Pamflet o górołazach zimowych - epilog

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Pamflet o górołazach zimowych - epilog

Post autor: Janek »

Ten tekst, zgodnie z zapowiedzią miał iść do Iwony na prywatnego maila. Rozwinął się jednak tak dalece, że zdecydowałem się nieśmiało przypuści, że może jednak puścić go tektem „otwartym” po kilku drobnych zmianach o charakterze gramatyczno – stylistycznym. Jest długi, wiem, wymaga cierpliwości, ale dotyka spraw niekiedy o charakterze ostatecznym. Może więc warto? 

TomekI podpuszcza mnie abym Mu dostarczył bardziej przekonywujących argumentów konta „górołaztwu zimowemu, TomekK aby mnie nie drażnić zamieszcza zdjęcia z zimowych Bieszczad lub Beskidów, jeszcze inni uderzyli w bardzo wysokie „C” na klawiaturach nie tyle swoich fortepianów co komputerów i poczuli się autentycznie obrażeni moimi uwagami na temat niskiego ilorazu inteligencji „zimowych ludków” (przepraszam, przepraszam!!!) – no co, do cholery, czy ja tu „robię” za stracha na wróble? Jeżeli już mam mieć tu jakąś przydzieloną funkcję, to wolałbym raczej „dyżurnego szydercy”! No i jako „dyżurny szyderca” informuję, że jestem zadowolony z siebie – chyba posiałem trochę niepokoju a tylko to i wyłącznie to miałem na celu a ten cel to w miarę możliwości skuteczne zapobiegnięcie abyśmy nie przeczytali w prasie lub kronice wypadkow TOPR opisu śmiertelnego lub groźnego w skutkach wypadku, dotyczącego, któregoś z nas, tu piszących, czyli NASZEGO PRZYJACIELA.
Czym, moim zdaniem, różni się zimowe chodzenie po górach od letniego? Ano mniej więcej tym czym różni się jazda samochodem w zimie od jazdy w lecie z tą jedną lecz bardzo ważną różnicą, że chyba nikt nie lubi jeździć autem w zimie. Ja przynajmniej jeszcze kogoś takiego nie spotkałem, a jeśli bym spotkał, to bym się bardzo poważnie zastanowił czy nie trzeba mu podać adresu jakiegoś dobrego psychiatry. Jednak drogi w zimie nie pustoszeją choć statystyki wykazują, że nasilenie ruchu wyraźnie spada a w krytycznych warunkach często słyszymy jak policjanci z „drogówki” lub dyżurni z Zarządów Dróg doradzają – „kto nie musi niech nie jedzie” (piszący te słowa siedział w „tym” całe lata i zna temat, jego skutki również). Bo niestety życie w zimie nie zamiera, przewozy towarów trwają, osób również i wiejskie dzieci też trzeba zawieść do szkoły. No i można to robić względnie bezpiecznie jeśli odpowiednie służby skutecznie i na czas uprzątają śnieg i usuwają gołoledź (z czym jak wiadomo bywa różnie i tytuły „Drogowców znów zaskoczyła zima” nie zginęły wraz z upadkiem komuny) a kierowcy UMIEJĄ prowadzić samochód w zmienionych, znacznie trudniejszych warunkach. Słowo „umeją” pozwoliłem sobie napisać dużymi literami bo niestety jest z tym w naszym kraju niezbyt dobrze z czego zadowoleni mogą być jedynie dżentelmeni trudniący się tzw. blacharką samochodową i lakiernictwem oraz właściciele prywatnych klinik chirurgicznych. Polska jest krajem o średnim natężeniu utrudnień związanych z zimowymi utrudnieniami, na przeważającym obszarze kraju intensywne opady śniegu są ewenementem i raczej gołoledź a nie śnieg jest bardziej uciążliwa. Powoduje to, że brak jest u nas świadomości o konieczności dodatkowego szkolenia z jazdy w warunkach zimowych i panuje dość powszechnie radosne przekonanie, że „jakoś to będzie” – no i jest czego wynikiem jest fakt, że wskaźnik ilości wypadków przekracza analogiczne wskaźniki z krajów o znacznie bardziej intensywnym ruchu drogowym i dodatkowo wskaźnik ten rośnie szczególnie znacząco właśnie w okresie zimowym. Dlaczego? Bo w Polsce nikt lub prawie nikt nawet nie próbuje się szkolić z techniki jazdy w okresie zimowym a jeśli nawet ktoś chciałby wydać na to trochę kasy to będzie miał z tym poważne trudności. A jak jest gdzie indziej, szczególnie w krajach zachodnich? Bez problemu, istnieją tysiące takich szkół a w krajach skandynawskich i alpejskich jest to źródło utrzymania dla sporej ilości ludzi. Co jest potrzebne do takiego szkolenia? Ano nic, lub prawie nic bo tylko instruktor oraz odpowiednio duży plac, który polewa się wodą i pozwala jej zamarznąć. Plac, dodajmy pusty, odpowiednio duży i pozbawiony drzew, pachołków, innych pojazdów oraz przechodniów, rowerzystów, murów czyli tego wszystkiego co na drodze lub obok niej jest (w Szwecji lub Finlandii również na zamarzniętych jeziorach). A na czym polega szkolenie – ano na tym aby wsiąść z instruktorem do auta, wpadać w poślizg i następnie bezpiecznie (bo miejsca dużo, drzewek etc nie ma) z niego wychodzić. Ćwiczyć długo i namiętnie aż do osiągnięcia takiej w tym biegłości aby to robić prawie automatycznie, szybko i na niewielkiej ilości metrów bo tego wszystkiego na prawdziwej drodze brakuje. A przede wszystkim nauczyć się pokonywania niejako naturalnych odruchów, które niestety prowadzą do nieszczęścia a takim naturalnym odruchem jest „dać po hamulcach”. Tego się nie można nauczyć „na sucho” z żadnej książki (choć wiele ich napisano), to trzeba wyćwiczyć, długo i mozolnie, po setki razy i nie zadawalać się tym, że jak mi się parę razy udało to już jestem genialny. Powie ktoś – a ABS? Zgoda, ABS jest znakomitym uzupełnieniem każdego auta, ale ograniczonym w działaniu. Konstruktorzy maszyn, które z natury rzeczy nie są obsługiwane przez ludzi o ekstra kwalifikacjach technicznych (np. maszyny rolnicze) mają w swym żargonie takie powiedzonko, że maszyna taka musi być skonstruowana w sposób możliwie „debiloodporny”. Brzydko to się słyszy ale taka jest prawda. Ale zawsze jest jakiś próg „debiloodporności”, w ABS również, warto o tym pamiętać, jak również o tym, że facet skądinąd genialny w swoim zawodzie może być totalnym debilem w samochodzie i nie jest to wcale odosobniony przypadek.

