z dzieckiem w Tatry

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
slax

-#3
Posty: 163
Rejestracja: sob 03 maja, 2008
Lokalizacja: Kraków

Re: z dzieckiem w Tatry

Post autor: slax »

Justyna81 pisze:planujemy wybrac sie z dzieckiem w tatry, myslalam o okolicach Zakopanego, corka ma 15 miesiecy, chcelibysmy pojechac tam w sierpniu, ale nurtuje mnie pytanie czy warto ciagnac ze soba malutkie dziecko?czy jest mozliwosc zobaczenia choc troche gory? czy moze mamy poczekac? te pytania kieruje do tch co byli tam z malymi dziecmi ;) z gory dziekuje :)
Widzisz Justyna jak namieszałaś?.Każdy ma inne zdanie na ten temat.Najlepiej sama zdecyduj czy zabrać dziecko. Ja też mam małe dzieci i jeszcze z nimi nie byłem w górach.Zaczekam jak podrosną.
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

to tak w temacie zdjęć z wypadu z małym na krokusy :-D
Obrazek
Obrazek
Obrazek
gosia d

-#4
Posty: 388
Rejestracja: wt 14 cze, 2005
Lokalizacja: Łódź

Post autor: gosia d »

Mariusz pisze:Tzn. zabieraliście na szlaki w doliny i wózek i nosidełko? Jakoś sobie nie wyobrażam, jak można w Chochołowskiej dojść do schroniska z wózkiem?
Można i wcale nie była to aż tak bardzo mecząca wycieczka wbrew pozorom Morskie Oko i Kalatówki dały nam się bardziej we znaki (nie robiliśmy tego na siłę, założenie było takie, że jak nie damy rady lub maluch zacznie sie buntować to wracamy ale udało się).
Obrazek
[URL=http://g.imageshack.us/g.php?h=389&i=img5877in0.jpg][IMG]http://img389.im
gosia d

-#4
Posty: 388
Rejestracja: wt 14 cze, 2005
Lokalizacja: Łódź

Post autor: gosia d »

gb pisze:bardzo często odnoszę wrażenie, że wszelkie wyprawy (dalsze niż najbliższy park czy las/łąka) z dziećmi w wieku niemowlęcym, czy nawet żłobkowo-przedszkolnym - to są pomysły na spędzanie wolnego czasu rodziców - tak, by ci rodzice nie musieli (bądź w niewielkim stopniu) rezygnować zwłasnych przyjemności....
A czy w tym jest coś bardzo złego czy rodzice nie moga miec tej malutkiej przyjemności czy muszą byc skazani na chadzanie ciągle tymi samymi ścieżkami (pobliski las park itp), a dlaczego nikt nie neguje wyjazdów nad morze z maluchami tylko wręcz większość do nich zachęca.
Wydaje mi się że jeżeli decydujemy sie na wyjazd gdziekolwiek kierujemy się przede wszystkim dobrem dziecka, to ono jest najważniejsze, a zaspokojenie naszych potrzeb jest drugorzędne. Jeżeli natomiast przy okazji my rodzice zobaczymy (pod warunkiem że się uda) np. Dol. Kościeliską to będzie to dla nas wielkie szczęście, że możemy przebywać w miejscu tak bardzo lubianym, nie zabieramy dziecka wysoko w góry na to jeżeli będzie kiedyś w przyszłości chciało zawsze będzie czas, na dzień dzisiejszy naszym celem są tylko i wyłącznie dolinki (wypowiadam się tutaj oczywiście za siebie).
gosia d

-#4
Posty: 388
Rejestracja: wt 14 cze, 2005
Lokalizacja: Łódź

Post autor: gosia d »

