Wilu w dedykacji - Murowaniec - Rysy - Murowaniec

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Wilu w dedykacji - Murowaniec - Rysy - Murowaniec

Post autor: Janek »

Wilu, znakomitemu "pożeraczowi kilometrów" w Tatrach - w dedykacji.
To oczywiście wspomienie z lat już dość odległych...

Był piękny sierpniowy wieczór, siedzieliśmy pod Murowańcem i rozmawialiśmy. O czym się na ogół wtedy rozmawia w górach? Zupełnie tak samo jak w Anglii – czyli o pogodzie. Zdania są podzielone, jedni, że utrzyma, drudzy wybrzydzają, że grań zbyt ostro zarysowana i gwiazd od cholery a więc pompa murowana. Robi się chłodno więc przenosimy się do „kapliczki” (to ta wydzielona część jadalni – pan Ryszard Drągowski łaskawie dawał klucz „schroniskowej arystokracji”). Zbiorowe wycieczki marki „PTTK – wczasy wędrowne” już poszły spać, poza nami tylko dwa stoliki jeszcze zajęte, cztery pary starszych ludzi jak co wieczór rżnie w brydża. Przedpołudniem włóczą się po hali, żadnych wysokości, ale wiem, że to starzy „kosynierzy”, jeszcze z przed pierwszej wojny światowej i robili drogi, o których nawet nie mogę marzyć. Wciąż są jednak tu w Tatrach „obecni” i tylko to się liczy. Ocena kogokolwiek na podstawie skali trudności i czasu potrzebnego na przejście jest bez sensu – to nie stadion lekkoatletyczny, na którym stoi sędzia z stoperem i taśmą. Gwoli ścisłości – wtedy jeszcze tego nie wiedziałem tak dokładnie.
No i siedzimy w tej kapliczce. Jakiś bliżej nie znany mi facet, śpi jednak o dwie prycze dalej w „trumnie” więc musi być ze „swoich”, zaczyna narzekać, że jakoś ma pecha do Rysów i nigdy na nich nie był. Bo to trudności z noclegiem w Moku a jak już i to pokonane to pogoda się urywa itd. Strzela mi do głowy idiotyczny pomysł i mówię – „to idź stąd, z Murowańca, masz jeszcze rezerwację na cały tydzień, jeden „dobry” dzień powinien się trafić”. „Przestań się wygłupiać, to za daleko”, mówi jeden z kolegów. To świetny taternik ale „specjalista” od krótkich ale ekstremalnych (jak na tamte czasy) dróg, więc jego zdanie nie jest dla mnie miarodajne. Następne głosy są podobne. Coś mnie siekło, pewnie chwilowy napad idiotyzmu, i mówię – „Niemożliwe? Dobrze, sprawdzimy, jutro rano wychodzę” i od razu przychodzi mi na myśl, że to niemożliwe i prawie się zaczynam modlić aby urwało pogodę i lało przez najbliższe trzy dni bo potem muszę wracać bo urlop się kończy a z moim szefem nie ma żartów. Zakład jednak zostaje zawarty. „Idziesz ze mną” – pytam tego pechowca od Rysów, bąka coś niewyraźnie, że może...
Pogoda jednak nie urywa i rano jest prześlicznie. Na domiar złego zaspałem i zamiast wyjść o 6-ej tak jak planowałem wychodzę dopiero o 7-ej. Ten skurczybyk, który winien jest całej „aferze” śpi dalej, z takimi tak zawsze, nawet nie chce się obudzić. Dyżurny GOPR-owiec, który był świadkiem zakładu mówi mi, że chyba będzie dość ciepło i mogę właśnie od tego dostać w tyłek, dorzuca – zastanów się jak będziesz już w Moku.
Bagaż dobrałem starannie – sweter – moja duma, bo „zachodni” i niewiele ważący, pelerynka z igelitu, latarka, zapasowe baterie, jakieś 20 dkg kostek cukru (przydałaby się tabliczka czekolady, ale akurat w tamtym roku ich do sklepów nie „rzucano”). Horolezka jest prawie pusta, ergo lekka i o to właśnie chodzi. Noszenie ciężkiego plecaka, w dodatku o konstrukcji takiej jak w tamtych czasach bywało, traktowałem zawsze jako karę za grzechy, których w dodatku nie popełniłem i migam się od tego jak tylko mogę. Przemierzanie z ciężkim worem trasy np. z Ornaku na Halę Gąsienicową uważałem zawsze (i nadal uważam :D) za zajęcie dla ludzi, powiedzmy to oględnie – niezbyt zrównoważonych i o osobliwych upodobaniach – jak już koniecznie trzeba się zmęczyć to można to zrobić w sposób o wiele przyjemniejszy. Z Ornaku do Murowańca z worem zawsze przemieściłbym się po „bożemu” czyli – piechotą (niestety) do Kir – autobus do Zakopca, kolejny do Kuźnic, kolejką na Kasprowy (znam sposoby aby pojechać za darmo ostatnim kursem) no i w dół – „minimum wysiłku, maximum zadowolenia” – to niezmiennie moja górsko-plecakowa zasada. Zapieprzać z ciężkim worem? – Nie, śmierć frajerom. No chyba, że już zupełnie nie można inaczej! Ideologia wyższości zapieprzania bez potrzeby z ciężkim worem zawsze była mi kompletnie obca. Jestem wygodny i leniwy? Tak! I wcale się tego nie wstydzę! :D
