Nie tyle czekała na jej (Szarapowej) błędy, co właśnie swoją grą je wymusiła. Zmusiła chłodną księżniczkę Marię do biegania w te i we wte, a Marysia wysoka jest oraz trochę mało zwrotna, i biegać nie lubi, bo to przecież takie męczące
I miała też Aga trochę szczęścia w odpowiednich momentach, np. te dwie nieczysto trafione i dziwnie lecące piłki w ostatnim gemie meczu, które jednak wpadały w sam narożnik i w efekcie wkurzona już do białości Szarapowa posłała je obie w kosmos Bo i psychę też ma piękna Marysia nie najlepszą, jak na poziom na którym potrafi zagrać.
No, ale szczęście wiadomo komu sprzyja.
Agnieszka zagrała naprawdę świetny turniej. No i widać że ten cały Wiktorowski ma podejście do kobiet
Marzy mi się medal olimpijski dla Agi. W Londynie co prawda piłka będzie szybciej chodziła niż w Miami, no ale kto wie co się tam wydarzy
Ja skromny w swoich oczekiwaniach nie będę.
Radwańska jest w rankingu czwarta, pewnie niebawem wejdzie do pierwszej trójki, po doliczeniu punktów za Miami, będzie miała niewielką stratę do Kvitovej. W zasadzie potrafi wygrać z każdą, musi się tylko nauczyć grać przeciwko Azarence - a, że jest na fali wznoszącej, to jest to bardzo możliwe.
Zatem ja liczę w tym roku na walkę o numer jeden i walkę o tytuł - w każdym turnieju wielkoszlemowym. Przy tej konsekwencji, którą teraz prezentuje (tu chyba ukłon w stronę wspomnianego Wiktorowskiego) jest bardzo prawdopodobne, że któraś z największych imprez padnie jej łupem. Wszak o Miami mówi się "piąty turniej wielkoszlemowy" - zresztą organizatorzy Miami starali sie swego czasu o podniesienie rangi tego turnieju do miana wielokszlemowego.
Co do olimpiady - tak jak w kolarstwie cenniejszą zdobyczą niż medal olimpijski jest wygrana w Tour de France, Giro czy Vuelcie, tak w tenisie Melbourne, Paryż, Wimbledon i USOpen są bardziej pożądane niż zwycięstwo w turnieju olimpijskim.
W tenisa to ona gra wspaniale, niestety gorzej z posługiwaniem się językiem polskim. Rozumiem, więcej poza krajem niż w kraju, ale innym się to jakoś udaje.
Ja nie oglądałem tej konferencji, ale widziałem już nieco wywiadów z Radwańską i nie zauważyłem nic specjalnego, poza drobnymi naleciałościami z języka angielskiego.
Nie jest dla mnie też istotne w imię jakiego boga AR odbija piłki i co wypisuje na jej stronie tatuś - tym bardziej, że ona sama się od tego odcina.
Najważniejsze dla mnie jest jak gra.
Gwiazdy sportu okresu przedwojennego (a było kilka o rozmiarze światowym - Stanisława Walasiewiczówna, Jadwiga Jędrzejowska, Janusz Kusociński) były znane publiczności z boiska, prasy sportowej, w mniejszym stopniu z codziennej i tzw. ilustrowanej, a więc o zjawisku nazywanego dzisiaj "celebretyzmem" raczej nie można było mówić. Był to krąg z natury rzeczy ograniczony. Podobnie było w okresie powojennym, aż do nastania powszechnej telewizji, choć radio sobie nieźle radziło - ale to raczej zasługa kilku znakomitych sprawozdawców z Bogdanem Tomaszewskim na czele.
Celebrytyzm w sporcie to "zasługa" telewizji, tabloidów oraz w pewnym stopniu internetu. Kilka gwiazd sportowych jest wszechobecnych w mediach, czasami nawet odrobinę nietypowo (rozbierane sesje w Playboy'u) a zjawiska takie jak "Małyszomania" i rodzące się "kulty" Justyny Kowalczyk, Roberta Kubicy oraz Agnieszki Radwańskiej są na pograniczu społecznej histerii i wynikają chyba z dość powszechnego w społeczeństwie braku zadowolenia z własnej sytuacji społeczno - materialnej. Ktoś znany na całym świecie, w dodatku zarabiający niewyobrażalne dla przeciętnego Polaka pieniądze staje się idolem, chyba trochę ponad swoje rzeczywiste osiągnięcia.