GB
Czytałam uważnie Twoje wypowiedzi i zgadzam się oczywiście w 100% z tym, że kikustetkilometrowa podróż jest trudna dla tak małego dziecka, masz tutaj niewątpliwie rację.
gb pisze:Zechcij mnie zatem przekonać, że dla DOBRA DZIECKA, jest nieomal niezbędne, by w wieku 2-3-4-5-6 miesięcy odbyło kilkusetkilometrową podróż
Nie mam zamiaru tutaj nikogo przekonywać, ponieważ ile osób na świecie tyle różnych będzie zdań na ten temat, ja mogę wypowiedzieć się tylko za siebie. Ja moją córeczkę zabrałam w Tatry jak miała skończone 10 miesięcy, też byłam oczywiście pełna obaw jak to będzie, jak zniesie podróż, pobyt, itd. W naszym przypadku wyjazd w góry z nią okazał się trafem w dziesiątkę, nasze dziecko jest alergikiem mając te 10 m-cy poza mlekiem niewiele mogła jeść w przeciwieństwie do innych maluszków w tym wieku bo wszystko ją uczulało, nawet jabłko. Wyjazd w góry dał nam tyle, ze po powrocie z gór uczulenie troszkę odpuściło, na wakacje pojechaliśmy nad morze i po powrocie tez była widoczna poprawa. Dlatego chociażby dlatego warto było jechać tyle kilometrów z nią.
Może jeszcze nadmienię, że żaden z moich wyjazdów nie był wyjazdem "weekendowym" takich nawet nie brałam pod uwagę.
gb pisze:Właśnie dla dobra dziecka - niemowlaka - raczej odradza się wspólne z mamą wyprawy na zakupu do centrów handlowych, raczej dla dobra dziecka na spacer (w wózku, w któym dziecko przeważnie leży, zwłaszcza młodsze) - wybiera się nieodległy park. A może jest odwrotnie?
Jeśli chodzi o mnie to nie przepadam za centrami handlowymi, dlatego moje dziecko bywa tam bardzo rzadko zdarzyło mi sie ją zabrać może z 4 razy w ciągu całego jej niespełna 2 letniego życia, niestety czasami nie ma innej możliwości. I tutaj tez się zgadzam z Tobą oczywiście, że park jest miejscem dobrym na spacer z dzieckiem w każdym wieku a nie głośne i zatłoczone centrum handlowe. Masz rację.

PS
GB tylko nie odbierz tego jako atak z mojej strony bo nie to jest moim celem jest to forum czyli miejsce wymiany swoich poglądów opinii, zasięgania porad osób bardziej doświadczonych, ale czy mając małe dziecko musimy się skazywać na siedzenie tylko i wyłącznie w domu i spacerowanie "starymi utartymi ścieżkami" typu pobliski park, las, łąka itp. albo osiedlowe uliczki szczególnie mam tu na myśli duże miasta. :think:
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Wszystkie te naukowe i mądre zalecenia i porady, dotyczące karmienia, pieluszek, soczków, zupek, spacerów i wyjazdów, są napewno wartościowe i przydatne. Jednak absolutne przestrzeganie wszystkich - skutecznie zniechęciłoby młodych do posiadania dzieci, zwłaszcza kolejnych :) .

Młodzi ludzie inaczej postępują, niż dawniej - odważniej, i szczerze mówiąc - wcale nie oznacza to, że żle.

Jeżeli dziecko jest zdrowe, to mądrzy rodzice zorientują się, czy wyjazd dziecku służy czy szkodzi - i w drugim wypadku zareagują i wyciągną wnioski na przyszłość.

Mój syn z żoną pojechali do Chorwacji samochodem (nocą) z wnuczkiem, który miał pół roku. Przyznam, że się denerwowałam.
Przyjechali po dwóch tygodniach zadowoleni , dziecko w jak najlepszym porządku. No to kolejnym roku pojechali do Włoch.
W następnym jeszcze raz do Chorwacji - dziecko już większe, przyjechało bardzo zadowolone, buzia mu sie nie zamykała.
W kolejnym roku wybrali sie do Turcji - tu już atrakcja dla wnuczka pełna, bo miał 5 lat.
W tym roku na początku maja polecieli na 2 tyg, do Egiptu - już z dwojgiem, drugi wnuczuś ma 11 miesięcy.

