chyba, ze traktowac to jako "zelazny zapas"... wiadomo, ze nikt tego tknac nie bedzie chcial to i zapas zostanie
Prowiant turysty
- diablak1223
-

- Posty: 615
- Rejestracja: pt 15 kwie, 2005
- Lokalizacja: wawa
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
A ja parę dni temu miałem przyjemność smakowania Wawla 90%.diablak1223 pisze:szczegolnie podle w smaku jest wawelskie 90% - nie polecam
chyba, ze traktowac to jako "zelazny zapas"... wiadomo, ze nikt tego tknac nie bedzie chcial to i zapas zostanie
Ale dla dzieci rzeczywiście się nie nadaje, bo oni lubią tylko słodkie.
jakos mi ta truskawka nijak nie pasuje do mojego menu w górach..ale to pewnie kwestia gustu..rzadko zdarza mi się jesc czekolade z nadzieniem na trasie,raczej czysta mleczna lub cos w stylu studenckiej,z dużą iloscia bakalii..Mariusz pisze:że najlepszym prowiantem turysty jest czekolada z nadzieniem truskawkowym
co do tych moreli tureckich,to własnie ostatnio w pracy dostałysmy z kolezankami z działu od tureckiego klienta naszej firmy figii w galaretce..opruszone cukrem pudrem..były takie słodkie ze nam sie gębule posklejały
Parę wypowiedzi na temat snikersów, etc. -
"Co do podniesienia glukozy po czekoladce to tak szybko sie podonosi i szybko spada... poziom glukozy we krwi szybko spada i do jeszcze niższego poziomu niz powinien byc ... tzw niedocukrzenie i mamy krotko mowiąc doła
po "snikersie"; poczujesz sie jedynie psychicznie lepiej. "
"Batonik typu snikers doprowadzi do tego że trzustka zbije insuliną wysoki poziom glukozy we krwi ale po chwili spadnie ponizej normy, niedocukrzenie i wtedy psychicznie bedziesz sie czuł i energii nie bedzie skad brac bo jak nie ma glukozy to skąd?!
chodzi o spozywanie produktow o niskim ig!! "
"Co do podniesienia glukozy po czekoladce to tak szybko sie podonosi i szybko spada... poziom glukozy we krwi szybko spada i do jeszcze niższego poziomu niz powinien byc ... tzw niedocukrzenie i mamy krotko mowiąc doła
po "snikersie"; poczujesz sie jedynie psychicznie lepiej. "
"Batonik typu snikers doprowadzi do tego że trzustka zbije insuliną wysoki poziom glukozy we krwi ale po chwili spadnie ponizej normy, niedocukrzenie i wtedy psychicznie bedziesz sie czuł i energii nie bedzie skad brac bo jak nie ma glukozy to skąd?!
chodzi o spozywanie produktow o niskim ig!! "
Całkiem fajny artykuł o nawykach żywieniowych polskich sportowcow (niektorych)
"Fatalna dieta polskich sportowców
Śniadanie: duże frytki i hot dog. Obiad - może być pizza z obowiązkową colą. A na deser "pożywny" batonik. To nie dieta przeciętnego Amerykanina, ale menu polskich sportowców. Nic dziwnego, że przegrywają na potęgę
Drużyna Legii Warszawa, klubu piłkarskiego marzącego nawet o grze w elitarnej Lidze Mistrzów, wraca z meczu pierwszej ligi. Jest godz. 23 i zawodnicy robią się głodni. Całe szczęście, że na trasie autokaru jest McDonald. Trener nie ma nic przeciwko, więc piłkarze bez mrugnięcia zamawiają syte zestawy, koktajle i lody. W końcu parę godzin wcześniej nieźle się nabiegali, a że spotkanie skończyło się bezbramkowym remisem? Walczyliśmy, mieliśmy pecha, przypadek, a teraz trzeba się najeść. Najwyraźniej nikt nie powiedział im, że jeden hamburger zawiera dopuszczalną dzienną dawkę tłuszczu.
Ten obrazek z początku obecnego sezonu ekstraklasy nie jest jedyny, a futboliści nie są wyjątkami. Pożywne obiadki w fast foodach czy przydrożnych barach to codzienność dla wielu koszykarzy, hokeistów czy szczypiornistów. Ci ostatni, reprezentanci Warszawianki, swego czasu, wracając z meczów, wprost błagali szkoleniowca, żeby zatrzymać się na frytki i kiełbaskę z rusztu. Zabawne?