Było w historii polskiego sportu ery powojennej kilka a może nawet kilkanaście osób o porównywalnych lub nawet większych osiągnięciach (z Ireną Szewińską na czele), którym jednak daleko było do takiej popularności, rzecz chyba jednak w pieniądzach, które aktualni idole zarabiają.
Agnieszka Radwańska ma wielu fanów (szczególnie po sukcesie w Miami), podczas gdy tenis jest w Polsce bardzo mało rozpowszechniony i jest właścicie sportem dla ludzi lepiej niż bardzo majętnych. Podejrzewam też, że spora ilość fanów Radwańskiej nie ma zielonego pojęcia o zasadach tenisa i o tym czy piłka przyniosła punkty czy też nie, dowiadują się z tablicy na ekranie telewizora lub na kortach (choć na tych raczej prędzej). To jest trochę tak jak ze "spalonym" w piłce nożnej a szczególnie hokeju, mało kto jest w stanie samodzielnie go zauważyć.
W sumie - ciekawe zjawisko dla psychologów społecznych a i przedmiot troski dla polityków - kudy im teraz do popularności Małysza (choć przestał skakać) oraz Justyny Kowalczyk i aktualnie coraz bardziej i Radwańskiej.
Wracając do mojego "czepiania" się Radwańskiej. Powiedzmy sobie szczerze - wybitni sportowcy raczej nieczęsto są intelektualistami, lub ludźmi o wyższym nież przeciętny poziomie intelektu, jednak takiego prostactwa jakie zareprezentowała pani Radwańska w swoich wypowiedziach dawno już nie słyszałem. Nie tylko prostactwa - fatalna składnia, angielski akcent, ubóstwo językowe ("w Krakowie brak ziemi na korty") - rozpacz! To już ligowi "kopacze" są lepsi.
No i jeszcze jedno - słuchająć wywiadów z Adamem Małyszem czy Justyną Kowalczyk (też dobrze zarabiają) wyczuwam sportową pasję, chęć bycia najlepszym, taką samą jak u pamiętnych mistrzów, których finansowe profity były żadne lub wręcz mizerne. W przypadku pani Radwańskiej odnoszę wrażenie, że chodzi tylko o kasę. Zero radości z wygranej jako takiej.
PS.
Taki osobisty akcent - chodziłe do szkoły podstawowej z Baśką Lerczak Janiszewską, Sobotta, wybitną sprinterką klasy światowej choć trochę gorszą niż Szewińska. Pamiętam taką rozmowę, już sporo po zakończeniu kariery. Narzekała, bo kiepsko jej się wiodło na stare lata. Wtedy powiedziałem - "ale, Baśka, co świat zobaczyłaś, to twoje". A ona na to - "jaki świat, tylko stadiony,lotniska, dworce hotelowe i skromne hotele, na nic innego nie było czasu, a w dodatku wieczna asysta "smutnych panów", którzy nas pilnowali abyśmy nie dali dyla".Czy Baśka mogłaby zrobić kasę na zachodzie po zakończeniu kariery sportowej? Zbyt wielkiej zapewne nie, ale każdy uniwersytet lub college amerykański by zatrudnił z pocałowaniem ręki lekkoatletkę tej klasy i żyłaby znacznie lepiej niż zarabiając na życie prowadzeniem bufetu na zapleczu teatru (bo z tego żyła). A w dodatku była chyba najładniejszą polską sportsmenką wszechczasów. Raczej mało kto wie, że była też w nieformalnym związku (chyba) z aktorem Janem Nowickim - syn, Łukasz Nowicki, też aktor, ale nie tak znany jak ojciec. Zmarła w 2000 roku mając zaledwie 64 lata.
Za moich licealnych czasów, połowa jeśli nie więcej moich rówieśników do niej "wzdychało", niestety po maturze wyjechała z Poznania. Ukończyła Historię Sztuki (choć nie napisała pracy magisterskiej - coś tak jak Kwaśniewski) a takżę AWF (z magisterium).
andy67 pisze:Gdy się ponad 300 dni w roku jeździ po całym świecie to "drobne naleciałości" muszą być.
Profesor Zbigniew Brzeżiński jest od 1939 roku poza krajem, wykłada na uczelniach amerykańskich a językiem polskim włada w sposób niedościgły dla większości polskich polityków.
Tak nawiasem - Litwin, Vitautas Landsbergis, też pięknie mówi po polski, choć skądinąd można go nazwać "polakożercą" - na Litwie to nic nadzwyczajnego, stryj Czesława Miłosza, Oskar Miłosz, był w latach międzywojennych wojującym szowinistą litewskim.
