pytanie II

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Zygmunt Skibicki pisze: Bez obrazy dagomarze, ale naprawdę - w poważniejszych tematach wychodzi ci znacznie lepiej...
Problem w tym, że razem z Jankiem chcecie zrobić (zrobiliście?) ten tzw. "poważny temat" nawet z tego wątku :O :)
A gdzie miejsce na zabawę, swobodną improwizację, abstrakcyjny humor? W temacie o zabezpieczeniach na OP czy może lepiej w tym o tatrzańskich miśkach? :P
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

MiG pisze:Problem w tym, że razem z Jankiem chcecie zrobić (zrobiliście?) ten tzw. "poważny temat" nawet z tego wątku
A gdzie miejsce na zabawę, swobodną improwizację, abstrakcyjny humor? W temacie o zabezpieczeniach na OP czy może lepiej w tym o tatrzańskich miśkach? :P
Ja nie mam nic przeciwko zabawie, improwizacji czy humorowi, ale pod warunkiem, że to nie jest robione czyimś kosztem, a tu widzę wmanewrowywanie człowieka w jakąś absurdalną sprawę. Przypominam, że Erynie zadał pytanie i, jak widać, oczekiwał rzetelnej odpowiedzi.
Róbmy sobie może takie żarty w gronie lepiej rozpoznanych userów, ok?
Jeśli zaś w zabawę już trwającą włączy się ktoś nowy, trudno - sam sobie zgotował taki los...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

MiG pisze:Problem w tym, że razem z Jankiem chcecie zrobić (zrobiliście?) ten tzw. "poważny temat"
Bo problem jest naprawdę poważny. Nie wiem jak to liczbowo wygląda w badaniach Profesora Tomtoma ale moje pobieżne obserwacje pozwalają mi szacować, że lans jest główną siłą motoryczną do przebywania w górach dla około 30% populacji górskiej a dla dalszych 30% jest on istotnym acz nie głównym powodem do przebywania w górach (bez obaw, nazwisk nie będzie, przynajmniej na razie).

Lans ma jedną wadę, jest dość kosztowny, szczególnie ten "klasyczny, tomtomowski". Nie martwcie się jednak, można go uprawiać całkowicie za darmo, wystarczy się wyspecjalizować w "lansie informacyjnym". O co chodzi? Kiedyś wynaleziono widowiska typu "światło i dźwięk", teraz cholernie modne w kręgach zbliżonych do łojanckich jest "skała i plaża" czyli wspinanie się na skałkach na brzegach morskich. Podobno znakomicie to załatwia problem z dziewczynami, które rzadko przejawiają chęć do wspinaczki a jeżeli już to bez entuzjazmu za to w dziedzinie wystawiania czego trzeba do słońca są chętne nadzwyczaj. Ale jak to wykorzystać do lansu? Trzeba usiąść nad googlami i następnie wyszukać skałki Harubita Rocks na wyspach Marugiwi Islands na południowym Pacyfiku a później na kilku forach gdzie się chcemy polansować umieścić taki post - "Wybieram się powspinać na Harubita Rocks na wyspach Marugiwi Islands na południowym Pacyfiku. Jeśli ktoś ma jakieś informacje na ich temat będę bardzo zobowiązany za ich przekazanie". Część publiczności pada i mdleje z zachwytu jacy to jesteśmy zajebiści.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Erynie

-#5
Posty: 507
Rejestracja: śr 26 kwie, 2006
Lokalizacja: Żywiec

Post autor: Erynie »