Nie do śmiechu było czeskiemu trenerowi Wernerowi Liczce. Gdy przyjechał pracować do Polski, ze zdumienia przecierał oczy. - Kiedy wszedłem do stołówki, od razu wiedziałem, kto jest z jakiego kraju. Polacy? Niestety, uwielbiają niezdrowe parówki i smażone jaja - mówił szkoleniowiec o wrażeniach z pracy z piłkarzami Górnika Zabrze. I dziwił się, że w klubach nie ma dietetyków i sam musi dbać o linię podopiecznych. Po takim przykładzie menu nie dziwi, że z krajowych piłkarzy raptem Bartosz Karwan z Legii i Radosław Sobolewski z Wisły Kraków imponują umięśnioną sylwetką i na tle kolegów po fachu z Zachodu nie mają się czego wstydzić.
Specjalnych diet nie ma także większość koszykarzy. - Każdy je, co popadnie. Najgorsi są Amerykanie. Wychowani na fast foodzie jedzą tam codziennie. Z Polakami jest inaczej, młody chłopak, który zarabia tysiąc złotych, nie myśli o tym, co będzie jadł, ale o tym, by nie być głodnym - opowiada jeden z koszykarzy Dominet Basket Ligi. - Gdyby w klubach były pieniądze, zawodnicy mieliby szczegółowe badania, dietę układałby specjalista, wszyscy dostawaliby odżywki. Sytuacja byłaby kompletnie inna - dodaje.
Bo dieta to nie dodatek do treningu, ale jego podstawowa część. - To połowa triumfu w sporcie. Sam trening też daje efekty, ale bez wsparcia zdrowym odżywianiem o sukcesie nie ma mowy - mówi Piotr Gerej, instruktor fitness.
A że ma rację widać po wynikach sportowców, którzy zwracają uwagę na jedzenie. - Nikt nigdy nie musiał mi tłumaczyć, że objadanie się ziemniakami i tłustymi sosami jest niezdrowe. Doskonale wiedziałem, że golonka, choć smaczna, prędzej czy później wyjdzie mi bokiem - śmieje się Tomasz Adamek, bokserski mistrz świata. W jego kilkutygodniowych przygotowaniach do walk równie ważne co sparingi czy praca nad kondycją jest zdrowe odżywianie. - W Polsce ciągle pokutuje stereotyp, że aby osiągnąć sukces, trzeba tylko ciężko ćwiczyć. A to przecież właśnie zdrowe jedzenie daje siłę do treningu - dodaje czempion.
Co gorsza, niektórym sportowcom zdarza się... zapomnieć o obiedzie. Przed miesiącem w trakcie treningu Lecha Poznań zasłabł piłkarz tej drużyny Marcin Kuś. Okazało się, że zawodnik swego czasu ocierający się o reprezentację Polski cąłą dobę "jechał" tylko na kawie.
- Moim zdaniem takie nawyki sportowcy wynoszą z domu. Oni po prostu jedzą, a nie odżywiają się. Jakoś posiłków nie ma znaczenia - komentuje dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia.
Pozostaje usmiechać się z politowaniem. Tak jak kilka lat temu "bułka z bananem" Adama Małysza wzbudzała żarty iu rywali i rodzimych sportowców. Tyle, że okazało się, że nasz mistrz wygrywa konkurs za konkursem, i że banan to nie fast food, ale ważny element diety Małysza. W przeciwieństwie do nawyków kolegów-sportowców opychających się czekoladą i żłopiącyh piwo. I co? Znów przegraliście?"
źródło
http://sport.gazeta.pl/sport/1,65025,3066166.html
Łatwiej z kobietami
Paweł Słomiński, trener polskich pływaków
"Dbamy o edukację naszych pływaków, zatrudniamy specjalistów od żywienia, ale mamy problemy z przestrzeganiem ich zaleceń. Z kobietami jest łatwiej, one lubią wiedzieć, że zrobiły wszystko, by osiągnąć sukces, no i chcą ładnie wyglądać. Panowie na odżywianie nie zwracają już tak bacznej uwagi. Skąd to się bierze? Polska kuchnia jest tłusta, ciężkostrawna. Takie same posiłki je ojciec pracujący fizycznie i jego dorastający syn. Na przykład nasz mistrz świata Paweł Korzeniowski długo się przekonywał, że warto jeść warzywa. Dopiero od niedawna zaczął jeść surówki! Uważam, że idzie ku lepszemu. Dużo się mówi o odżywkach, diecie i wielu sportowców zaczyna rozumieć, jakie to ważne."
