Coś dziwnego co wam się wydarzyło w Tatrach :)
Coś dziwnego co wam się wydarzyło w Tatrach :)
jestem tu nowy
witaj Choluscholus pisze:jestem tu nowy
Jeden znajomy góral zaprosił mnie na rakiję, po wypiciu około 100 g okazało sie, że siadł mi błędnik i nie jestem w stanie nigdzie sobie odejść od stołu, gdy usłyszałem, że ten stan minie po 2-3 godzinach postanowiłem znaleźć sposób na zabicie czasu...
na kwaterę wróciłem rano
sorry panie i panowie że nie napisałem czegoś od siebie zaczynając dany temat
, ale już się poprawiam - poprostu tu jeszcze nie wiedziałem jak pisać itd itp - ale teraz już wszystko wiem
.
No więc moje dziwne zdarzenie....2 lata temu jak z kumplem szliśmy orlą percią i było mało ludzi w górach to co pewien czas wymijała na dziewczyna ...tzn najlepsze było to że jak juz nas wymijała to nie odpowiadała nam wogóle na nasze "cześć" , tylko dosłownie "leciała jak szalona"...i jak już ją traciliśmy z oczu to ona np nas za jakiś czas znowu wyprzedzała !!!!..i tak było może z cztery razy...
Wiem że to brzmi conajmniej jakbym rakiję na drogę przyjął hehe - no ale tak było naprawdę - nie wiem może to jakiś duch był.
Wiem że opowieść jest dziwna ale my z kumplem też bylismy strasznie zdziwieni w momencie jak nas drugi raz wyprzedziła...a potem 3 ci i 4 ty.
Ja się potem pytałem ludzi którzy chodza po górach czy widzieli coś takiego i móili że tak....i ze bylo tak samo.
Podaję jeszcze coś charakterystycznego...wygląd
Dziewczyna mogła miec na oko z 20 - 24 lat, brunetka w kitce, ubrana zupełnie nie jak w góry!!raczej jak na imprezę , z siatką małą , bez plaecaka, i kondycja super..nic nie mówiła i nie odpowiadała..zupelnie jakby nie pasowała do miejsca w którm się znalazła...
To zdarzenie miało miejsce 2 lata temu w lipcu(pod koniec)
Pozdrawiam
No więc moje dziwne zdarzenie....2 lata temu jak z kumplem szliśmy orlą percią i było mało ludzi w górach to co pewien czas wymijała na dziewczyna ...tzn najlepsze było to że jak juz nas wymijała to nie odpowiadała nam wogóle na nasze "cześć" , tylko dosłownie "leciała jak szalona"...i jak już ją traciliśmy z oczu to ona np nas za jakiś czas znowu wyprzedzała !!!!..i tak było może z cztery razy...
Wiem że to brzmi conajmniej jakbym rakiję na drogę przyjął hehe - no ale tak było naprawdę - nie wiem może to jakiś duch był.
Wiem że opowieść jest dziwna ale my z kumplem też bylismy strasznie zdziwieni w momencie jak nas drugi raz wyprzedziła...a potem 3 ci i 4 ty.
Ja się potem pytałem ludzi którzy chodza po górach czy widzieli coś takiego i móili że tak....i ze bylo tak samo.
Podaję jeszcze coś charakterystycznego...wygląd
Dziewczyna mogła miec na oko z 20 - 24 lat, brunetka w kitce, ubrana zupełnie nie jak w góry!!raczej jak na imprezę , z siatką małą , bez plaecaka, i kondycja super..nic nie mówiła i nie odpowiadała..zupelnie jakby nie pasowała do miejsca w którm się znalazła...
To zdarzenie miało miejsce 2 lata temu w lipcu(pod koniec)
Pozdrawiam
Dziwnego?...hmm,nic mi nie przychodzi do głowy. Natomiast nigdy nie zapomnę "nadgorliwej" pomocy udzielanej przez starszego gościa-gadatliwego,że aż strach, podczas zejścia z Przeł.Pod Chłopkiem. Byłam zaskoczona,zdziwiona,poirytowana...ale suma sumarum gość odniósł zamierzony cel i uratował delikwentkę,więc z perspektywy czasu pozytywnie to wspominam 
W jesiennym numerze Tatr był artykuł, w którym autor opisywał zdarzenie sprzed laty, kiedy to idąc na Halę Gąsienicową spotkał dziwnie ubraną i zachowującą się dziewczynę, która spytała go o drogę do Kuźnic, odeszła i "zniknęła jak we mgle" (jeśli czegoś nie „poknociłem”
).
