkniętym/ znaleźliśmy się parę minut po 12-tej. Mieliśmy opóźnienie. Krótki odpoczynek, uzupełnienie wody z ujęcia i dalej.
O 14.30 byliśmy przy Domu Planika. Niestety to schronisko też było jeszcze zamknięte. Wokół pusto. Żadnych oznak życia. Jedynie czarne ptaki królowały nad tym pustkowiem. Nad tym wszystkim wznosił się ON - TRIGLAV.
Pogoda była piękna. Nie mniej jednak o tej godzinie nad samym szczytem zaczęły już gromadzić się chmury. To chyba tu normalne.
Przechodziliśmy przez duże połacie śnieżne, wspinaliśmy się kominami, w których zalegał śnieg i weszliśmy na Mały Triglav. Dalej lekka wspinaczka i posuwanie się po samej grani.
W końcu spotkaliśmy ludzi. Po kilku godzinach samotności. Schodzili ze szczytu.
My szczyt osiągnęliśmy o 16.07. Późno. Nie było wiele czasu. Kilka zdjęć w nienajgorszej widoczności i niestety w dół.
Żona zmęczona, ale pełna satysfakcji sprawnie schodziła, nie zabezpieczając się nawet lonżą, by jak najszybciej znaleźć się niżej. Przecież musieliśmy jeszcze wrócić na kamping. Brany uprzednio pod uwagę nocleg w schronisku odpadał. No, w razie co nocleg w przedsionku Vodnikov Dom. Śpiwór na wszelki wypadek mieliśmy. Czołówki też, bo przecież szykował się nam powrót po nocy.
Zejście było długie. Zmęczeni już dotarliśmy do samochodu o 22.07. Tak więc schodziliśmy 6 godzin. Razem prawie 14 godzin. To dużo. Ale triglav był nasz.
Poraz trzeci zdobyłem go w jeden dzień. Za każdym razem z innej strony.









18 czerwiec.
Ten dzień był dniem odpoczynku. Tak więc spacer nad jeziorem, opalanie się i piwo przy namiocie było całą atrakcją tego dnia.

19 czerwiec.
Pojechaliśmy pod znany wodospad Savica. Kilka razy byłem w pobliżu, ale dopiero teraz tam się udaliśmy. Bardzo popularny szlak po ponad pięciuset stopniach kosztuje jeśli dobrze pamiętam 2,5 euro. Kilkanaście minut ścieżką do góry wśród wielu turystów /spora jej część w klapkach/ i znaleźliśmy się w pobliżu wodospadu. Jest piękny, chociaż wolałbym oglądać go w bardziej niedostępnym miejscu.
Po zejściu samotnie udałem się na szlak na Komna. Żona miała czekać na dole.
Od Domu Samica do schroniska Dom na Komni jest dwuipółgodzinny szlak. Z wysokości 653m wchodzi się na 1520m. Ok. 860 metrów podejścia. Szlak bardzo łatwy, polecam mało doświadczonym. Zgubić się nie można, nie ma żadnych trudności. Dlatego też nie jest zbyt ciekawy. Prowadzi lasem i tylko w dwu, lub trzech miejscach wyłania się widok na Jezioro Bohnijskie. Na górze z pod schroniska wyłania się jednak widok na wszystkie strony świata.
Alpy Julijskie wyglądają z tego miejsca pięknie. Aż zachęcają do dalszej wędrówki. Ja niestety musiałem już schodzić w dół.



20 czerwiec.
Rano wyjechaliśmy z Bled, by dotrzeć do drogiego miejsca naszej wyprawy.
Była nią miejscowość Misurina w Dolomitach /Włochy/.
Tam mieliśmy spotkać znajomych. I tak się stało.

21 czerwiec.
Zaplanowane wejście na Torre di Toblin. Byłem tam rok temu. Krótka ferrata o stopniu trudności 4/6 miała być miejscem sprawdzenia się żony.
Dojechaliśmy płatną drogą /20 E za samochód/ pod schronisko Auronzi, przeszliśmy koło Tre Cime do schr. Lokatelli, skąd blisko już Torre di Toblin wyglądające z pewnej odległości dość niepozornie. Czekało nas wejście nie najtrudniejsze technicznie, ale o dużej ekspozycji. Wejście charakteryzuje się pokonaniem 27 drabin. Dlatego nazywa się „drogą drabin”. Weszliśmy bez problemów. Żona zadowolona – tego oczekiwała. Ciągłe wpinanie i wypinanie nad dużą ilością powietrza dawało znaczną ilość adrenaliny. Na górze oczywiście zdjęcia i wpis do książki. Zejście inną drogą było łatwiejsze.







