Szczerze? Tak. jesli ktoś serio traktuje to sie kilka razy więcej zastanowi zanim cos odstawi.andy67 pisze:mefi ty naprawdę wierzysz że ślub coś zmienia jeśli chodzi o zdradę lub jej brak ?
Pojęcie Wiary.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
A przyjemność? Seksuolodzy się z Tobą nie zgadzają.mefistofeles pisze:I tak naprawdę nie będzie zadnego mocnego argumentu przeciw seksowi z kim popadnie.
Poza tym co napisał andy - jeśli z kimś chce się spędzić całe życie, to po co czekać do ślubu? Może być nawet zaplanowany ślub, ale po co czekać? Albo opcja 2, ktoś chce spędzić z kimś całe życie, ale ślubu obie strony nie chcą - tak też można.mefistofeles pisze:Ano tak, że to jedyna granica, której nie można naciągnąć czy obejść. Jesli uznamy, że np seks tylko z kimś kogo się kocha to wiesz - dziś moge kochac Marysię, jutro Zosię a pojutrze Kasię - to jest płynne i kązdy inaczej czuje miłość. Jesli seks tylko z kimś z kim chce spędzić życie - to czemu nie wexmiesz z tym kimś ślubu?
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
to jest dla mnie podejrzane. Jeśli nie chcą - to dlaczego?Lhotse pisze:Albo opcja 2, ktoś chce spędzić z kimś całe życie, ale ślubu obie strony nie chcą - tak też można.
A co jak zmienisz zdanie? Tak czy owak - będziesz trochę popsuty. Facetowi to może "rybka", ale dla dziewczyny to problem. Po ślubie zmienić zdanie oczywiście tez się zdarza, ale zasadniczo jest nieco trudniej i jesli powód błahy to raczej sie nie rozmyslisz. Ale ja nie widze problemu, ze narzeczeni idą do łóżka. Po prostu twierdzę, że gdyby nie to wdrukowane w nas cywilizacyjno-religijnie przeswiadczneie nie byłoby żadnego powodu by się w tej materii ograniczać.Lhotse pisze:Poza tym co napisał andy - jeśli z kimś chce się spędzić całe życie, to po co czekać do ślubu?
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Takich przypadków osobiście nie znam, ale wiem że istnieją. Dlaczego? Nie mam pojęcia, muszą mieć swoje powody.mefistofeles pisze:to jest dla mnie podejrzane. Jeśli nie chcą - to dlaczego?
Ale nie wszyscy to tak traktują, jak piszesz.mefistofeles pisze:będziesz trochę popsuty
Amenmefistofeles pisze:Ale ja nie widze problemu, ze narzeczeni idą do łóżka.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Dla Ciebie może tak, ale dla zdecydowanej większości facetów nie.mefistofeles pisze:Okej, ale dla mnie dziewczyna, która luzno do tych tematów podchodzi jest trochę "felerna".Lhotse pisze: Ale nie wszyscy to tak traktują, jak piszesz.
A już na pewno nie dla tego jedynego.
Poza tym co to znaczy "luźno podchodzi" ?
Jest zasadnicza różnica spać z kim popadnie a być z kimś wybranym kogo się kocha, do kogo się ma zaufanie i niejednokrotnie się o tym przekonało.
Tak widząc swoich znajomych po 20-30 latach po ślubie (i znając ich na tyle dobrze, ze wiem czy byli ze sobą przed ślubem czy nie) widzę, że chyba statystycznie bardziej trwałe i szczęśliwe są pary, które się w jakiś sposób "wypróbowały". Oczywiście po pierwsze to nie reguła, a po drugie rzecz jasna chodzi nie tylko o seks, ale o wspólne wyjazdy w góry, czasami wspólne mieszkanie przez jakiś czas, wspólne gospodarowanie pieniędzmi itd.
Pozdrowienia
Basia
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Tyle, że niektórzy nie odróżniaja miłosci od ataku hormonów. Lub umiejęstnośc tego odrózniania podczas tego ataku tracą. I tu papier może się przydać.andy67 pisze: A tylko miłość chroni przed zdradą. Kto kocha i jest kochany nie szuka skoków w bok.