Gdyby widzieli, że dzieciom szkodzą te wojaże - NAPEWNO w kolejnych latach dali by sobie z tym spokój.

Przed ostatnim wyjazdem radzili sie też lekarza, który powiedział, że śmiało mogą jechać.
Przyjechali zadowoleni, opaleni, - dzieci nawet "zemsty faraona" nie dostały.
Z tym starszym byli kilka razy nad morzem i w górach też.
Ja też sie przestałam denerwować, bo jak widzę i słyszę - nie oni jedni...
A zresztą i tak bym na to nic nie poradziła.
W dzisiejszych czasach, młodzi książkowymi zaleceniami aż tak bardzo się nie przejmują.... może to i dobrze....

Moje chłopaki - starszy Karol i mały Miłosz :D .(na zdjęciu ma pół roku)

Obrazek

Pozdrawiam. Ala :) .

Ps. czuję, jak mi się za tą wypowiedż oberwie :))
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
ermen

-#4
Posty: 341
Rejestracja: śr 20 paź, 2004
Lokalizacja: Świdnik

Post autor: ermen »

Ala, z mojej strony wręcz przeciwnie.
Wiem, że nie usłyszysz ale biję Ci brawa.

Serdecznie pozdrawiam
Awatar użytkownika
mr_bogus

-#1
Posty: 3
Rejestracja: czw 22 maja, 2008
Lokalizacja: Bytom
Kontakt:

Post autor: mr_bogus »

witam
jestem w stanie zrozumieć człowiek z dużym doświadczeniem górskim z nosidełkiem a w nim 2-3 letnie dziecko ale wózek z niemowlakiem prowadzony przez kogoś kto w góry przyjeżdża dla szpanu i nawet nie wiedziałby jak się zachować podczas załamania pogody lub innej stresującej sytuacji to wielka przesada... z wózkiem to radzę sobie jakiś prosty szlak w Beskidach zrobić... jakoś bym małego dziecka na wypad w Tatry nie zabierał mimo, że już ponad 20 lat chodzę po górach! posiadanie wyobraźni w górach jest jak najbardziej wskazane!!!
http://mrbogus.dbv.pl/ - przede wszystkim nie szkodzić...
Jagiellonia w Tatrach

-#4
Posty: 473
Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Jagiellonia w Tatrach »

Zakochani w Tatrach pisze: Mój syn z żoną pojechali do Chorwacji samochodem (nocą) z wnuczkiem, który miał pół roku.
Ps. czuję, jak mi się za tą wypowiedż oberwie
I słusznie bo nasz syn (też autem) do Chorwacji wybrał się z nami jako pełnoprawny pasażer, gdy miał 10 miesięcy.
Na Twoje usprawiedliwienie jest tylko to, że miał 500 km dalej.
W drodze powrotnej nie omieszkał zahaczyć o Nową Lesnę. ;)
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

@gb: jeżeli ja uwielbiam spacery czy rowery po okolicznych parkach i lasach, to zabieranie tam mojego dziecka jest "wyrazem mojej miłości i troski o nie" czy też "realizacją moich własnych marzeń i ambicji z dostosowaniem od nich dziecka"?
Z twoich długich wywodów wynika słuszna obserwacja, że rodzice często pod płaszczykiem "zabiegania o dobro i szczęście dziecka" tak naprawdę realizują własne hobby, potrzeby, marzenia, ambicje i pasje. Tylko co z tego? Lub inaczej: co w tym złego? Jeżeli kocham parki i lasy i "zmuszam" moją pociechę do przebywania w nich (a przecież tyle tam kleszczy!), to jestem lepszym rodzicem od dzieciatego miłośnika Tatr?
Wierzę w to, że rodzice w znakomitej większości instynktownie wiedzą na co mogą sobie pozwolić ze swoim dzieckiem (podróże, aklimatyzacja itp) i nie ma potrzeby nadgorliwego martwienia się o nich.
Awatar użytkownika
krakus

-#5
Posty: 710
Rejestracja: sob 19 mar, 2005
Lokalizacja: inąd

Post autor: krakus »

