Na pewno Żona.dagomar pisze:Ja jestem inżynierem, podobno niezłym, miałem zawód, co mnie podkusiło do tej cholernej apteki
Prosty sposób na polską służbę zdrowia..
gorzej, ojciec, która kobieta chciała by pracować z chłopem z własnej inicjatywy ? 
luknij na moje panoramy i galerie
dotarło do dziennikarzy!!!!
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798, ... daniu.html
Tak naprawdę - ciekaw jestem czy przeczytam tutaj że miałem rację (za którą zresztą, w myśl odwiecznego i uniwersalnego prawa, oberwałem).
Bodaj tylko Janek raz "uroczyście odwołał" krytykę - chodziło o to, że NRL nie mogła protestować co do pewnych spraw "od miesięcy", skoro przepisy pojawiły się w listopadzie czy grudniu.
Za ChPL zostałem tu niemal wyśmiany - to standard: lekarze na ogół potrafią do dwóch dodać dwa i jedno zdanie z jednego aktu prawnego zestawić z innym zdaniem innego aktu ALE: ta nasza umiejętność na ogół rozumiana jest przez innych jako:
1. paranoja
2. kreowanie - bardziej niż jest - złożonej rzeczywistości, żeby się nachapać i żeby o "coś" chodziło.
3. niektórzy wręcz poczytują to jako tępotę tej grupy zawodowej (na zasadzie: skoro w danym punkcie danej ustawy nie ma nic o ChPL więc w ogóle nie ma nic o ChPL, a konowały w swej bezmiernej tępocie to wymyśliły i uroiły sobie).
Jak widać, jest jak jest.
Jedno muszę przyznać: pacjenci ze zrozumieniem przyjmują 100 % odpłatność na większość antybiotyków; i wspólnie narzekamy na system. Oczywiście nie wiem, co mówią po wyjściu z gabinetu.
Do Andy'ego: tak, nagłaśniamy, protestujemy, także przez posłów lekarzy itd. itd. itd.
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798, ... daniu.html
Tak naprawdę - ciekaw jestem czy przeczytam tutaj że miałem rację (za którą zresztą, w myśl odwiecznego i uniwersalnego prawa, oberwałem).
Bodaj tylko Janek raz "uroczyście odwołał" krytykę - chodziło o to, że NRL nie mogła protestować co do pewnych spraw "od miesięcy", skoro przepisy pojawiły się w listopadzie czy grudniu.
Za ChPL zostałem tu niemal wyśmiany - to standard: lekarze na ogół potrafią do dwóch dodać dwa i jedno zdanie z jednego aktu prawnego zestawić z innym zdaniem innego aktu ALE: ta nasza umiejętność na ogół rozumiana jest przez innych jako:
1. paranoja
2. kreowanie - bardziej niż jest - złożonej rzeczywistości, żeby się nachapać i żeby o "coś" chodziło.
3. niektórzy wręcz poczytują to jako tępotę tej grupy zawodowej (na zasadzie: skoro w danym punkcie danej ustawy nie ma nic o ChPL więc w ogóle nie ma nic o ChPL, a konowały w swej bezmiernej tępocie to wymyśliły i uroiły sobie).
Jak widać, jest jak jest.
Jedno muszę przyznać: pacjenci ze zrozumieniem przyjmują 100 % odpłatność na większość antybiotyków; i wspólnie narzekamy na system. Oczywiście nie wiem, co mówią po wyjściu z gabinetu.
Do Andy'ego: tak, nagłaśniamy, protestujemy, także przez posłów lekarzy itd. itd. itd.
Ja też ponarzekam na służbę zdrowia i na jej organizację, bo teraz mnie dotknęło.
.
6 dni temu, w niedzielę mój syn (student, na moim utrzymaniu) złamał na nartach obojczyk.
Poszedł tam na miejscu do GOPR, potem na pogotowie.
