Przygotowanie kondycyjne

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Przygotowanie kondycyjne

Post autor: Mariusz »

Szanowni Państwo - zbliża się wiosna dużymi krokami, a zaraz po niej pewnie będzie lato, jak zwykle. Dla wielu osób oznacza to coraz bliższą perspektywę wyjazdu w góry. I tu nasuwa mi się pytanie - czy przygotowujecie się jakoś kondycyjnie do wyjazdu w Tatry? Tak, aby potem maksymalnie wykorzystać czas pobytu na uganianie się po szczytach i halach...
Ja praktycznie już od kwietnia jeżdżę na rowerze (raz w tygodniu), a na 5-6 tygodni przed wyjazdem uprawiam jogging schodowy, czyli biegam po warszawskim parku, w którym jest największa suma wzniesień.
Dla zainteresowanych są to okolice Zamku Ujazdowskiego i Agrykoli k. Łazienek. Są tam bardzo wysokie schody oraz skarpa, tak że można prawie bez przerwy biegać w górę i w dół.
Ale to jeszcze nie wszystko - na 2-3 tygodnie przed wyjazdem, wbiegam po schodach (w bloku) z plecakiem wypełnionym obciążeniem. I zupełnie nie wiem, czemu ludzie się ze mnie śmieją... :D
Po takim treningu czuję się, jakbym wszedł na Rysy conajmniej...

Zauważyłem, że przygotowanie kondycyjne naprawdę wiele pomaga - chodzi się potem po górach bardzo swobodnie i bardzo trudno się przeforsować. Odpada też konieczność aklimatyzacji kondycyjnej. Oczywiście przy krótkich wypadach to nie ma sensu, a wiele osób odpuszcza sobie jakikolwiek trening, bo i bez niego sobie poradzą. Ja jednak takiej "zaprawki" nie odpuszczam.

P.S. Jeśli ktoś zna lepsze wzniesienia od skarpy pod Ujazdowskim w Warszawie, proszę o info.
Lackowa

-#2
Posty: 88
Rejestracja: pn 08 gru, 2003
Lokalizacja: Gorlice

Post autor: Lackowa »

Ja staram się dbać o kondycje przez cały rok. Duży plus że mieszkam w górach i 3 razy w miesiącu wyjeżdzam na wycieczke jednodniową nawet w zimie. Też jeżdze dużo na rowerze i przeważnie po łatwych szlakach turystycznych w B. Niskim.
anmenka

-#2
Posty: 70
Rejestracja: sob 10 sty, 2004
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

--==

Post autor: anmenka »

Ja na dwa trzy miesiące przed wyjazdem (wyjeżdżam zawsze na cały sierpień) jeżdżę codziennie na rolkach (o ile pogoda na to pozwala). Codziennie około pół godziny ostrej jazdy, teoretycznie to niewiele ale na starych stępionych rolkach to lekki wysiłek ;) Po czymś takim rozchodzenie w górach zajmuje mniej czasu a i kondycja jest wyrobiona :)
ola

-#3
Posty: 223
Rejestracja: pt 19 wrz, 2003
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: ola »