Spotkanie to było inspiracją do teologicznych rozważań autora na temat obecności Bożej w górach...
Spotkanie to było inspiracją do teologicznych rozważań autora na temat obecności Bożej w górach...
A nie spotkałeś się przypadkiem przedtem w Murowańcu z naszym forumowym kumplem "od słoni"cholus pisze:Wiem że to brzmi conajmniej jakbym rakiję na drogę przyjął hehe - no ale tak było naprawdę - nie wiem może to jakiś duch był.
Wiem że opowieść jest dziwna ale my z kumplem też bylismy strasznie zdziwieni w momencie jak nas drugi raz wyprzedziła...a potem 3 ci i 4 ty.
Moje dziwne przygody:
1. Głos (Anioł Stróż?) ,który ostrzegł mnie kiedyś przed Zawratem tak skutecznie (normalnie nie jestem bojaźliwy) ,że szedłem dookoła przez Zawratową Turnię i Świnicę i do tej pory wiem ,że zrobiłem dobrze. To był strach przez wejściem w tak dobrze przeceż znaną mi przełęcz porównywalny z tym ,jakby kazali mi zjechać ze skoczni na Krokwii.
2. Kiedyś zostawiliśmy butelkę wody pod kamieniem niedaleko Zbójnickiej Chaty ,aby była na powrót ,ale ponieważ zmieniliśmy w międzyczasie trasę ,więc butelka została. Następnego roku jeszcze tam była ,tylko trochę nadpita.
3. Wieczorne spotkanie ze stadkiem kozic na odległość ok. dwu metrów w Świnickim Kotle ,nie dały się pogłaskać ,ale i nie uciekały. Gdy chciałem pofocić ,zerwał się film w aparacie. Żona twierdzi ,że to było tak magiczne ,że po prostu nie podlegało fotografowaniu i z tym filmem sprawa była przesądzona
4. Wezbrany strumień w Dol. Kamienistej tak przechodziliśmy ,że w dole doliny ,gdy był juz rzeką ,dalej bylismy na przeciwległych brzegach- ja na szlaku ,żona nie , a przeprawa w tych warunkach trwała już coś ze dwie godziny ciężkiej pracy fizycznej.
5. Szedłem zimą z Małego Cichego do Murowańca - po czterech godzinach udało mi się wejść na... W. Kopę Sołtysią
Więcej grzechów nie pamiętam...
1. Głos (Anioł Stróż?) ,który ostrzegł mnie kiedyś przed Zawratem tak skutecznie (normalnie nie jestem bojaźliwy) ,że szedłem dookoła przez Zawratową Turnię i Świnicę i do tej pory wiem ,że zrobiłem dobrze. To był strach przez wejściem w tak dobrze przeceż znaną mi przełęcz porównywalny z tym ,jakby kazali mi zjechać ze skoczni na Krokwii.
2. Kiedyś zostawiliśmy butelkę wody pod kamieniem niedaleko Zbójnickiej Chaty ,aby była na powrót ,ale ponieważ zmieniliśmy w międzyczasie trasę ,więc butelka została. Następnego roku jeszcze tam była ,tylko trochę nadpita.
3. Wieczorne spotkanie ze stadkiem kozic na odległość ok. dwu metrów w Świnickim Kotle ,nie dały się pogłaskać ,ale i nie uciekały. Gdy chciałem pofocić ,zerwał się film w aparacie. Żona twierdzi ,że to było tak magiczne ,że po prostu nie podlegało fotografowaniu i z tym filmem sprawa była przesądzona
4. Wezbrany strumień w Dol. Kamienistej tak przechodziliśmy ,że w dole doliny ,gdy był juz rzeką ,dalej bylismy na przeciwległych brzegach- ja na szlaku ,żona nie , a przeprawa w tych warunkach trwała już coś ze dwie godziny ciężkiej pracy fizycznej.
5. Szedłem zimą z Małego Cichego do Murowańca - po czterech godzinach udało mi się wejść na... W. Kopę Sołtysią
Więcej grzechów nie pamiętam...