Wracamy w góry. Po tym co powiedziałem wyżej chyba jasnym jest, że aby w miarę możliwości bezpiecznie delektować się urokami tatrzańskiego zimowego krajobrazu, spożywać te śniadanka na zaśnieżonym Krzyżnem etc etc trzeba być do tego przygotowanym, czyli WYSZKOLONYM. I tak jak nie wolno (a przynajmniej nie powinno) uczyć się zimowej jazdy na drodze pod ruchem, w sąsiedztwie innych pojazdów, ludzi, drzew, pachołków, słupków z znakami drogowymi itd. tak samo nie wolno lub przynajmniej nie powinno się tego samego robić w PRAWDZIWYCH górach. W czasach gdy ja wkraczałem w Tatry, a były to zarazem czasy, w których zimowa turystyka była naprawdę zwyczajem nielicznych osób, przywiązywano do tego szkolenia bardzo wielką wagę i w Klubach Wysokogórskich uczono tego długo i wytrwale i bynajmniej nie na oblodzonej grani lub w pobliżu miejsca zagrożonego schodzeniem lawin lecz na takich „oślich łączkach”, podobnych do tych, na których pierwsze kroki stawiają adepci narciarstwa. Ktoś może powiedzieć, że jak kupił (lub pożyczył) raki i czekan to już ma coś w rodzaju samochodowego ABS. Nic bardziej błędnego – ABS działa automatycznie (a pamiętać trzeba i wskaźniku „debiloodporności”) a raki i czekan niestety nie. Na rakach trzeba się nauczyć chodzić (aby m.in. nie haratać sobie łydek :D) a czekan umieć używać aby między innymi nie narażać się na dość przykrą i grożącą jeszcze bardziej przykrymi skutkami kolizję z „męskimi klejnotami” (znam taki przypadek) a i „damskimi” zapewne też. I to trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć ale nie ze strony internetowej jak to ktoś napisał ale w terenie, jednakowoż w terenie absolutnie bezpiecznym.
Czy wszyscy uczestnicy tak tu barwnie i niezwykle interesująco opisywanej „długoweekendowej” wyprawy byli w tym zakresie wszechstronnie wyszkoleni? Obawiam się, przykro mi bardzo, że to muszę napisać, że nie. Czytając między wierszami a i również z „otwartego” tekstu domyślam się, że niektórzy mieli raki pierwszy raz na nogach a czekan w ręku i była to w związku z tym tylko „dekoracja”. No i zdarzyło się nieszczęście a raczej mogło się zdarzyć prawdziwe nieszczęście. To co wydarzyło się Asi można porównać do takiego łagodnego ześlizgnięcia się samochodu do płytkiego rowu. Nic się nie stało, kierowca cały i blachy nawet nie pogięte lub nieznacznie pogięto jednak wyjechać z tego rowu o „własnych siłach” nie można – musi ktoś wziąć na hol i pociągnąć a potem można jechać dalej. Bo rów był płytki a śniegu dużo i jeszcze miękkiego. Ale to mogło się równie dobrze zdarzyć na odcinku drogi na wysokim nasypie i wtedy auto wali się ze skarpy, koziołkując przy tym i dachując. No i wtedy może być potrzebne pogotowie drogowe z wciągarką i lawetą (czyli w Tatrach coś co się nazywa się TOPR) a może i pogotowie ratunkowe a w krytycznym przypadku i samochód przedsiębiorstwa pogrzebowego a w nieco mniej drastycznym szpital i długa kuracja z bliżej nieznanym skutkiem.
Ktoś napisał, że kiedyś trzeba tą zimową przygodę z Tatrami zacząć, ktoś jeszcze inny, że ta zimowa przygoda to jest właśnie kwintesencja gór a letnie chodzenie tylko przygotówką i to w dodatku dość nużącą i obrzydliwą. No i ja się z tym mogę zgodzić choć z deprecjacją letnich wędrówek (a nawet wspinania) absolutnie nie – letnie Tatry ani nie są lepsze od zimowych ani gorsze – są inne ale pozostają wciąż Tatrami. Rozumiem, że była to reakcja na mój tekst, ale wzięcie go całkowicie na poważnie było absolutnie nieuprawnione bo na kilometr „śmierdział” on zaplanowaną prowokacją, prowokacją, która miała skłonić do myślenia.
Ktoś może zapytać się jakie to ja mam prawo aby udzielać pouczeń a nawet trochę wyśmiewać się z innych bywalców forum, nawet głęboko się tym oburzyć. Faktycznie, nie mam żadnego prawa, nie mam też w górach żadnych spektakularnych osiągnięć czyli np. nie nazywam się Krzysztof Wielicki czy trochę z innej beczki Włodzimierz Cywiński. Mam natomiast to prawo a może i nawet obowiązek z racji tego, że mi w sierpniu „cyknie” 52 lata w górach, nie całkiem co prawda nieprzerwanie, były krótkie przerwy, ale zawsze taki czas się liczy. A w te wszystkie lata to ja w górach to i owo widziałem a między innymi sporo nieszczęść, których można było uniknąć. Dobrze wiem, że śmierci z gór się nie wyeliminuje całkowicie, zarówno z ekstremalnej wspinaczki jak i zwykłego spaceru po dolince (np. zawał u człowieka, który nie wiedział, że mu w zasadzie nie wolno było iść w góry a poszedł). To jest niejako wpisane w reguły górskiej gry, ale, na Boga, nie z powodu drastycznych uchybień w górskiej „nauce jazdy” lub braku wyobraźni, lub jeszcze gorzej, z świadomego ich lekceważenia. Bo chyba nikt, poza zdeklarowanymi samobójcami lub idiotami, nie chce w górach umierać ani narażać się nieodwracalne być może kalectwo, chodzimy w nie przecież dla przyjemności z nimi obcowania, dla czerpania z nich niezapomnianych nigdy wrażeń, estetycznych, sportowych, nawet tej kapki adrenaliny czy jeszcze czegoś innego. Śmierć górska wpisana jest w reguły gry ale prawdziwy człowiek gór stara się ją eliminować w możliwie maksymalnym stopniu i dlatego np. Polski Związek Alpinizmu i inne stowarzyszenia górskie stanowczo wpisują w swe statuty, że tak zwane wspinanie „na żywca”, czyli bez asekuracji jest zabronione i może powodować eliminację z grona członków, zabraniają też tego przepisy wprowadzające Kartę Taternika (przy całej ogólnie znanej i powszechnie krytykowanej ułomności tych przepisów, które prawdopodobnie w najbliższym czasie spowodują ich uchylenie – sprawa jest bardzo zaawansowana w Senacie i Sejmie i szkoda byłoby gdyby przedwyborcze zamieszanie spowodowałoby ponowne o to zabieganie w nowym parlamencie). Niedawno wprowadzone (w listopadzie ub. roku) zmienione przepisy o „zasadach ruchu” w TPN wprowadziły daleko idącą liberalizację zasad zimowej eksploracji na terenie TPN (zostawmy na boku rzeczywistą intencję tych zmian – sprawa jest bardzo zawiła i trochę przeprowadzona na zasadzie tzw. RWD – czyli „ratuj własną d***”) i w myśl tych zasad znakowane ścieżki (a tym samym dopuszczone do ruchu) przestają w zimie istnieć (co skądinąd zgodne jest z zdrowym rozsądkiem bo jak zobaczyć te znaki) i w zasadzie wolno chodzić wszędzie (poza ścisłymi rezerwatami – jak to było z tym Miedzianym, zacna „szóstko Iwony”) jednakowoż pod warunkiem, że posiada się odpowiedni sprzęt i doświadczenie a najlepiej jak się zaangażuje przewodnika. Ktoś się zaśmieje i powie, że to przepis bez możliwości prawnej egzekucji. Zgoda, egzekucja jest utrudniona ale nie jest niemożliwa, wystarczy, że dostanie się w „łapy” zawziętego prokuratora lub sędziego (na pociechę Górołazów Zimowych Podlawinnych i Dupoślizgnych informuję, że nie jestem ani prokuratorem ani sędzią) i wtedy na gruncie obowiązującego w Polsce stanu prawnego może stać się możliwa. Tak gwoli rozwagi podaję, że nie tylko zawodowy przewodnik może odpowiadać karnie za śmierć lub „naruszenie ciała” klienta, który go zaangażował. Może to dotyczyć również każdego z nas a już w szczególności tych, którym można udowodnić, że można zaliczyć ich do grona osób w powszechnym mniemaniu uważanych za doświadczonych.
W krajach alpejskich ostatnio zapadło kilka wyroków skazujących ludzi „w powszechnym mniemaniu uważanych za doświadczonych”, którzy zachęcili osoby niedoświadczone aby udali się z nimi na trudną (słowo trudna może być bardzo rozciągliwie traktowane) górską wyprawę w trakcie, której tej niedoświadczonej osobie coś się złego stanie i te wyroki bynajmniej nie dotyczyły rodziców nieletnich dzieci ani nauczycieli prowadzących szkolne wycieczki. Tak, tak, to jest w polskim systemie prawnym też możliwe (Dorian, zechciej to sobie zakonotować w pamięci, tylko na podstawie tego co było na forum można by było skonstruować całkiem zgrabny akt oskarżenia i np. w takich Stanach Zjednoczonych może nie tyle poszedłbyś do paki, co byłbyś zrujnowany do końca życia). To, że te wyroki zapadły na skutek działań lobby zawodowych przewodników to inna sprawa ale całkowicie możliwa i w Polsce, „postęp” w osiąganiu unijnych nawyków jest u nas niebywale szybki, szczególnie tam, gdzie można na tym zarobić. No i to byłoby na tyle jak powiada profesor Stanisławski.