A ja jeżdzę rowerkiem , ale nie tak wyczynowo jak Kolega Mariusz i chodzę na basen :) Na basen przez cały rok, a rowerek to wiosna, lato, jesień
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Ja wcale nie jeżdżę wyczynowo, więc proszę sobie ze mnie nie kpić. ;) Ekspertem od bardziej ambitnej jazdy na rowerze jest zdecydowanie Czesiek!
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Witajcie.
Dzięki Mariusz - ekspertem nie jestem - ale ambicji mi nie brakuje. Czas, czas i jeszcze raz czas - jego mi brakuje. Chętnie siadłbym już teraz na rower i gdzieś pojechał - chociaż z "dwudziestkę" zrobić. Tym bardziej, że pogoda dopisuje (nie pada). Jeżdżę cały rok - z mikroskopijnymi przerwami. Nasze (również Wioli i Asi) przygotowanie kondycyjne to oczywiście rower. Dwa lata temu Wiola przejechała ponad 1.800, a Asia też coś powyżej 1.500 km. Na rowerku jednak stopy pracują inaczej. Dlatego robimy sobie weekendowe wypady w nasze - dolnośląskie górki. Wytyczamy sobie jakiś szlak - pozwalający wrócić wieczorem do domku, i w pociąg. Np. Wzgórza Strzelińskie: Henryków, Biały Kościół, Strzelin, Góry Bardzkie: Bardo Śląskie czy Kłodzko. Również Ślęża - najczęściej zresztą. Cały dzień na szlaku, na świeżym powietrzu - to jest to. Jak się później śpi? Ech! Z niecierpliwością czekamy na cieplejsze dni. Może nie jesteśmy idealnie przygotowani do wędrówek po Tatrach - szczególnie tych wysokich - ale tam też zaczynamy od niższych partii gór. W ubiegłym roku zaczęliśmy od Ścieżki nad Reglami (Chochołowska-Kościeliska-Miętusi Przysłop-Dolina Małej Łąki-Gronik), a ja skończyłem 16 lipca na Rysach, a właściwie to w Strbskim Pleso.
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Cześć!
Rower jest bardzo dobrym środkiem na zdobycie kondycji ale pod warunkiem że będzie to trasa conajmniej 20 kilometrowa. Po prostu trzeba się zmęczyć. Bardzo ważne jest siodełko np. żelowe bo ostatnie stare które miałem dało mi niezły wycisk na ......hm. . Na krótsze dystanse najlepiej wybrać się pieszo i zrobić na nóżkach parę kilometrów dziennie. Fajnie jak jest możliwość mieszkać na obrzeżach miasta wtedy od razu wskakuję na łono leśnej przyrody i śmigam po duktach rowerkiem albo bocznymi drogami wprost nad Zalew Sulejowski(25km+25km)
Pozdrawiam
Jurek
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Nie przygotowuję się specjalnie do wyjazdu.Po prostu już od wiosny zaczynam dojeżdżać do pracy rowerem (3 km) ale nie chroni mnie to przed lekką zadyszką pierwszego dnia pobytu i okropnym bólem łydek w pierwszych dniach.Może znacie jakiś złoty środek? Może ćwiczenia kolegi Mariusza są tym środkiem? Podobno nie powinno się następnego dnia po przyjezdzie pakować wysoko w góry ale spacerek na Czerwone Wierchy jeszcze nikomu nie zaszkodził.Po prostu szkoda mi czasu i pogody na dolinki(przepraszam wszystkich urażonych miłośników dolinek). A tak z ciekawości jeżeli dopadną Was zakwasy to wolicie maszerować do góry czy w dół.Mnie zdecydowanie mniej boli przy wchodzeniu. :)

Pozdrawiam wszystkich roweromaniaków,
trochę ich tu mamy :D
Iwona
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Ok, trzeba przyznać, że mało kto zawraca sobie głowę jakimiś treningami przed wyjazdem w góry. Na pewno wielu osobom wystarczy w miarę regularne chodzenie basen, czy przejażdżki rowerowe. Poza tym Tatry to nie jakieś tam Himalaje, żeby specjalnie troszczyć się o kondycję...
Niemniej w moim przypadku taki trening naprawdę czyni cuda, bo mogę potem swobodnie wędrować z ciężkim plecakiem od schroniska do schroniska przez tydzień lub dwa. Niestety mój tryb życia to głównie siedzenie 10 godzin w biurze przed ekranem komputera, a potem kolejne 3 godziny przed monitorem w domu. Na sport pozostaje mało czasu, kości rdzewieją i skrzypią, kręgosłup boli itp itd. Być może właśnie dlatego trening okazuje się niezbędny. Nie zaprzeczam, iż gdybym 2x w tygodniu biegał na basen i do tego robił 50-100km tygodniowo na rowerze, pozostałe treningi aerobowe na miesiąc przed wyjazdem okazałyby się zbędne.

Pozdrawiam sportowców i zabiurkowców
:)
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

Iwona pisze: A tak z ciekawości jeżeli dopadną Was zakwasy to wolicie maszerować do góry czy w dół.Mnie zdecydowanie mniej boli przy wchodzeniu.
...bo tak rzeczywiście jest. Dla mnie wchodzenie jest o wiele mniej uciążliwe niż schodzenie,przede wszystkim ze względu na kolana. Do tego dochodzi zmęczenie całodzienną wędrówką...
Natomiast jeżeli chodzi o rozplanowanie pierwszego, drugiego dnia pobytu-jest to kwestia indywidualna. Osobiście jestem za dwudniową aklimatyzacją , ale też jestem świadoma,że nie zawsze jest na nią czas zwłaszcza, kiedy pobyt jest krótki.
:)
ola

-#3
Posty: 223
Rejestracja: pt 19 wrz, 2003
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: ola »