Moja córcia ma już prawie (we wrześniu) 4 latka. Pierwszy wyjazd w "góry" zaliczyła mając 7 miesięcy. To był mój ostatni łyk-end majowy w Zakopcu. Wytargałem wózek przez Strążyską, zniosłem małą w nosidełku, wyjechaliśmy na Gubałówkę. Majówkę 2006 spędziliśmy w Szczawnicy. Wąwóz Homole w nosidełku, Dolina Białego w wózeczku. Następna majówka (nawet nie wiedziałem że tak to się składa :) ) to Habovka i spacer po Rohackie Plesa, skansen Brestova. Potem była jeszcze Zubrzyca Górna u stóp Babiej Góry, Morskie Oko.
Jak widać zabieram malucha w góry od samego początku. Jak na razie po dolinkach.
Mariusz pisze:rodzice w znakomitej większości instynktownie wiedzą na co mogą sobie pozwolić ze swoim dzieckiem (podróże, aklimatyzacja itp)
Z 2 letnią Oliwką pojechaliśmy do Grecji. Szwędałem się cały dzień po Salonikach albo zaliczałem wycieczki fakultatywne autokarem. A będąc w schronisku "pod Olimpem" usłyszałem "stlasna góla" Jak już jest jakieś wolne to jadę gdzieś z rodzinką. A jak jeszcze uda się w góry to już jest super. Dla mnie radocha a dziecku z reguły obojętne. ZAWSZE program wycieczki jest dostosowany do dziecka.Przynajmniej w tym wieku. Jeśli nie marudzi to super idziemy. Jak nie chce iść to trudno, wracamy. Może kiedyś samo tu wróci. Albo z tatą :D
Mariusz pisze:rodzice często pod płaszczykiem "zabiegania o dobro i szczęście dziecka" tak naprawdę realizują własne hobby, potrzeby, marzenia, ambicje i pasje. Tylko co z tego? Lub inaczej: co w tym złego?
absolutnie nic! bo np. dla mnie to jedyna szansa spędzić miło czas z rodziną a przy okazji chociaż popatrzeć na góry. Gdyby za każdym razem patrzeć tylko i wyłącznie na dziecko to wszyscy kończyliby tylko i wyłącznie na placu zabaw lub w piaskownicy pod blokiem.
Ostatnio zmieniony sob 24 maja, 2008 przez krakus, łącznie zmieniany 1 raz.
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