Zacząłem łagodnie a na koniec grożę prokuratorem, pozwólcie więc na, że na koniec opowiem anegdotkę. Drogą anegdotkę, kolekcjonuje je jeden z moich zawodowych przyjaciół. Przedwojenna jeszcze z kresów. Voila!
Rzeka, na rzece most, drewniany jak to na ogół wówczas bywało, przy moście strażnicza budka a obok niej siedzi dróżnik i znudzonym wzrokiem spogląda na ów most. Na drodze pojawia się samochód, wjeżdża na most, jest w jego połowie i belki i dech zaczynają trzeszczeć, robi się dziura, przez którą samochód wpada do rzeki. Za chwilę jedyny ślad po aucie to bąbelki powietrza dobywające się z wody. Dróżnik podszedł do mostu, przeżegnał się, wymamrotał „Wieczne odpoczywanie...” i głośno powiedział do siebie samego – „Ot głupi, widzi most a jedzie.”
To można strawestować – Tatry, ścieżka (obojętnie czy w zimie czy też lecie, na ścieżce turysta z plecakiem, po chwili ginie we mgle. Przy ścieżce siedzi baca, robi znaczący znak na czole i mówi – „Ot głupi, widzi góry a lezie, już lepiej by belo gdyby oscypka kupił”.

