Bardzo dobrze napisane dagomar.dagomar pisze: nie zgodzę się z Tobą, dobra matematyka w szkole to nie różniczki, nie procenty, a myślenie. Rózniczki i procenty tak przy okazji. Dobra matematyka to zero tzw. "wzorów", bo kazdy jeden "wzór" wyprowadzasz sobie w minutę, a najczęściej go nie potrzebujesz. Dobra matematyka to umiejętność rozwiązywania problemów nowych, a nie nauczonych z "puli zadań" Dobra matematyka to umiejętność zarówno analizy problemów, jak i syntezy rozwiązań. To brak problemów z logicznym rozbiorem nawet najbardziej zagmatwanego prawniczego żargonu. To natychmiastowe wyłapywanie nielogiczności i niedopowiedzeń w wypowiedziach polityków i umowach z różnymi instytucjami, to umiejętność szybkiego przejścia do meritum celowo zagmatwanej ustawy.
Dobra matematyka to nie umiejętność "radzenia sobie" z całkami i różniczkami, a celowe wykorzystywanie całek i różniczek przy rozwiązywaniu codziennych problemów. Widzisz różnicę ?
Ludzie mylą liczenie z matematyką.
Co do rozkładania prawniczego żargonu... No cóż jednak nie jest to takie proste ponieważ często te teksty są tworzone przez osoby, które z tym sobie nie radzą. Chcą zrobić tak, a piszą inaczej. Problem się jeszcze bardziej pogłębia, gdy te teksty są zaimplementowane z prawa np. europejskiego. Czasami mam wrażenie, że jedna osoba rozumie idee, a inna zna język i tłumaczy. Wychodzi na to, ze ta druga nie ma pojęcia co pisze, a pierwsza interpretuje "skażona sugestią". Zdarzało mi się znaleźć zapętlanie przepisów. I jak później to interpretować? Najczęściej robię tak żeby to miało jakiś sens, ale generalnie ślizganie się na tym "co ma autor na myśli" nie jest super pewne, a do przepisów źródłowych po prostu nie chce mi się sięgać, bo to orka przez mękę.
Zdarzyło mi się też wymyślić wraz z koleżanką (też po matmie) fajny tekst obronny. Wszystkim się podobał, nasz prawnik mówił, ze ma to sens. I co? Odpowiedź napisał jakiś "wspaniały" prawnik, który chyba myślał, że jak wrzuci parę zwrotów po łacinie, to nas przestraszy. Głowa mnie bolała jak to czytałem. Wkvrwiłem się po prostu, bo to była oznaka braku szacunku z drugiej strony. Nasz prawnik stwierdził, że to bełkot.
Mimo wszystko te zdolności się bardzo przydają, ale czasami to chyba tylko "z buta" można rozwalić "ścianę".
Jak Basia wrzuciła zadanie, to ja wrzucam zagadkę, którą ostatnio rozwiązałem:
Moja żona wkłada do pralki dwie piłki mojego psa żeby łapały sierść.
Jedna to zwyczajna piłka tenisowa, druga jej miniaturka (taka sama tylko mniejsza o połowę).
Czyściłem tę drugą na balkonie i spadła mi do wylotu klimatyzacji sklepu poniżej.
Wylot wyglądał tak, że jest to jakby mały pokoik 1,5x3 m i głęboki na 3 m z całkiem gładkimi ścianami. Góra jet zakratowana tak, ze nie da się wejść. Z boku jest okienko tuż pod wylotem także zakratowane. Udało mi się przez nie przecisnąć głowę i jedną rękę. A zatem widzę wtedy piłkę ale dłoń oddalona jest od niej jakieś 2,5 m.
Jak ją wydobyć?




