Zaginął małolat w Tatrach

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Erynie

-#5
Posty: 507
Rejestracja: śr 26 kwie, 2006
Lokalizacja: Żywiec

Post autor: Erynie »

Janek pisze:
Requiescat in pacem...
Poprawna forma tego zwrotu to Requiescat in pace. To częsty bład, można go spotkać nawet na co powazniejszych stronach w internecie. Requiscat in pacem, dosłownie przetłumaczone brzmialoby "spoczywaj w pokojowi". Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Dzięki Erynje, palę się ze wstydu...Jak to było w tym filmie? Już wiem "a ja gorę"
Awatar użytkownika
Erynie

-#5
Posty: 507
Rejestracja: śr 26 kwie, 2006
Lokalizacja: Żywiec

Post autor: Erynie »

Poprawianie wynika z mojej głupawej profesji. Takie skrzywienie zawodowe, nie mogę się opanować. Pamiętajcie, że miało być bez kłotni w tym wątku. Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Janek pisze:O Boże, ani jednego tygodnia, zawsze ktoś musi się trafić...
A najciekawsze w tym, o ile to w ogóle można w tych kategoriach rozpatrywać, że każdy z nich przed tragedią głosił te same niemal komunały o swej wyższości nad "starymi pierdzielami".
A kto ich potem znosi w plastikowych workach?
Wystarczy popatrzeć na twarze umordowanych na akcji TOPR-owców...
Toż to dla nastolatków prawdziwi pierdziele!
Gdzieś to już Janku napisałeś:
Warto coś przeżyć, ale po pierwsze trzeba... przeżyć.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Zygmunt Skibicki pisze:że każdy z nich przed tragedią głosił te same niemal komunały o swej wyższości nad "starymi pierdzielami".
czy aby nie uogólniasz Zygmuncie?
Co jest aż tak złego w rozsądym, samotnym chodzeniu po górach?
Równie dobrze nie powinno się samemu jeździć na rowerze, chodzić na grzyby, pływać kajakiem itd.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Iwona pisze:czy aby nie uogólniasz Zygmuncie?
Oczywiście, że uogólniam i mam świadomość, że to także niesie ze sobą margines błędu, ale błędu "otwartego" w stronę większego bezpieczeństwa.
Iwona pisze:Co jest aż tak złego w rozsądym, samotnym chodzeniu po górach?
W rozsądnym... nic! Ba, ale co rozumiesz przez słowo "rozsądnym"?
Nie da się obronić tezy, że w razie poważniejszego wypadku obecność drugiej osoby jest bez znaczenia. I właściwie tylko o to mi chodzi.
Iwona pisze:Równie dobrze nie powinno się samemu jeździć na rowerze, chodzić na grzyby, pływać kajakiem itd.
I tak jest w istocie. Wiem co mówię, bom sam nie bez grzechu w tych sprawach. Inna wszak sprawa postępować wbrew zasadom, a inna chwalić się tym i "puszyć", nieprawdaż?
Tam jest cieniutka granica, za która jest już tylko najzwyklejsza fanfaronada, czego oczywiście nikomu eks kathedra nie zarzucam, ale dostrzegam zgubne niebezpieczeństwo jej bliskości.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Zygmunt Skibicki pisze:Inna wszak sprawa postępować wbrew zasadom, a inna chwalić się tym i "puszyć", nieprawdaż?
Zgadzam się. Podobnie jak z tym, że podczas wypadku lepiej nie być samemu. Zastanawia mnie jedynie forma naprowadzania niesfornych samotników na "drogę prawdy" Jeśli mamy do czynienia z młodymi ludźmi to rozmowa w formie ataku skończy się postawą okonia. Nie trzeba każdego postu "ja też chodzę samotnie po górach" traktować jak wypowiedezenia wojny i przejawu totalanej głupoty. Żeby chcieć nauczyć się w/w rozsądku (jeśli tego w ogóle da się nauczyć) trzeba chcieć słuchać. Atakowana osoba nie będzie słuchać, będzie się bronić. Atakować należy głupotę....powielaną.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona pisze:Co jest aż tak złego w rozsądym, samotnym chodzeniu po górach?