Ukłony od Waszego „dyżurnego szydercy” 

PS.
Moje „osobiste porachunki” z zimą w górach nie mają z wyrażonymi wyżej poglądami większego związku i nie ma tu nic do rzeczy to, że moich czterech przyjaciół zginęło w zimie w górach ani z pewnym traumatycznym dla mnie wydarzeniem, podczas którego mnie się nie wydarzyło absolutnie nic a straszliwie został poturbowany nieznany człowiek, nawet nie wiem czy przeżył, a ja mam wciąż wątpliwości czy w pewnym stopniu nie przyczyniłem się do tego, choć kilkanaście osób o olbrzymim doświadczeniu górskim mnie przekonywało, że nie w tym co się wydarzyło cienia mojej winy. Niestety ja nie jestem tego pewien i dlatego powiedziałem – żegnajcie zimowe Tatry, nic tu po mnie. To nie histeria, to trzeba doświadczyć...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

ufff,przebrnęłam przez to,ale tylko dlatego,że bezpośrednio do mnie było kierowane.
Janek pisze:poza ścisłymi rezerwatami – jak to było z tym Miedzianym, zacna „szóstko Iwony”
Jaką mogę zrobić krzywdę przyrodzie idąc cały czas po śniegu,gdzie ani kosodrzewiny nie ma,ani gniazd ptaków....?
Janek pisze:Dorian, zechciej to sobie zakonotować w pamięci, tylko na podstawie tego co było na forum można by było skonstruować całkiem zgrabny akt oskarżenia
hehee,a za cóż Ty chcesz go sadzać? Każdy z nas jeździ w Tatry prywatnie,nikt nikomu nie jest niańką ani tym bardziej opiekunem prawnym.
Janek pisze:to trzeba doświadczyć...
mam taki zamiar.Mam zamiar doświadczyć zimowych Tatr! Nic o nas Janku nie wiesz,a już oceniasz. Nie wiesz jaki mamy stosunek do zimowych gór....i tak niech pozostanie,bo nie mam talentu ani ochoty Ci tego tłumaczyć.Mogę uchodzić w Twoich oczach za nieodpowiedzialną pannę ale to ja znam prawdę
Pozdrawiam :)
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Powiem ci Janek, że w mojej poprzedniej pracy często jeździłem samochodem w zimie i to trasy do Nowego Targu, Nowego Sącza, Krynicy czy choćby do Suwałk. I nie odstraszyło to mnie od zimowej jazdy. Choć na drodze różnie bywało. A nawet czasami mi się to podobało ( spokojnie już szukam adresu psychiatry ;) ). Zwłaszcza na jakiejś pustej wiejskiej drodze gdzie można było trochę pojeździć poślizgiem. I też nie wierzę ślepo w ABS. Czasem pomaga a czasem wręcz przeciwnie.
Jeśli chodzi o zimowe góry to muszę się z tobą zgodzić. Niezbędne jest doświadczenie, które trzeba powoli zdobywać. I tak jak latem stopniowałem skalę trudności zaczynając od łatwiejszych szlaków a kończąc na trudniejszych to jeśli przyjdzie mi kiedyś chodzić zimą to zamierzam stosować ta samą zasadę. Pomału wraz ze wzrostem wiedzy i doświadczenia coraz trudniejsze szlaki. Jak będzie, zobaczymy. A tak przy okazji w Betlejemce PZA organizuje kursy zimowej turystyki wysokogórskiej
http://www.pza.org.pl/tatry/betlejemka/kursy-zima.php ;)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

tomek.l pisze:A tak przy okazji w Betlejemce PZA organizuje kursy zimowej turystyki wysokogórskiej
Jeśli się wybierasz to bliżej lutego proszę o kontakt,jest nas pare osób,które ma to w planach.Podobno dla grup są jakieś zniżki :)
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Czy to zniżka to nie wiem ;)

