Turystyka dawniej i dziś

Pasma górskie w Polsce i na świecie.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Iwona pisze:Normalnie aż się boję zabierać za sprzątanie tego temtu Obrazek
Mimo wszystko proszę - posprzątaj

Basia (która śmieci)
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

lucyna pisze:Wszystkie tegoroczne plany górskie zralizowałam i to z nawiązką
Tylko, że tematem było "co czujecie, gdy nie uda się Wam zrealizować marzenia, wejścia..." ;)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

Iwona pisze:
lucyna pisze:Wszystkie tegoroczne plany górskie zralizowałam i to z nawiązką
Tylko, że tematem było "co czujecie, gdy nie uda się Wam zrealizować marzenia, wejścia..." ;)
Tak naprawdę nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Czasami musiałam zrezygnować z wejścia np. z powodu pogody ale traktuję takie sytuację jako coś zupełnie normalnego. Nie jestem wyczynowcem. Chodzę po górach dla przyjemności. Przeważnie jestem z grupą znajomych, kolegów i wspólnie podejmujemy decyzję. Poprostu wyższa konieczność. Jest to niezależne ode mnie. Oczywiście mogę dać uput emocjom ale to nie zmieni sytuacji w której sie znalazłam. Przeważnie nie odpuszczam. Wiem, że kiedyś tam wrócę i być może będę miała więcej szczęścia.
@ Grzegorzu masz całkowitą rację. Nie powinnam tego napisać. Moja ocena była subiektywna i dałam ponieść się negatywnym emocjom.

Wszytkim zaś Userom z Krainy Pięknoduchów życzę spełnienia wszystkich marzeń górkich. I tych małych i tych dużych.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

lucyna pisze:Czasami musiałam zrezygnować z wejścia np. z powodu pogody ale traktuję takie sytuację jako coś zupełnie normalnego. Nie jestem wyczynowcem. Chodzę po górach dla przyjemności.
Czyli dokładnie jak większość osób na tym forum. Normalnym jest jednak, że człowiek coś tam odczuwa, gdy musi zrezygnować z czegoś, o czym rozmyśla i marzy od dłuższego czasu.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

No dobra. W ub sobotę miałam być w Dolinkach Podkrakowkich. Niestety, nie udało mi się. To był wyjazd służbowy.Koleżanka była zmęcona, rozpadało się. Byłam trochę zawiedziona ale wykorzystałam wariant B. Niepołomice. Znowu pech, spóźniłyśmy się 10 min i nie mogłymy dołączyć do przewodnika. Stanęłyśmy na dziedzińcu i obie w tym samym czasie powiedziałyśmy: wrócimy tu. I wrócimy. Połazimy po Dolinkach Podkrakowskich i obejrzymy zamek. Połączymy najprawdopodobniej dwa w jednym. Kurs skałkowy z wyjazdem w te okolice.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Iwona pisze:...tematem było "co czujecie, gdy nie uda się Wam zrealizować marzenia, wejścia..."
Jeśli tematu nie usystematyzujemy, to znów dojdzie do całkiem zbędnej awantury...
Po pierwsze, trzeba rozdzielić chodzenie po górach zawodowe od amatorskiego przy czym obydwa te rodzaje wcale nie muszą różnić się stopniem zaawansowania ani skalą trudności. Ostatnio zresztą media informują, że to właśnie "zawodowe" chodzenie wykazuje się znacznym spadkiem poziomu.
Wariant 1.
Chodzenie zawodowe - po prostu zarabiamy w ten sposób, a wszelkie koszty pokrywają inni i to ewentualnie przed nimi trzeba by się tłumaczyć z braku powodzenia. Ten rodzaj chyba nas tu nie interesuje poza może jedną chwalącą się bajońskimi zarobkami. Zatem dajmy sobie z tym rodzajem turystyki spokój, bo to raczej dyskusja nie na to forum.
Tu mam wszak pytanie: jest może jakieś forum, gdzie bez zalewu zawiści i jadu nienawiści w każdym zdaniu dyskutują ludzie zarabiający na górach? Pytam jedynie z ciekawości...
Wariant.2.
Chodzenie amatorskie - po prostu każdy wyjazd musimy sfinansować sami i aspektami takich działań - jak mi sie zdaje, Iwona chciała się zająć.
Po wtóre, istotne moim zdaniem dla odczuć jest to, czy idziemy sami czy też w grupie...
Wariant 2.1
Jeśli w grupie, to w jakim charakterze tam idziemy:
Wariant 2.1.a
Jako prowadzący.
Wariant 2.1.b
Jako uczestnik prowadzony.
Wariant 2.1.c
Jako uczestnik na pełnych zasadach partnerskich.
Wariant 2.2
Idziemy sami.