Najważniejsza jest woda
Łukasz Koszarek, koszykarz Polonii SPEC Warszawa
"Przyznam się, że dopiero w tym roku zacząłem przywiązywać wagę do tego, co jem. Jadłem w fast foodach i nieważne było co, byle było ciepłe i smaczne. Uświadomiłem sobie jednak, że złe odżywianie może być powodem słabszej formy, a co gorsza, kontuzji. Teraz zawsze jem duże i pożywne śniadanie. Nie mam konkretnej diety, po prostu staram się jadać rozsądnie. Ograniczam tłuszcze i piję dużo wody. Woda jest bardzo ważna, bo jest naturalnym paliwem dla organizmu i w dodatku go oczyszcza."
Słodycze, ciasta? Nie jemy!
Krystyna Wójcik, żona najlepszego polskiego koszykarza, 36-letniego Adama Wójcika
"Nasza dieta nie wynika z rodzaju pracy męża, ale z tego, co lubimy. Jemy dużo warzyw. Śniadanie Adama to zawsze banan i jogurt. Na obiad zupa tak gęsta, że aż łyżka staje, ale nie od zasmażki, tylko od ilości warzyw. Na drugie danie zawsze chude mięso. Mąż obiad je trzy godziny przed treningiem, a przed meczem nawet cztery. Wtedy jemy bardzo lekkostrawnie, głównie makarony. W ogóle nie jadamy słodyczy i ciast. Bardzo rzadko sięgamy po napoje gazowane. Kiedy mąż grał za granicą [Belgia, Włochy, Grecja, Hiszpania - red.], nie ukrywam, że nie było łatwo. Uczyliśmy się na nowo przygotowywania posiłków. Fascynujące było poznawanie nowych smaków. Wymagało to dużo czasu, ale na pewno było warto."
http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3066167.html
"Fatalna dieta polskich sportowców
Śniadanie: duże frytki i hot dog. Obiad - może być pizza z obowiązkową colą. A na deser "pożywny" batonik. To nie dieta przeciętnego Amerykanina, ale menu polskich sportowców. Nic dziwnego, że przegrywają na potęgę
Drużyna Legii Warszawa, klubu piłkarskiego marzącego nawet o grze w elitarnej Lidze Mistrzów, wraca z meczu pierwszej ligi. Jest godz. 23 i zawodnicy robią się głodni. Całe szczęście, że na trasie autokaru jest McDonald. Trener nie ma nic przeciwko, więc piłkarze bez mrugnięcia zamawiają syte zestawy, koktajle i lody. W końcu parę godzin wcześniej nieźle się nabiegali, a że spotkanie skończyło się bezbramkowym remisem? Walczyliśmy, mieliśmy pecha, przypadek, a teraz trzeba się najeść. Najwyraźniej nikt nie powiedział im, że jeden hamburger zawiera dopuszczalną dzienną dawkę tłuszczu.
Ten obrazek z początku obecnego sezonu ekstraklasy nie jest jedyny, a futboliści nie są wyjątkami. Pożywne obiadki w fast foodach czy przydrożnych barach to codzienność dla wielu koszykarzy, hokeistów czy szczypiornistów. Ci ostatni, reprezentanci Warszawianki, swego czasu, wracając z meczów, wprost błagali szkoleniowca, żeby zatrzymać się na frytki i kiełbaskę z rusztu. Zabawne?
Nie do śmiechu było czeskiemu trenerowi Wernerowi Liczce. Gdy przyjechał pracować do Polski, ze zdumienia przecierał oczy. - Kiedy wszedłem do stołówki, od razu wiedziałem, kto jest z jakiego kraju. Polacy? Niestety, uwielbiają niezdrowe parówki i smażone jaja - mówił szkoleniowiec o wrażeniach z pracy z piłkarzami Górnika Zabrze. I dziwił się, że w klubach nie ma dietetyków i sam musi dbać o linię podopiecznych. Po takim przykładzie menu nie dziwi, że z krajowych piłkarzy raptem Bartosz Karwan z Legii i Radosław Sobolewski z Wisły Kraków imponują umięśnioną sylwetką i na tle kolegów po fachu z Zachodu nie mają się czego wstydzić.