750 zł od osoby w grupie powyżej 2 osób (3 i więcej).
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

tomek.l pisze:750 zł od osoby w grupie powyżej 2 osób (3 i więcej).
wiem,że to dużo ale chyba warto,jeśli ktoś poważnie myśli o poważniejszym chodzeniu zimą :)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona, zbyt szybka jesteś! Ja się biedziłem nad tym trzy dni a Ty mnie załatwiłaś w ciągu 15 minut - przeczytanie i odpisanie. Gdyby była odwrotna sytuacja to bym odczekał z dwie godziny, z zwykłej kurtuazji.
O Miedzianym to było tak gwoli ścisłości - merytorycznie zgadzam się z Tobą ale z punktu widzenia prawa to kto Cię upoważnił do jego "prywatnej" nowelizacji. Dura lex sed lex
Zgadza się, nie znam Was. Ale odpowiedz szczerze, czy nie byli wśród Was ludzie co mieli pierwszy raz raki na nogach i czekan w ręku? Asik nie poleciała? Wasz przypadek był tylko kanwą dla rozważań. Czyżbyś negowała, że wpierw trzeba się uczyć a potem coś robić. Stosownie do Twoich poglądów należałoby natychmiast uchylić przepisy o uzyskiwaniu prawa jazdy. Kupiłaś samochód, tu jest kierownica, dżwignia zmiany biegów, gaz, hamulec i sprzęgło. A teraz jedź, zabijaj siebie i przy okazji innych. Samochód jest śliczny a droga jeszcze piękniejsza. Nawet pokryta lodem.
Przepraszam, ale zgniewałem się. Tak nie można. Cały czas traktowałem o temacie neutralnie a w odniesieniu do Was zacytowałem tylko fakty ogólnie znane z tekstów na forum.
W sprawie Doriana! Jest na forum Jego zdjęcie, z którego w sposób absolutnie pewny wynika, że wspinaczka lodowa nie jest mu obca a nawet wręcz doskonale opanowana. Umieścił je sam. W innym miejscu czytamy, że dobieraliście się na zasadzie dobrowolności. Można więc teoretycznie przyjąć, że absolutny nowicjusz postanowił się "bezpłatnie" przy Dorianie przyuczyć. Załóżmy dalej, że jest to osoba niepełnoletnia i ta osoba ginie podczas wyprawy. Adwokat wynajęty przez rodziców stwierdza, że sława Doriana jako doświadczonego alpinisty skłoniła denata do wyprawy z nim a sam Dorian nie zrobił niczego aby go od tego zamiaru odwieść a wręcz nawet zachęcał. Należy się odszkodowanie w kwocie 1 miliona dolarów. Koniec. Wyrok skazujący jak w banku. A potem zaczną się długie negocjacje na których najlepiej wyjdą adwokaci obydwóch stron. Ale to w Stanach. A w Polsce? W końcowej fazie procesu Szumnego nastąpiła przerwa aby rodzice, nie ofiar, tylko tych z tego pierwszego dnia gdy wszyscy weszli na te nieszczęsne Rysy ustosunkowali się na piśmie do Sądu czy nie wnoszą pretensji do Szumnego, że naraził ich dzieci na potencjalne niebezpieczeństwo śmierci lub ciężkiego naruszenia ciała. I to pomimo, że nikomu nic się nie stało. Na szczęście dla Szumnego nikt pretensji nie wniósł bo gdyby wniósł to miałby jak w banku proces z oskarżenia prywatnego, w dodatku na bank wygrany przez pozywającego i otwierający łatwą drogę do procesu cywilnego o odszkodowanie. Dura lex sed lex. Żyjesz trochę Iwono, w krainie ułudy i życzę Ci aby Ci się w niej nic złego nie stałó. Mnie przed laty podległy pracownik, operator spycharki, w stanie wskazującym na spożycie, w godzinach późno wieczornych dostał się pod gąsienice tejże spycharki w wyniku czego opuścił ten padół. Wyliczono mi dziesiątki moich zaniedbań i pan prokurator wystąpił z oskarżeniem o spowodowanie śmierci tego pijaczyny z powodu braku właściwego nadzoru (a było to kilkadziesiąt kilometrów od mego stanowiska pracy). Uratowało mnie jedynie to, że milicja w końcu znalazł drugiego pijaczka, z którym się w tej spycharce zabawiali w naukę jazdy i byli w dodatku tego świadkowie. Mnie z tytułu zaniedbań przepisów bhp kosztowało to tylko premię kwartalną i 13-kę. Jakoś to przebolałem Iwono - zejdź na ziemię! :):):)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

tomek.l pisze:I nie odstraszyło to mnie od zimowej jazdy. Choć na drodze różnie bywało.
Tomku. niestety nie było mi Cię danym poznać osobiście, ale na podstawie Twoich postów jestem na 100% pewien, że gdzieś na pustym placyku potrenowałeś sobie wchodzenie i wychodzenie z poślizgu. Prawda? :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:czy nie byli wśród Was ludzie co mieli pierwszy raz raki na nogach i czekan w ręku? Asik nie poleciała?
hmm,Adaśko-to był Twój pierwszy raz? :D....Gosia? 8)
Janek pisze:kto Cię upoważnił do jego "prywatnej" nowelizacji
a Boziuchna,która dała mi rozum i oczy :)
Janek pisze:Stosownie do Twoich poglądów należałoby natychmiast uchylić przepisy o uzyskiwaniu prawa jazdy. Kupiłaś samochód, tu jest kierownica, dżwignia zmiany biegów, gaz, hamulec i sprzęgło. A teraz jedź, zabijaj siebie i przy okazji innych
tiaaaa??? A odpowiedz mi szczerze Janku,nauczyłes się jeździć samochodem na kursie Prawa Jazdy,przez te śmieszne 20-30 godzin z czego połowę spędza się na placu? A'propos-prawko też zdawałam zimą :))
Janek pisze:Adwokat wynajęty przez rodziców stwierdza, że sława Doriana jako doświadczonego alpinisty skłoniła denata do wyprawy z nim a sam Dorian nie zrobił niczego aby go od tego zamiaru odwieść a wręcz nawet zachęcał. Należy się odszkodowanie w kwocie 1 miliona dolarów. Koniec. Wyrok skazujący jak w banku
DORI- od dziś nie jeździsz ze mną w góry :P Nie mam zamiaru cię aż na takie koszta naciągać :P....chociaż w sumie....rodzicom przydałoby się tynki na domku odnowić :P
Janek pisze:Żyjesz trochę Iwono, w krainie ułudy
AMEN :)
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Zdarzyło mi się trochę poślizgać na parkingu przed stadionem Lecha. I niestety raz na drodze z Poznania do Gorzowa. Jechałem Polonezem Trackiem (najgorsze badziewie jakie może być na zimę) i zatańczyłem na drodze. Ale nic się nie stało. Z resztą wszyscy kumple tym samochodem się kręcili.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona pisze:Janek napisał(a):
Żyjesz trochę Iwono, w krainie ułudy
AMEN
A ułuda to jak wiadomo radosna lekkość bytu. Przydało by się jednak trochę jaskólczego niepokoju, Iwonko!

