Ciekawa Historia
Czytałem już kiedyś ten artykuł właśnie w GiA. Czy rzeczywiście odrobina alkoholu mogła doprowadzić do śmierci? Zbrodnia doskonała? W sumie ta cała historia oparta jest na zeznaniach jednej osoby.
Zastanawia obrzęk płuc na tej wysokości. Czyżby mogło dojść do jakiegoś miejscowego rozrzedzenia powietrza w Tatrach?
Dziwne w tej historii jest, że bracia Szczepańscy przez 37 godzin nie zauważyli, że ich kolega nie wrócił z gór. Spieszyło im się, zostawili kolegę ale żeby się nim nie zainteresować przez tak długi czas. To pewnie zostało jakoś wytłumaczone skoro się o tym nie pisze.
Zastanawia obrzęk płuc na tej wysokości. Czyżby mogło dojść do jakiegoś miejscowego rozrzedzenia powietrza w Tatrach?
Dziwne w tej historii jest, że bracia Szczepańscy przez 37 godzin nie zauważyli, że ich kolega nie wrócił z gór. Spieszyło im się, zostawili kolegę ale żeby się nim nie zainteresować przez tak długi czas. To pewnie zostało jakoś wytłumaczone skoro się o tym nie pisze.
Nawet w Tatrach nie wszystko da się przewidzieć.Moysha pisze:Jakos tak za duzo w niej brakow rzeczy oczywistych...
Z faktu oddzielenia się 3 doświadczonych taterników,nikt póżniej nie czynił zarzutów.Postęp w taternictwie wyraża się nie tylko ulepszeniem sprzętu , metod asekuracji- to również gorzkie i twarde doświadczenia , które doprowadziły póżniej do stworzenia jednej z podstawowych reguł turystyki górskiej:"w tym samym zespole w którym wyruszyłeś, musisz dojść do końca,nie rozdzielając się w trakcie wycieczki ani na chwilę, mając swych towarzyszy stale w zasięgu wzroku i głosu. Jeden może być tylko wyjątek od tej reguły- konieczność zawezwania pomocy w razie wypadku"
Zagadka nadal stanowi posępną tajemnicę gór: najpoważniej brzmią wyjaśnienia R.Kordysa. Twierdził on, że na skutek "zatykającego" wichru, nastąpiło chwilowe wyczerpanie organizmu. Po dłuższym działaniu takiego wichru, turyści czuli się jak topielcy wyciągnięci z odmętów na brzeg. W takim stanie, nawet kilka łyków alkoholu działa zabójczo.
Jednak z opowieści Kasznicowej wynika,że nieszczęśliwi byli umierający zanim otrzymali koniak...
Jeżeli kogoś interesują tragedie tatrzańskie podaję lekturę Wawrzyniec Zuławski"Sygnały ze skalnych ścian", tam znajduje opis ta i wiele innych .
Zagadka nadal stanowi posępną tajemnicę gór: najpoważniej brzmią wyjaśnienia R.Kordysa. Twierdził on, że na skutek "zatykającego" wichru, nastąpiło chwilowe wyczerpanie organizmu. Po dłuższym działaniu takiego wichru, turyści czuli się jak topielcy wyciągnięci z odmętów na brzeg. W takim stanie, nawet kilka łyków alkoholu działa zabójczo.
Jednak z opowieści Kasznicowej wynika,że nieszczęśliwi byli umierający zanim otrzymali koniak...
Jeżeli kogoś interesują tragedie tatrzańskie podaję lekturę Wawrzyniec Zuławski"Sygnały ze skalnych ścian", tam znajduje opis ta i wiele innych .
-
dyingbride
-

- Posty: 14
- Rejestracja: ndz 06 mar, 2005
- Lokalizacja: bydzia
- Kontakt:
Z tym alkocholem bardzo prawdopodobne, a w gorach pić można - zimne piwko po zejsciu ze szlakuIzabela pisze:Zagadka nadal stanowi posępną tajemnicę gór: najpoważniej brzmią wyjaśnienia R.Kordysa. Twierdził on, że na skutek "zatykającego" wichru, nastąpiło chwilowe wyczerpanie organizmu. Po dłuższym działaniu takiego wichru, turyści czuli się jak topielcy wyciągnięci z odmętów na brzeg. W takim stanie, nawet kilka łyków alkoholu działa zabójczo.
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ogólnie rzecz biorąc był to popis ignorancji i braku zdrowego rozsądku: po pierwsze po co rodzinka się pchała na trudną trasę w takich warunkach? po drugie po co Wasserberger chciał ich prowadzić przy takiej pogodzie zamiast odradzać trasę? i po trzecie ci trzej co się odłączyli - zupełny brak odpowiedzialności.
Zastanawia mnie tylko dlaczego ta kobita zachowała zdecydowanie najwięcej sił, a trzech gości słaniało się na nogach. Potem to już alkohol zrobił swoje...
MiG
Zastanawia mnie tylko dlaczego ta kobita zachowała zdecydowanie najwięcej sił, a trzech gości słaniało się na nogach. Potem to już alkohol zrobił swoje...
MiG
Ostatnio zmieniony czw 10 mar, 2005 przez MiG, łącznie zmieniany 1 raz.