A to akurat żadna nowość. Nikt tu nie lansuje tezy, że żonę poznaje się w dniu slubu a jesli wczesniej to tylko z przyzwoitkąBasia Z. pisze:Tak widząc swoich znajomych po 20-30 latach po ślubie (i znając ich na tyle dobrze, ze wiem czy byli ze sobą przed ślubem czy nie) widzę, że chyba statystycznie bardziej trwałe i szczęśliwe są pary, które się w jakiś sposób "wypróbowały". Oczywiście po pierwsze to nie reguła, a po drugie rzecz jasna chodzi nie tylko o seks, ale o wspólne wyjazdy w góry, czasami wspólne mieszkanie przez jakiś czas, wspólne gospodarowanie pieniędzmi itd.
Ale by sie o tym przekonać potrzeba czasu. I to dużo wiekszego niż miesiąc nawet najcudowniejszej miłości.Basia Z. pisze: Poza tym co to znaczy "luźno podchodzi" ?
Jest zasadnicza różnica spać z kim popadnie a być z kimś wybranym kogo się kocha, do kogo się ma zaufanie i niejednokrotnie się o tym przekonało.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Mam wrażenie że nie wiesz o czym piszesz.mefistofeles pisze:Tyle, że niektórzy nie odróżniaja miłosci od ataku hormonów. Lub umiejęstnośc tego odrózniania podczas tego ataku tracą. I tu papier może się przydać.andy67 pisze: A tylko miłość chroni przed zdradą. Kto kocha i jest kochany nie szuka skoków w bok.
Ale wszystko jeszcze przed Tobą
Każdemu jego Everest...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
andy - gdyby opierac sie tylko na własnych doswiadczeniach - to nikt nie mógłby w tym temacie zabierac głosu, bo każdy przypadek jest inny. Znam sporo przypadków gdy komuś kto był w związku (czasem małzżenskim) odwaliło. Niektórzy umieli to opanowac - inni nie. Ale jesli ktoś powaznie traktuje sakrament małżeństwa - to nie ma wyjscia, nie może odejść.andy67 pisze: Mam wrażenie że nie wiesz o czym piszesz.
Oczywiscie - znam przypadek, że w rozpieprzeniu związku facetowi nie rpzeszkodził ani ślub, ani dzieci (z czego jedno nowonarodzone) ani nawet to, że obiekt jego westchnień dał mu kosza. Ale to juz przypadek chyba psychatryczny.
Ano to, ze jest to jasne postawienie sprawy - "tak, chce byc z tobą na dobre i na złe". Jeśli ktoś nie chce takiej deklaracji złożyć - może jednak jego intencje nie są do końca szczere?Basia Z. pisze: Zgoda, ale co do tego ma ślub ?
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Upraszczasz to wszystko, dosłownie trywializujesz.mefistofeles pisze: Znam sporo przypadków gdy komuś kto był w związku (czasem małzżenskim) odwaliło. Niektórzy umieli to opanowac - inni nie. Ale jesli ktoś powaznie traktuje sakrament małżeństwa - to nie ma wyjscia, nie może odejść.
Związki moich licznych znajomych (a niestety wśród moich znajomych po ok. 20 latach od ślubu jest ze sobą mniej niż 50 % małżeństw) rozpadły się zazwyczaj nie dlatego, że "komuś odwaliło" tylko zwyczajnie - bo byli nie dobrani, mieli wobec siebie inne oczekiwania, nie zgadzali się w podstawowych sprawach życiowych, mieli inne priorytety.
To że poznali kogoś innego i związali się z kimś innym było zawsze sprawą wtórną.
Niektórzy zresztą rozeszli się i żadne z byłych małżonków z nikim się nie związało.
No i zawsze był to dramat nikt nie podchodził do tego "lekko".
Pozdrowienia
Basia
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
i rozumiem, że uznali, że wzajemna przysięga przed Bogiem ich nie obowiązuje. Aha. To ja chyba z innej bajki jestem, bo wydaje mi sie, że jak się cos przysiega to nihuhu - dotrzymać trzeba. Swoją drogą - straszny egozim bije z takiego podejscia.Basia Z. pisze:bo byli nie dobrani, mieli wobec siebie inne oczekiwania, nie zgadzali się w podstawowych sprawach życiowych, mieli inne priorytety.
