Zimny wychów cieląt próbowano i w Polszy zaszczepić, podobnie jak metody Łysenki, czy innego speca od zieleniny. Niestety nic z tego nie wyszło
Kolejne wypadki w Tatrach
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
No zaś. Nosze obijają sie o klamory, "chory" kilka razy wypada, czysta poezja.
Zimny wychów cieląt próbowano i w Polszy zaszczepić, podobnie jak metody Łysenki, czy innego speca od zieleniny. Niestety nic z tego nie wyszło
Co do lekarzy, to miełem osttnio okazje trochę się poprzyglądać. Facet z delirą , ten miał przerąbane.Leżało toto na odtruciu w pasach i tak dalej. Sam szef zakładał siłą i przemocą. Po tygodniu facet łkał jak osesek, choć początkowo wyglądał na na niezłego gieroja.To miała być profilaktyka i....chyba była. Jak oprzytomniało "toto" przysięgał, że już nigdy, ani kieliszeczka. Po takim "delikatnym transporcie efekt może być podobny, kto wie.
Zimny wychów cieląt próbowano i w Polszy zaszczepić, podobnie jak metody Łysenki, czy innego speca od zieleniny. Niestety nic z tego nie wyszło
To było sporo lat temu. Musiałem coś sobie zoperować i leżałem na chirurgii ogólnej. W nocy przywieziono faceta, cholernie pobitego. Cuchnął jak gorzelnia, w dodatku mokrego bo go wyłowiono z morza w porcie. Trochę go tam w tym porcie pozalepiano. Trzeba było widzieć pana doktora jak mu z lubością zrywał te plastry a facet się wił. Leżał jak taki Łazarz. Nawet milicjant miał głupią minę jak przyszedł go przesłuchać. Wtedy na odmianę facet zupełnie stracił pamięć, nic nie umiał powiedzieć.Andrzej Krystoszyk pisze:Co do lekarzy, to miełem osttnio okazje trochę się poprzyglądać.
Potem się okazał miłym facetem. Rybak, miał kuter w maszoperii (spółce) z kumplem. Pokłócili się o coś i kumpel okazał się lepszy w bójce. Ale kłótnia mija a maszoperia jest i jak tu wspólnika wsypać. Nim został rybakiem pływał w PLO w Gdyni. Opowiadał jak to się handluje w portach świata. Może ktoś pamięta taką polską wodę kolońską o nazwie "Prastara", w takich koszyczkach z drewna. To podobno był absolutny hit w całej Afryce. Gdziekolwiek zawinięto to od razu na nadbrzeżu stał tłum krajowców żądnych "Prastarej". Ciekawe czy jej producent o tym wiedział no i czy jeszcze teraz "Prastara" istnieje - muszę popytać w drogerii.
PS.
Tak nawiasem - Biseptol miał niebywałe wzięcie w Bułgarii - używanogo tam jako środek antykoncepcyjny.
Jestem gorszego sortu...
Po prostu brak słów.
"Zarzut narażenia dziecka na utratę życia lub zdrowia postawiono parze z Wrocławia. Dwa dni temu małżeństwo wybrało się z maluchem w nosidełku na Rysy. Wieczorem, kiedy rozpętała się burza, rodzice wezwali na pomoc TOPR.
Dwuletnie dziecko było bardzo zmarznięte, przemoczone. Ratownik zabrał to dziecko ze sobą i czym prędzej popędził do schroniska, aby zaopiekować się dzieckiem. Natomiast rodzice sami zaczęli schodzić na dół - powiedział RMF FM Andrzej Marasek z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ratownik TOPR podkreślił, że dziecku nic się nie stało."
http://polskalokalna.pl/wiadomosci/doln ... ach,964539
"Zarzut narażenia dziecka na utratę życia lub zdrowia postawiono parze z Wrocławia. Dwa dni temu małżeństwo wybrało się z maluchem w nosidełku na Rysy. Wieczorem, kiedy rozpętała się burza, rodzice wezwali na pomoc TOPR.