Zgadzam się w 100%MiG pisze:Ogólnie rzecz biorąc był to popis ignorancji i braku zdrowego rozsądku: po pierwsze po co rodzinka się pchała na trudną trasę w takich warunkach? po drugie po co Wasserman chciał ich prowadzić przy takiej pogodzie zamiast odradzać trasę? i po trzecie ci trzej co się odłączyli - zupełny brak odpowiedzialności.
noooo, a to daje mi do myślenia.Mam nadzieję,że nie sugerujesz iż jako kobieta,powinna "paść" pierwsza (to by już pod temat o dyskryminacji podchodziło;) )MiG pisze:Zastanawia mnie tylko dlaczego ta kobita zachowała zdecydowanie najwięcej sił, a trzech gości słaniało się na nogach
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Chodzi o ogolną sprawność organizmu - Wasserman byl mlodym i silnym mężczyzną, a co tu w bawelne owijać faceci są silniejsi fizycznie....Iwona pisze:Mam nadzieję,że nie sugerujesz iż jako kobieta,powinna "paść" pierwsza
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Pewnie ze mozna, Dorian nie pisz glupot, bo mam cie za inteligentnego chlopa, a chyba nie chcesz zeby taka "wplywowa" osoba jak ja zmienila o tobie zdanie ??Dorian pisze:A w schroniskach nie można
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Z rodziną Kaszniców taternicy poznali się przypadkowwo w schronisku Tery'ego: starszy Kasznica wypytywał Wasserbergera odrogę... i niepewny - prosił, by przejście odbyć wspólnie.Uczynny.Wasserberger zgodził się bez namysłu.Tak dwa zespoły przedstawiające odmienny skład pod względem sił, kwalifikacji przygotowywały się do drogi przez Lodową Przełęcz...
4 taternicy przebywali już od dłuższego czasu w górach.Dla nich przebycie Lodowej Przełęczy nawet w najgorszych warunkach nie stanowiło problemu, było najkrótszą drogą do Zakopanego: chcieli szybko wrócić bo nie mieli już żywności ani pieniędzy. W drodze, gdy sprawa zaczęła się komplikować bracia Szczepańscy i Zaremba zbuntowali się...Wasserberger czuł się odpowiedzialny za całą sprawę, został z rodziną, nie chciał wstrzymywać kolegów.
Okoliczność, ze wejście od schroniska na Lodową trwało 2x dłużej niż normalnie powinny zastanowić taterników: powinni pod żadnym pozorem nie rozdzielać się, a najlepiej odprowadzić rodzinę do schroniska. Tak się jednak nie stało.
Chyba jednak należy mieć wzgląd na fakt, że ta tragedia doprowadziła póżniej do stworzenia jednej z podstawowych reguł turystyki górskiej,którą cytuję w poście wyżej. Ten fakt nam współczesnym może wydawać się trudnym do zrozumienia, ale sądzę, że powinien stanowić istotny punkt odniesienia do dyskusji o tragedii jak i w ogóle do obecnej dysjusji o przekraczaniu granic toczącej się w sąsiednim pokoju.
4 taternicy przebywali już od dłuższego czasu w górach.Dla nich przebycie Lodowej Przełęczy nawet w najgorszych warunkach nie stanowiło problemu, było najkrótszą drogą do Zakopanego: chcieli szybko wrócić bo nie mieli już żywności ani pieniędzy. W drodze, gdy sprawa zaczęła się komplikować bracia Szczepańscy i Zaremba zbuntowali się...Wasserberger czuł się odpowiedzialny za całą sprawę, został z rodziną, nie chciał wstrzymywać kolegów.
Okoliczność, ze wejście od schroniska na Lodową trwało 2x dłużej niż normalnie powinny zastanowić taterników: powinni pod żadnym pozorem nie rozdzielać się, a najlepiej odprowadzić rodzinę do schroniska. Tak się jednak nie stało.
Chyba jednak należy mieć wzgląd na fakt, że ta tragedia doprowadziła póżniej do stworzenia jednej z podstawowych reguł turystyki górskiej,którą cytuję w poście wyżej. Ten fakt nam współczesnym może wydawać się trudnym do zrozumienia, ale sądzę, że powinien stanowić istotny punkt odniesienia do dyskusji o tragedii jak i w ogóle do obecnej dysjusji o przekraczaniu granic toczącej się w sąsiednim pokoju.
święte słowa. Mogłabym jeszcze zrozumieć (ewentualnie) podzielenie się grupy taterników na dwa równe siłowo zespoły (podczas zwyczajnej wędrówki) ale w opisanej sytuacji zachowali się nieodpowiedzialnie,wręcz egoistycznie. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w górach.Tak samo jak niepojęte jest dla mnie "ciągnięcie" w górę- na siłę osoby,która zgłasza osłabienie(prawdziwe,nie udawane).Na szczęście do tej pory nie dane mi było doświadczyć podobnych sytuacji,a byłam w górach z różnymi (często nowopoznanymi)ludźmi. Może mam szczęście..Izabela pisze:powinni pod żadnym pozorem nie rozdzielać się, a najlepiej odprowadzić rodzinę do schroniska. Tak się jednak nie stało.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."