22 czerwiec.
Ferrata Micheli Strobel.
Nie byłem tam przedtem. Trudność 4/6. Trochę się obawiałem iść tam z żoną, ale leżała w naszym zasięgu.
Dojechaliśmy do Fiames /3 km na północ od Cortiny/.
Godzinne wejście po piargach i między kosówką i znaleźliśmy się na początku ferraty. Skośny trawers szeroką półką, kominki, ścianki pokonywaliśmy bez problemów. Szosa i boisko piłkarskie leżące w dole stawały się coraz mniejsze. Niestety nad nami gromadziły się chmury. Nad Cortiną i przeciwległą grupą Tofane chyba już lało. Za chwilę i my musieliśmy się chować przed deszczem. Dobrze, że szybko znaleźliśmy duży okap. Po jakimś czasie mogliśmy iść dalej. Znowu ścianki i kominki uzbrojone w stalowe liny. Po dwu godzinach ferraty, a trzech od szosy byliśmy bardzo wysoko. Widoki przepiękne, a trudność akurat dla nas. Zaczęło grzmieć. Robiło się nieciekawie. Nie było gdzie przeczekać. Niewielki pochylony głaz, pod którym przykucnęliśmy dawał słabiutkie schronienie. Z dala jednak od żelastwa, przytuleni musieliśmy prawie godzinę przeczekać burzę gradową.
Gdy się rozjaśniło weszliśmy na stalową drabinę. Dalej było przejście na stalowe klamry. Byliśmy tuż pod szczytem. Śliskie jednak żelastwo było niebezpieczne. Nawet krótki lot byłby w tym miejscu niebezpieczny. A co z psychiką u żony w razie odpadnięcia?
Chciała iść. Moja decyzja była inna. Wycofujemy się. Trochę szkoda, ale do dziś wiem, że to był słuszne.
Wróciliśmy tą samą drogą. Z dołu patrzyliśmy na nasze miejsce tuż pod szczytem. „Tak blisko”. Żona stwierdziła, że kiedyś tam wróci /zresztą do dziś to powtarza/. Chyba złapała bakcyla.





23 czerwiec.
Widoczna z kampingu grupa Cadini przyciąga cały czas uwagę. Byłem już tam na dość długiej nietrudnej ferracie Bonacossa.
Grupa Cadini to malownicze poszarpane szczyty i turnie. Raj dla oczu i „nóg”.
Wjechałem wyciągiem do schr.Varda.
O 11.20 ruszyłem pozaszlakową ścieżką. Trochę się oszukałem bo piękna ścieżka weszła w bardzo stromy niesamowicie sypki piarg, którm musiałem zejść by znowu wejść na szlak. Dalej to spokojna droga w kierunku schr Karpi. Wykorzystałem to na rozmyślanie, zdjęcia, podpatrywanie chmur, kwiatów i …krów.
W pięknie położonym schronisku było małe piwo za 3,5 euro i tak było dobrze.
Dalej samotne nogi doprowadziły mnie do Przeł. Della Neve, na której już kiedyś byłem od drugiej strony. Piękne, spokojne miejsce. Spotkanie z niemieckim małżeństwem i deszcz, który zaczął padać, to urozmaicenie mojej wędrówki pod pionowymi turniami.
Zejście po olbrzymim płacie śniegu, znowu ulewa, schronienie pod wielkim głazem, później widoki na grupę Cristallo osnuwane chmurami i promieniami słońca….
To była piękna wycieczka.
W Dolomitach nie tylko ferraty wprawiają w zachwyt.







24 czerwiec.
Jeszcze raz grupa Cadini. Jeszcze raz ferrata Bonacossa.
Obrałem ją nie tylko ze względu na pewną dziewczynę, którą zabrałem, by jej pokazać ten szlak. Wybrałem ją też ze względu na siebie. To piękna trasa. Większość ludzi wybiera trudniejsze ferraty, a przecież to nie tylko o to chodzi.
Na trasie mieliśmy piękne widiki, burzę, która złapała nas 20 metrów  od schroniska, suchą skałę, strome śniegi, mokre kominki. Było wszystko. I wszystko piękne.
Całość trasy z godzinnym schronieniem w Fonda Savio to 8 godzin wędrówki. Od schr Varda do schr Auronzo.









25 czerwiec.
Odpoczynek na kampingu i zakupy w Misurinie.

26 i 27 czerwiec.
Powrót do domu.


www.mariusz_wawa.republika.pl
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group