lars pisze:Może mi wytłumaczycie co wam to daje, targać nosidełko z dzieckiem po gorach i tylko się zamartwiać czy wszystko z nim w porządku?
Nie zamartwiamy się, nie mamy aż takiej nerwicy.
Co nam "daje"? Przyjmijmy, że opieka nad dzieckiem jest zajęciem PIERWSZORZĘDNYM, ale nie WYŁĄCZNYM, że dziecko jest NAJWAŻNIEJSZE, ale nie jest JEDYNYM podmiotem rodzica, że po prostu istnieje różnica między istnieniem zdrowych zasad a istnieniem totalitarnego systemu zasad skrajnych, że istnieje różnica pomiędzy pierwszym miejscem na liście priorytetów a brakiem priorytetów wynikającym z braku listy - czyli jednym słowem, dziecko jest najważniejsze, ale TYLKO najważniesze.
W związku z tym rodzic ma jednak prawo trochę spać, coś zjeść, a nawet - Boże odpuść - mieć jakiekolwiek przyjemności, choćby po to, by mieć siłę się tym dzieckiem zajmować przez LATA.
Co nam daje- targać nosidełko itp?
Możliwość zobaczenia gór.Zgadzam się że dziecku (załóżmy ok. roku zycia) to niewiele zmienia- to jak dłuższy spacer po parku.
Zgadzam się, ze jest to głównie DLA rodziców - ale nigdy nie starałem się wmówić, że jest inaczej.
Natomiast nie widząc ryzyka zdrowotnego (powtórzę, nie wnoszę małego niemowlęcia na Rysy!), nie rozumiem wątpliwości i negacji z tego wątku.
Dodam że mam dwoje dzieci i tak się składa że jestem lekarzem - owszem argumenty Grzesia o adaptacji do wysokości są bardzo rzeczowe; niemniej jednak mam wrażenie że jego postawa jest nieco zbyt zachowawcza (a ja raczej uchodzę za człowieka bardzo ostrożnego i zachowawczego): przy przyjęciu podstawowych zasad zdrowego rozsądku nie potrafię znaleźć zagrożeń. Już prędzej bałbym się podróży kobiety ciężarnej do Zakopanego (i żona nie jeździła będąc w ciąży). Nie woziliśmy tam tez nigdy noworodka czy kilkumiesięcznego niemowlęcia.
Ale dziecko około roku - zmiana wysokości z Krakowa na Zakopane to mam wrażenie mniejszy bodziec do adaptacji organizmu niż chociażby...fizjologiczne poszerzanie diety, wprowadzanie antygenów typu owoce czy mięso, a przecież to robimy. Czy myślicie ile ryzykujecie podając pierwszy raz nieznany pokarm? Raz na ileś tam milionów dziecko z tego powodu umiera; myślę że podobna jest częstość zgonów z powodu zawiezienia dziecka z poziomu 200 na 900 metrów.
I jeszcze jedno Grzesiu - piszesz że znasz pracę o szkodliwości zmiany wysokości, i domagasz się cytowania badań potwierdzających brak takiej szkodliwości. Przy całym szacunku: wiarygodność i powtarzalność elementów wiedzy akurat medycznej (medycyna nie jest nauką) jest dość nikła. Wynika to z wielu przyczyn, w tym z - myślę że oczywistego - ogranicznenia modelu eksperymentalnego. Otóż ja - i nie tylko ja - podchodzę z dużą rezerwą do wyników badań w medycynie. Przede wszystkim - jak chciałbyś rzetelnie zbadać wpływ wysokości na organizm niemowlęcia? Kto pozwoli Ci na badanie z grupą kontrolą? Jeśli są jakiekolwiek badania, to oparte zapewne na pojedynczych przypadkach powikłań związanych ze zmianą wysokości. Co wiemy o zdrowiu tych dzieci przed danym zdarzeniem ? Itd. itp.
Powiem tak. Nie znam przypadku problemów zdrowotnych małych dzieci z powodu wyjazdu do Zakopanego czy spaceru w niskie rejony Tatr (doliny) poza jednym przypadkiem nagłego zgonu niemowlęcia wyniesionego na Czerwone Wierchy, który to przypadek po pierwsze stanowi przekroczenie przyjętych tu reguł zdrowego rozsądku, po drugie jest ewidentne (z racji nagłości wydarzeń), że dziecko nie było zdrowe i owa wycieczka coś po prostu ujawniła, niestety w tragiczny sposób.
Czy sądzisz że jako lekarz nie miałbym wiedzy o większej ilości takich przypadków? Póki co pozdrawiam z wycieczki na Turbacz. Moja roczna córka nie zsiniała, nie dostała drgawek, obrzeku mózgu i zbiorowego pogryzienia przez kleszcze. Dzięki temu wyjazdowi my oraz nasza druga, 6 letnia córka, nie zostaliśmy na 3 wolne dni w Krakowie i w jego krystalicznie czystym powietrzu. Oto szczyt wyrodnych rodziców, prawda?
Awatar użytkownika
DeGie

-#3
Posty: 165
Rejestracja: pt 13 sie, 2004
Lokalizacja: Grudziądz Bydgoszcz

Post autor: DeGie »

A ja dopiero w sierpniu :(

Wezmę żonę i 3-letnią córkę bo nie wyobrażam sobie, żeby nie jechać z córką, a ona też tego "nie widzi" :)

Planujemy nie tylko Aqua w Popradzie ale też choćby Koprowy Wierch. Rok temu 2 letnia wtedy córka "przeszła" z Skalnetego do Zielonego Plesa i dalej doliną zejście. Wspomnienia ma pozytywne, ja też.
aro