Równie dobrze nie powinno się samemu jeździć na rowerze, chodzić na grzyby, pływać kajakiem itd.
Wszystko zależy od okoliczności. Grzyby. Spójrz na mapę, między drogą Koszalin - Sławno a Koszalin - Bobolice (na Poznań) jest w zasadzie jeden wielki kompleks leśny. Znajomy pojechał autem sam, gdzieś je przy drodze zostawił i poszedł w las (to były czasy przedkomórkowe). No i zbierał, zbierał, specjalnie nic nie uzbierał i w końcu mu się wszystko pomerdało. Wrócił na trzeci dzień popołudniu a rodzina szalała awdodatku, że byłtrochę w Solidarność umoczony to wszyscy byli przekonani, że go SB zapuszkowała. Co zabawniejsze, facet był harcerzem, z tego kościelnego harcerstwa.
Na Kościelec w lecie - nie ma sprawy. Ale już zimą raczej nie itd itd. Słowackie Tatry Zachodnie zimą. Powiedzmy skręcona noga, z zasięgiem komórek tam istne cuda. W Rohackiej na drodze do wyciągów narciarskich nie ma sprawy, sporo ludzi chodzi, ale w takiej Hlbokiej czy Spalenej to całymi dniami psa z kulawą nogą nie ma. Znajdą Cię po zejściu śniegów.
Zresztą - zamarzali ludzie podczas zejścia z Kasprowego do Murowańca zimą pod wieczór. We dwóch zawsze raźniej i prędzej coś można wykombinować. A chociażby Twój kolega w Pięciu Stawach - mogłoby być z nim niewesoło gdyby był sam.
Natomiast odnośnie tej apoteozy "samotnego chodzenia" tak częstej u jego wyznawców . Jeden z moich kolegów z dawnych lat, zarazem jeden z partnerów górskich, facet z dwoma fakultetami - psycholog i socjolog - twierdził zawsze, że samotność w górach (na kajaku, pieszo, rowerem itd) preferują głównie ci co czują się być słabymi (fizycznie) i boją się, że ta ich słabość zostanie w grupie obnażona, a kto chce być cieniasem. To jedna grupa. Natomiast druga to Ci, co mają problemy nie
tyle fizyczne co psychiczne - po prostu mają kiepski kontakt z rówieśnikami i nie tylko - to bardzo często np. szkolni prymusi. Wszak nie lubimy prymusów a prymusi nie lubią nas.
Ostatnio zmieniony sob 03 lis, 2007 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Iwona pisze:Atakować należy głupotę....powielaną.
Masz absolutną rację.
Jeśli jednak cofniesz się w tym wątku o mniej więcej stronę, sama dojrzysz właśnie powielanie i to ewidentnie prowokujące. Stąd uwaga o przypowieści Strosmajera...
Fakt, mogłem to jeszcze bardzie zeufemizować.
Pytanie, czy nie byłoby to zbyt "miękkie"?
Wiesz... dyskusje "przez ekran" zawsze obdarzone są wadą braku kontaktu wzrokowego i to co jednym może wydać się zbyt mdłe, dla innych jest za ostre.

Zostawmy to jednak i przejdźmy do konkretnej sprawy...
Chodzi o tego 16-latka. Jest jeszcze mało szczegółów, ale wyłapałem coś takiego, że najprawdopodobniej chłopak spadł około 19-tej, a zgon nastąpił około 4-tej nad ranem i to z wychłodzenia.
Gdyby była z nim druga osoba i wezwała pomoc...?
Nawet bez komórki, a samym krzykiem...
Od Żlebu Siklawy Buczynowej do Piątki jest już bardzo blisko i nieomal "na wprost" nad Doliną Roztoki...
Była by szansa na ratunek...?

