
Następnego dnia maraton w wykonaniu Włodka

i półmarton pokonany przeze mnie

Po bieganiu szybkie pakowania i do Szklarskiej. W drodze zwiedziliśmy (niestety tylko z zewnątrz) zamek w Bolkowie

Pierwszy dzień po maratonie trzeba było wrzucić na luz........czyli rowerami po i wokół Szklarskiej

Nazajutrz pełni entuzjazmu ruszyliśmy na narty. Warunki super, słonko praży nic tylko śmigać w dal. Trasą spacerową do schroniska Orle, potem do Chatki Górzystów i powrót. W sumie około 20 km po śniegu

Urzekła mnie Izera swym pięknem

podobnie jak hala izerska ze swoimi torfowiskami

I jedyne czego mi brakowało to łażenia po górach. Niestety męża na to nie da sie namówić.........a mnie góry wzywały.......Następnego dnia wstałam o 5 i wyruszyłam samotnie na Szrenicę
Hala Szrenicka w porannym słońcu


Widok ze szczytu na Łabski szczyt i stację TV nad Śnieżnymi Kotłami

i Trzy Świnki

Szybkie zejście, śniadanko i na rowery

z zakrętu śmierci

A po rowerach 5 km biegiem po okolicy i wycieczka na zamek Chojnik

Następnego dnia znów z samego rana ruszyłam w góry; tym razem nad Śnieżne Kotły. Trasa wiodła od muzeum mineralogicznego przez schronisko pod Łabskim Szczytem aż do stacji nad kotłami. Znów pusty szlak, słońce witające mnie po drodze i tylko ja i góry

Kukułcze skały z Wahadłem

Szrenica

Śnieżne Kotły


Widok na schronisko pod Łabskim i na Szrenicę

Po powrocie z gór rowerki wrzuciliśmy do auta i pojechaliśmy do Karpacza. Obowiązkowo zwiedzanie świątyni Wang

Potem zjazd rowerami do Karpacza na sam dół


Potem piechotą na Stóg Izerski, ale pogoda nas nie ropieszczała

Nie było szans by dojść na Polanę Jakuszycką, w związku z tym ta samą droga wróciliśmy z powrotem. Pozostało już tylko spakować manatkli i wrócić do domu.............ale w drodze powrotnej............zamek w Rogowie Opolskim

i zamek w Mosznej 


Po powrocie do domu szybkie przepakowanie i następnego ranka wraz z dziećmi namiotami, rowerami i psem ruszmy w Gorce



