Czas by jakoś się określić:
Najczęściej bywam w sytuacji 2.1.a i czując odpowiedzialność za resztę skupiam się na szacowaniu szans i ryzyka - czasem ogłaszam odwrót! Jeśli wracamy bez "strat" (nigdy nie było inaczej) zawsze jestem zadowolony i staram się "szerzyć" takie odczucia wśród reszty. Zauważyłem, że zazwyczaj wygłaszam takie zdanko - "Najważniejsze, że robiliśmy to razem i wracamy bogatsi o kolejne, łączące nas wrażenia" - to działa!
Zdarza mi się być w sytuacji 2.2 i też z racji odwrotu nie tragizuję. Kołacze mi się po głowinie taka myśl wtedy: "Być może zdążę jeszcze tu wrócić, a może na kolejnej górze będzie jeszcze fajniej...? Wszak ta na pewno ostatnią nie jest."
Sytuacji 2.1.c staram się unikać, bo w razie kłopotów i tak ktoś musi przejąć dowodzenie grupą, ale zawsze w razie odwrotu zauważam mieszaninę dwóch wyżej opisanych sytuacji.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Zygmunt Skibicki pisze:
Tu mam wszak pytanie: jest może jakieś forum, gdzie bez zalewu zawiści i jadu nienawiści w każdym zdaniu dyskutują ludzie zarabiający na górach? Pytam jedynie z ciekawości...
Nie znam takiego ogólnego forum.
Owszem - są wewnętrzne fora poszczególnych kół przewodnickich (zwłaszcza studenckich) i sporo tam gadamy, ale głównie załatwiamy tam własne sprawy organizacyjne, czasem plotkujemy, a czasem trzeba bardziej pobić pianę na jakiś drażliwy temat.

Bez złości, gniewy i zawiści, bo nie jesteśmy tylko kołem przewodnickim ale przede wszystkim grupą serdecznych przyjaciół, co to niejedną chwilę spędzili ze sobą w górach. (i mimo że czasem miewają różne zdania, a czasem się pokłócą - to nie zaburza to przyjaźni).

Przynajmniej tak jest w "Harnasiach".

Czasem jest to temat dotyczący metodyki przewodnickiej a problem "kiedy odwrót" i jak to zrobić aby ludzie nie byli rozczarowani jest bardzo ważnym problemem metodycznym.
Ale ja akurat teraz sobie takiego tematu dyskusji nie przypominam.
Zygmunt Skibicki pisze: Wariant.2.
Chodzenie amatorskie - po prostu każdy wyjazd musimy sfinansować sami i aspektami takich działań - jak mi sie zdaje, Iwona chciała się zająć.
Po wtóre, istotne moim zdaniem dla odczuć jest to, czy idziemy sami czy też w grupie...
Wariant 2.1
Jeśli w grupie, to w jakim charakterze tam idziemy:
Wariant 2.1.a
Jako prowadzący.
Wariant 2.1.b
Jako uczestnik prowadzony.
Wariant 2.1.c
Jako uczestnik na pełnych zasadach partnerskich.
Wariant 2.2
Idziemy sami.

Czas by jakoś się określić:
Najczęściej bywam w sytuacji 2.1.a i czując odpowiedzialność za resztę skupiam się na szacowaniu szans i ryzyka - czasem ogłaszam odwrót! Jeśli wracamy bez "strat" (nigdy nie było inaczej) zawsze jestem zadowolony i staram się "szerzyć" takie odczucia wśród reszty. Zauważyłem, że zazwyczaj wygłaszam takie zdanko - "Najważniejsze, że robiliśmy to razem i wracamy bogatsi o kolejne, łączące nas wrażenia" - to działa!
Zdarza mi się być w sytuacji 2.2 i też z racji odwrotu nie tragizuję. Kołacze mi się po głowinie taka myśl wtedy: "Być może zdążę jeszcze tu wrócić, a może na kolejnej górze będzie jeszcze fajniej...? Wszak ta na pewno ostatnią nie jest."
Sytuacji 2.1.c staram się unikać, bo w razie kłopotów i tak ktoś musi przejąć dowodzenie grupą, ale zawsze w razie odwrotu zauważam mieszaninę dwóch wyżej opisanych sytuacji.
Czasem prowadzę grupy "zawodowo" (chociaż zdecydowanie nie za bajońskie sumy) i słowo daję - przy dobrze zorganizowanej grupie ta sytuacja się niczym nie różni od sytuacji opisanej przez Ciebie jako 2.1.a.
Bardzo ważną sprawą jest to aby grupka nie znających się wcześniej ludzi już w ciągu dwóch pierwszych dni wyjazdu zgrała się ze sobą tak, aby potem każda decyzja - również ta o odwrocie była naszą wspólną decyzją.

To już gorzej bywało kiedy byłam prywatnie ze znajomymi, których znam jak łyse konie.
W zeszłym roku kiedy nastąpiła różnica zdań iść dalej czy schodzić (jednak już po wejściu na najwyższy szczyt), było głosowanie, przeważyła 4:3 opcja odwrotu z dalszej trasy, a potem nawet osoby, które głosowały "za" odwrotem (nota bene jedna z moich najbliższych koleżanek) się mocno denerwowały że "ja podjęłam taką decyzję".
Dopiero po 3 dniach kiedy zamiast przejścia granicą zrobiliśmy inne chyba ciekawsze wycieczki wszyscy się pogodzili.