Wychodzę, trochę głodny, zaledwie jakiś kawałek chleba z oscypkiem (kiełbasy też wtedy nie „rzucano” do sklepów). Mógłbym co prawda ugotować sobie owsiankę za która naprawdę przepadam, ale jestem pod czasem a w dodatku mam nieodparty wstręt do gotowania na kocherze – okropne urządzenie ale brak lepszych – też nie rzucali do sklepów. Tak nawiasem – te braki zaopatrzeniowe, zarówno w branży spożywczej jak i sprzętu górskiego znakomicie potaniały koszty uprawiania „tatrzańskiej pasji”.
Idę, zastanawiając się – Kozia czy Zawrat – wybieram w końcu Zawrat, jakoś nie lubię Koziej, sam nie wiem dlaczego. Przy Zmarzłym już siedzi stara góralka z kwaśnym mlekiem i samowarem. Patrzę na zegarek i robię sobie przerwę – napiję się herbaty (cosik była tłusta ta herbata ale co tam – w górach nie zwraca się uwagi na takie drobiazgi). Zawrat – znajome chłopaki już „siedzą” na Zawratowej od Matki Boskiej. Są jakieś 20 metrów wyżej. Przez chwilę rozmawiamy, pytają się gdzie idę. Odpowiadam, że na Rysy. W odpowiedzi – „Q***, wariat”. A wy „meblarze” odpowiadam z godnością (to aluzja do „ławeczek” – nigdy nie miałem przekonania do wspinaczki z „pomocami naukowymi”). Pytają czy zakład, inteligentni chłopcy, odpowiadam, że tak. „A to co innego” odpowiadają i dodają, że już myśleli, że mi się „pogorszyło”. Pięć Stawów – nie umiem sobie odmówić szarlotki. Całe szczęście, że nie ma kolejki. Pani Maria Krzeptowska zagaduje gdzie idę i dlaczego mi się tak śpieszy. Odpowiadam, że na Rysy. Znowu komentarz na temat mojej sprawności umysłowej, ale dodaje trzeci kawałek szarlotki i nawet nie chce wziąć pieniędzy. Idę dalej, żadnych tam skrótów na górze, ma być „sportowo”, fair play. Morskie Oko – jestem już trochę zmęczony. Złośliwy diabełek, który się ujawnił w mojej łepetynie – podpowiada – „daj sobie spokój, wypij piwko, właśnie przyjechał autobus z całą kupą ładnych panienek, poderwij jedną i idź w kosóweczki, potem obiadek i powolutko wrócisz sobie na Halę i obwieścisz sukces, kto o tym będzie wiedział”. Apage satanas - krzyczę w myśli i prawie biegnę w kierunku Czarnego Stawu aby być możliwie szybko jak najdalej od tego siedliska pokus wszelakich. Czarny Staw, trochę oddechu na płaskim. Po chwili znowu niestety w górę. Jest gorąco jak gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Mam ochotę zdjąć koszulę ale rozsądek zwycięża, nie mam odpowiedniej skóry na takie zabawy. Zdaję sobie sprawę, że idę już trochę jak automat – słynna „poznańska schnell-zapierdalanka” (to taki termin ukuty przez jednego z znanych poznańskich alpinistów z ówczesnej górnej półki). Poznaniacy być może nie odznaczają się specjalną fantazją ale to twarde chłopaki, którzy potrafią nawet dorównać w takich zabawach chłopakom z Podhala (no może jednak trochę są gorsi).
Kryzys przychodzi już niedaleko szczytu. Zaczynają mi przed oczyma latać czarne plamy, w dodatku zaczynam się bać – wstyd, przecież to q****** łatwa ścieżka. Ostanie metry, ku zabawie gawiedzi na szczycie idę prawie na czworakach. Mam szczęście – na szczycie zastaję znajomego przewodnika o znanym nazwisku. Wyjaśniam o co chodzi i proszę o potwierdzenie na kartce, że tu jestem i o której godzinie. Jest wyraźnie rozbawiony i znowu słyszę coś o idiotach, których się powinno przymusowo leczyć. Wystawia jednak zaświadczenie a potem częstuję herbatą z termosa. „Powinneś mieć termos” – mówi surowo. „Jeszcze czego – odpowiadam – to dodatkowy kilogram z kawałkiem”. Pyta wobec tego o latarkę – rumienię się i pokazuję, że mam – obaj wiemy o co chodzi – kiedyś mnie „uratował” w trudnej sytuacji, wynikłej z braku tego urządzenia.
Z drogi powrotnej jakoś nie mam żadnych wspomnień poza monotonnym odgłosem butów na ścieżce (tak nawiasem te buty to były tzw. Pionierki, ówczesny hit polskiego przemysłu obuwniczego – z odwiedzających to forum to chyba jeden Włóczęga wie co to był za „znakomity obuw” :D. To w górę, to znowu w dół, wreszcie znowu Zawrat. Jak to miło – na łańcuszkach przynajmniej jest trochę inaczej. Nad Czarnym Stawem czeka na mnie kilku kolegów, w dodatku z kawą w termosie. Chłopaki jednak potrafią być czasami mili. Pokazuję im kartkę z „zaświadczeniem”. Śmieją się i mówią, że to niepotrzebne bo wystarczy na mnie spojrzeć. Jest też i „sprawca afery”. Pyta się jak było? Staram się możliwie ładnie uśmiechnąć i ... „pocałuj mnie w d*** z swoimi pytaniami, trzeba było iść ze mną. Murowaniec – jest dokładnie godzina 20 – „zabawa” trwała równe 13 godzin.