Wydaje mi się że jestem racjonalistą - cokolwiek by to miało znaczyć.
Ale kiedyś jako 15 letni chłopak gdzieś przed Żlebem Kulczyńskiego, w lipcowy mglisty dzień dość wcześnie spotkałem schodzącą z góry kobietę, mogącą mieć spokojnie 70 lat, samotną, ubraną w stroje absolutnie teraz nie widywane, a przypominające te znane z przedwojennych i to dobrze przedwojennych fotografii.
Odpowiedziała na pozdrowienie i... tyle.
Ale wrażenie braku pewności, czy spotkało się żywego człowieka czy ducha, pozostało mi do dziś. Było w niej coś niezwykłego, nie tylko strój. Po prostu automatycznie pojawiła mi się myśl, że spotykam kogoś, kto tak naprawdę jako "człowiek z krwi i kości" chodził tu w latach 20, może 30...
Racjonalizm polega też na tym, by pamiętać, że nie znamy wszystkich możliwych zjawisk, i jakiś tam margines na akceptację koncepcji "duchów" - jakkolwiek by je rozumieć - pozostaje.
Ale kiedyś jako 15 letni chłopak gdzieś przed Żlebem Kulczyńskiego, w lipcowy mglisty dzień dość wcześnie spotkałem schodzącą z góry kobietę, mogącą mieć spokojnie 70 lat, samotną, ubraną w stroje absolutnie teraz nie widywane, a przypominające te znane z przedwojennych i to dobrze przedwojennych fotografii.
Odpowiedziała na pozdrowienie i... tyle.
Ale wrażenie braku pewności, czy spotkało się żywego człowieka czy ducha, pozostało mi do dziś. Było w niej coś niezwykłego, nie tylko strój. Po prostu automatycznie pojawiła mi się myśl, że spotykam kogoś, kto tak naprawdę jako "człowiek z krwi i kości" chodził tu w latach 20, może 30...
Racjonalizm polega też na tym, by pamiętać, że nie znamy wszystkich możliwych zjawisk, i jakiś tam margines na akceptację koncepcji "duchów" - jakkolwiek by je rozumieć - pozostaje.
-
Gość
Pewnie wiało jeszcze trumiennym chłodem i zgnilizną? Bardzo była blada? Inna możliwość - mijały was ... czworaczki jednojajowe.cholus pisze:No więc moje dziwne zdarzenie....2 lata temu jak z kumplem szliśmy orlą percią i było mało ludzi w górach to co pewien czas wymijała na dziewczyna ...tzn najlepsze było to że jak juz nas wymijała to nie odpowiadała nam wogóle na nasze "cześć" , tylko dosłownie "leciała jak szalona"...i jak już ją traciliśmy z oczu to ona np nas za jakiś czas znowu wyprzedzała !!!!..i tak było może z cztery razy...
Jest jeszcze jedna możliwość - to byłam ja. Lubię sobie zapalić, któż nie ma jakiejś słabości, ale nigdy tuż przy ścieżce i na dymka sobie schodzę na bok za jakiś załom skały. A poniewać chodzę szybko to was mijałam. Chyba sobie przypominam Ciebie i Twojego kumpla, nawet miałam ochotę któregoś z Was poderwać...
-
Gość
Mi także przydarzyło się coś dziwnego w Tatrach a dokładnie na Hali Gąsienicowej.Chętnie wam to zdarzenie opiszę: 3 lata temu wracałam wraz z moim chłopakiem z Kasprowego Wierchu i tak się zagadaliśmy,że zamiast iść prosto do Kuźnic skręciliśmy na Halę Gąsienicową, po godzinie zauważyliśmy, że nikogo nie ma ani za nami ani przed nami,wystraszylismy się,bo wcześniej szły całe tłumy i wtedy zauważyliśmy,że idziemy poprostu innym szlakiem,a mapy nie mielismy ze sobą,po namyśle stwierdzilismy,że nie ma sensu wracać,pójdziemy przed siebie i na pewno dojdziemy do Kuźnic ale inną drogą.Szliśmy już 2 godziny a końca drogi nie było widać,tylko te kładki,jedna za drugą.Robiło się już powoli ciemno,nie wytrzymałam i zaczęłam panikować,że się zgubiliśmy i wtedy zobaczyliśmy mężczyzne,oczywiście ucieszyliśmy się,odrazu podeszliśmy do niego i zaczeliśmy się pytać o drogę do Kuźnic itp.ale ten mężczyzna powiedział nam tylko,że on nic nie wie,że on tu tylko spaceruje,ale powiedział,że mamy iśc przed siebie,nie byłoby w tym nic dziwnego,gdyby nie jego strój,a mianowicie miał na sobie czarny garnitur,białą koszule i nowiutkie lakierki,zwróciłam na to szczególna uwagę.Posłuchaliśmy go i poszliśmy przed siebie,ale coś mnie podkusiło i się obruciłam a tam nikogo już nie było,mój chłopak który w takie rzeczy nie wierzy przeraził się i powiedział,że to chyba zjawa była
,i wtedy ciarki przeszły mi po plecach.Całą drogę rozmawialiśmy o tym zdarzeniu,aż doszliśmy do szosy i wtedy złapaliśmy stopa i dojechaliśmy do Kuźnic.
