STEREOTYP WARSZAWIAKA
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Nie znam osobiście osób urodzonych w Warszawie. Natomiast widzę jak zmieniają sie ludzie którzy przyjeżdżają do stolycy. Mam znajomych którzy swojego czasu mieszkali na Pomorzu. W pewnym momencie przeprowadzili sie do Warszawki i tam osiedli. Wydaje sie ze na dłużej. Po chyba 2-3 latach odwiedziłem ich. No cóż, szok to mało. Jak bym widział ich pierwszy raz. A nie jedna flaszkę razem zrobiliśmy. Doszło do tego, że zacząłem żałować że zamiast posiedzieć jeszcze jeden dzień nad morzem u rodzinki, pojechałem przez Warszawę odwiedzić "starych, dobrych znajomych". Ci ludzie zmienili sie nie do poznania. Sztuczna gadka, sztuczna poza, sztuczne ciuchy, zachowania, lans, szpan, ciuchy (nawet pasujące jak świni siodło), i dwa tematy - BIZNES I KASA. Żal faceta. W Warszawie jestem bardzo rzadko. Na podstawie tego jednego przypadku (jakże żałosnego) nie mam zamiaru wyrabiać sobie zdania o "warszawiakach".
P.S. Co innego "animozje" między Wisełką a Legią
P.S. Co innego "animozje" między Wisełką a Legią
No popatrz a ja mam dobrego znajomego, który 10 lat temu przeprowadził się do stolicy z Lublina (za pracą oczywiście).krakus pisze:Nie znam osobiście osób urodzonych w Warszawie. Natomiast widzę jak zmieniają sie ludzie którzy przyjeżdżają do stolycy.
Ja go znam od jakichś 5 lat, ale nie znam człowieka mądrzejszego - i takiego który jest bardziej idealistą niż ten mój znajomy.
Mocno mu zazdroszczę tego idealistycznego podejścia do wielu spraw.
Ani tzw. "kariera" ani nic innego nie uderzyło mu na mózg.
Mam też trochę znajomych, którzy przeprowadzili się do do stolicy ze 25 lat temu ze Śląska, też z powodu pracy. Kiedy się spotykamy zawsze jest o czym gadać i co wspominać (studiowaliśmy razem) i niejedno piwo przy tym pęka.
Moje motto:
"je...ć" stereotypy.
Pozdrowienia
Basia
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Basiu ,a może w czyms w końcu byś była ze mną zgodna ,jak ładnie poproszę...
Nikt nie twierdzi ,że model warszawiaka przedstawiony jest obowiązujący kazdego ,jak dyscyplina w Pisie. Wystarczy ,że jest powszechny ,by stał się stereotypem
Nikt nie twierdzi ,że model warszawiaka przedstawiony jest obowiązujący kazdego ,jak dyscyplina w Pisie. Wystarczy ,że jest powszechny ,by stał się stereotypem
luknij na moje panoramy i galerie
Ja akurat nie kłóciłam się wcale z Tobą tylko z Krakusem, bo on na podstawie jednego swojego znajomego już wydaje osąd o Warszawiakach.dagomar pisze:Basiu ,a może w czyms w końcu byś była ze mną zgodna ,jak ładnie poproszę...
Nikt nie twierdzi ,że model warszawiaka przedstawiony jest obowiązujący kazdego ,jak dyscyplina w Pisie. Wystarczy ,że jest powszechny ,by stał się stereotypem
Ja osobiście mam w Warszawie około 30 znajomych (zarówno "rdzennych" Warszawiaków jak i przyjezdnych), niektórych znam lepiej, innych gorzej, niektórych lubię bardzo innych mniej, mam też w stolicy bliską rodzinę (przyjezdni).
Moja mama jako dziecko wraz z moją babcią spędziły w Warszawie całą wojnę i okupację, w czasie Powstania babcia mieszkała w piwnicach na Ochocie, a potem wywieziono ją do obozu pracy koło Berlina. Uciekając w roku 1939 do Warszawy ze Śląska nie mieli nic, pomagali im przetrwać bardzo życzliwi ludzie (Warszawiacy rzecz jasna), właściwie prawie jak rodzina (potem jedna z tych pań została moją chrzestną).
I na tej podstawie nie potrafiłabym wydać żadnego sądu, bo każda z tych moich znajomych osób jest inna.
Podobnie w każdym innym rejonie kraju.
Jak już zapewne miałeś okazję się przekonać
Pozdrowienia
Basia
Mnie wiele osób mówiło, że jak pojadę do Wawy to na pewno się zmienię, że będę się non stop ścigać z innymi w wyściugu szczurów, że lans będzie dla mnie podstawą.