I teraz wracam do tezy Iwony - "Atakować należy głupotę....powielaną."
A czy to był pierwszy wypadek, który skończył się tragicznie z powodu między innymi samotnego wędrowania zimą?
Ba, sam w jednym z moich opowiadań opisuję prawdziwą historię z tego samego nieomal miejsca i to w środku lata...! To ma tytuł Ciszej, do jasnej...
Ostatnio zmieniony sob 03 lis, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 4 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:Na Kościelec w lecie - nie ma sprawy. Ale już zimą raczej nie itd itd. Słowackie Tatry Zachodnie zimą. Powiedzmy skręcona noga, z zasięgiem komórek tam istne cuda. W Rohackiej na drodze do wyciągów narciarskich nie ma sprawy, sporo ludzi chodzi, ale w takiej Hlbokiej czy Spalenej to całymi dniami psa z kulawą nogą nie ma. Znajdą Cię po zejściu śniegów.
Zresztą - zamarzali ludzie podczas zejścia z Kasprowego do Murowańca zimą pod wieczór. We dwóch zawsze raźniej i prędzej coś można wykombinować. A chociażby Twój kolega w Pięciu Stawach - mogłoby być z nim niewesoło gdyby był sam.
Zgadzam się ale dlatego napisałam o tym, że w samotnym chodzeniu tak ważny jest rozsądek. Właściwy dobór tras(do panujacych warunków i możliwosci spotkania innych turystów), odpowiednia pora wyjścia i powrotu. Oczywiscie, że w grupie można przyjemniej(i bezpieczniej) pochodzić po górach ale nie oznacza to, że pojedyńcza osoba nie spędzi górsko czasu. Ważna jest też pora roku. Latem nawet nie sposób być samotnym turystą. Zimą samotnie można dojść sobie do schroniska, porobić fajne zdjęcia, usiąść w kącie jadalni z książką w dłoni itp, itd. Nic na to nie poradzę, że mam takie chwile w życiu, że świadomie chcę być sama. Góry są takim azylem. Dlaczego mam z nich rezygnować? Nie jadę wtedy,by "zdobywać" szczyty ale po to by się wyciszyć, a jednocześnie być w miejscu, które uwielbiam. Takie bycie "obok" w górach też mi odpowiada.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:Natomiast odnośnie tej apoteozy "samotnego chodzenia" tak częstej u jego wyznawców . Jeden z moich kolegów z dawnych lat, zarazem jeden z partnerów górskich, facet z dwoma fakultetami - psycholog i socjolog - twierdził zawsze, że samotność w górach (na kajaku, pieszo, rowerem itd) preferują głównie ci co czują się być słabymi (fizycznie) i boją się, że ta ich słabość zostanie w grupie obnażona, a kto chce być cieniasem. To jedna grupa. Natomiast druga to Ci, co mają problemy nie
tyle fizyczne co psychiczne - po prostu mają kiepski kontakt z rówieśnikami i nie tylko - to bardzo często np. szkolni prymusi. Wszak nie lubimy prymusów a prymusi nie lubią nas.
a to ciekawe :) Tylko, że ja nie pasuję do obu grup :) Czuję się dobrze w swoim towarzystwie na szlaku, jak również w grupie. Testowałam obie formy więc to nie teoria tylko.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
alek 64

-#2
Posty: 60
Rejestracja: śr 01 lis, 2006

Post autor: alek 64 »