Pora na trochę wyliczeń. Wg. danych z mapy Tatry 1:27 000, Wydawnictwo ExpressMap – rok wydania 2002 przebyta trasa oceniona jest na równe 18 godzin (chyba się nie pomyliłem w obliczeniu). Według Paryskiego pewnie trochę mniej – nie chce mi się teraz nad tym ślęczeć, może się znajdzie jakiś zamiłowany rachmistrz, który to zrobi aby mnie trochę pognębić. Te dane czasowe są zadziwiająco zbliżone do obliczeń przeprowadzonych przez Włóczęgę dla trasy Rysy – Rakoń. „Gabaryt techniczny” trasy chyba jednak wyższy.

Drogi Wilu – masz okazję pognębić 70-letniego starowinę i pozbawić go „chwały” wspomnień z lat młodzieńczych. Są rozmaite ku temu sposoby – urwać godzinę albo i dwie, albo zmienić trochę trasę – na przykład przez Granaty i Orlą do Koziego i w dół a może aż do Zawratu, albo jeszcze inaczej, np. przez Kasprowy i Świnicę, ścieżek ci u nas dostatek. Chwytasz rękawicę??? Klepać po klawiaturze jest dość łatwo, pora na czyny! A nim wyjdziesz na trasę przypomnij sobie co mawiał imć pan Mikołaj Rej – „w kożdoj rzeczy końca patrzaj!”

Komentarze odnośnie sensu takich "wyczynów" pozostawiam ewentualnym czytającym ten tekst, licząc na Ich łagodność i wyrozumiałość na wybryki młodości. Miałem wtedy lat zaledwie 23 (albo 24)
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Ladies and gentleman. W prawym narożniku, w zagranicznym swetrze Janek, przeszedłszy trasę Murowaniec - Rysy i z powrotem w czasie 13 godzin.