A teraz poważnie. Zadałem sobie dużo trudu, sądziłem, że piszę do ludzi poważnych, zdolnych do zadania sobie trochę trudu aby pomyśleć. Już jeden taki się znalazł - TomekI - i poinformował o kursie turystyki zimowej w Betlejemce. I O TO MI TYLKO CHODZIŁO! NIC INNEGO. JAK MOŻNA BYĆ TAKĄ OBRAŻALSKĄ. ZUPEŁNIE JAK PENSJONARKA! A zabić to się możesz gdzie chcesz i kiedy chcesz. Za moich młodych powiedziano by - murowana kandydatka na bambus. Wiesz o co tu chodzi. Jeśli nie wiesz to nie zadaję sobie trudu wyjaśnienia. Poczytaj u Długosza i innych. To też znakomita edukacja (doktorek pewnie nie wie kto to Długosz). Zdziwiłbym się gdyby było inaczej.
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Janku. Do Twoich pouczeń z przed kilku dni odnisłem się z pewną dozą rezerwy. To co teraz napisałeś jest wspaniałe. TO JEST-TO.
Zauważ jednak reakcję młodych ludzi /Mam na myśli Iwonę-przed chwilą cię wychwalała, a jak wspomniałeś jej imię nie przyjmuje uwag do siebie/.
Wprost ma małe pretensje, że ją wspomniałeś.
Ja ostatnio nie zgadzając się z Tobą podpisałem się nawet imieniem i nazwiskiem, abyś wiedział kto tak napisał /przecież się znamy osobiście/.
Młodym ludziom wychowanym anonimowo na komputerze brak chyba jest tej odwagi, aby mówić w prost. Mówić prawdę prosto w oczy.
Twój długi post przeczytałem uważnie. Ta wypowiedź powinna być zachowana na przyszłość, ale czy Iwona teraz poprosi o zapiszanie tego jako ważne skoro sama i jej grupa była tu poruszona.
POWYŻSZY TEKST JANKA JEST DO ZAPAMIETANIA.
Janku z wielkim szacunkiem pozdrawiam Cię.
Mariusz
Ps
Do młodych ludzi.
Rozumiem młodość. Zrozumcie i mądrość.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:Już jeden taki się znalazł - TomekI - i poinformował o kursie turystyki zimowej w Betlejemce. I O TO MI TYLKO CHODZIŁO! NIC INNEGO.
No dobra,skoro muszę tłumaczyć jak dziecku,to niech i tak będzie. Oceniłeś mnie Janku po swojemu,po tym,że starszy jesteś,że więcej w górach przeżyłeś-Twoje prawo.Nie zapytałeś mnie wprost,tylko oceniłeś,a dla Twojej informacji o kursie w Betlejemce myślimy z Dorianem,Jackiem....już od lutego...tylko pisać nie chcieliśmy,bo i po co,za wcześnie-kurs dopiero w lutym 06.
Janek pisze:JAK MOŻNA BYĆ TAKĄ OBRAŻALSKĄ. ZUPEŁNIE JAK PENSJONARKA!
Nie jestem obrażalska,tylko nienawidzę tłumaczyć rzeczy oczywistych-nawet Tobie,no nie bawi mnie to i już.
Janek pisze:doktorek pewnie nie wie kto to Długosz)
bez komentarza,bo nie lubię się powtarzać
włóczęga pisze:Mam na myśli Iwonę-przed chwilą cię wychwalała, a jak wspomniałeś jej imię nie przyjmuje uwag do siebie/
O przepraszam,zawsze pisałam,że mam dla Janka ogromny szacunek i to się nie zmienia,natomiast co do uwag,to takowe przyjmuję ale jak ktoś ze mną rozmawia,a nie mnie ocenia po zaszufladkowaniu na podstawie własnego widzimisię.
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Przepraszam cię Iwono jeśli się pomyliłem, ale cieszę się, że bierzesz pod uwagę co się do ciebie pisze.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Szkoda, że nie znamy się osobiście. Ocena z postów może być mylna.
Może się zagalopowałem. Jeśli czujesz się urażona to cię przepraszam.
....../ Lubię CIę/.... :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