Jestem pewna
,że nie była to żywa osoba!!!
,że nie była to żywa osoba!!!
gdzieś to już pisałem, ale może nie tutaj
Parę lat temu wracałem na Łysa Polanę od Rohatki. W zasadzie byłem już za leśniczówką za Pol. Białą Wodą, był już zmierzch. W pewnym momencie rozwiązała mi się sznurówka od buta i schyliłem się, aby ja zawiązać. Nagle usłyszałem przeraźliwy krzyk, patrzę wystraszony, a tu przede mną jakiś może 50 m jest facet, który macha rękoma, wrzeszczy, skacze. Kurna, trochę się zaniepokoiłem, że to jakiś świrus i że zaraz na nie napadnie.
Okazało się, że był to nieco podpity Słowak, który właśnie szedł do leśniczówki, a mnie schylonego wziął za niedźwiedzia, który już od paru nocy nachodził leśniczówkę.
Spoko, wyjaśniło się, ale pamiętam, gdy po tym info, jakiego speedu dostałem w kierunku Łysej.
Parę lat temu wracałem na Łysa Polanę od Rohatki. W zasadzie byłem już za leśniczówką za Pol. Białą Wodą, był już zmierzch. W pewnym momencie rozwiązała mi się sznurówka od buta i schyliłem się, aby ja zawiązać. Nagle usłyszałem przeraźliwy krzyk, patrzę wystraszony, a tu przede mną jakiś może 50 m jest facet, który macha rękoma, wrzeszczy, skacze. Kurna, trochę się zaniepokoiłem, że to jakiś świrus i że zaraz na nie napadnie.
Okazało się, że był to nieco podpity Słowak, który właśnie szedł do leśniczówki, a mnie schylonego wziął za niedźwiedzia, który już od paru nocy nachodził leśniczówkę.
Spoko, wyjaśniło się, ale pamiętam, gdy po tym info, jakiego speedu dostałem w kierunku Łysej.
Przy okazji ostatniego wyjazdu: kuśtykając z Krzyżnego, już w Jaworzynce na dole, niedaleko Kuźnic zobaczyłem z przeciwka coś jakby światełko czołówki. Ok, myślę sobie, dochodzi północ, może komuś pociąg się spóźnił i idzie jeszcze do Murowańca na nocleg. Ale ta czołówka jakoś tak dziwnie się zachowywała, a to podskoczyła, a to bujnęła w te i we wte, a mimo tego zbliżała się do mnie bardzo szybko. Zaczęły mi już po głowie chodzić różne myśli, ale sprawa rychło się wyjaśniła.
Był to amator nocnego biegania, a czołówkę wbrew nazwie trzymał sobie luźno w dłoni, bo tak mu było wygodniej. Stwierdził że często tak biega w nocy "na przełęcz i z powrotem". I poleciał dalej po mokrych od deszczu kamieniach.
O jaką przełęcz chodziło niestety zapomniałem zapytać
Był to amator nocnego biegania, a czołówkę wbrew nazwie trzymał sobie luźno w dłoni, bo tak mu było wygodniej. Stwierdził że często tak biega w nocy "na przełęcz i z powrotem". I poleciał dalej po mokrych od deszczu kamieniach.
O jaką przełęcz chodziło niestety zapomniałem zapytać
Każdemu jego Everest...






