Nadal uważam inaczej, ale na szczęście wachlarz epitetów jest jeszcze spory, także masz szansę na zrehabilitowanie zszarganej opinii. Tylko odpowiedz mi na jedno ważne pytanie, jesteś w wieku Janka?krzymul pisze:znaczeniu melioratywnym
Niekończąca się...
-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
dobra- to ja już nie staram się być miłakrzymul pisze:...marn'e szans'e
żebyś Ty tak w wieku Janka jeszcze potrafił dyskutować z małolatamikrzymul pisze:Przecież wystarczy porównać moje posty z Jankowymi.
Ostatnio zmieniony wt 25 wrz, 2012 przez Aleksandra, łącznie zmieniany 2 razy.
-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
Ponieważ nadal moje tegoroczne wypady nie mają końca, to tylko skrobnę kilka słów, że właśnie wróciłam z długiego weekendu, gdzie z pogodą wstrzeliłam się w dziesiątkę. Tym razem było bardzo ciekawie, zupełnie inaczej niż dotychczas i stało się początkiem nieco innej drogi 
Tak na zachętę kilka zdjęć. Relacja wkrótce!







Tak na zachętę kilka zdjęć. Relacja wkrótce!







-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
Pociągowe szaleństwo
Każdy wyjazd w Tatry zazwyczaj poprzedzony jest nocnym pakowaniem w sposób najbardziej oszczędny, szybki i bezbolesny. Tak też i tym razem się stało. Minimalizm w wydaniu kobiecym, kosztował mnie wielu lat nauki i wyrzeczeń. Dzięki temu, dzisiejszy rozmiar i ciężar mojego plecaka, powoduje, że mój kręgosłup mówi mi ciche „dziękuję”, a ja jestem w stanie bardzo zwinnie zająć wygodne miejsce w pociągu.
Październikowi towarzysze ośmiogodzinnej podróży, po raz kolejny okazali się ciekawymi postaciami, dzięki którym podróż minęła całkiem sprawnie. W Krakowie czekał na mnie znajomy, który po otrzymaniu piernikowych słodkości, postanowił, że nie dostarczy ich na Zlot NPM i zajmie się nimi osobiście i to na natychmiast. Dlatego też pochłonął w błyskawicznym tempie ich część, przy okazji opowiadając o swoich nadchodzących planach górskich.
O godzinie 19.00 podążałam na spotkanie z Madnessem, kolegą z górskiego forum. To On miał być moim towarzyszem górskim przez następne kilka dni i to z Nim miałam spędzić te zapowiadane słoneczne październikowe taternickie wyzwania...
Grań Kościelców
Dryn, dryn… Uporczywie wybrzmiewało w ciemnym pokoju.
Otworzyłam oczy i przez kilka chwil zastanawiałam się, gdzie jestem. Miejsce wydawało się mało znajome, a oprócz wybrzmiewającego w rytm porannej pobudki -budzika, słyszałam jeszcze lekkie pochrapywanie…
No tak… To Madness.
Wczorajsze spotkanie z Łukaszem, okazało się dojść do skutku, a co więcej, forumowy kolega okazał się być bardzo sympatycznym mężczyzną. Cały czwartkowy wieczór poświęciliśmy na przeglądaniu map oraz rozmowach o Dolomitach i Tatrach. Trudno było nam się porozumieć w sprawie zgodnych planów na nadchodzące dni, dlatego postanowiliśmy, że o tym będziemy decydować na bieżąco.
Dziś natomiast czekała na nas niespodzianka od Madnessa, czyli Grań Kościelców, jako rozgrzewka i zarazem mój debiut w ścianach tatrzańskich. Poranek, upłynął więc, w błyskawicznym tempie na rozdzielaniu szpeju, przygotowaniu kanapek i radości towarzyszącej obojgu nam, że jesteśmy w samym sercu gór- w naszym duchowym domu.
Po kilkudziesięciu minutach od pobudki, dreptaliśmy już żwawo, żółtym szlakiem, prowadzącym do Murowańca. Na szczęście w wypadku doboru drogi do Doliny Gąsienicowej byliśmy zgodni- Jaworzynka była jedyną akceptowalną trasą, doprowadzająca w sposób szybki i przyjemny na przełęcz między Kopami.
Ten październikowy piątek był słonecznym, wręcz upalnym dniem, humory dopisywały i jedyna niespójność, jaka pojawiła się wraz z kolejnymi krokami- to moja lekka niedyspozycja fizyczna. Zaniepokojona nieco moim stanem, zawrotami głowy i złym samopoczuciem, niewiadomego pochodzenia, zwolniłam zdecydowanie tempo i sprawiłam, że czas na dotarcie do naszego głównego dziś celu, nieco się wydłużył.
W związku z tym, Madness który wykazał się nad wyraz opiekuńczym i wyrozumiałym towarzyszem, nie pozwolił mi poczuć się jak „słabsze ogniwo” i zapewnił odpowiednią dawkę humoru, na temat własnych przygód i gorszego stanu zdrowia w górach.
W ten oto sposób, dotarliśmy do punktu startowego naszej dzisiejszej przygody, po drodze podziwiając namalowane słońcem pejzaże natury, uchwycone aparatem Łukasza:
[center]