Zrobili mu rentgena, wyszło ze to złamanie, zastosowali tylko tymczasowy opatrunek z bandaża i kazali się zgłosić do poradni ortopedyczno-urazowej na dalsze leczenie i po ortezę. Dostał do tej poradni skierowanie z pogotowia.
I co się okazało ? W Chorzowie można się zapisać do poradni ortopedycznej dopiero za 10 dni, konkretnie po urazie w dniu 12 lutego dopiero na 22 lutego.
To ja się pytam - dlaczego pacjent ze złamaniem ma tak długo czekać na przyjęcie przez lekarza i na zaopatrzenie tego złamania. Przecież to chyba nie jest obojętne, bo kość może tymczasem źle się zrosnąć.
Wg przepisów co mi objaśnili - odział ratunkowy nie ma prawa wydania ortezy od razu, trzeba iść do poradni.
Nie można nawet iść do lekarza prywatnie bo za skierowaniem od prywatnego orteza od NFZ nie przysługuje. A w poradni publicznej - 10 dni czekania ze złamaniem.
W końcu Młody został przyjęty po znajomości i tą ortezę już dostał.
Nie chodzi mi nawet o pieniądze (jest dodatkowo ubezpieczony na kartę "sport", wyczytaliśmy że przysługuje mu zwrot kosztów leczenia), tylko o szybkość udzielenia pomocy w nagłej sytuacji. Aż strach pomyśleć, gdyby to było coś poważniejszego (tfu, tfu, tfu odstukać).
.
6 dni temu, w niedzielę mój syn (student, na moim utrzymaniu) złamał na nartach obojczyk.
Poszedł tam na miejscu do GOPR, potem na pogotowie.
Zrobili mu rentgena, wyszło ze to złamanie, zastosowali tylko tymczasowy opatrunek z bandaża i kazali się zgłosić do poradni ortopedyczno-urazowej na dalsze leczenie i po ortezę. Dostał do tej poradni skierowanie z pogotowia.
I co się okazało ? W Chorzowie można się zapisać do poradni ortopedycznej dopiero za 10 dni, konkretnie po urazie w dniu 12 lutego dopiero na 22 lutego.
To ja się pytam - dlaczego pacjent ze złamaniem ma tak długo czekać na przyjęcie przez lekarza i na zaopatrzenie tego złamania. Przecież to chyba nie jest obojętne, bo kość może tymczasem źle się zrosnąć.
Wg przepisów co mi objaśnili - odział ratunkowy nie ma prawa wydania ortezy od razu, trzeba iść do poradni.
Nie można nawet iść do lekarza prywatnie bo za skierowaniem od prywatnego orteza od NFZ nie przysługuje. A w poradni publicznej - 10 dni czekania ze złamaniem.
W końcu Młody został przyjęty po znajomości i tą ortezę już dostał.
Nie chodzi mi nawet o pieniądze (jest dodatkowo ubezpieczony na kartę "sport", wyczytaliśmy że przysługuje mu zwrot kosztów leczenia), tylko o szybkość udzielenia pomocy w nagłej sytuacji. Aż strach pomyśleć, gdyby to było coś poważniejszego (tfu, tfu, tfu odstukać).
No właśnie, na "służbę" czy na jej organizację?Basia Z. pisze:Ja też ponarzekam na służbę zdrowia i na jej organizację, bo teraz mnie dotknęło
Nic bardziej oczywistego niż absurd tej sytuacji, ale też nic bardziej oczywistego niż....takie właśnie a nie inne funkcjonowanie systemu wobec jego założeń. A tych - wybacz- nie tworzą szeregowi lekarze, nawet ordynatorzy, nie tworzą szeregowe pielęgniarki, rejestratorki.I co się okazało ? W Chorzowie można się zapisać do poradni ortopedycznej dopiero za 10 dni, konkretnie po urazie w dniu 12 lutego dopiero na 22 lutego.
Oczywiście, "gdzieś tam" jest zapisane prawo do pilnej usługi.