włóczęga pisze:Jeśli czujesz się urażona to cię przepraszam.
Ja naprawdę nie czuję się urażona :) Rozmawiam z ludźmi,słucham ich,chętnie wysłuchuję rad.Wiem,czasem popełniam błędy ale najbardziej denerwuje(boli) mnie to,jak ktoś mnie szufladkuje i to za co?Za to,że pojechałam w maju w Tatry?Zawsze mówiłam(pisałam na forum),ze mam ogromny respekt dla śniegu i nie pcham się tam,gdzie choć przez ułamek sekundy intuicja podpowiada mi,że może być nieciekawie.Może oratorką nie jestem i nie umiem jasno wyrazić tego co czuję i jakie mam podejście do gór ale na pewno nie wybrałabym się na Szpiglasa w noc sylwestrową przy III-IV lawinowej(wiesz co wspominam) Oj długo bym tak jeszcze musiała "się tłumaczyć",a nie lubię tego więc :)
włóczęga pisze:Szkoda, że nie znamy się osobiście
:) prawda-szkoda :)
włóczęga pisze:....../ Lubię CIę/....
:D ..i wzajemnie :)
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Musze powiedziec ze mnie to juz tylko mierzi. I pisac na ten temat nie chce mi sie.
Jedna rzecz jednak nie daje mi spokoju.
Janek, dlaczego Ty nie napisales tego pamfletu zanim oni wyjechali. Przeciez chciales ich ostrzec, a slowa Twe wynikaly tylko z troski o nich, tych mlodych i gniewnych. Dlaczego tak pozno?
Zgadles w ktoryms tam poscie ze jestem nauczycielem. Zgadza sie. Pracuje z mlodzieza licealna. I wiem z doswiadczenia, ze mlodziez ceni bardziej nauczyciela ktory dziala wg. zasady: naucz mnie tak abym mogl to zrobic sam, niz nauczyciela ktory stoi pod tablica i z grozna mina wymachuje palcem. Zwlaszcza po fakcie. Mlodych zatrzymac to tak jak zatrzymac ptaka w locie. I chca byc traktowani powaznie, ale czy Ty ich naprawde potraktowales powaznie?


uszba
Awatar użytkownika
Tomek K

-#4
Posty: 379
Rejestracja: wt 08 mar, 2005
Lokalizacja: Rzeszów

Post autor: Tomek K »

Janku! Przeczytałem od deski do deski. Czekan chowam ;)
Jednak nie dlatego, że mnie poaktowałeś łagodnie :) (myśle, że dotyczy to wszystkich). Mam to szczęście, że moje pierwsze zimowe doswiadczenie górskie a dokładnie tatrzańskie skończyło się dla mnie szczęśliwie. Byłem tuż przed kursem skałkowym, oczytany różnych historii górskich o wyczynach naszych starych bohaterów. Myslałem, że to wystarczy ale nie wystarczyło. Letnie "doświadczenie" może się przydało ale dziękuje Bogu, że skończyło się szczęśliwie. Analizując całą wyprawę stwierdziłem,że mogło to najgorsze zdarzyć się parę razy a sie nie zdarzyło. Tak jak mówię. Miałem to szczęście, wyciągnąłem wnioski i dzieki temu juz myślę. Póżniejsze kursy dodały mi wiary w siebie ale zawsze przypominam sobie mój pierwszy raz ;)
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Re: Pamflet o górołazach zimowych - epilog

Post autor: MiG »

Przeczytałem, i zgadzam się o tyle, że do zimowej wędrówki należałoby się trochę przygotować. Np. na początek chodząc po niższych górach. Choć to porównanie z drogami... mogłoby być krótsze.
Mam jedno ale, nie do końca na temat:
Janek pisze: Niedawno wprowadzone (w listopadzie ub. roku) zmienione przepisy o „zasadach ruchu” w TPN wprowadziły daleko idącą liberalizację zasad zimowej eksploracji na terenie TPN i w myśl tych zasad znakowane ścieżki (a tym samym dopuszczone do ruchu) przestają w zimie istnieć (co skądinąd zgodne jest z zdrowym rozsądkiem bo jak zobaczyć te znaki) i w zasadzie wolno chodzić wszędzie (poza ścisłymi rezerwatami – jak to było z tym Miedzianym, zacna „szóstko Iwony”) jednakowoż pod warunkiem, że posiada się odpowiedni sprzęt i doświadczenie a najlepiej jak się zaangażuje przewodnika.
Błąd, błąd, błąd. Nowe przepisy wprowadzają właśnie zasadę, że można chodzić po znakowanych szlakach, tyle że ew. modyfikując trasę w myśl zasad bezpieczeństwa (zwłaszcza że i tak nie da się iść idealnie po szlaku, np. zakosami na Ornak). Nigdzie nie ma mowy o tym, że można chodzić wszędzie! Taka interpretacja była popularna właśnie do 2004 r. A nawiasem mówiąc - prawie całe Tatry powyżej linii lasu to ścisły rezerwat. I dlatego gadki: chodzę poza szlakiem ale nie w rezerwatach to niestety są tyle warte, co zeszłoroczny snieg (<-- żeby było zimowo).
Awatar użytkownika
Asik