Iwona pisze: Równie dobrze nie powinno się samemu jeździć na rowerze, chodzić na grzyby, pływać kajakiem itd.
Dlatego kajaki spotyka się przeważnie dwuosobowe, wymyślono taki rower jak tandem,a od czasu Giermana Titowa nikt nie lata samotnie w kosmos.
Ps.Zygmunt i Janek.Chodzicie razem na grzyby....? :think:
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona pisze:a to ciekawe smile Tylko, że ja nie pasuję do obu grup smile Czuję się dobrze w swoim towarzystwie na szlaku, jak również w grupie. Testowałam obie formy więc to nie teoria tylko.
Socjologia i psychologia to nie matematyka czy fizyka, tu nie ma żelaznych praw. Ale ciii, bo jeszcze Hannibal i Ruda usłyszą. Chociaż - ciekawe co by Ruda powiedziała - ona ma coraz lepiej w głowie poustawiane, od czasów obsesji antyharcerskiej jakby sto lat minęło.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Erynie

-#5
Posty: 507
Rejestracja: śr 26 kwie, 2006
Lokalizacja: Żywiec

Post autor: Erynie »

Zygmunt Skibicki pisze: eks kathedra
Pewnie znowu komuś podniosę ciśnienie, ale poprawna pisownia tego określenia, to ex kathedra, a właściwie ex cathedra, jeśli konsekwentnie chcemy trzymać się poprawnej łaciny. Przedrostek eks-, chociaż pochodzi od ex-, jest używany w znaczeniu "były", "dawny" i nie do końca zasadne jest stosowanie go pisząc o autoratywnym stwierdzaniu faktów(sam zwrot odnosi się do nieomylności papieża). Jeslli już użyć tej pisowni, to należałoby pozostać konsekwentnym i napisać "eks katedra". Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zygmunt Skibicki pisze:ale wyłapałem coś takiego, że najprawdopodobniej chłopak spadł około 19-tej,
Jeśli to prawda, to znaczy, że od Psiej Trawki (godz.11) szedł do Krzyżnego 8 godzin - to strasznie długo, albo chłopiec błądził albo był strasznie "ciężki" grunt. Jak by nie patrzeć to samemu po wypadku był bez szans (Filanc to od razu powiedział, nie głupi ten Filanc) co jednak nie przeszkadza apologetom samotności czynić wściekłego rejwachu.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

alek 64 pisze:Ps.Zygmunt i Janek.Chodzicie razem na grzyby....?
Nie!
A czemu pytasz?
Ja przez wiele lat mieszkałem na obrzeżach Borów Tucholskich, ale po ich wschodniej stronie, a Janek mieszka dużo dalej na północny zachód...
Erynie pisze:eks kathedra... ex cathedra... eks katedra...
Dzięki!
Ostatnio zmieniony ndz 04 lis, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 3 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Erynie pisze:Pewnie znowu komuś podniosę ciśnienie, ale poprawna pisownia tego określenia, to ex kathedra, a właściwie ex cathedra, jeśli konsekwentnie chcemy trzymać się poprawnej łaciny. Przedrostek eks-, chociaż pochodzi od ex-, jest używany w znaczeniu "były", "dawny" i nie do końca zasadne jest stosowanie go pisząc o autoratywnym stwierdzaniu faktów(sam zwrot odnosi się do nieomylności papieża). Jeslli już użyć tej pisowni, to należałoby pozostać konsekwentnym i napisać "eks katedra". Pozdrawiam.
Zygmunt - luz, luz, luz
Janek - luz, luz, luz
Miły uśmiech, promienny uśmiech...
Kaczora przetrzymaliśmy to i....
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Janek pisze:od Psiej Trawki (godz.11) szedł do Krzyżnego 8 godzin - to strasznie długo, albo chłopiec błądził albo był strasznie "ciężki" grunt.
Latem to jest około 5 godzin. W tych warunkach 8 to zupełnie realny czas przejścia. Mógłby być jeszcze dłuższy, gdyby spadło choćby dziesięć centymetrów śniegu więcej.
I tu, jak już dużo wcześniej napisałem, jest kolejny dowód błędnego zaplanowania wycieczki - ona była stanowczo za długa jak na tę porę roku. Przecież do Palenicy Białczańskiej był jeszcze kawał drogi - latem circa 3 godziny, a po śniegu 5 jak obszył!
Ano, stało się...
Teraz chodzi wyłącznie o to by kolejni nie "powielali" tego i podobnych błędów.
Iwona pisze:Tylko, że ja nie pasuję do obu grup
Ja też nie. Za to z dużą przyjemnością siadłbym w tym samym kącie jadalni z książką i mimo żem gaduła siedziałbym cichutko jak myszka... Poważnie! Wiem, bo mi się to zdarza.
Z drugiej strony było też i tak, że pomiędzy słonecznymi Kuźnicami a Murowańcem sypnęło śniegiem i tak zdupiła się pogoda, że o mało nie zleciałem do Doliny Jaworzynki, bo gnałem jak szalony i to wcale nie z zimna - bałem się, że śnieg zasypie wszelkie ślady i pobłądzę na Karczmisku. Widoczność bowiem spadała momentami do kilku metrów zaledwie. Jednym słowem - ekstra przygoda, która mogła mieć bardzo mizerny dla mnie koniec. To się nazywa... przebiśnieg.
Wszystkim zatem entuzjastom - Janek ich nazywa ładniej, bo apologetami - samotnych wędrówek po górach zwłaszcza zimą życzę zawsze dobrego samopoczucia, kubka gorącej herbaty na końcu każdego szlaku i... dożycia do naszych "zgrednych" lat w zdrowiu i ochocie do dalszych wędrówek.
Straszne będzie to, co teraz powiem, ale wiem że nie każdemu z nich będzie to dane.
I... cholera, pytam się: dlaczego tak musi być?
Czy to aż tak uwłaczające, że nie można posłuchać życzliwych rad "siwych głów"?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
KubaR

