Pozdrawiam wszystkich. Janka również
To, że podjęliśmy z żoną taką a nie inną decyzję było przemyślane i świadome.
Był to wynik analizy uwag Waszych oraz opinii moich znajomych. Wzięliśmy pod uwagę również to, co potrafi i co lubi nasze dziecko.
Podsumujmy:
- Janek ostrzegał o stromym zejściu i piargach - ok, ale to nie jest problem dla nas. Mamy już wystarczające doswiadczenie i umiejętności.
- Agaar - że trasa nudna
- Iwona - że nudno i mogą byc oblodzenia.
To, że jakaś trasa jest dla kogos nudna jest kwestią jego psychiki i odpowiedniego nastawienia.
Wiedzieliśmy, że z motywacją i odpowiednim pozytywnym nastawieniem dziecka sobie poradzimy.
Powiem szczerze, że informacja Iwony o możliwych oblodzeniach miała dla mnie szczególnie
znaczenie (dzięki Iwona), ponieważ nie przewidywałem takiej systuacji. Tego nie mogłem zlekceważyć
i w Murowańcu od innych turystów którzy zeszli przez Krzyżne dowiedziałem się, że takiego zagrożenia nie ma.
Zagrożeniami, które mogły wykluczyć nasze przejście były:
-pogoda - ta jednak dopisała. Było słonecznie i ciepło. Prognozy na najbliższe godziny były bardzo dobre.
-zmęczenie dziecka - kondycja i samopoczucie dopisywały i kontrolowane były na bieżąco
-trasa z drabinkami i łańcuchami - wiedziałem że takich odcinków nie będzie
-ekspozycja - z wpisu Iwony wynikało, że takich miejsc na (moje) szczęście nie ma
Wszystkie Wasze uwagi (za które bardzo dziękuję) dotyczące przejścia, analizowaliśmy
i zastanawialiśmy sie na ile mogą nas dotyczyć. Pamiętajcie, że każde dziecko jest inne
i nie wszystko co dotyczy waszych pociech ma zastosowanie do innych.
Do "pomocy" mieliśmy jeszcze dwie nastoletnie córki.
Ta 3 dniowa trasa była dla mnie czymś więcej niż tylko kolejną wycieczką. Zobaczyłem jak bardzo,
małe dziecko może chcieć osiągnać swój cel. Mimo kryzysu jaki miała za Czerwonym Stawem, nie chciała słyszeć o powrocie
z trasy do Murowańca ani tym bardziej do domu. Jasno i wyraźnie powiedziała, że chce iść dalej i spać w "nowej chatce".
Odpoczeła i poszliśmy dalej. Na podejściu na Krzyżne, gdy skończyły się kamienne "schody" była w swoim żywiole.
Widac było wyraźnie, że jej się to podoba. Z Krzyżnego, gdy zobaczyła schronisko w którym będzie spać,
wyraźnie się ucieszyła. Później podczas zejście również była zadowolona, śpiewała chwilami.
Trawers zboczem pod Buczynową dol. wyraźnie nie przypadł jej do gustu ale schronisko było coraz bliżej i to było najważniejsze.
W schronisku przeżyła chwilowe rozczarowanie:
- nie było lodów (ostatecznie zastąpiły je batoniki)
- były brzydkie łóżka bez drabinek

Humorek się poprawił, gdy od Pani recepcjonistki otrzymała dyplom "za dotarcie do schroniska".
Trasę z Murowańca do Pięciu Stawów pokonywaliśmy od 9 do 17.30
Następny dzień (pogoda bajeczna) to od południa powolny spacer szlakiem do Palenicy.
Janek pytał ironicznie czy jestem dumny - tak jestem dumny. Jestem bardzo dumny.
Mam wielki szacunek dla małej Martynki za to, w jaki sposób pokonała trasę i swoje słabości.
W moich oczach jest wielka.