W lewym (bez skojarzen) narozniku w czerwonym goreteksie Wilu, który chce przejść trase Rysy - Rakoń.

Walka zakontraktowana na 12 rund, sędziuje społeczność forum ;-)

PS Janek - wspaniala relacja...
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

A co do butów , to je / niestety/ pamietam. Wygodnie zaczynało być dopiero jak się zaczynały rozpadać. Niestety były wyjątkowo solidne i na destrukcję trzeba było dłuuuugo czekać. NIe wspomniałeś Janku o jeszcze jednej możliwości "prostowania drogi" W tym czasie kończyła żywot prawdziwa łódź, którą za drobną opłatą można było popływać po MOrskim Oku. A więc po cięciwie i prawie kilometr bliżej, o uldze dla nóg nie wspomnę. Pół wieku mi jeszcze nie stuknęło, ale też coś pamiętam . myślę, że każdy, no prawie każdy- bywają ludzie spełniający żądania Kochanowskiego: "By rozum był przy młodości"- przechodził okres chodzenia na czas, to pewnie jak odra wietrzna ospa i tym odobne paskudztwa - większośc musi prze z to przejść. Wilu też. A za parę latek jak podrośnie, zobaczy prawdziwą urodę gór, zwolni trochę i przekona się, że nie warto tak z******** bez sensu, że warto stanąć i patrzeć i patrzeć, patrzeć na to cudo co to jest na wyciągnięcie ręki, a przecież daleko .Prawie namacalne a jednak niedostępne, na te robaczki drobne, boże krówki i insze "paskudztwa" tego świata, różne pluszcze, pazie królowej omiegi i całe to zielsko , które tam na urodę tego świata rośnie.
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

PS. Janku, czy miałeś butki z białymi , czy z czarnymi sznurowadełkami? Były dwie wersje. :?
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

mefistofeles pisze:W prawym narożniku, w zagranicznym swetrze Janek
Dobrze Ci tak sobie żartować. Czy Ty możesz mieć pojęcie co to był w 1958 albo 59 roku porządny sweter. Zdarzały się krajowe ale jakoś takie ciężkie, kiepsko schnące, diabli wiedzą z czego zrobione bo napewno nie z wełny a i tworzyw sztucznych też nie było - naprawdę to zagadka. A ten to kupiłem na takim nieistniejącym już słynnym bazarze w Warszawie - szczegółowy opis znajdziesz w "Złym" Tyrmanda. Cena? Lepiej nie mówić ale byłem już po dyplomie, jakaś fucha się trafiła - w końcu raz się żyje. Ale czy potrafisz sobie wyobrazić jak ja się z niego cieszyłem, jak mi jego zazdroszczono, jak dziewczyny prosiły aby dać do przymierzenia (wtedy dziewczyny latały w męskich swetrach, najlepiej za dużych i za długich. A teraz co - tylko kasa potrzebna, idziesz, kupujesz, O radości.
Jestem gorszego sortu...
Wilu

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 14 lip, 2004

Post autor: Wilu »

No i dlatego właśnie załuję, że wogóle wspomniałem o tym pomyśle. Zaraz znajduje się 100 mędrców, którzy to powołując się na swój wiek, z dobrotliwą ironią zwracają mi uwagę, że kiedyś z tego wyrosnę. Trochę skromności panowie bo to już się robi żałosne.

Skoro Ci jeden z drugim napisałem, że ten rajd jest oprócz 9-dniowego pobytu w schroniskach to co się czepiasz? Twoja sprawa? To jest sport. Jak sprawdzanie się na siłowni, na ściance czy na rowerze. Czy dam radę, a nie żeby sobie chodzić spacerkiem.

A co do ciebie Janku to powiem, ci, że boję się nawet mówić przy tobie o sztandze czy o ściance. Bo wkrótce okaże się, że ciśniesz na klatę 170 kilo w wąskim uchwycie, albo wspinasz się bez asekuracji na Pałac Kultury.