-#5
Posty: 608
Rejestracja: czw 09 lis, 2006
Lokalizacja: Rabka - Zdrój

Post autor: KubaR »

Janek pisze: Nigdy w zimie samemu w górach. Nigdzie. Nawet na drogę nad reglami. Bo można np. złamać nogę a potem jak będzie pusto a komórka wyładowana lub zasięg diabli wzięli (częste w Tatrach) normalnie zamarznąć na kość. Jak ten facet co zamarzł 15 min. od Wiktorówek (ale wgłąb), chyba rok temu. Były też wypadki zamarznięcia na drodze z Kasprowego na Halę Gąsienicową. Samemu nie ma ratunku.
Janek, masz teoretycznie rację. Teoretycznie bo wiadome jest, że ludzie chodzili, chodzą i będą chodzić samotnie. Tyle, że powinno to być świadoma decyzja tego kto idzie, podjęta z uwzględnieniem całego ryzyka, które może być większe lub mniejsze. A nie tak jak najczęściej z powodu niewiedzy.

Jak dla mnie to nie potepiać ale odradzać i niekoniecznie pchwalać i zachęcać.

Zresztą akurat ja jestem przykładem notorycznego samotnika zimowego. I to nie dość, że samotnika, to jeszcze samotnika poruszającego się na nartach po nocy (jakoś tak wychodzi). I niestety zdaję sobie sprawę, że jak kiedyć nie wyrobię i walnę łebkiem w pieniek to będzie fajna impreza potem.... Mimo, że to pierdołowate Beskidy. Ale jak urywam się z roboty o 12 w południe by zrobić pomiar śniegu to nie dam rady zjechać za widnego. Więcej, kilka razy zapomniałem latarki :-) - chwała bogu był księżyc. Niby błąd na błędzie ale jaka za to radocha :-). I prawda jest taka, że jak mnie kto zapyta to powiem, że to powinno być zrobione całkiem inaczej ale trudno mi sypać gromami jak ktoś ryzykuje, byleby to robił świadomie.