Ale to ogólny problem medycyny. Po prostu, nie ma odpowiedzi na pytanie jak bardzo trzeba utrzymywać moce przerobowe "w gotowości". Tak naprawdę, w gotowości są tylko karetki. Ja w przychodni (prywatnej, abonamentowej) przychodząc rano mam komplet pacjentów. A potem pytania (na szczęście 6 x rzadsze niż w przychodniach NFZ) o przyjęcie pacjenta dodatkowego. No to ja się pytam - zaraz, chwila.
Firma oczekuje ode mnie jakości usługi. Jakość oznacza pewien nieskracalny czas trwania usługi. I ta sama firma powoduje że na wejście mam 100% zajętych terminów. Nie wszyscy z tych ludzi muszą być przyjęci tego dnia, ale nie wiadomo którzy, bo nie ma to rozwiązań systemowych. Nikt nie wpadł na to że zablokowanie 2 terminów na 20 dostępnych powoduje już rezerwę która pozwala na przyjęcie pilnych pacjentów dodatkowych.
Dobra, ale nie tak prosto. A może trzeba 3 terminy wolne ? A może 5?
a może są okresy (jak teraz) gdy wypadałoby posadzić ekstra lekarza tylko do na bieżąco zgłaszających się ludzi ze "świeżymi" zachorowaniami? Skąd go wziąć, za co opłacić?
A te zablokowane terminy? Jak opłacić? Nie opłacić -nikt się nie zgodzi. Opłacić jak za przyjętego? Z czego? Itd.
Na pewno są kraje w których jest to rozwiązane. Nie ja jednak jestem ekspertem od rozwiązań. Ja tylko sygnalizuję problemy które znam z autopsji.
Ależ wszyscy to wiedzą. Tylko nikt w Polsce zdaje się nie wiedzieć jak zrobić to tak, by załatwić dobrze.To ja się pytam - dlaczego pacjent ze złamaniem ma tak długo czekać na przyjęcie przez lekarza i na zaopatrzenie tego złamania. Przecież to chyba nie jest obojętne, bo kość może tymczasem źle się zrosnąć.
Powtarzam - nie wiadomo jaka jest odpowiedź na pytanie o równowagę wykorzystania lekarza i potencjalnej dostępności lekarza. Inaczej: ile terminów dziennie jakiemu lekarzowi kiedy zablokować na nagłe przypadki i jak to potem globalnie rozliczyć? Póki co rzecz jasna nie ma w ogóle takich blokad.
nie chcę napisać "paradoksalnie" bo uważam że się tego nadużywa, ale poniekąd paradoksalnie w systemie takim jak nasz, im coś poważniejszego tym lepiej działa.Aż strach pomyśleć, gdyby to było coś poważniejszego (tfu, tfu, tfu odstukać).
Na pewnym etapie uwalniamy się od limitów i terminów. Może to właśnie jest samoregulujący się mechanizm?
Zapewniam Cię że lekarz który widzi że trzeba działać już teraz, rzuca wszystko i to robi- w 99 % przypadków.
Pozdrawiam.
I dlatego właśnie w przypadku kolejnych (odpukać) problemów z kolanem czy czymś innym, zamiast krążyć po lekarzach szukając właściwej diagnozy, potem możliwości wykonania badań, kolejnej diagnozy, następnych badań, a później zabiegu - po prostu spierdolę się malowniczo ze schodów, najlepiej w jakimś dobrym szpitalukomorfil pisze: nie chcę napisać "paradoksalnie" bo uważam że się tego nadużywa, ale poniekąd paradoksalnie w systemie takim jak nasz, im coś poważniejszego tym lepiej działa.
Na pewnym etapie uwalniamy się od limitów i terminów. Może to właśnie jest samoregulujący się mechanizm?
Zapewniam Cię że lekarz który widzi że trzeba działać już teraz, rzuca wszystko i to robi- w 99 % przypadków.
Może tak będzie rzeczywiście szybciej ?
Każdemu jego Everest...