-#3
Posty: 201
Rejestracja: pn 07 kwie, 2008

Post autor: aro »

lars pisze:Ja się zgadzam z gb. Dla mnie to śmiech na sali zabierać niemowlę w nosidełku w góry, ale co kto woli. Ja tam nigdy nie zabiore swojego, tak młodego dziecka w góry. Że, niebzezpiecznie to wiadomo, ale co mi to da że ja go tam zabiorę i co jemu to da, że znajdzie się w tych górach? Z nosidełka będzie miał ten sam widok co z parku, a ja tylko kolejne zmartwienie. Może mi wytłumaczycie co wam to daje, targać nosidełko z dzieckiem po gorach i tylko się zamartwiać czy wszystko z nim w porządku?
Po pierwsze to, że mogę być z dzieckiem w tak pięknych okolicznościach przyrody. Po drugie jemu to da możliwość poznawania, a poznawanie rozwija młodego człowieka. Targać nosidełko daje nam przyjemność.

I jeszcze jedno, jeśli mieszkamy w górach (niższych) to powinniśmy jeździć z dzieciaczkiem do miejskiego parku?

Wszystko zależy od rozsądku rodzica w tym przypadku. Nonsensem jest wprawdzie tarmoszenie dziecka na trudnym szlaku, gdzie ani na moment go z nosidła wypuścić nie można - to fakt. Dziecko musi się "popaść", bo kilka godzin w nosidle rzeczywiście nie musi być dla niego przyjemne.
Justyna81

-#1
Posty: 9
Rejestracja: wt 20 maja, 2008

Post autor: Justyna81 »

witam,
ja postawilam proste pytanie i nie mialam zamiaru tak namieszac

z drugiej strony ciesze sie, ze znalazlo sie tylu rozmowcow ;)

to teraz mam nastepne pytanie do Was:
jak przygotowac 1,5roczne dziecko do wyjazdu w Tatry?co zabrac ze soba?
jaki wozek zabrac, taki na dmuchany kolach? czy moze spacerowke(nie parasolke)na piankowych kolach?

tym razem rowniez licze na sporo licze postow ;)
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Justyna81 pisze: witam,
ja postawilam proste pytanie i nie mialam zamiaru tak namieszac
tu tak jest. Ale to w sumie zaleta. "Uwielbiam" takie fora, które pojawiają się przy szukaniu odpowiedzi na jakieś pytanie w googlach- mam na myśli fora w których w temacie jest jedna wypowiedź- właśnie z pytaniem. Tu jest jak jest, wynika to na pewno z ilości userów, ale to ma same zalety, również z Jankowym cudownym cynizmem, również z Filancowym "patataj", czy z dygresjami oraz wątkami pobocznymi.
jaki wozek zabrac, taki na dmuchany kolach? czy moze spacerowke(nie parasolke)na piankowych kolach?
bez większego znaczenia- bowiem chodniki w Zakopanem są takie jak wszędzie. W góry (czy nawet doliny) przecież nie z wózkiem pójdziesz.
Podstawa to nosidełko. Wygodne siedzisko, regulacja "wszystkiego" (wysokości zawieszenia siedziska, dociągów wielopunktowego zapięcia dziecka, pasów oczywiście biodrowego i piersiowego, daszek najlepiej pełniący funkcję nie symboliczną (w średnich modelach topowych firm), ale faktycznie zadaszenia (osłona trzystronna z możliwością uzyskania osłony czterostronnej - czyli odpowiednika wózka zasłoniętego folią przeciwdeszczową). Nosidełko wyposażone w sensownej wielkości przedział plecakowy na bagaż. Nosidełko trwałe. Podsumowując - od tysiąca zł w górę.
Poza tym- obuwie "górskie" - chroniące kostkę - jest już dostępne w rozmiarach na pewno dla 2 latka, w przypadku dziecka 1.5 rocznego to może być dziecko które chodzi biegle i wtedy obuwie "górskie" miałoby sens tylko nie wiem jak nisko w numeracji schodzi obuwie "górskie", są na pewno w rozmiarze 22, pótoraroczne dziecko może mieć już taki rozmiar; albo takie które w ogóle jeszcze nie chodzi - no to wtedy bez znaczenia byle w razie czego chroniło przed przemoknięciem (deszczem).
Generalnie zasada jest tu paradoksalnie ta sama co w przypadku dorosłego - przede wszystkim zabezpieczenie przed deszczem (przed zimnem ma mniejsze znaczenie, bo przecież czas wycofu z wycieczek z 1.5 rocznym dzieckiem NIGDY nie przekracza 2-3 godzin - zatem nawet ewentualna śnieżyca w lipcu nie stanowi krytycznego problemu, niemniej jednak jak zawsze OBOWIĄZUJE kurtka, dodatkowe skarpety, RĘKAWICZKI, DWIE CZAPKI - no, oczywiste sprawy).
1.5 roczne dziecko pod powyższymi warunkami odbyło bezproblemową wycieczkę PIESZĄ w nosidełku na Kasprowy Wierch:

- nosidełko 900 zł.
- bilet wstępu do TPN- kilka złotych
- mina ludzi widzących nas z wagonika kolejki na Kasprowy Wierch - bezcenne.

Powtórzę jak przy którymś z poprzednich postów: dziecko (obecnie zdrowa 7-latka) nie dostało obrzęku mózgu, drgawek, asfiksji ani gromadnego zadrapania kosówką.
Czekam na gromy od Grzesia @ company.
gosia d

-#4
Posty: 388
Rejestracja: wt 14 cze, 2005
Lokalizacja: Łódź

Post autor: gosia d »

Justyna81 pisze:jaki wozek zabrac, taki na dmuchany kolach? czy moze spacerowke(nie parasolke)na piankowych kolach?
Jeśli macie wybór to proponuję pompowane koła lepiej się sprawdzają.
Wózkiem możecie jechać do Dol. Kościeliskiej, Morskiego Oka my jeszcze zaliczyliśmy Chochołowska.
grumblers

-#3
Posty: 232
Rejestracja: pt 17 wrz, 2004
Lokalizacja: Warmia

Post autor: grumblers »

Komorfil, a czy mógłbyś polecić jakąś konkretną firmę, produkującą nosidełka? Bo wiesz, dla mnie cena nie zawsze jest głównym kryterium. Co do wózka, to oczywiście na pompowanych kołach, chociaż ja się zastanawiam, czy jest sens brać ze sobą wózek? Bardziej ciekawi mnie kwestia spania - może też, Komorfil, pomożesz? Bo skoro mój syn musi w dzień pospać ze dwie godziny, to czy spanie w nosidełku nie będzie dla niego katorgą?
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

grumblers pisze:Bo skoro mój syn musi w dzień pospać ze dwie godziny, to czy spanie w nosidełku nie będzie dla niego katorgą?
Dzieci zazwyczaj w nosidełkach smacznie śpią.

Ale jak już na prawdę nie będzie chciał spać - zatrzymać się na te dwie godziny, rozłożyć kocyk i położyć malucha spać.

Dlatego nie jest wskazane chodzenie po trasach trudnych, gdzie taka operacja nie będzie możliwa.

B.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Basia Z. pisze:Dzieci zazwyczaj w nosidełkach smacznie śpią.
Potwierdzam - 1.5 roczniak koleżanki w nosidełku smacznie spał. Natomiast budził się przy każdej przerwie w marszu wynoszącej więcej niż jakieś 15 sekund - czyżby usypiały drobne ruchy nosidełka. No i jeszcze jedno - spał tylko jak niosła mama i tata, jak ja założyłem nosidło - patrzył uważnie co się dzieje, a jak założył 12-latek, mój wnuk, to był natychmiast rozbawiony, widać sytuację, w której dziecko niesie dziecko uznał za coś w rodzaju zabawy.
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