Dwuletnie dziecko było bardzo zmarznięte, przemoczone. Ratownik zabrał to dziecko ze sobą i czym prędzej popędził do schroniska, aby zaopiekować się dzieckiem. Natomiast rodzice sami zaczęli schodzić na dół - powiedział RMF FM Andrzej Marasek z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ratownik TOPR podkreślił, że dziecku nic się nie stało."
http://polskalokalna.pl/wiadomosci/doln ... ach,964539
- tatromaniaczka
-

- Posty: 132
- Rejestracja: ndz 24 wrz, 2006
- Lokalizacja: okolice Łodzi
Jako "autor" reportażu, w którym półtoraroczny chłopiec wędruje ścieżką na Wołowiec jestem w trudnej sytuacji. Co mogę powiedzieć? Wszystkie głosy, zarówno stanowczego potępienia jak i te tych nadzwyczaj rozważnych są skażone znaczną przesadą.
Niewątpliwie ci młodzi ludzie trochę przesadzili - ścieżka z polskiej strony na Rysy jest dość trudna technicznie a nosidło na plecach to jeszcze bardziej utrudnia, nie wiem czy w tym przypadku umieszczenie dziecka z przodu, na piersiach, czyli tak "starożytnie" nie byłoby bezpieczniejsze.
Jednakowoż zarzekanie się, że tylko Chochołowska to też przesada.
Wydaje mi się, że po prostu trzeba znać własne możliwości - i te fizyczne i te psychiczne, te drugie chyba znacznie ważniejsze.
viewtopic.php?t=3702&postdays=0&postorder=asc&start=20
Niewątpliwie ci młodzi ludzie trochę przesadzili - ścieżka z polskiej strony na Rysy jest dość trudna technicznie a nosidło na plecach to jeszcze bardziej utrudnia, nie wiem czy w tym przypadku umieszczenie dziecka z przodu, na piersiach, czyli tak "starożytnie" nie byłoby bezpieczniejsze.
Jednakowoż zarzekanie się, że tylko Chochołowska to też przesada.
Wydaje mi się, że po prostu trzeba znać własne możliwości - i te fizyczne i te psychiczne, te drugie chyba znacznie ważniejsze.
viewtopic.php?t=3702&postdays=0&postorder=asc&start=20
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Ładne trochę...!!!Janek pisze:Niewątpliwie ci młodzi ludzie trochę przesadzili...
Janku! A potrafisz dać dowód większej przesady...?
Jasne, że w takich sytuacjach nie da się niczego powiedzieć ze stuprocentową gwarancją nie popełnienia błędu. Informacje są zbyt lakoniczne i nie znamy całego spectrum uwarunkowań. Byłem jednak tego dnia na Głodówce i z dużej odległości widziałem jak od wczesnego popołudnia zmieniała się pogoda nad tą doliną oraz całymi Tatrami Wysokimi - to jest dosłownie na wprost z okien Głodówki.
Niezależnie od wszystkiego innego postawiłbym jednak tezę, że po godzinie szesnastej w sierpniu z takim malcem należy już bezwzględnie schodzić znad Czarnego Stawu pod Rysami i to nawet przy bezchmurnym niebie. Pchanie się natomiast z tego miejsca w górę i to niezależnie od pory dnia, gdy nad głową ciemnieje niebo, to wielka lekkomyślność i dowód całkowitej ignorancji. Tak się zresztą zapewne będą bronili wrocławscy rodzice. I to może okazać się skuteczną linią obrony. O, zgrozo...!
W tej bowiem konkretnej sprawie być może zajmie głos prokurator, a sąd po zapoznaniu się ze wszystkimi argumentami rozstrzygnie. Mam nadzieję.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
My z naszą córeczką pojechalismy w Tatry jak miała 10 m-cy, ponieważ to był maj zaliczyliśmy wtedy głównie tylko dolinki: Kościeliską, Chochołowską, Olczyską, Morskie Oko, Gubałówkę. W planach mieliśmy jeszcze Strążyską ale to był ostatni dzień naszego pobytu i cały dzien wtedy padało więc tam nie poszliśmy. Ponieważ to był maj nie wchodziliśmy wyżej bo tam poprostu był jeszcze śnieg ale latem pewnie zaliczylibyśmy Gąsienicową, czarny Staw pod Rysami może D5S -oczywiscie z nosidełkiem.grumblers pisze:Ostatnio zastanawialiśmy się z żoną, kiedy wybrać się z naszym synkiem (ma teraz 7 mcy) w Tatry.
