Noc w głębi gór, gdzieś między kosówką na przełęczy w Zachodnich doprowadziła by mnie chyba do paraliżu ze strachu... hehe... Nie żebym był aż tak strachliwy, jednak jak to się mówi "strach ma wielkie oczy", a jak człowiek zaczyna sobie rozpamiętywać różne opowieści o tatrzańskich zjawach, dziwożonach, Złym albo nawet o niedźwiedziach, leżąc samemu w środku gór, to wszystko się wydaje takie rzeczywiste...
Kiedyś wybraliśmy się z moim tatrzańskim (i nie tylko) przyjacielem na Sarnie Skały na zachód słońca. Zachód był piękny (nawet zdjęcia wyszły super), ale trzeba było wracać lasami po ciemku. Szliśmy bardzo szybkim krokiem (Robert Korzeniowski bez szans), w ciszy, nic do siebie nie mówiąc i oglądając się co chwila za siebie. Mam pewność że coś za nami szło w odległości kiludziesięciu metrów - bo jak wytłumaczyć regularne trzaski gałązek co jakiś czas za plecami? Byłem pewien, że zaraz zobaczę wśród ciemnych krzaków czerwone oczy... Wyobraźnia podpowiadała różne niesamowite rzeczy i gdyby ktoś dla żartu krzyknął nam za plecami "BU!" to chyba w Zakopanem bylibyśmy w 30 sekund...
:lol:
Innym razem wybraliśmy się na przechadzkę dookoła Morskiego Oka koło 22:00 przed snem. Gdzieś tak w połowie drogi, przy rozwidleniu na Czarny Staw przypomniało nam się, że dzień wcześniej po schroniskowym śmietniku buszował niedźwiedź. Nagle wydało nam się, że wszystkie kosodrzewiny zaczynają się trząść i słychać sapanie...
Czy wiecie jak szybko można biec po tych skalniakach dookoła Moka...