MiG pisze: Problem w tym, że razem z Jankiem chcecie zrobić (zrobiliście?) ten tzw. "poważny temat" nawet z tego wątku :O :)
A gdzie miejsce na zabawę, swobodną improwizację, abstrakcyjny humor? W temacie o zabezpieczeniach na OP czy może lepiej w tym o tatrzańskich miśkach? :P
Chyba muszę się pod tym podpisać obydwoma nogami , rękami i głową. Rzeczywiście - Janku i Zygmuncie przepraszam - chodziło mi o przede wszystkim o zabawę i chęć ujrzenia paru postów obrazujących idiotyczne zachowania górskich cymbałów, którzy są przekonani że w ten sposób akcentują swoją nietuzinkową osobowość itd. To co napisał Dagomar o siodełku naprawdę mi się podobało i po podesłaniu linku z opisem przejścia Granią Krupówek przez Zygmunta miałem nadzieję, że przerodzi się to właśnie w niczym nieskrępowaną, radosna twórczość innych forumowiczów, co dostarczy mi wielu powodów do śmiechu. W zasadzie wydaje mi się, że fajnie byłoby czasem pozwolić sobie na odrobinę dystansu do siebie i tematu gór, żeby każdy nowy wątek nie kończył się tutaj polemiką i wyrzucaniem sobie nawzajem niewiedzy na ten czy inny temat. Wiesz dobrze Janku co zacżeło się dziać w wątku dotyczącym Schengen...Jesli znowu czegoś nie zrozumiałem i wprowadziłem kogoś w błąd to przepraszam i przypominam to co już chyba parę razy napisałem - jestem tylko głupkiem-wesołkiem i z racji tego można by mi było wybaczyć to i owo. Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Janek pisze:...teraz cholernie modne w kręgach zbliżonych do łojanckich jest "skała i plaża" czyli wspinanie się na skałkach na brzegach morskich. Podobno znakomicie to załatwia problem z dziewczynami, które rzadko przejawiają chęć do wspinaczki a jeżeli już to bez entuzjazmu za to w dziedzinie wystawiania czego trzeba do słońca są chętne nadzwyczaj...
No właśnie!
Miejsc, gdzie można wspinać się wprost z gorącej plaży lub nawet pontonu wprost z morza jest na całym świecie od groma. Od wyboru do koloru... skóry. Od martwej bieli angielskich anemiczek do połyskliwej antracytowej czerni południowoafrykańskich "nocek", a śniade i gorące katalonki mają bodaj najwięcej takich miejsc.
I wcale w lansie nie chodzi i tamtejsze laski. Rzecz przecież nie we wspinaczce, a w samej zapowiedzi tejże. WYŁĄCZNIE...!!! Jeszcze by się pobrudziły cudne butki i porysowały śliczne kaski...
Nie, nie! Łojenie bezwzglednie należy pozostawić takim tam... zwykłym ludkom, co to nie wiedzą sami, co im do szczęścia jest potrzebne.
Janek pisze:w kręgach zbliżonych do łojanckich...
W tych na siłę zbliżających się do łojantów kręgach znajdują się "łozanci" - ci, co "łozują" w przeciwieństwie do "łojenia".
Dla wyjaśnienia informuję, że łojant po prostu rozeznaje problem wspinaczkowy, przygotowuje się do drogi i w nią "napiera", czyli wspina się z różnym skutkiem zresztą. Jak to w życiu...
"Łozant" natomiast robi wszystko tak samo do momentu wejścia w ścianę, a nawet robi to zdecydowanie "mocniej", czyli wszem i wobec opowiada, ściąga materiały informacyjne z najodleglejszych nawet zakątków świata, wysyła setki maili i postów na wszelkich dostępnych forach. Angażuje w swe "przedsięwzięcie" setki ludzi tylko po to, by ludzie ci wiedzieli o "wyprawie". Jednym słowem robi szum, a nawet rwetes medialny wokół swych zamierzeń.
Potem wszak przychodzi moment, gdy trzeba to wszystko spakować i udać się pod jakąś ścianę - najlepiej, by była to ta, o której tyle szumu się zrobiło.
I, co? Jasne, że łozant to robi!
A ile przy tym buńczucznych opowieści wygłosi przy wieczornym piwie. W jadalni Murowańca jest jeden jedyny stolik okrągły - ten przy samym wejściu. To jest nocami wyśniona scena i zarazem cała widownia łozanta! Na własne oczy widziałem przy tym maleńkim stoliku dwanaście osób siedzących i wpatrzonych w "gwóźdź wieczoru" - trzynastego. Fakt, dwie panienki z tego grona siedziały na kolanach - jedna oczywiście na kolanach "gwoździowych".
Nieuchronnie jednak nadchodzi dzień "zmierzenia się" z problemem...
I teraz dopiero uzewnętrznia się maestria łozanta. Nie po to wszak robił tyle szumu medialnego, by z powodu jakiegoś nader stromo wyrośniętego kamora podrapać sobie kolana, połamać wypielęgnowane paznokcie czy przepocić bajerancką koszulkę...
Trzeba wynaleźć sposób uzasadnienia fizycznej, acz całkowicie od niego niezależnej przyczyny uniemożliwiającej atak ścianowy.
Jakie to mogą być przyczyny?
Uffff! Będzie tego trochę i proszę mi wybaczyć, że będę to przez jakiś czas dopisywał, bo problem jest nieomalże nieobejmowalny przez jednostkę.
Aha, kolejność wymieniania jest całkowicie przypadkowa:
- kiepska pogoda,
- prognoza kiepskiej pogody,
- zbyt ładna pogoda i groźba załamania się jej,
- brak jakiegoś drobnego detalu wyposażenia, a jest w czym wybierać!,
- złe samopoczucie partnera,
- troska o możliwe pogorszenie sie samopoczucie partnera,
- troska o sprzęt partnera - bo mu się mogą kości porysować, albo lina zapiaszczyć... na przykład,
- za długo trwająca impreza dnia poprzedniego,
- zbyt skromne lub zbyt obfite śniadanie,
- brak profesjonalnego prowiantu na drogę,
- cieknąca zakrętka termosu,
- groźba zejścia lawiny - genialne na każdą drogę zimową!
- pękniecie lub zgubienie okularów lodowcowych - zawsze można to samemu zrobić!,
- sraczka - oczywiście winna jest kuchnia schroniska!
- zatwardzenie - wina, jak wyżej,
- "zły omen" - np. "czarny motyl" na płacie śniegu w Bandziochu - "już odleciał, ale przed chwilą go właśnie widziałem!",
- za mokra, albo za sucha skała,
- za późne podejście pod ścianę - tu kolejne "piętro" win zewnętrznych,
- inny zespół w ścianie - choć nikogo nie widać i nie słychać, to wystarczy mały dowód (świeży pet, papierek od gumy do żucia), by stwierdzić, że na pewno dopiero co ruszyli, są tuż nad nami i z pewnością spuszczą nam na głowę kamienie, albo i nasrają, a na pewno nasikają,
- brak zasięgu komórkowego,
- za silny wiatr i nie będzie słychać komend,
- wiatr wznoszący i... jak wyżej,
- wiatr opadający i... jak wyżej,
- zaprószone oko i natychmiastowe wezwanie helikoptera - to na wypadek, gdy ściana swą postacią ścina krew w żyłach i ewentualna próba wejścia w nią wygląda na ostatnią w życiu,
- ............
Sorry, ale dziś nie mam za dużo czasu. Obiecuję, że będę to uzupełniał...