Specjalnych diet nie ma także większość koszykarzy. - Każdy je, co popadnie. Najgorsi są Amerykanie. Wychowani na fast foodzie jedzą tam codziennie. Z Polakami jest inaczej, młody chłopak, który zarabia tysiąc złotych, nie myśli o tym, co będzie jadł, ale o tym, by nie być głodnym - opowiada jeden z koszykarzy Dominet Basket Ligi. - Gdyby w klubach były pieniądze, zawodnicy mieliby szczegółowe badania, dietę układałby specjalista, wszyscy dostawaliby odżywki. Sytuacja byłaby kompletnie inna - dodaje.
Bo dieta to nie dodatek do treningu, ale jego podstawowa część. - To połowa triumfu w sporcie. Sam trening też daje efekty, ale bez wsparcia zdrowym odżywianiem o sukcesie nie ma mowy - mówi Piotr Gerej, instruktor fitness.
A że ma rację widać po wynikach sportowców, którzy zwracają uwagę na jedzenie. - Nikt nigdy nie musiał mi tłumaczyć, że objadanie się ziemniakami i tłustymi sosami jest niezdrowe. Doskonale wiedziałem, że golonka, choć smaczna, prędzej czy później wyjdzie mi bokiem - śmieje się Tomasz Adamek, bokserski mistrz świata. W jego kilkutygodniowych przygotowaniach do walk równie ważne co sparingi czy praca nad kondycją jest zdrowe odżywianie. - W Polsce ciągle pokutuje stereotyp, że aby osiągnąć sukces, trzeba tylko ciężko ćwiczyć. A to przecież właśnie zdrowe jedzenie daje siłę do treningu - dodaje czempion.
Co gorsza, niektórym sportowcom zdarza się... zapomnieć o obiedzie. Przed miesiącem w trakcie treningu Lecha Poznań zasłabł piłkarz tej drużyny Marcin Kuś. Okazało się, że zawodnik swego czasu ocierający się o reprezentację Polski cąłą dobę "jechał" tylko na kawie.
- Moim zdaniem takie nawyki sportowcy wynoszą z domu. Oni po prostu jedzą, a nie odżywiają się. Jakoś posiłków nie ma znaczenia - komentuje dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia.
Pozostaje usmiechać się z politowaniem. Tak jak kilka lat temu "bułka z bananem" Adama Małysza wzbudzała żarty iu rywali i rodzimych sportowców. Tyle, że okazało się, że nasz mistrz wygrywa konkurs za konkursem, i że banan to nie fast food, ale ważny element diety Małysza. W przeciwieństwie do nawyków kolegów-sportowców opychających się czekoladą i żłopiącyh piwo. I co? Znów przegraliście?"
źródło
http://sport.gazeta.pl/sport/1,65025,3066166.html
Łatwiej z kobietami
Paweł Słomiński, trener polskich pływaków
"Dbamy o edukację naszych pływaków, zatrudniamy specjalistów od żywienia, ale mamy problemy z przestrzeganiem ich zaleceń. Z kobietami jest łatwiej, one lubią wiedzieć, że zrobiły wszystko, by osiągnąć sukces, no i chcą ładnie wyglądać. Panowie na odżywianie nie zwracają już tak bacznej uwagi. Skąd to się bierze? Polska kuchnia jest tłusta, ciężkostrawna. Takie same posiłki je ojciec pracujący fizycznie i jego dorastający syn. Na przykład nasz mistrz świata Paweł Korzeniowski długo się przekonywał, że warto jeść warzywa. Dopiero od niedawna zaczął jeść surówki! Uważam, że idzie ku lepszemu. Dużo się mówi o odżywkach, diecie i wielu sportowców zaczyna rozumieć, jakie to ważne."
Najważniejsza jest woda
Łukasz Koszarek, koszykarz Polonii SPEC Warszawa
"Przyznam się, że dopiero w tym roku zacząłem przywiązywać wagę do tego, co jem. Jadłem w fast foodach i nieważne było co, byle było ciepłe i smaczne. Uświadomiłem sobie jednak, że złe odżywianie może być powodem słabszej formy, a co gorsza, kontuzji. Teraz zawsze jem duże i pożywne śniadanie. Nie mam konkretnej diety, po prostu staram się jadać rozsądnie. Ograniczam tłuszcze i piję dużo wody. Woda jest bardzo ważna, bo jest naturalnym paliwem dla organizmu i w dodatku go oczyszcza."