Ostatnio zmieniony sob 14 kwie, 2012 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
Janek pisze:a zjawiska takie jak "Małyszomania" i rodzące się "kulty" Justyny Kowalczyk, Roberta Kubicy oraz Agnieszki Radwańskiej są na pograniczu społecznej histerii i wynikają chyba z dość powszechnego w społeczeństwie braku zadowolenia z własnej sytuacji społeczno - materialnej
Sa i inne zjawiska - doszukiwanie się pazerności, umniejszanie umiejętności, często na siłę wyszukiwanie jaichś ułomności - które wynikają z kompleksów i małostkowości.
No i wiadomo, że drzwiej to było...
zieeew
Ostatnio zmieniony sob 14 kwie, 2012 przez Alan, łącznie zmieniany 2 razy.
Pewnie, że było - reprezentację lekkoatletyczną Polski z okresy "Wunderteamu" to mógłbym wymienić łącznie z rekordami życiowymi obudzony w nocy, nawet po przepiciu. A wszystkie transmisje z występów Radwańskiej oddałbym za czterdzieśi kilka sekund Andrzeja Badeńskiego na ostatniej zmianie sztafety 4x400 metrów - to była poezja a nie bieg!
A kto nie widział finałowego meczu Polski z Brazylią w Monachium ten nic nie widział.
andy67 pisze:Zasady tenisa akurat są bardzo proste i przejrzyste
Podobnie jak w siatkówce. A jednak większość przeciętnych oglądaczy w szalonym tempie i dynamice gry nie jest w stanie niuansów zauważyć. O hokeju nawet lepiej nie mówić o czym wiesz najlepiej.
Janek pisze:A kto nie widział finałowego meczu Polski z Brazylią w Monachium ten nic nie widział.
Szczególnie jak Karperczak trzymał przez pół boiska biegnącego z piłką Jairzinho i dostał tylko żółtą kartkę.
Nie no, mecz był niezły, ale moim zdaniem lepszy był ten z 1938 roku, przynajmniej pod względem ilości bramek. Tego jednak na żywo nie oglądałem.
andy67 pisze:Pomijając oczywiście punktację w gemie
Przeciętnie inteligentny pojmie w minutę.
Janek pisze: wybitni sportowcy raczej nieczęsto są intelektualistami, lub ludźmi o wyższym nież przeciętny poziomie intelektu, jednak takiego prostactwa jakie zareprezentowała pani Radwańska w swoich wypowiedziach dawno już nie słyszałem. Nie tylko prostactwa - fatalna składnia, angielski akcent, ubóstwo językowe ("w Krakowie brak ziemi na korty") - rozpacz! To już ligowi "kopacze" są lepsi.
yhm..., spytałem kumpla o co chodzi, ... też mu nic w Agnieszce nie przeszkadzało, dopóki nie dowiedział się o jej udziale w marszu krakowskim 10 kwietnia i odmowie wywiadu dla TVN-u.
Paranoja.
Janek pisze:"w Krakowie brak ziemi na korty"
skrót myślowy
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
krzymul pisze:yhm..., spytałem kumpla o co chodzi, ... też mu nic w Agnieszce nie przeszkadzało, dopóki nie dowiedział się o jej udziale w marszu krakowskim 10 kwietnia i odmowie wywiadu dla TVN-u.
Paranoja.
W tej chwili dowiaduję się o tym po raz pierwszt (transmisji nie oglądnąłem do końca - było o tym?
krzymul pisze:skrót myślowy
Nie, nieudolne tłumaczenie z angielskiego - Polak powie - brakuje gruntów lub brakuje terenów. Ziemia to albo planeta albo w doniczce.
Tak nawiasem - cały mecz z Anglią na Wembley jest w kilku odcinkach (bodajże dziewięciu) na YouTube - trzeba w wyszukiwarce YT wklepa Polska Anglia 1973. Jest też ciekawy film angielski "Jan Tomaszewski vs England" a w nim zabawne kawałki jak Angole płaczą, bo to przecież odebrali jako klęskę narodową.
Janek pisze: Polak powie - brakuje gruntów lub brakuje terenów. Ziemia to albo planeta albo w doniczce.
No tak, ale gra ta nazywa się Tenis ziemny, a nie gruntowy - stąd pewnie to "brakuje ziemi" , a poza tym nie łapmy Agnieszki za słówka, bo fajna z niej kobitka.
W ten sposób to każdego by można się przyczepić. Nobody is perfect.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.