Chyba Żabi Koń, przypomniał mi, że z górskim forum ma to coraz mniej wspólnego. Niewiele czekając, oto potwierdzone efekty powyższych odpowiedzi.
No cóż, Janku, pragnę zaznaczyć, że jeśli słowa "uderz w stół a nożyce się odezwą" odebrałeś bardzo personalnie- pozostaje mi tylko powiedzieć-trudno. Słowa te, miały się do całości wypowiedzi jakie padły w tejże relacji. Niemniej jednak, nie odczuwam by miały one kogokolwiek urazić, dlatego nie zamierzam bić się w pierś, ani przepraszać. Spieszę jednak poinformować, że w samozachwyt popadać nie zamierzam, ale jestem pewna, że "Jankowa diagnoza" mojej nieprzyzwoitej postawy zostanie do mnie dopisana i przylepiona.
To co robię w górach, nie jest niczym wybitnym na tle tego co mogę czytać w niektórych relacjach tutaj wstawianych. Jakieś dróżki sobie tam zrobiłam, podłubałam w skale i nie jest to na tyle honorne, bym ćwierkała w niebo głosy. To, że piszę o tym, jest tylko chęcią podzielenia się emocjami, wspomnieniami i tym co dla mnie w górskiej pasji najważniejsze- spojrzenie na te same drogi oczami kogoś innego.
Pragnę również zauważyć, iż swoje małe everesty zdobywam samodzielnie, a zarzut jaki padł z Twoich ust, Janku jest poniżej pasa. Takie rzucanie w siebie zgryźliwymi uwagami jest nico mało sympatyczne, ale rozumiem, że o to w tym chodzi.
Basia Z. pisze:Zresztą mi się też nie podoba to co wypisuje Olusia, nie chodzi bynajmniej o relacje, którą przeczytałam z zainteresowaniem, ale o stosunek do innych użytkowników forum.
Proszę Basiu, wyjaśnij co dokładnie masz na myśli, bo nie bardzo rozumiem.
Żabi Koń pisze:Tyle, że i tak z niej nic nie wyniknie, to fakt... Poza awanturą, a to też fajne
Marna ze mnie prowokatorka, ale może i owszem było to, wbiciem kija w mrowisko.
uszba pisze:Myślę że nie przemyślałaś tego co napisałaś.
Przemyślałam.
Pamiętam, kiedy z zachwytem i wypiekami na policzkach czytałam ciekawe, merytoryczne relacje ze wspaniałych wypraw. Pamiętam, jak marzyłam "kiedyś może też tam pójdę/wejdę". Pamiętam też, kiedy relacji ubywało, a rosły i puchły nieporozumienia, niesnaski i kłótnie. O... chociażby jak ta, którą właśnie zupełnie niechcący rozpętałam.
Dziś, szczerze mówiąc, traktuję to forum z coraz większym dystansem, a czasem nawet niesmakiem, gdy widzę jak niewiele trzeba, by z merytorycznej wymiany zdań, rodziły się bitwy na epitety i emocjonalne wybuchy słowne.
Teraz, coraz rzadziej czekam na relacje, bo wiem że ich się nie doczekam. Nie od tych, którzy kiedyś je pisali. Teraz czytam piękne relacje Agaar czy Rudej, moich rówieśniczek. I wiem, że nie muszę czekać, aż ktoś z tych, którzy kiedyś mi imponowali swoimi osiągnięciami górskimi, tchnie przyjemną dawkę czytelniczej podróży. Teraz mogę po prostu sama szukać swojego miejsca na górskiej mapie.
Być może dlatego, że mój górski światopogląd kreował się właśnie na tym, a nie innym forum i być może dlatego, że mogę Wam wszystkim podziękować i jednocześnie powiedzieć, że mi się już po prostu nie chcę, kolejny raz utwierdzać w przekonaniu, że jest ono coraz mniej górskie i coraz mniej mam ochotę się przyznawać, że właśnie ono, wielokrotnie inspirowało mnie do rozwijania pasji.