Jak będę robił tą trase to dam wam znać a teraz mi się proszę zbytnio nie emocjonować. Jezeli myślisz Janku, ze przez opisanie tu tej historyjki wpłyniesz jakoś na moje plany, i rzucę się w góry jeszcze dziś to mylisz się. Będę postępował zgodnie z moim planem 9dniowego wyjazdu+ten właśnie rajd. A kiedy zrobie rajd to się jeszcze zobaczy.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Andrzej Krystoszyk pisze:PS. Janku, czy miałeś butki z białymi , czy z czarnymi sznurowadełkami? Były dwie wersje.
Zabij mnie ale nie wiem. Ale Tobie gratuluję, co za pamięć szczegółów!
Miałem potem jeszcze buty o nazwie Maraton. Wprost idealne do obcierania stóp, za to jednak nie przemakały tak jak pionierki.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wilu pisze:albo wspinasz się bez asekuracji na Pałac Kultury.
Robiłem w życiu rozmaite głupoty ale przed tak skrajnym to jakoś Bozia ustrzegła.

A teraz już poważnie. Na swój sposób mi zaimponowałeś tym, że taki jesteś systematyczny. że tak wszystko planujesz np. w szczególach co przez te 9 dni itd. Bo u mnie pobytem w Tatrach zawsze rządził absolutny "spontan" skrępowany jedynie rezerwacją miejsca w schroniska bo jestem i byłem wygodny i spać byle gdzie nie lubię a już na Slowacji szczególnie. A reszta? Będzie co będzie. Bo przecież wszelkie planowanie w Tatrach to czynność absolutnie bez sensu. Jest, dajmy na to niedziela i jest pięknie. Z jako taką pewnością można przewidywać co będzie w poniedziałek. Ale we wtorek? We wtorek może być nieprzytomna pompa i ja mam się w nią pchać tylko dlatego, że akurat sobie w styczniu zaplanowałem, że pójdę w ten wtorek na Czerwone Wierchu (tak nawiasem - śmiertelnie nudna górka). Śmierć frajerom! Ale równie dobrze może być tak, że pójdę sobie podczas gestej mgły bo akurat mam taką fantazję, albo że będzie piękna pogoda a ja nigdzie nie pójdę tylko wybyczyć się po kosówkach. Bo w Tatrach, szczególnie w tamtych latach gdy wszystko było zaplanowane (i naogół nie wykonywane) i stale ktoś chciał myśleć za mnie, to w tych Tatrach właśnie, najcenniejszym dla mnie było to, że robię to co chcę, z małą poprawką na przepisy graniczne dla których podobnie jak setki innych wcale nie mialem specjalnego "nabożeństwa".
Mogę się jednak z Tobą zgodzić, że w ten sposób nie wyrasta się na "mistrza". Korzeniowski czy Jędrzejczak nigdy nie doszliby do swoich sukcesów gdyby nie działali na zasadzie "spontanu". Ale ja nigdy nie miałem ambicji być "mistrzem". To się może zresztą też fatalnie skończyć - przykład Hannawalda, który dostał przesytu skokami jest tu przestrogą.
Masz Swój "model", pewnie go przemyślałeś, realizuj go, życzę powodzenia. Ale nie przygaduj "po drodzę" innym od "starowin" co się ledwie trzymają na nogach bo naprawdę nie możesz wiedzieć jak to będzie z Tobą gdy będziesz mieć 70 lat. A ja już wiem bo je mam i patrz - nadal mam ochotę w te Tatry pójść, oczywiście już nie po trasie Murowaniec - Rysy - Murowaniec bo bym chyba na niej umarł ale wstydzić się też jeszcze nie ma czym. A poza tym nie muszę niczego na siłę, mogę np pójść sobie ze Śląskiego Domu nad Długi Staw w Wielickiej (to niedaleko) i przez pół dnia pogapić się na Gerlach i Staroleśną. Wolna wola i tak było przez całe 50 lat mojego włóczenia się po tych górach. Nic nie musieć, robić co się chce - to najistotniejszy walor urlopu w górach. Wcale to nie znaczy, że Cię chcę do tego namawiać.
A tamtą historyjkę podrzuciłem aby Cię tak trochę podrajcować - jakoś dotąd nie słyszałem aby się trafił drugi taki głupek jak ja wtedy i to powtórzył. Jeszcze jeden z glupich rekordów do ew. pobicia.
Jestem gorszego sortu...
Wilu

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 14 lip, 2004

Post autor: Wilu »

Ty to się jednak nie umiesz przyznać do błędu. Skoro ci już powiedziałem o tym ze to nie odnosiło się do ciebie to po co sie tym jeszcze rajcujesz?