Słodycze, ciasta? Nie jemy!
Krystyna Wójcik, żona najlepszego polskiego koszykarza, 36-letniego Adama Wójcika
"Nasza dieta nie wynika z rodzaju pracy męża, ale z tego, co lubimy. Jemy dużo warzyw. Śniadanie Adama to zawsze banan i jogurt. Na obiad zupa tak gęsta, że aż łyżka staje, ale nie od zasmażki, tylko od ilości warzyw. Na drugie danie zawsze chude mięso. Mąż obiad je trzy godziny przed treningiem, a przed meczem nawet cztery. Wtedy jemy bardzo lekkostrawnie, głównie makarony. W ogóle nie jadamy słodyczy i ciast. Bardzo rzadko sięgamy po napoje gazowane. Kiedy mąż grał za granicą [Belgia, Włochy, Grecja, Hiszpania - red.], nie ukrywam, że nie było łatwo. Uczyliśmy się na nowo przygotowywania posiłków. Fascynujące było poznawanie nowych smaków. Wymagało to dużo czasu, ale na pewno było warto."
http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3066167.html
Cukier jest niewątpliwie jedną z najbardziej niebezpiecznych substancji, jakie znajdują się dzisiaj na rynku. Mówimy tutaj o sacharozie: białej, krystalicznej substancji rafinowanej z soku trzciny cukrowej lub buraka, co odziera ją z wszelkich witamin, minerałów, protein, włókien, wody oraz innych synergetyków, czyli substancji wzajemnie wzmacniających swe działanie. Biały cukier jest przemysłowo przetworzonym związkiem chemicznym, a nie naturalnym produktem żywnościowym, nie nadaje się więc do spożycia. Inne cukry: fruktoza (występująca w owocach i miodzie), laktoza (w mleku) i maltoza (w ziarnach zbóż) są substancjami naturalnymi o wartości odżywczej. Surowy cukier, melasa, jest gruboziarnistą, brązową, lepką substancją, która powstaje podczas najzwyklejszego gotowania soku z trzciny cukrowej, i także jest zdrowym produktem spożywczym, jednak na Zachodzie niezwykle trudno dostępnym. Tak zwany cukier brązowy, sprzedawany w supermarketach, nie jest niczym innym jak rafinowanym cukrem białym z niewielką domieszką melasy, nadającej mu smak i kolor. Nie jest to „zdrowa żywność".
Cukier tłumi działanie układu odpornościowego, zmuszając trzustkę do wydzielania dużych ilości insuliny, która konieczna jest do jego rozłożenia. Insulina pozostaje w krwiobiegu jeszcze długo po rozkładzie cukru, co utrudnia przysadce mózgowej wydzielanie hormonu wzrostu. Hormon ów pełni funkcję głównego regulatora układu odpornościowego, a więc każdego objadającego się codziennie cukrem prędzej czy później czeka ostry niedobór tego hormonu, w konsekwencji zaś obniżenie odporności na skutek nieustannego nadmiaru insuliny we krwi. Rafinowany, biały cukier traktowany jest przez układ odpornościowy jak obce ciało z uwagi na swą nienaturalną strukturę chemiczną oraz obecność przemysłowych zanieczyszczeń powstałych w procesie przetwórczym. Tym samym cukier niepotrzebnie wywołuje reakcje obronne, osłabiając odporność organizmu, jest dla niej jak miecz obosieczny.
Cukier jest głównym winowajcą odpowiedzialnym za wywoływanie wielu chorób i stanów degeneracyjnych. Z łatwością może stać się przyczyną cukrzycy, jest głównym czynnikiem prowokującym kandydozę. Obydwie te przypadłości w zindustrializowanym świecie Zachodu nabierają cech epidemii. Ponieważ cukier jest z odżywczego punktu widzenia „pusty", organizm zmuszony jest przy jego trawieniu „pożyczać" brakujące witaminy i minerały oraz inne substancje synergiczne z własnych narządów i tkanek. Objadanie się cukrem wyczerpuje zapasy odżywcze organizmu. Ostatnio zebrano dowody, że powoduje on próchnicę nie tyle poprzez kontakt z zębem, ile przez wysysanie wapnia od wewnątrz. Cukier ograbia organizm z potasu i magnezu, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania serca, z czego wynika, że jest jednym z głównych sprawców chorób tego narządu. Uszczuplenie przez cukier zapasu składników odżywczych może wyzwalać silne łaknienie - organizm chce bowiem uzupełnić swą ograbioną „spiżarnię".
