Alien pisze:z opisu wynika, ze od momentu wejscia w gory zdecydowanie stanowili grupe, ktora niestety rwala sie jak sparcialy sznur...
Sparciały sznur?

Widzę, że porównania stają się coraz bardziej malownicze. Bez względu jednak na to, jak barwnie będziecie określać naszą wyprawę, sami bezpośrednio zainteresowani, czyli ja, Paweł, Jarek i Jacek jesteśmy bardzo zadowoleni i nie mamy do siebie żadnych pretensji. To, że Jarek zawędrował do schroniska w Piątce, zamiast zejść do Roztoki jest jego winą, bo jeśli się nie zna dobrze szlaków, to powinno się trzymać osoby doświadczonej (a taka szła za nim i wcale mu nie uciekała).
Sugestie o tym, jakoby powinniśmy byli iść przez te 4 dni gęsiego w odstępach metrowych uważam za nadgorliwe. Definicję chodzenia grupowego zawęziłbym do czegoś takiego:
w każdej grupie należy zapewnić każdej początkującej* osobie asekurację przynajmniej jednej osoby doświadczonej**.
Zakładam ponadto, iż nikomu z tych spośród Was, którzy kierują się bardziej konserwatywną definicją grupy, nie zdarzyło się nigdy wejść na szczyt 15 minut przed resztą, czy też dotrzeć do schroniska gdzieś po trasie tenże kwadrans przed pozostałymi...
* - początkującej, słabszej kondycyjnie, nieprzygotowanej
** - znającej góry względnie dobrze, posiadającej odpowiedni ekwipunek