[/center]
Przełęcz Mylna stała się naszym punktem startowym, a towarzyszące nam widoki skutecznie zniwelowały ostatnie oznaki mojej nadchodzącej choroby. Po kilku chwilach byliśmy gotowi do rozpoczęcia przytulańców z granią, Madness prowadził.
Na sam początek Uszata Turnia zwana również Szafą:
[center]
[/center]
A potem już tylko w górę, z pięknymi widokami i komendami: „mam auto!” „nie asekuruję!” „możesz iść!”.
[center]




[/center]
Ściany Kościelca oddawały swe ciepło, krajobraz przemawiał powolnie zachodzącym słońcem, a nam pozostał ostatni wyciąg do zakończenia grani. Atmosfera zdawała się, przemawiać całym swym urokiem, a nawet szczyptą romantyzmu.
I właśnie wtedy zdarzyło się coś, czego nie lubi żaden taternik…
Zaklinowana lina w miejscu, które wymagało nie tylko niezłej gimnastyki, ale również skoku adrenaliny, spowodowanym naglącym nas czasem i żywcowaniem Madnessa, obojgu nam dostarczyło emocjonalnej kołysanki kończącej ten dzień.
[center]***[/center]
Pierwsze kroki na szczycie Kościelca stawialiśmy w pośpiechu, zrzucając uprzęże i obiecując sobie, że toast z dzisiejszego szczytowania odbędzie się w Murowańcu.
Nieco zmęczeni i uśmiechnięci podziwialiśmy walkę dnia z nocą, schodząc w asyście czołówek i oddalając się od naszej monumentalnej przygody o wysokości 2155m n.p.m.
[center]
[/center]
Co zdarzyło się dnia następnego?
Kogo spotkaliśmy?
To wszystko niebawem... Ale najpierw zagadka:
[center]Co przedstawia poniższe zdjęcie?[/center]
[center]
[/center]
Każdy wyjazd w Tatry zazwyczaj poprzedzony jest nocnym pakowaniem w sposób najbardziej oszczędny, szybki i bezbolesny. Tak też i tym razem się stało. Minimalizm w wydaniu kobiecym, kosztował mnie wielu lat nauki i wyrzeczeń. Dzięki temu, dzisiejszy rozmiar i ciężar mojego plecaka, powoduje, że mój kręgosłup mówi mi ciche „dziękuję”, a ja jestem w stanie bardzo zwinnie zająć wygodne miejsce w pociągu.
Październikowi towarzysze ośmiogodzinnej podróży, po raz kolejny okazali się ciekawymi postaciami, dzięki którym podróż minęła całkiem sprawnie. W Krakowie czekał na mnie znajomy, który po otrzymaniu piernikowych słodkości, postanowił, że nie dostarczy ich na Zlot NPM i zajmie się nimi osobiście i to na natychmiast. Dlatego też pochłonął w błyskawicznym tempie ich część, przy okazji opowiadając o swoich nadchodzących planach górskich.
O godzinie 19.00 podążałam na spotkanie z Madnessem, kolegą z górskiego forum. To On miał być moim towarzyszem górskim przez następne kilka dni i to z Nim miałam spędzić te zapowiadane słoneczne październikowe taternickie wyzwania...
Grań Kościelców
Dryn, dryn… Uporczywie wybrzmiewało w ciemnym pokoju.
Otworzyłam oczy i przez kilka chwil zastanawiałam się, gdzie jestem. Miejsce wydawało się mało znajome, a oprócz wybrzmiewającego w rytm porannej pobudki -budzika, słyszałam jeszcze lekkie pochrapywanie…
No tak… To Madness.
Wczorajsze spotkanie z Łukaszem, okazało się dojść do skutku, a co więcej, forumowy kolega okazał się być bardzo sympatycznym mężczyzną. Cały czwartkowy wieczór poświęciliśmy na przeglądaniu map oraz rozmowach o Dolomitach i Tatrach. Trudno było nam się porozumieć w sprawie zgodnych planów na nadchodzące dni, dlatego postanowiliśmy, że o tym będziemy decydować na bieżąco.
Dziś natomiast czekała na nas niespodzianka od Madnessa, czyli Grań Kościelców, jako rozgrzewka i zarazem mój debiut w ścianach tatrzańskich. Poranek, upłynął więc, w błyskawicznym tempie na rozdzielaniu szpeju, przygotowaniu kanapek i radości towarzyszącej obojgu nam, że jesteśmy w samym sercu gór- w naszym duchowym domu.
Po kilkudziesięciu minutach od pobudki, dreptaliśmy już żwawo, żółtym szlakiem, prowadzącym do Murowańca. Na szczęście w wypadku doboru drogi do Doliny Gąsienicowej byliśmy zgodni- Jaworzynka była jedyną akceptowalną trasą, doprowadzająca w sposób szybki i przyjemny na przełęcz między Kopami.
Ten październikowy piątek był słonecznym, wręcz upalnym dniem, humory dopisywały i jedyna niespójność, jaka pojawiła się wraz z kolejnymi krokami- to moja lekka niedyspozycja fizyczna. Zaniepokojona nieco moim stanem, zawrotami głowy i złym samopoczuciem, niewiadomego pochodzenia, zwolniłam zdecydowanie tempo i sprawiłam, że czas na dotarcie do naszego głównego dziś celu, nieco się wydłużył.
W związku z tym, Madness który wykazał się nad wyraz opiekuńczym i wyrozumiałym towarzyszem, nie pozwolił mi poczuć się jak „słabsze ogniwo” i zapewnił odpowiednią dawkę humoru, na temat własnych przygód i gorszego stanu zdrowia w górach.
W ten oto sposób, dotarliśmy do punktu startowego naszej dzisiejszej przygody, po drodze podziwiając namalowane słońcem pejzaże natury, uchwycone aparatem Łukasza:
[center]