Z braku dobrego (nowego! - wszak dobry łozant robi takie "numery" od lat!) pomysłu zawsze można posłużyć się pod samą ścianą telefonem komórkowym i "odebrać" SMS'a o śmierci dziadka w Argentynie.
Gdy otoczenie napiera jednak, że należy najpierw się wspiąć, a dopiero później jechać na lotnisko, pozostaje ostatni sposób - dramatycznym tonem mówi łozant: "Mogę pójść, ale będą jaja".
I zwykle... są!
Szczytem umiejętności łozanckich jest bardzo szybka (kilka dni) informacja do zainteresowanych, a zwłaszcza wszystkich bez wyjątku niezainteresowanych, że "wróciłem z pogrzebu i natychmiast pojechałem pod ścianę... oczywiście "zrobiłem problem na żywca", bo odpowiednio odważnego partnera rzecz jasna na miejscu nie było" - ludziom szczęki spadają bardziej z powodu bezczelności łozanta niż z podziwu nad jego mistrzostwem wspinaczkowym. Wszak chodzi tylko o to "opadanie szczęk", wiec sława łozanta rośnie...
Wariantem na "odgrzanie słabnącej sławy" łozanta jest puszczanie informacji o kolejnych "solowych" przejściach jakichś ścian. Trzeba jedynie sprawdzić czy przypadkiem ktoś inny akurat tego dnia nie wpisał się do Księgi Wyjść na tę samą ścianę i drogę. Jeśli zatem zobaczycie na piętrze w MOku albo "przy hydrancie" w Murowańcu kogoś, kto pracowicie przegląda księgę i robi mnóstwo notatek, macie przed sobą łozanta... najprawdopodobniej.
Wcale nie zmyślam. Znany z imienia i nazwiska człowiek doprowadził był te wszystkie metody do mistrzowskiego kunsztu wręcz. Nie pytajcie jednak o personalia - w wytaczaniu procesów o zniesławienie jest on mistrzem rzeczywistym zarówno co do jakości jak i ilości także. Tak, czy inaczej są na tym forum linki do informacji o tym geniuszu.
Ostatnio zmieniony ndz 21 paź, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 9 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Zygmunt Skibicki pisze:"Mogę pójść, ale będą jaja"
to mój ulubiony tekst :D

lans to sztuka, a o sztuce trudno się dyskutuje
to trzeba po prostu wyczuwać :)