Dołączam się do wypowiedzi moich przedmówczyń.... też wolę wchodzić niż schodzić, zwłaszcza , że od paru dobrych lat mam " zepsute " kolano... Kiedyś właśnie z jego powodu musiałam zrezygnować z wycieczki na Krzyżne. Nie jest jednak tragicznie , nie zawsze mi odmawia posłuszeństwa, więc nadal łazikuję po górach.
seba

-#4
Posty: 255
Rejestracja: ndz 08 lut, 2004
Lokalizacja: Chodzież

Post autor: seba »

Mariusz -lepszym wzniesieniem od skarpy pod Ujazdowskim jest ...Góra Gontyniec :D :D :D
A tak na poważnie to, miło znowu być wśród swoich - tym razem.... roweromaniaków. Nasi górą .
Mnie na szczęście przyroda hojnie obdarzyła...(mówię oczywiście o okolicznych pagórach,jeziorach i lasach :freak: )
Niedziela "na siodle" ;w terenie nazywanym w przewodnikach "szwajcarią chodzieską" ;z dala od ludzi ,to coś co uwielbiam. (nie jestem "lokalnym szowinistą" ale niektóre miejsca są tutaj naprawdę piękne) .Szkoda tyko ,że w pozostałe dni choruję na brak czasu.
A dla zainteresowanych:
Góra Gontyniec (192m.n.p.m.)- najwyższe wzniesienie Wielkopolski. Duże różnice wysokości (100m.) w stosunku do pobliskiej Doliny Noteci dają możliwość zjazdów rowerowych z prędkością raczej mało odpowiednią dla tego środka lokomocji. Konieczność ciasnego slalomu między drzewami dodatkowo podnosi ciśnienie. Podjazdy :gwizd: .....dają dobre przygotowanie wysokogórskie.
pozdrawiam Seba
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Wchodzenie pod górę sprawia mi większą trudność niż schodzenie ponieważ używam kijków. Bardzo dobrze jest na dwa tygodnie przed wyjazdem mocno sforsować nogi jazdą na rowerze albo bieganiem. Po przyjeździe w góry od razu mogę iść na dalszą wyprawę, powoli ale do celu.
Pozdrawiam
Jurek
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Od początków mojego chodzenia po górach jestem zwolennikiem wchodzenia. Dlatego też ostatnio zdarzało mi się dwa razy zbiegać. Trochę to nienormalnie musiało wyglądać, bo ludzie patrzyli na mnie jakoś dziwnie. Ale nie jestem w tym osamotniony. Wiele razy widziałem "biegaczy". Ostatnio nawet zostałem wyprzedzony przez jakiegoś "pershinga".
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Dla mnie wchodzenie czy schodzenie wymaga podobnego wysiłku. Ciężko powiedzieć co bardziej męczy, bo zazwyczaj "wchodzenie" jest najpierw, a "schodzenie" potem. Nigdy nie próbowałem zrobić eksperymentu typu: wjazd na Kasprowy kolejką i zejście pieszo. :)
W przypadku długiego i powolnego schodzenia (np. Z Kryżnego na Halę) wolę lekki trucht, taki półbieg - wtedy jakoś mniej męczy się mięsień (ale uwaga na kostkę, łatwo zwichnąć!!!)
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Chłopy, nie wygłupiajcie się z tym bieganiem przecież to niezdrowe :)
Ja też kiedyś tak latałem a dzisiaj nie mogę pozbyć się drobnej kontuzji kostki która nieraz mi dokucza.
Pozdrawiam
Jerzy
Adamires

-#4
Posty: 370
Rejestracja: sob 21 lut, 2004
Lokalizacja: Koszalin

Post autor: Adamires »

Jak dla mnie to nie ma znaczena czy wchodzę czy schodzę.
Może z małą różnicą, przy schodzeniu trzeba bardziej uważać gdzie się stawia nogi.

Co do tematu:
Staram się przez cały rok biegać (2-3x w tyg. po 4km),a przed wyjazdem przebieżka 12km po Pętli Tatrzańskiej (szlak w lesie Koszalińskim).
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Co do tematu: gram 2 razy w tygodniu w kosza po 1 godz., prawie przez cały rok - to wystarcza za przygotowanie kondycyjne :)

Co do zbiegania - są mniejsze obciążenia nóg (stawy/mięśnie) i mówili mi to ludzie bardziej doświadczeni ode mnie. Nie wiem tylko jak to jest jak ktoś juz ma jakieś kłopoty z kolanami.

Wchodzić czy schodzić? Oczywiście WCHODZIĆ !! Przecież po to jeździ się w góry :) Poza tym pamiętam jak kiedyś "zdychałem" na zejściu z Ornaku do schroniska na Hali Ornak. Autentycznie.