Pozdrówka,

Kuba
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

KubaR pisze:...wiadome jest, że ludzie chodzili, chodzą i będą chodzić samotnie. Tyle, że powinno to być świadoma decyzja tego kto idzie, podjęta z uwzględnieniem całego ryzyka, które może być większe lub mniejsze. A nie tak jak najczęściej z powodu niewiedzy.
Jak dla mnie to nie potepiać ale odradzać i niekoniecznie pchwalać i zachęcać. - wytłuszczenie Z.S.
Bardzo dobrze to ujmujesz i masz całkowitą rację. Zresztą, jak zwykle w sprawie zimowej turystyki górskiej. Dla mnie od jakiegoś czasu - nic nowego.
Co to jednak oznacza, że decyzja powinna być świadoma, podjęta z uwzględnieniem... itd.?
Ano... według mnie, to jest decyzja podjęta przez człowieka doświadczonego w decydowaniu w takich warunkach, bo wielokrotnie w takich sie znalazł, trafiały mu sie różne pogody - czasem się poprawiały, ale nie raz pogarszały, wędrował przy różnych stanach swej kondycji, ale i psychiki... Po prostu zebrał duże doświadczenie i potrafi na szlaku sporo przewidzieć zanim nastąpić może kompletna klapa z pogodą, z nim, albo z jednym i drugim na raz.
No, to jeszcze mi powiedz (a może ktoś inny mi powie?), ile trzeba mieć takiego doświadczenia?
Ile lat trzeba je zbierać?
Jaka jest szansa, by mógł mieć odpowiednio szeroką wiedzę o warunkach terenowych i swoich w nich reakcjach, czyli właśnie wystarczające doświadczenie turystyczne nastolatek?
No właśnie! Każdy człowiek ma jakieś tam doświadczenie i zawsze może uznać je za wystarczające do podjęcia wyzwania.
Ha! A wyzwanie?
Ile lat (i zim!) trzeba chodzić po górach, by patrząc z odległości kilku kilometrów na ośnieżone szczyty, prawidłowo ocenić choćby stopień trudności skalno lodowego szlaku?
Z całym szacunkiem do Was Drodzy Nastolatkowie, ale na podstawie doświadczeń i spisanej historii rodzaju ludzkiego nie macie żadnych szans na dysponowanie odpowiednią wiedzą do samotnych górskich wędrówek zimą, bo to się zbiera grubo ponad dziesięć lat i to zakładając kilkutygodniowe coroczne jej pogłębianie, a odpowiednio wprawny "aparat analityczno magazynujący" do przyjmowania i gromadzenia tej wiedzy zaczyna dojrzewać mniej więcej około Pierwszej Komunii, pełną "gotowość" osiągajac coś koło matury.
Jakby co, to nie do mnie miejcie o to pretensje, ok?
..........
Powiecie może, że przecież nie każdy ginie, wielu dało radę, mówili że było "lajtowo", to i wam się uda...?
No właśnie! Jasne, że może się udać, ale tylko UDAĆ !!! Może nastąpić szczęśliwy zbieg okoliczności i przebrniecie zamierzony szlak nie mając nawet bladego pojęcia, jak blisko byliście tragedii. Jedynie to jesteście w stanie osiągnąć...
No to, czym się tu chwalić przed rówieśnikami albo na kolejnym forum...?
No niestety, zimowa turystyka górska, to zajęcie dla ludzi sporo ponad dwudziestkę, a i to jeszcze z ogromnymi uwarunkowaniami jak wyżej, w dodatku - jak pisze także KubaR - także wtedy samotne wyprawy sprawiają ryzyko często przekraczające granice zdrowego rozsądku.

Przepraszam, że to trochę taki "Akt Strzelisty", ale mam dość odbierania co chwila wiadomości, że oto jakiś 16-latek polazł sam, zleciał i nieprzytomny pewno jedynie leżąc kilka godzin na śniegu zamarzł, a to znów 19-latek potknął sie i zjechał 150 metrów z jakiejś grzędy...
Bez wątpienia, za kilka dni będzie następny...
Chcecie poczytać, ilu takich było w ciągu ostatnich miesięcy?
Mam taki zbiór news'ów...!
Ostatnio zmieniony ndz 04 lis, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
ODPOWIEDZ