A teraz coś o planowaniu. 9 dni w Tartrach to dla mnie max. Więcej juz tam nie wytrzymuję. Stąd ta magiczna dla ciebie granica.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wilu pisze:Skoro ci już powiedziałem o tym ze to nie odnosiło się do ciebie to po co sie tym jeszcze rajcujesz?
O mnie, nie o mnie, to nieważne. Tak wogóle nie wolno o nikim a szczególnie o kimś w górach. Nawet gdyby szedł nie wiem jak powoli. Ale szedł, widać ma taką potrzebę, mimo wieku i braku sił. Jeśli tego nie rozumiesz to nic z Tatr nie rozumiesz i zmeczyć się możesz gdzieś bliżej Aleksandrowa
Jestem gorszego sortu...
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Janku, Wili daje ci znać, że niepotrzebnie nakręcasz siebie i innych, a ty tym bardziej to robisz. Wili jeden dzień pobytu chce potraktować jako wyczyn. Wszystkie pozostałe dni - turystycznie. Jego sprawa. Próbuje ci odpowiadać, żeby nie być uznanym za tego, który lekceważy innych. Ale ty nie dajesz spokoju. Twoje posty są coraz dłuższe i omawiające coraz drobniejsze sprawy. Każde jego słowo komentujerz. Po co? Co prawda nie krytykujesz go otwarcie, ale dokuczasz mu. Jeszcze raz pytam w jakim celu.
Też nie przepadam za takim chodzeniem jak on proponuje ten jeden dzień, wolę chodzenie takie jak ty. Ale od czasu do czasu człowiek ma chęć się sprawdzić. Ja sam to robię, aco dopiero młody człowiek.
Niezależnie czy mu się uda, czy nie życzę mu spełnienia jego ambicji.
Ty widać jesteś nastawiony negatywnie. ciekawe co napiszesz jak mu się nie uda. Dobrze Wili pisze, że chyba niepotrzebnie o tym wspomniał.
Wili, musisz uważać co piszesz, bo cię podpuszcą jak o zakład, a to może wyjść ci na złe. Jeśli coś robisz - rób to dla siebie. Po co ci kibice?
Nie daj się pdpuścić. Nie ujmuj się ambicją. Lepiej powiedz, że rezygnujesz, a sam dla siebie coś zrób. Kiedyś, może będziesz mógł coś opowiadać znajomym, dzieciom i wnukom, a na forum niekoniecznie, bo i tak znajdzie się ktoś kto cię nie zrozumie.
Pozdrawiam, życzę powodzenia we wszystkim i do zobaczenia na szlaku.
Wilu

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 14 lip, 2004

Post autor: Wilu »

Bardzo dziękuje Ci za ten post Włóczęgo. Ująłeś bardzo ładnie to co miałem zamiar zawrzeć w moim poście. Napisałem już odpowiedz dla Janka, ale jest ona dośc dosadna, wiec póki co zatrzymam ją dla siebie.

Niniejszym chciałbym ogłosić, że nie kontynuuję tematu mojego rajdu.
Jeżeli ktoś tak jak MiG będzie chciał zdobyć na ten temat więcej informacji i jest człowiekiem powaznym to proszę bardzo na priva, ale od razu mówię, że na razie zadnych konkretnych kroków w celu realizacji planu nie podjąłem.
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Hehe, tylko chciałem wiedzieć którędy masz zamiar iść :) Ja już się dawno nauczyłem (przed czasami Internetowymi), że o długich przejściach należy wspominać ostrożnie - stąd moja uwaga w pierwszym poście.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Włóczęgo, gdzie można Cię spotkać na szlaku? :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Ja już się nie wypowiadam na temat dyskusji (czyt.małej sprzeczki) Janka i Wilu. Powiem tylko tyle,że szanuję w górach tych,co leżą nas stawem i czytają książkę i takie właśnie zestawienie czyni ich wolnymi,szczęśliwymi,jak równiesz podziwiam tych ,którzy przyjeżdżają w Tatry bić właśnie rekordy.Wilu->trzymam kciuki za realizację Twoich planów.A'propos planów-uważam,że wcale nie nie jest bezsensem planowanie pobytu w górach...no chyba,że ktoś z uporem maniaka trzyma się planu nawet jak żaby z nieba lecą...a w sumie...niech chodzi i po żabach,byle później nie marudził ;)
Od jakiegoś czasu zaczynam obserwować na forum jakieś dziwne "zadzieranie nosa" z racji przebytych szlaków,szybkości ich pokonania,ba-nawet posiadania lepszego sprzętu,stroju,wiedzy-często książkowej.Nie mam na myśli jakichś konkretnych osób....ale wrażenie jest-czy słuszne....nie wiem...zastanawiam się :think:

Najbardziej spodobało mi się zdanie MiGa :
MiG pisze:Ja już się dawno nauczyłem (przed czasami Internetowymi), że o długich przejściach należy wspominać ostrożnie
jest w nim dużo pokory wg. mnie.Od razu wyjaśniam,że nie piję tu do Wilu,tylko przypomniało mi się,jak kiedyś następnego dnia po przyjeździe w Tatry założyłam sobie trasę :Z-ne-Kościelec-Zawrat-Dol.5 Stawów-Kozia Prz.-Z-ne i.....zwyczajnie po Kościelcu dałam sobie spokój-wg mapek i czasówek można było,a mój organizm powiedział "zapomnij" :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Iwona pisze:.A'propos planów-uważam,że wcale nie nie jest bezsensem planowanie pobytu w górach...no chyba,że ktoś z uporem maniaka trzyma się planu nawet jak żaby z nieba lecą...a w sumie...niech chodzi i po żabach,byle później nie marudził
Ja w sumie zawsze planuje wszystkie wycieczki wcześniej. Trasy mam rozpisane, reszta zależy już tylko od pogody i kondycji. Czasami zmieni się kolejność, czasami jakaś trasa wypadnie, a czasami trochę modyfikuje plan. Ale zawsze szkielet pobytu w Tatrach mam z grubsza zaplanowany. Ja raczej wystrzegam się spontaniczności w wybieraniu szlaków. Wole to zaplanować i przemyśleć.
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Ja prawie nigdy nie planuję, gdzie pójdę, gdy przyjadę w Tatry. I tak mi jest dobrze. Może to dlatego, że wszędzie już byłem a w wielu miejscach wielokrotnie.
Na pytanie Izabeli odpowiadam, że można mnie spotkać na szlakach Tatr Wysokich. Dwa, trzy, lub cztery razy w roku jestem w okolicach Morskiego Oka, Pięciu Stawów i /nie zawsze/ Murowańca. Ostatnio, można mnie było spotkać na szlakach słowackich /tydzień temu/ gdzie godzinami nie spotkałem nikogo. Gdybyś tam była spotkałabyś mnie, wędrującego samotnie w okolicy Kopskiego Sedla. :-) Może dlatego nazwałem się włóczęgą? :-)
Iwonko, to, że ludzie piszą co przeszli wcale nie jest rzeczą złą, wkońcu między innymi forum służy temu by dzielić się tym co udało się osiągnąć.
Ważne, żeby to nie były przechwałki i nie miały na celu pokazania, że jest się lepszym od innych.
Do zobaczenia na szlaku w czerwcu, a na pewno w drugiej połowie września /to mój ulubiny termin/.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na szlaku :) :)
Chcę uzupełnić, że pytanie zadałam nie tyle w celu uzyskania konkretnej odpowiedzi (chociaż jest mi miło, że ją otrzymałam), ale dla podkreślenia ,że odpowiada mi sposób jaki prezentujesz to co masz do powiedzenia. To sposób wyrażenia mojej akceptacji.
"Mądrość człowieka zależy od równowagi między jego wiedzą i niewiedzą"
(E.Canettil) - i to jak mi się wydaje jest w tobie wyczuwalne. Pozdrawiam :)
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Dziękuję.
Pozdrawiam.
pelikan

-#3
Posty: 110
Rejestracja: czw 19 maja, 2005
Lokalizacja: świdnik / warszawa

Post autor: pelikan »

Ten pomysł jest naprawde odjechany. Pare razy już słyszałem o rzeczach, które wydawały się "nie możliwe" na pierwszy rzut oka a potem komuś robiło się łyso. Wilu rób swoje. Powodzenia
ODPOWIEDZ