Byłem tam pod koniec grudnia 1999 r. (pomiędzy świętami a sylwestrem). W schronisku na Magurce pustka - przyszedłem z dołu zielonym szlakiem gdzieś ok. 16.00 (już się ściemniało). Pani w bufecie stwierdziła, że jestem jedynym turystą który przyszedł do schroniska na tą noc

Z powodu braku gości nie grzali i było zimno. Co więcej pani już kończyła pracę i wychodziła (zdążyłem jeszcze zamówić obiad), a kierownik miał wrócić pod wieczór

więc siedziałem zupełnie sam. Następnego dnia chciałem z samego rana polecieć na Czupel, ale schronisko było zamknięte na klucz i nie mogłem wyjść tak wcześnie jak chciałem

(nie mogłem znaleźć pokoju gdzie ten kierownik mieszkał). Szlak przysypany, ścieżka niewidoczna, więc na początku trudno było ją odszukać, ale jakoś dotarłem na wierzchołek.