Pewien problem metodyczny (wynikający z mojego niezbyt dużego błędu) był zapewne taki, że początkowo i z założenia szefem wyjazdu byłam ja, a potem niespodziewanie dojechał kolega i w pewnym momencie "oddałam szefostwo" jemu i on zaczął mieć największy wpływ na wybór celów.

Nie miał to żadnego znaczenia, bo to nie był wyjazd formalnie zorganizowany i w każdej chwili mogliśmy sobie ten cel zmienić.
Ale niektórym mogło się nie podobać.

A w sumie na koniec wszyscy byli zadowoleni - i to najważniejsze.

Pozdrowienia.

Basia
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Basia Z. pisze:na koniec wszyscy byli zadowoleni - i to najważniejsze.
I to właśnie jest moim zdaniem sprawa zasadnicza - zgranie zespołu i poczucie, że każdy jest jego członkiem - ma swoje prawa, ale i obowiązki, a jedynie ta jedna osoba musi czasem podjąć decyzję i konsekwentnie przeprowadzić jej realizację, co też nie jest obojętne.
Nie oszukujmy się, czasem przemyślane poprowadzenie dyskusji i sam wybór momentu głosowania jest właśnie tą najważniejszą decyzją...
Basia Z. pisze:...gorzej bywało kiedy byłam prywatnie ze znajomymi, których znam jak łyse konie.
Czyli sytuacja 2.1.c...?
I dlatego unikam tego, jak tylko mogę, choć chciało by się pobyć w górach z zaprzyjaźnionymi ludźmi. Zwłaszcza, gdy są to górskie przyjaźnie. Mam podejrzenia, ale wcale nie pewność, że te przyjaźnie cementują się także poprzez twarde - bywa, wzięcie spraw w zdecydowane ręce.
W sprawach górskich mam wątpliwości, ale na pokładzie pod żaglami... żadnych. Jeden jest kapitan i... tak musi być. Na dyskusje jest też czas, ale dopiero w porcie przy kei, gdy założony jest ostatni spring i sklarowany pokład.
Może dlatego tak skuteczny był Zaruski...?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Zygmunt Skibicki pisze: I dlatego unikam tego, jak tylko mogę, choć chciało by się pobyć w górach z zaprzyjaźnionymi ludźmi. Zwłaszcza, gdy są to górskie przyjaźnie. Mam podejrzenia, ale wcale nie pewność, że te przyjaźnie cementują się także poprzez twarde - bywa, wzięcie spraw w zdecydowane ręce.
A ja odwrotnie.
W góry najbardziej lubię jeździć z przyjaciółmi.
Takimi sprawdzonymi.

B.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Filanc

Post autor: Filanc »

Zygmunt Skibicki pisze:Na dyskusje jest też czas, ale dopiero w porcie przy kei, gdy założony jest ostatni spring i sklarowany pokład.
Rzekłeś.
Co odróżnia burdel od bajzlu?
Porządek! :D
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Filanc pisze:Co odróżnia burdel od bajzlu?
Porządek!
Zgrabny żart, ale gdybyż to było takie proste...
Pomiędzy rozbujaną demokracją, gdzie nawet sposób krojenia chleba na kromki wybiera się na drodze referendum, a totalnym zamordyzmem są: po pierwsze - szerokie granice skrajnie dopuszczalnych odchyleń maksymalnych, za którymi jest już tylko paranoja, po wtóre - nieco węższe granice zdrowego rozsądku poza które wychylanie się grozi powszechnym buntem "załogi", a po trzecie - stosunkowo wąskie granice tolerancji, poza którymi nie da się zrealizować choćby tylko zasadniczej części planów wyprawy, że o wyśnionym przez wszystkich "złotym środku", krainie powszechnej szczęśliwości nie wspomnę.
Jakby na to nie patrzeć, każdy z nas ma trochę inaczej ustaloną każdą z ww. granic - zarówno górną jak i dolną i każdy o nieco innym "środku" marzy...
Lider zespołu dlatego tylko nim jest, że potrafi wszystkich skupić wokół uznania pewnych granic za możliwe do zaakceptowania przez wszystkich i każdego z osobna w tym akurat zespole.
Mało komu udaje się ta jednocząca sztuka w każdym przypadku. Wielce szczęśliwy to traf, gdy mamy pod ręką takiego (taką!), któremu (której!) udaje się... zazwyczaj.
Co tu dużo gadać - myślenie o innych a bywa, że także za nich, gdy "kopara" spada w łan wiatrem rozbujanej połoniny, to nie jest wymarzone zajęcie. Przynajmniej dla mnie...
Basia Z. pisze:W góry najbardziej lubię jeździć z przyjaciółmi.
Coś w tym jest...
Miałem takiego przyjaciela "od gór", z którym - bywało, dwa dni wędrówki nie zamieniłem ani słowa, bośmy rozumieli się jak dwa konie w dyszlu... Najwięcej gadaliśmy, gdyśmy przysiedli się do czyjegoś ogniska...
Przyjaciel zszedł był, a następcy nie ma. Prawdę mówiąc, nie szukałem.
Teraz chodzę z synem i jest... wstyd się przyznać - prawie tak samo dobrze.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
ODPOWIEDZ