[/center]Przełęcz Mylna stała się naszym punktem startowym, a towarzyszące nam widoki skutecznie zniwelowały ostatnie oznaki mojej nadchodzącej choroby. Po kilku chwilach byliśmy gotowi do rozpoczęcia przytulańców z granią, Madness prowadził.
Na sam początek Uszata Turnia zwana również Szafą:
[center]
[/center]A potem już tylko w górę, z pięknymi widokami i komendami: „mam auto!” „nie asekuruję!” „możesz iść!”.
[center]





[/center]Ściany Kościelca oddawały swe ciepło, krajobraz przemawiał powolnie zachodzącym słońcem, a nam pozostał ostatni wyciąg do zakończenia grani. Atmosfera zdawała się, przemawiać całym swym urokiem, a nawet szczyptą romantyzmu.
I właśnie wtedy zdarzyło się coś, czego nie lubi żaden taternik…
Zaklinowana lina w miejscu, które wymagało nie tylko niezłej gimnastyki, ale również skoku adrenaliny, spowodowanym naglącym nas czasem i żywcowaniem Madnessa, obojgu nam dostarczyło emocjonalnej kołysanki kończącej ten dzień.
[center]***[/center]
Pierwsze kroki na szczycie Kościelca stawialiśmy w pośpiechu, zrzucając uprzęże i obiecując sobie, że toast z dzisiejszego szczytowania odbędzie się w Murowańcu.
Nieco zmęczeni i uśmiechnięci podziwialiśmy walkę dnia z nocą, schodząc w asyście czołówek i oddalając się od naszej monumentalnej przygody o wysokości 2155m n.p.m.
[center]
[/center]Co zdarzyło się dnia następnego?
Kogo spotkaliśmy?
To wszystko niebawem... Ale najpierw zagadka:
[center]Co przedstawia poniższe zdjęcie?[/center]
[center]
[/center]-
Aleksandra
-

- Posty: 801
- Rejestracja: pn 09 paź, 2006
- Lokalizacja: Toruń
Wystarczy mi miejse skąd pochodzi to zdjęcieMic1907 pisze:Odpowiedzią ma być dokładna nazwa ? Bo dla mnie na pierwszym planie jest grań, a za nią ściana. Ale można też odnieść wrażenie, że to tylko jedna ściana przez to jak pada światło. hmm...