Co ciekawe po roku bycia w Wawie nie znajomi stwierdzili, że nie zmieniłam się i byli tym mile zaskoczeni. Bo sama znam wiele osób, którym wielkomiejskie, warszawskie życie poprostu strzeliło do głowy.
Nie wiem czy to zależy od jakiejś odporności czy od nastawienia ale można nie dać się temu wpływowi Warszawy i pozostać takim jakim było się wcześniej
Co ciekawe po roku bycia w Wawie nie znajomi stwierdzili, że nie zmieniłam się i byli tym mile zaskoczeni. Bo sama znam wiele osób, którym wielkomiejskie, warszawskie życie poprostu strzeliło do głowy.
Nie wiem czy to zależy od jakiejś odporności czy od nastawienia ale można nie dać się temu wpływowi Warszawy i pozostać takim jakim było się wcześniej
możesz mi powiedzieć gdzie wydaję osądy o warszawiakach?? Napisałem tylko o jednym znajomym i o tym jak on sie zmienił. Napisałem również, że:Basia Z. pisze:dagomar napisał(a):
Basiu ,a może w czyms w końcu byś była ze mną zgodna ,jak ładnie poproszę...
Nikt nie twierdzi ,że model warszawiaka przedstawiony jest obowiązujący kazdego ,jak dyscyplina w Pisie. Wystarczy ,że jest powszechny ,by stał się stereotypem
Ja akurat nie kłóciłam się wcale z Tobą tylko z Krakusem, bo on na podstawie jednego swojego znajomego już wydaje osąd o Warszawiakach.
to tyle, dla umiejących czytać ze zrozumieniem.krakus pisze:W Warszawie jestem bardzo rzadko. Na podstawie tego jednego przypadku (jakże żałosnego) nie mam zamiaru wyrabiać sobie zdania o "warszawiakach".
Ruda ,a jak scharakteryzujesz prowadzącego ?,może ta rozmowa ma pomóc mu osobiście
?
luknij na moje panoramy i galerie
Sezon ogórkowy, nuda - proponuje przeprowadzić takie analizy dla mieszkańców/mieszkanek wszystkich miast - krakowiaków, łodzian, gdańszczan, poznaniaków, damasławianek, toruniaków (silna frakcja) a nawet koszalinian.
Proponuje rozpocząć od mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego.
Najmocniej przepraszam - zapomniałem o nowotarżanach.
Proponuje rozpocząć od mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego.
Najmocniej przepraszam - zapomniałem o nowotarżanach.
Ostatnio zmieniony śr 07 lis, 2007 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
Każdy Warszawiak (i Warszawianin też!) to cham, prostak, buc i pasożyt!
Jego świat kończy się na tabliczce z przekreśloną nazwą miasta, dalej to już tylko gnój i ugór. W zależności od pory roku uznaje takie enklawy cywilizacji jak Władysławowo, Łeba i Zakopane. Jak gdzieś dzwoni czy się przedstawia, zawsze podkresla skąd jest. To taki typowy Amerykanin, tyle, że w centrum Słowiańszczyny.

Jego świat kończy się na tabliczce z przekreśloną nazwą miasta, dalej to już tylko gnój i ugór. W zależności od pory roku uznaje takie enklawy cywilizacji jak Władysławowo, Łeba i Zakopane. Jak gdzieś dzwoni czy się przedstawia, zawsze podkresla skąd jest. To taki typowy Amerykanin, tyle, że w centrum Słowiańszczyny.
Proszę bardzoJanek pisze:proponuje przeprowadzić takie analizy dla mieszkańców/mieszkanek wszystkich miast ..............
Proponuje rozpocząć od mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego.
ogólnie najgorsze ciućmoki ,lumpenproletariat przeniesiony z przeludnionej wsi do fabryk w 19w. ,bez kręgosłupa moralnego ,bez tradycji ,największa jego cnota to cwaniactwo ,rozumiane jeko niekaralne złodziejstwo i oszustwo ,bez potrzeb wyższych od grilla i wódy co tydzień ,w góry nie jeździ , za to pieresze komunie i osiemnastki urządza jak wesela.
Mam nadzieję ,że fakt istnienienia ,jak zwykle wyjątków nie uszedł waszej uwadze
luknij na moje panoramy i galerie
Miło przeczytać jak się warszawiaki naparzają. Mój jeden znajomy ma receptę jak zrobić z Polski drugą Irlandię - Warszawę ogrodzić drutem kolczasty, prąd wpuścić, nikogo nie wypuszczać a stolicę przenieść gdziekolwiek - na pewno się opłaci.niklos pisze:Śródmieście, czyli z jednej strony Wola i Ochota, a z drugiej Bródno i Włochy
PS.
MiG, Allien i inni - chyba sobie będziecie musieli Tatry na Powiślu usypać.