Na organizację, na lekarzy nie narzekam.komorfil pisze:No właśnie, na "służbę" czy na jej organizację?Basia Z. pisze:Ja też ponarzekam na służbę zdrowia i na jej organizację, bo teraz mnie dotknęło
A to trudno przewidzieć, że teraz jest taki okres, kiedy jest lód na chodnikach, ludzie się przewracają i łamią ręce nogi ?komorfil pisze:Nic bardziej oczywistego niż absurd tej sytuacji, ale też nic bardziej oczywistego niż....takie właśnie a nie inne funkcjonowanie systemu wobec jego założeń. A tych - wybacz- nie tworzą szeregowi lekarze, nawet ordynatorzy, nie tworzą szeregowe pielęgniarki, rejestratorki.I co się okazało ? W Chorzowie można się zapisać do poradni ortopedycznej dopiero za 10 dni, konkretnie po urazie w dniu 12 lutego dopiero na 22 lutego.
Oczywiście, "gdzieś tam" jest zapisane prawo do pilnej usługi.
Ale to ogólny problem medycyny. Po prostu, nie ma odpowiedzi na pytanie jak bardzo trzeba utrzymywać moce przerobowe "w gotowości". Tak naprawdę, w gotowości są tylko karetki. Ja w przychodni (prywatnej, abonamentowej) przychodząc rano mam komplet pacjentów. A potem pytania (na szczęście 6 x rzadsze niż w przychodniach NFZ) o przyjęcie pacjenta dodatkowego. No to ja się pytam - zaraz, chwila.
Firma oczekuje ode mnie jakości usługi. Jakość oznacza pewien nieskracalny czas trwania usługi. I ta sama firma powoduje że na wejście mam 100% zajętych terminów. Nie wszyscy z tych ludzi muszą być przyjęci tego dnia, ale nie wiadomo którzy, bo nie ma to rozwiązań systemowych. Nikt nie wpadł na to że zablokowanie 2 terminów na 20 dostępnych powoduje już rezerwę która pozwala na przyjęcie pilnych pacjentów dodatkowych.
Dobra, ale nie tak prosto. A może trzeba 3 terminy wolne ? A może 5?
a może są okresy (jak teraz) gdy wypadałoby posadzić ekstra lekarza tylko do na bieżąco zgłaszających się ludzi ze "świeżymi" zachorowaniami? Skąd go wziąć, za co opłacić?
A te zablokowane terminy? Jak opłacić? Nie opłacić -nikt się nie zgodzi. Opłacić jak za przyjętego? Z czego? Itd.
Na pewno są kraje w których jest to rozwiązane. Nie ja jednak jestem ekspertem od rozwiązań. Ja tylko sygnalizuję problemy które znam z autopsji.
Jest też sezon narciarski, narciarze też się łamią.
Czy nie wystarczyłoby w tym wszystkim, że oddział ratunkowy miałby prawo przyznania tej ortezy (to jest np. dania skierowania na nią, bo i tak się odbiera w specjalnym punkcie, który ma umowę z NFZ) ?
Do lekarza w poradni szłoby się dopiero na kontrolę za jakiś czas.
Na pogotowie Młody i tak musiał iść w celu zrobienia zdjęcia.
Basia Z. pisze:I co się okazało ? W Chorzowie można się zapisać do poradni ortopedycznej dopiero za 10 dni,
Nie wspomnę innych porad z pierwszej strony odnośnie "czekania". Np. ta była fajna : "Możesz zawsze pojeździć po regionie i poszukać takiego szpitala, gdzie okres oczekiwania będzie najkrótszy"Basia Z. pisze:Myślę że lepiej byłoby dopłacić parę złotych za zabiegi a za to mieć je zapewnione szybciej.
PS. Współczuję Młodemu, to boli .... w połączeniu z okresem oczekiwania.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Na szczęście z każdym dniem boli coraz mniej.krzymul pisze:Basia Z. pisze:I co się okazało ? W Chorzowie można się zapisać do poradni ortopedycznej dopiero za 10 dni,Nie wspomnę innych porad z pierwszej strony odnośnie "czekania". Np. ta była fajna : "Możesz zawsze pojeździć po regionie i poszukać takiego szpitala, gdzie okres oczekiwania będzie najkrótszy"Basia Z. pisze:Myślę że lepiej byłoby dopłacić parę złotych za zabiegi a za to mieć je zapewnione szybciej.