Miałem co innego na myśli. Podam na przykładzie. Słowacki Raj - taka trzęsąca się kładka nad dość głębokim parowem, na dnie potok. Muszę się przyznać - źle się czuję na trzęsącym sie drewnie jak pod spodem jest woda. Przeszedłem bez problemu a w kolejce czekam K. z bobasem w nosidle. Odwróciłem się aby nie widzieć jak będzie szedł. Ja bym się z tym bobasem na pewno nie odważył a raczej na pewno spadł - ze strachu. A na Granaty żółtym czy na Kościelec bym wniósł chyba bez problemu.horolezec pisze:Co z tego, że ojciec będzie miał silną psychę???
Jestem gorszego sortu...
Ha, i co by było jak by na tym szczycie w 10 minut zaczął rypać deszcze ze śniegiem i temperatura spadłaby o 10 stopni? A co by było jakbyś w czasei schodzenia (wiadomo, trudniej niż wchodzić) potknął się z tym nosidełkiem?Janek pisze:na Granaty żółtym czy na Kościelec bym wniósł chyba bez problemu.
Dla mnie chodzenie w nosidełkiem powyżej schronisk jest po prostu nieporozumieniem.
Dokładnie tak. Zawsze się zastanawiam, co się stanie jak taka osoba się potknie... Często widuję też tatusiów noszących pociechy na ramionach, a przecież wtedy wystarczy nawet małe zachwianie równowagi i dziecko leci prosto na skałyhorolezec pisze: Dla mnie chodzenie w nosidełkiem powyżej schronisk jest po prostu nieporozumieniem.
Powiedziałem to raczej w sensie możliwości psycho-fizycznych. Natomiast co do reszty - jeśli myślisz, że z J. i K. (to ci rodzice z tych zdjeć, może pamiętasz) nie spierałem się na ten temat to jesteś w błędzie - raz się tak pożarliśmy, że niewiele brakowało aby przyjaźń szlag trafił. Trudny problem. Rozwiązuje się sam - Staś jest już za ciężki - no i teraz trzeba szukać kolejnych rozwiązań. Ale tak w pełni będziesz się kwalifikował do tej dyskusji jak będziesz miał własne dzieci. Teraz jesteś teoretykiem.horolezec pisze:Ha, i co by było jak by na tym szczycie w 10 minut zaczął rypać deszcze ze śniegiem i temperatura spadłaby o 10 stopni?
A teraz przekornie - co sądzisz o mamie lub tacie co mając własne dzieci do wychowania chodzą na bardzo trudne drogi wspinaczkowe na których o śmierć nie trudno? To jest dopiero dylemat!
Ostatnio zmieniony czw 23 sie, 2007 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Miałem kiedyś okazje obserwować faceta z ni=osidełkiem na trasie do Moka przez Świstówkę. Z tyłu nosidełko, z przodu solidna osiemdziesiątka, pot, krew i łzy, a za nim kilka kroków ....no jakże by teściowa , kobieta w leciech i pretensjach, z torebką.Ten widok skutecznie odstraszył mnie od takich akcji. Przy zejściu facet zaczepiał nosidełkiem o klamory i tylko cudem nie zapoznał się z glebą. Jak by się skończył gwałtowny kontakt tatusia z pociechą lepieej nie myśleć. Ergo w góry tak , z nosidełkiem raczej po dolinkach. Też piękne , a o ileż bezpieczniejsze.
A czy pokonywanie z dzieckiem setek kilometrów w samochodzie też nie jest ryzykiem? A mimo to to nikogo nie złości. Uważam, że ryzyko potknięcia się w górach jest równie duże, jak ryzyko wypadku samochodowego. Wiadomo, że jak się idzie z dzieckiem w nosidle, to trzeba uważać jak cholera. A wypadek może się zdarzyć wszędzie. Nawet na głupim spacerze po płaskiej drodze.
grumblers napisał
Pozdrawiam
Izabela
- oczywiście ,że jest - nie tylko setek, nawet na krótkich odcinkach. Jednak w trosce o jego bezpieczeństwo istnieja przepisy sposobu jego przewozu. Może niedługo w TPN pojawią się tabliczki "Zabrania się wprowadzania niemowlaków i dzieci do lat... na Rysy,....i tu wyliczanka. Grozi to....i tu wyliczanka" ? No bo skoro rodzicom brakuje wyobrażni, to ktoś chyba powinien za nich pomysleć?A czy pokonywanie z dzieckiem setek kilometrów w samochodzie też nie jest ryzykiem
Pozdrawiam
Izabela