Swoją drogą - odnosze wrażenie, ze wiele i coraz więcej małżeństw jest punktu widzenia prwa kanonicznego niewazna - bo jeśli ktoś zawierając małżeństwodopuszcza możliwość rozwodu - to małżenstwo takie nie jest ważnie zawarte (no bo co to za przysięga - "dopóki smierć (lub rozwód) nas nie rozłączy")
Ostatnio zmieniony śr 12 sie, 2009 przez mefistofeles, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Mefi - nie życzę Ci abyś się osobiście przekonał o tym ale wierz mi że bywa różnie i na miłość ( lub jej brak) nie ma lekarstwa. A już na pewno nie jest tym lekarstwem żaden papierek czy przysięga. Tobie się wciąż wydaje że świat jest czarno - biały. A nie jest
I nie bazuję tu tylko na doświadczeniach ze swoich związków choć i tych wystarczyłoby.
I nie bazuję tu tylko na doświadczeniach ze swoich związków choć i tych wystarczyłoby.
Każdemu jego Everest...
No to w takim razie zdecydowanie lepiej kochać się bez ślubumefistofeles pisze:i rozumiem, że uznali, że wzajemna przysięga przed Bogiem ich nie obowiązuje. Aha. To ja chyba z innej bajki jestem, bo wydaje mi sie, że jak się cos przysiega to nihuhu - dotrzymać trzeba. Swoją drogą - straszny egozim bije z takiego podejscia.Basia Z. pisze:bo byli nie dobrani, mieli wobec siebie inne oczekiwania, nie zgadzali się w podstawowych sprawach życiowych, mieli inne priorytety.
B.
mefistofeles pisze:i rozumiem, że uznali, że wzajemna przysięga przed Bogiem ich nie obowiązuje. Aha. To ja chyba z innej bajki jestem, bo wydaje mi sie, że jak się cos przysiega to nihuhu - dotrzymać trzeba. Swoją drogą - straszny egozim bije z takiego podejscia.Basia Z. pisze:bo byli nie dobrani, mieli wobec siebie inne oczekiwania, nie zgadzali się w podstawowych sprawach życiowych, mieli inne priorytety.
Taa - straszny egoizm. Jasne ... A jeśli obie strony po prostu mają się dość i chcą odejść ?
Każdemu jego Everest...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Nie jest. Ale każdy powinien dązyc by czarne było czarne a białe białe. A nie z góry załozyć, że wszystko jest szare, bo wówczas skąd będziemy wiedziec co jest dobre a co złe?andy67 pisze:Tobie się wciąż wydaje że świat jest czarno - biały. A nie jest
to alboandy67 pisze:A jeśli obie strony po prostu mają się dość i chcą odejść ?
a) źle przemysleli decyzje o ślubie
b) (co bardziej prawodopobne) - coś spieprzyli po drodze 9i tu sie kłąnia egoizm własnie)
a jak sie znudzi sobie pójść, bo niby - dlaczego nie? Ja naprawde - albo z innej bajki jestem albo z innej epokiBasia Z. pisze: No to w takim razie zdecydowanie lepiej kochać się bez ślubu
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
No proszę jakie to prostemefistofeles pisze:to alboandy67 pisze:A jeśli obie strony po prostu mają się dość i chcą odejść ?
a) źle przemysleli decyzje o ślubie
b) (co bardziej prawodopobne) - coś spieprzyli po drodze 9i tu sie kłąnia egoizm własnie)
Zadziwiasz mnie. No ale może życie Ci chyba jeszcze nie pokazało pełnej gamy swoich barw.
Z mojej strony to tyle w tym temacie.
Każdemu jego Everest...
No proszę jakie to prostemefistofeles pisze:to alboandy67 pisze:A jeśli obie strony po prostu mają się dość i chcą odejść ?
a) źle przemysleli decyzje o ślubie
b) (co bardziej prawodopobne) - coś spieprzyli po drodze 9i tu sie kłąnia egoizm własnie)
Zadziwiasz mnie. No ale może życie Ci chyba jeszcze nie pokazało pełnej gamy swoich barw.
Z mojej strony to tyle w tym temacie.
Każdemu jego Everest...
Mefi, weź ty się ożeń ... po prostu ...mefistofeles pisze:andy67 napisał(a):
A jeśli obie strony po prostu mają się dość i chcą odejść ?
to albo
a) źle przemysleli decyzje o ślubie
b) (co bardziej prawodopobne) - coś spieprzyli po drodze 9i tu sie kłąnia egoizm własnie)
Choć z Twoim podejściem możesz mieć kłopot
Przekonasz się, ile razy (dziennie) będziesz się musiał "naginać"