PS. Współczuję Młodemu, to boli .... w połączeniu z okresem oczekiwania.
Nie zrozumiałeś co napisałam - chętnie nawet zapłaciłabym za wizytę aby ją przyspieszyć, w końcu zdrowie najważniejsze - tylko że to i tak nic by nie dało, bo po wizycie prywatnej nie otrzymałby skierowania na ortezę.
Jest właśnie tak jak pisał Grzegorz.
Mam paru znajomych ortopedów, ale najlepszy z nich, który jednocześnie sam sporo chodzi po górach przyjmuje w Edynburgu.
W moim przypadku (kolano) sprawdził się taki system: jeśli do tego samego lekarza - ortopedy chodzisz i prywatnie (80 zł) i z NFZ (w tej samej sprawie oczywiście), to wtedy nie ma problemu ze skierowaniami, receptami, rehabilitacjami z NFZ, również w czasie wizyty prywatnej. Niestety problem z terminami pozostaje. I co ciekawe - sam zabieg też zrobiłem w podobnym systemie (acz u innego ortopedy), szpital prywatny mający taki jakby półkontrakt z NFZ - czyli płaciłem połowę ceny.Basia Z. pisze:
Nie zrozumiałeś co napisałam - chętnie nawet zapłaciłabym za wizytę aby ją przyspieszyć, w końcu zdrowie najważniejsze - tylko że to i tak nic by nie dało, bo po wizycie prywatnej nie otrzymałby skierowania na ortezę.
Zresztą to w ogóle dłuższa historia, jak już skończę leczenie to ją opiszę. Dla potomnych. I wyślę ministrowi zdrowia.
Tak czy owak - system działania naszej tzw. służby zdrowia jest co najmniej niezrozumiały.
Każdemu jego Everest...
Pewnie i tak się źle zrośnie - obojczyki tak mają, no chyba, że założy się śruby na kość albo całkowicie usztywni rękę z barkiem.Basia Z. pisze:Przecież to chyba nie jest obojętne, bo kość może tymczasem źle się zrosnąć.
Kilkanaście lat temu szpitale (państwowe oczywiście) działały sprawniej. Wizyta na pogotowiu, kilka rengenów, założenie gipsu - wszytko w ciągu chyba 2h godzin i to w dodatku o godzinie 22 w wakacje
To jest Młodego drugi złamany obojczyk, pierwszy złamał w wieku 7 lat (wcześniej prawy, teraz - lewy). Złamał, bo na koloni zuchowej zaprowadzono dzieci na dyskotekę a oni gonili się dookoła budynku i upadł uderzając klatą o kamień. Był to rok 1994.świster pisze:Pewnie i tak się źle zrośnie - obojczyki tak mają, no chyba, że założy się śruby na kość albo całkowicie usztywni rękę z barkiem.Basia Z. pisze:Przecież to chyba nie jest obojętne, bo kość może tymczasem źle się zrosnąć.
Kilkanaście lat temu szpitale (państwowe oczywiście) działały sprawniej. Wizyta na pogotowiu, kilka rengenów, założenie gipsu - wszytko w ciągu chyba 2h godzin i to w dodatku o godzinie 22 w wakacje
Wtedy założyli mu na pogotowiu "pancerzyk" gipsowy i w czasie największych upałów latem chodził z tym gipsem. Potem się nawet w nim kąpał w rzece.
9.9.1999 złamał obojczyk drugi młody, tym razem w szkole - spadł na przerwie z drabinki.
Wtedy już nie zakładano mu w ogóle gipsu tylko taki "prostujący" opatrunek.
W sumie wypadki typu szycie głowy, języka, obojczyki mam opanowane.





