ruda pisze:strasznie boję sie burz...w szczególności w górach...
Taa... jak byłam pierwszy raz w górach (na wycieczce szkolnej), to poszliśmy, tradycyjnie, nad MOko... Rozpętała się straszna burza... Szybko zmykaliśmy stamtąd... Pierwszy raz w życiu tak zmokłam...
Później okazało się, że w ten sam dzień, właśnie nad MOkiem w jakąś osobę trafił piorun... A my tam akurat mogliśmy być... bo to był jeden czas...
Przede wwsystkim trwa to tak krótko, że jak sie zorientujesz jest już po. Widok jest zwyczajny, natomiast ciekawy jest dźwięk - krótki trzask, nie zaden donośny grzmot.
ruda pisze:
szczerze mówiąc umarłabym chyba ze strachu....mam taki uraz z dzieciństwa, że strasznie, ale to strasznie boję sie burz...w szczególności w górach...
No to odwrotnie niż ja. Ja uwielbiam takie porządne burze z wyładowaniami. Wtedy czuć ten majestat oraz potęgę przyrody.
Hannibal pisze:Wtedy czuć ten majestat oraz potęgę przyrody.
tiaaaaaaa....ja w trakcie burz nie czuje majestatu przyrody a raczej ciarki na plecach...w górach wprost niecierpie burz...jakiś głupi lęk..nawet nie wiem skąd się wziął....
Hannibal pisze:, a jednocześnie zachowywać bezpieczeństwo, szczególnie w górach.
to podstawa tylko czasami jak patrzę na brawurowych turystów to skóra cierpnie na myśl co się stać może,a nie dzieje chyba tylko dzięki opatrznośći niebios
Hannibal pisze:piotr35 napisał(a):
(...) tylko że w górach ten majestat może z ciebie zrobić spieczonego "skwarka"
Ale można podziwiać, a jednocześnie zachowywać bezpieczeństwo, szczególnie w górach.
Jeśli Cię burza w górach zaskoczy(a często tak właśnie jest) to będąc gdzieś wysoko-na łańcuszkach raczej możesz mówić w 90% o szczęściu, i ewentualnie w 10% o twoim wpływie na to bezpieczeństwo
Iwona pisze:Jeśli Cię burza w górach zaskoczy(a często tak właśnie jest) to będąc gdzieś wysoko-na łańcuszkach raczej możesz mówić w 90% o szczęściu, i ewentualnie w 10% o twoim wpływie na to bezpieczeństwo
ja nawet z tych 10% co ś bym jeszcze potrącił,bo są takie miejsca że trydno jest nawet na odrobinę odsunąć się od ubezpieczeń,a wtedy zamieniamy się w "antenkę" piorunochronu Z burzą w górach nie ma co igrać.
Kilka lat temu idąc przez Granaty i Kozi do „piątki”, na Kozim złapały nas chmury burzowe. Pamiętam jak spodnie i włosy zaczęły się nam elektryzować a w powietrzu było słychać dziwne bzyczenie. Pobiliśmy chyba wtedy rekord schodzenia z Koziego, nawet się nie spostrzegliśmy a już byliśmy w piątce w schronisku...
Iwona pisze:fakt,zwłaszcza na takie niespodziewane i gwałtowne wyładowania jak w tamtym roku(chyba ) na Giewoncie,czy pod Trzema Koronami
pogoniło wtedy ludziska-ale to wcale nie jest śmieszne,chwila moment i staczasz się nieprzytomny,nieswiadom co sie tak naprawde stało.Trzeba wierzyć w szczeście i mieć trochę oleju pod "dekielkiem"
Podziwiać burzę można przecież też z dolin. Nikt o zdrowych zmysłach nie radzi tego przecież robić na szczytach. Dlatego, jak "łomie w krzyżu" należy się spodziewać różnych "perturbacji pogodowych".
Hannibal pisze:Dlatego, jak "łomie w krzyżu" należy się spodziewać różnych "perturbacji pogodowych".
po fastum zel nie lomie
pamietam jak ktoregos razu bylam na sarniej. widok byl zapierajacy dech w piersi. giewont nie mogl opedzic sie od ciemnych chmur. na dole wialo wiec przypuszczam ze na gorze nie bylo za wesolo. pamietam jak patrzylismy na to z przerazenie. strasznie to wygladało