Większość ludzi zjada więcej cukru, niż ich organizm jest w stanie przetworzyć na energię. Wątroba przetwarza wówczas jego nadwyżki na trójglicerydy i odkłada je w postaci tłuszczu albo z produktów ubocznych cukru produkuje osadzający się w żyłach i tętnicach cholesterol. Wynika z tego, że cukier jest głównym sprawcą otyłości i arteriosklerozy.
Cukier także uzależnia. W Sugar Blues William Dufty pisze: „Różnica pomiędzy uzależnieniem od cukru a narkomanią polega w znacznej mierze na stopniu". Nagłe zrezygnowanie z cukru nieodmiennie wywołuje symptomy odwykowe, które zwykliśmy przypisywać odstawieniu narkotyków: zmęczenie, znużenie, depresję, niestałość nastrojów, bóle głowy, kończyn. Uzależniającą naturę cukru odzwierciedla bieżące jego spożycie w USA- średnia wynosi 130 funtów na głowę rocznie, czyli około 1/3 funta dziennie, co można już zakwalifikować jako „nadużywanie substancji". Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jaką ilość cukru codziennie spożywa, bo ukryty jest w różnych potrawach. Puszka typowego napoju chłodzącego zawiera około dziewięciu łyżeczek rafinowanego, białego cukru.
Spożycie cukru w USA jest tak wielkie, że staje się to przyczyną napięć społecznych wywoływanych przez zgubny wpływ, jaki ma na ludzi cukier. Szczególnie dotyka to dzieci, u których występują coraz ostrzejsze objawy zaburzeń w zachowaniu i obniżenie zdolności uczenia się. Doktor C. Keith Connors z Children's Hospital w Waszyngtonie ustalił, że istnieje „śmiertelny" związek pomiędzy spożyciem cukru wraz z węglowodanami (należą do nich między innymi wszelkiego rodzaju płatki, ciasta i herbatniki) a gwałtownym zachowaniem, nadciśnieniem i trudnościami z nauką. W innych badaniach stwierdzono, że w więzieniach po wyeliminowaniu z więziennej diety cukru i skrobi zmniejsza się liczba aktów gwałtu. Rząd Singapuru zabronił w 1991 roku sprzedaży słodzonych napojów chłodzących w szkołach i ośrodkach młodzieżowych, powołując się na niebezpieczeństwo, jakie ze strony cukru zagraża zdrowiu psychicznemu i fizycznemu dzieci.
Apetyt dzieci na łakocie można z łatwością zaspokoić, przygotowując smakołyki z miodu, melasy i słodu jęczmiennego.
Cukier tłumi działanie układu odpornościowego, zmuszając trzustkę do wydzielania dużych ilości insuliny, która konieczna jest do jego rozłożenia. Insulina pozostaje w krwiobiegu jeszcze długo po rozkładzie cukru, co utrudnia przysadce mózgowej wydzielanie hormonu wzrostu. Hormon ów pełni funkcję głównego regulatora układu odpornościowego, a więc każdego objadającego się codziennie cukrem prędzej czy później czeka ostry niedobór tego hormonu, w konsekwencji zaś obniżenie odporności na skutek nieustannego nadmiaru insuliny we krwi. Rafinowany, biały cukier traktowany jest przez układ odpornościowy jak obce ciało z uwagi na swą nienaturalną strukturę chemiczną oraz obecność przemysłowych zanieczyszczeń powstałych w procesie przetwórczym. Tym samym cukier niepotrzebnie wywołuje reakcje obronne, osłabiając odporność organizmu, jest dla niej jak miecz obosieczny.