-#6
Posty: 1714
Rejestracja: wt 07 wrz, 2004

Post autor: Asik »

hehe..obawiam sie ze po tym poście dostanie mi sie...oj dostanie...no ale cóż,przeczytałam te posty tutaj,nawet sie poświęciłam i przeczytałam przy całym skupieniu Twojego posta Janku,a uwierz mi na słowo nie było łatwo ;)
to co napisze tutaj mialo byc w mailu do Izy,ale jakoś sie nie złożyło żeby tego maila napsiac i wysłać..jednak wena wróciła ;)
Izo,pytałaś sie o moje przemyslenia po analizie całej sytuacji..hehe...poczułam sie jak na labo na studiach,kiedy po skończonych zajęciach pisalismy sprawozdania,ostatnim punktem były WNIOSKI...największy ból każdego studenta nie umiejącego lać wody :)) a ja do takich należę
analiza naszego wyjazdu z MOJEGO punktu widzenia:
napisze to co napisałam niedawno Iw na gg,uważam że daliśmy d**y,to że nic sie nikomu nie stało uważam za cholernego farta.
Teraz pewnie wielu zarzuci mi panikarstwo,przewrażliwienie,paranoje...ale to ja mialam dupoślizg a nie kto inny,to ja gdyby nie ta szczelina wróciłabym...no własnie,nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni żeby wiedzieć jako CO mogłam wrócić...
i tu zabrakło tego szkolenia o którym"truje" Janek :) wielu z nas pierwszy arz było w górach w takich warunkach,pierwszy raz mieli raki na nogach i czekan w łapce,tak prawde powiedziawszy nie wiedzac nawet jak sie go trzyma :(
do tego jeszcze jedna sprawa-apteczka,z tego co mi wiadomo(moge sie mylić więc prosze o sprostowanie) tylko dwie osoby miały opatrunki,na sześć osób! A weźcie pod uwagę że w pewnym momencie szliśmy podzieleni jakby na 3grupy...
i pytanie do wszystkich forumowiczów brykających zarówno zimą jak i latem po górach: ILU Z WAS WYCHODZAC W GÓRY BIERZE APTECZKE???
zeby nie było ze ja taka porządnicka-moje opatrunki były ładowane na samym końcu,chwile przed wyjazdem bo sie akurat przypomniało ze cos takiego by sie przydało. A miedzy Bogiem a prawdą apteczka powinna byc czymś tak normalnym w plecaku kazdego górołaza zarówno letniego jak i zimowego jak kurtka deszczówka.
ale pomimo wszystko,pomimo tych moich czarnych wizji jakie mam po majowym wyjeździe wiem że jesli tylko będę mogła będę jeździć w góry zimą...bo są przepiękne i wydaja sie takie nieprzystepne,surowe,spokojne i...nieprzewidywalne...a może przez moją zadziornośc którą przypisała mi pewna osoba z tego forum :)
może dzięki niej znowu weszłam do wody jak moja głowa dłuższą chwilę przytrzymywana była pod woda...i drugi raz jak o malo co a stałabym sie pokarmem dla rybek....
a Betlejemka-rzeczywiście była wspominana przy okazji naszego lutowego wyjazdu i po ostatnim wyjeździe dochodze do wniosku ze moze to nie taki głupi pomysl :think: ;)
Janku,błagam zostaw Doriego na wolności bo z kim ja u licha łaciate bede pić na wyjazdach ? :))
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

uszba pisze:Janek, dlaczego Ty nie napisales tego pamfletu zanim oni wyjechali.
Uszbo, cenię Cię bardzo i cieszę się że znalazłaś trochę czasu aby tu i w ten sposób się wypowiedzieć. Ale mnie przeceniasz. Nie jestem jasnowidzem i skąd mogłem wiedzieć, że Asi się stanie to co się stało choć jak mi się wydaje, to Asia jeszcze za bardzo nie zdaje sobie sprawy nad jaką krawędzią łaskawy los pozwolił się Jej zatrzymać. Twoja młodzież. Wiele o takich sprawach słyszałem. Znam jedną nauczycielkę, też fanatyczkę gór, też prowadzącą młodzież w góry. Po słynnej tyskiej sprawie wiele godzin spędziliśmi na dyskusji. Nie osiągnęliśmy pełnego konsensusu bo zbyt wiele lat nas dzieli. Komuś kto pamięta z gór jeszcze Wawrzyńca Żuławskiego, który wypowiedział te pamiętne słowa: "Przyjaciela nie opuszcza się nawet wtedy gdy jest kawałkiem lodu" (cytuję z pamięci, znasz to zapewne) raczej trudno się czasami w płni dogadać z kimś wychowanym w dobie paneli i zawodów w wspinaczce na czas. Choć tak naprawdę to dzieli nas najbardziej ta moja nadwyżka wiadomości zdarzeń zapisanych w kronikach TOPR, o których ona może najwyżej przeczytać a ja niektóre z nich widziałem osobiście (widziałem np na własne oczy jak znoszono ciało Długosza, który dla mojego pokolenia był kimś znacznie chyba większym niż Wielicki przy całym szacunku do jego osiągnięć). W dwóch sprawach natomiast doszliśmy do pełnego konsensusu. Pierwszy to to, że tamta lawina i jej przeraźliwe skutki powinna wstrząsnąć środowiskiem górskim podobnie jak kiedyś śmierć sióstr Skotnicówien a później śmierć Birkenmajera. Niestety nie wstrząsnęła, spłynęło jak po kaczce. Druga w pewnym sensie wypływa z pierwszej, bowiem zgodziliśmy, że nic w Tatrach po tej tragedii nie powinno być takie same jak przed nią. Kolejna klapa. Przyznaję, że czasami mam ochotę zapomnieć o górach a już napewno ich polskiej stronie. Być może po słowackiej stronie są podobne problemy ale przynajmniej o nich nie wiem bo z Słowakami się łatwo rozmawia ale gorzej już jest z czytaniem - po kilku zdaniach tracę wątek. Pozdrawiam Cię naprawdę bardzo serdecznie.
ODPOWIEDZ