MiG
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Ja staram się utrzymywać kondycję przez cały rok, choć przed samym wyjazdem staram się dodatkowo zwiększyć dawkę treningu. Biegi, standardowe wchodzenie po wchodzenie po schodach, wchodzenie z obciążeniem, jazda na rowerze w sezonie ciepłym, od czasu do czasu basen, "ostre" prace na mojej działce pod Warszawą, a że ma ona niecałe 5 ha, w tym prywatny las, to jest co robić. Np. genialną sprawą jest ciągnięcie spiłowanych, czy wykarczowanych gałęzi tak ze 100 m na kupę. I to parę godzin. Czasami w nocy łydki tak potrafią boleć, że lepiej nie mówić. :) Ale kondycję poprawia wspaniale. Już nie mówię o karczowaniu, które nie tylko wymaga pracy obręczy barkowej i rąk, ale również nóg. A jak potrafiłem to robić z ojcem przez co namniej 6 godzin dziennie, na świeżym powietrzu, w ciszy, to kondycja również szła w górę. Parę dni temu kupiłem sobie na allegro takie obciążniki na kostki, każdy po ok. 2,3 kg. Genialna sprawa. Dzisiaj np. przeszedłem w nich ok. 8 km szybkiego marszu, i nogi trochę czuję. Bo to na trochę inne mięśnie działają. Bardziej na tylną część uda i łydki. Bo na mięśnie trójgłowe uda, i tego typu, to najlepsze jest oczywiście wchodzenie po schodach. To nie ulega żadnej wątpliwości. Dobrym ćwieczeniem kondycyjnym (wręcz genialnym) jest wchodzenie na wysokie krzesło (tak przynajmniej 40 cm wys.) z obciążonym plecakiem. Polega to na tym, że stawia się jedną nogą na tym krześle, po czym druga od razu wędruje za nią, tak że stoimy z wyprostowanymi nogami na krześle. Zaraz potem tą pierwszą nogą schodzimy na dół i zaraz potem tą drugą. Póżniej tą drugą na górę, pierwsza za nią, i tak dalej. Ja to robię w tempie średnio 30 wejść (licząc wejścia jedną, jak i drugą nogą; czyli suma) na minutę. Ostatnio doszedłem do 20 minut takiego wchodzenia z obciążeniem 25 kg w plecaku. Mówię wam. Taki się dostaje wycisk, że lepiej nie mówić. Najlepszym rozwiązaniem, byłyby oczywiście schody na np. 100 piętro, ale u nas jest z tym krucho. Bo wchodzę dla treningu również na skarpę u mnie na Powiślu, ale jak się wejdzie, to jest się zmuszonym do odpoczynku przy schodzeniu. A o to chodzi, żeby cały czas wchodzić. Wtedy można to nazwać prawdziwym wysiłkiem.
W ten sposób można już pierwszego dnia od przyjazdu w góry zacząć ostre chodzenie. Ja, mój kolega i jego znajomi, ostatnim razem, jak byliśmy w Tatrach (była to połowa września) zaczęliśmy nasz pierwszy dzień od wejścia z dość ciężkimi plecakami (mój ważył ok. 25 kg) Doliną Chochołowską do schroniska. Tam zostawiliśmy nasze duże plecaki, i wzięliśmy mniejsze, gdzie były tylko niezbędne rzeczy. Póżniej na Grzesia, Rakonia i Wołowca. Od Wołowca szedłem już tylko z jedną osobą, bo reszta nie wyrabiała tempa :). Potem standardowo: Łopata, Jarząbczy, Kończysty, Starorobociański do Raczkowej Przełęczy, później przez Ornak do Iwaniackiej Przełęczy, i na dół Starorobociańską Polaną do Dol. Chochołowskiej i na górę do schroniska. W kolejnych dnia wcale nie było lżej. Najgorzej, jak się szło cały dzień z tym plecakami, ale póżniej jakoś się przyzwyczaiłem. A że miałem pożyczony ten plecak, który był na dodatek bardzo siermiężny, to i wygody z nim nie miałem. Ale jak bym cały rok nic nie robił, to nie miałbym szans takich tras zrobić. I to w odpowiednim tempie.
Ostatnio zmieniony sob 10 gru, 2005 przez Hannibal, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Hannibal pisze:to jest się zmuszonym do odpoczynku przy schodzeniu

to się nazwya trening interwałowy
ODPOWIEDZ