Cukier jest głównym winowajcą odpowiedzialnym za wywoływanie wielu chorób i stanów degeneracyjnych. Z łatwością może stać się przyczyną cukrzycy, jest głównym czynnikiem prowokującym kandydozę. Obydwie te przypadłości w zindustrializowanym świecie Zachodu nabierają cech epidemii. Ponieważ cukier jest z odżywczego punktu widzenia „pusty", organizm zmuszony jest przy jego trawieniu „pożyczać" brakujące witaminy i minerały oraz inne substancje synergiczne z własnych narządów i tkanek. Objadanie się cukrem wyczerpuje zapasy odżywcze organizmu. Ostatnio zebrano dowody, że powoduje on próchnicę nie tyle poprzez kontakt z zębem, ile przez wysysanie wapnia od wewnątrz. Cukier ograbia organizm z potasu i magnezu, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania serca, z czego wynika, że jest jednym z głównych sprawców chorób tego narządu. Uszczuplenie przez cukier zapasu składników odżywczych może wyzwalać silne łaknienie - organizm chce bowiem uzupełnić swą ograbioną „spiżarnię".
Większość ludzi zjada więcej cukru, niż ich organizm jest w stanie przetworzyć na energię. Wątroba przetwarza wówczas jego nadwyżki na trójglicerydy i odkłada je w postaci tłuszczu albo z produktów ubocznych cukru produkuje osadzający się w żyłach i tętnicach cholesterol. Wynika z tego, że cukier jest głównym sprawcą otyłości i arteriosklerozy.
Cukier także uzależnia. W Sugar Blues William Dufty pisze: „Różnica pomiędzy uzależnieniem od cukru a narkomanią polega w znacznej mierze na stopniu". Nagłe zrezygnowanie z cukru nieodmiennie wywołuje symptomy odwykowe, które zwykliśmy przypisywać odstawieniu narkotyków: zmęczenie, znużenie, depresję, niestałość nastrojów, bóle głowy, kończyn. Uzależniającą naturę cukru odzwierciedla bieżące jego spożycie w USA- średnia wynosi 130 funtów na głowę rocznie, czyli około 1/3 funta dziennie, co można już zakwalifikować jako „nadużywanie substancji". Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jaką ilość cukru codziennie spożywa, bo ukryty jest w różnych potrawach. Puszka typowego napoju chłodzącego zawiera około dziewięciu łyżeczek rafinowanego, białego cukru.
Spożycie cukru w USA jest tak wielkie, że staje się to przyczyną napięć społecznych wywoływanych przez zgubny wpływ, jaki ma na ludzi cukier. Szczególnie dotyka to dzieci, u których występują coraz ostrzejsze objawy zaburzeń w zachowaniu i obniżenie zdolności uczenia się. Doktor C. Keith Connors z Children's Hospital w Waszyngtonie ustalił, że istnieje „śmiertelny" związek pomiędzy spożyciem cukru wraz z węglowodanami (należą do nich między innymi wszelkiego rodzaju płatki, ciasta i herbatniki) a gwałtownym zachowaniem, nadciśnieniem i trudnościami z nauką. W innych badaniach stwierdzono, że w więzieniach po wyeliminowaniu z więziennej diety cukru i skrobi zmniejsza się liczba aktów gwałtu. Rząd Singapuru zabronił w 1991 roku sprzedaży słodzonych napojów chłodzących w szkołach i ośrodkach młodzieżowych, powołując się na niebezpieczeństwo, jakie ze strony cukru zagraża zdrowiu psychicznemu i fizycznemu dzieci.
Apetyt dzieci na łakocie można z łatwością zaspokoić, przygotowując smakołyki z miodu, melasy i słodu jęczmiennego.
Ja od dłuższego już czasu zmiejszałem ilość zjadanych słodyczy. Teraz praktycznie w ogóle ich nie jem. I wcale mi tego nie brakuje.
Jadam sobie gorzką czekoladę 90% kakao, prawdziwy miód gryczany, od jakiegoś czasu daktyle, czasem rodzynki, etc. Jako źródło fruktozy to oczywiście owoce. Są to rzeczy naprawdę dobre, no i przede wszystkim zdrowe.
Szkoda zdrowia i kasy na ten shit.
Jadam sobie gorzką czekoladę 90% kakao, prawdziwy miód gryczany, od jakiegoś czasu daktyle, czasem rodzynki, etc. Jako źródło fruktozy to oczywiście owoce. Są to rzeczy naprawdę dobre, no i przede wszystkim zdrowe.
Szkoda zdrowia i kasy na ten shit.



