Dobra Huczaj, to Ty się urodziłeś w 1935 roku i wiesz lepiej ode mnie...Huczaj pisze:Dobrze, nie wiem ale mogę podejrzewać, że po kursach było niewielu, większość uczyła się od bardziej doświadczonych kolegów
Powtarzam - nie było formalnego zakazu. Ale praktycznie jedyna metoda nabycia najbardziej elementarnego sprzętu to było uczestnictwo w klubie. A klub to kurs. A kursy były różne, duże, małe, ale zawsze prowadzone przez uprawnionego instruktora. A potem był egzamin. Bez egzaminu z taternictwa zimowego to mogłeś sobie z głowy wybić wszelki klubowy wyjazd w Alpy czy Kaukaz. A prywatny wyjazd to raczej mogłeś sobie wtedy z głowy wybić, no chyba że miałeś ciotkę lub wujka w Francji czy innym kraju alpejskim.
Dziś realia są takie, że możesz sobie chodzić gdzie chcesz po Tatrach i nawet nie wiedzieć, że takie coś jak "klub wysokogórski" w ogóle istnieje, wtedy było inaczej.
W okresie zimowym w schronisku w Morskim Oku byli praktycznie tylko taternicy z legitymacjami klubowymi, w Pięciu Stawach podobnie, lecz generalnie pustawo, w Murowańcu mieszkało więcej narciarzy niż taterników, w Kościeliskiej i Chochołowskiej pustawo, ludzie przychodzili, zjadali coś tam i zasuwali z powrotem. Na wyprawy szczytowe w Tatrach Zachodnich chadzała tak nieliczna ilość osób, że nawet nie ma o czym gadać.
Możesz wierzyć mi albo i nie - ja wiem swoje, bo ja to znam z autopsji a nie z domysłów.