łatwiej wymieniać przykłady antylansu, np. gościa, który na Krupówkach prawie ciągnie po ziemi przytroczoną do plecaka linę a z tyłu mu dinda przyczepiony nowiutkim HMS-em nowiutki kubek (nie taki do herbaty :) )
tu nawet gdzieś wklejałem zdjęcie
viewtopic.php?p=102314#102314
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

tomek.l pisze:...np. gościa, który na Krupówkach prawie ciągnie po ziemi przytroczoną do plecaka linę a z tyłu mu dinda przyczepiony nowiutkim HMS-em nowiutki kubek (nie taki do herbaty...
I tu kolejny problem...
Nie potrafię opisać, jak poznać dobrego taternika, ale bardzo łatwo rozpoznać kiepściutkiego: zawsze ma na wierzchu jakiś fragment szpeju i tym jest łudząco podobny do miernego lansera - łatwo się pomylić.
Ja wiem, że to wszystko dość trudno zmieścić w plecaku, a pierońsko bębniasty kask, to już najgorzej. Tak się jednak składa, że zawsze udaje się mnie i moim znajomym wszystko to poupychać i iść "na czysto-gładko". Zresztą wprawnych taterników poznaje się po unikalnej wśród turystów umiejętności szybkiego chodzenia (schodzenia, a nie zbiegania!) po szlakach i po dość obszernych, smukłych i nie "obtroczonych" plecakach. Raki i czekan, to odrębna kwestia - nikt nie nosi ich w plecaku szturmowym, ale po sposobie ich troczenia też da się ustalić z jakiej "szkoły" pochodzą właściciele.
Ostatnio zmieniony ndz 21 paź, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

Zygmunt Skibicki pisze:Raki i czekan, to odrębna kwestia - nikt nie nosi ich w plecaku
Wiele osób nosi raki w plecaku.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Rafał pisze:
Zygmunt Skibicki pisze:Raki i czekan, to odrębna kwestia - nikt nie nosi ich w plecaku
Wiele osób nosi raki w plecaku.
Jak widać, szkoły są różne. Przyznam, że także próbowałem wciskać w plecak. Nawet sobie odpowiednio mocny pokrowiec kupiłem... firmowy Petzl'a, a jak...?
Pragmatyka doprowadziła jednak do tego, że noszę "transportowo" w środku, a "akcyjnie" na zewnątrz. Tak mi wygodniej, ale oczywiście nie ma sensu robić z tego doktryny, bo i... po co?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Zygmunt Skibicki pisze:w poważniejszych tematach wychodzi ci znacznie lepiej...
cóż ,widocznie masz rację z tym lansem ,niespecjalnie mnie to martwi
Zygmunt Skibicki pisze:a tu widzę wmanewrowywanie człowieka w jakąś absurdalną sprawę. Przypominam, że Erynie zadał pytanie i, jak widać, oczekiwał rzetelnej odpowiedzi.
no właśnie problem w tym ,że odebrałem to inaczej ,uważam ,że takiego pytania po prostu nie można zadać poważnie ,gdyż jest ono z typu pytań ,na które się odpowiedź zna ,albo nie zdaje sobie sprawy z istnienia pytania
Erynie pisze:Jesli znowu czegoś nie zrozumiałem i wprowadziłem kogoś w błąd to przepraszam
tu się nie przeprasza ,to nie to forum ,tu się stoi na okopach Świętej Trójcy i walczy o swoje ,nawet ,jeśli zadasz pytanie o to ,gdzie się najlepiej wysrać na szlaku ,to odpowiedzą Ci 30stronicowym wątkiem o wadach i zaletac schroniskowych klopów z przypominaniem co stronę ,że właśnie ten temat ,jak żaden jest jak najbardziej poważny i aktualny (znajdź w archiwum). No a ja taki już jestem ,że to nie jest dla mnie poważny temat . Temat o lansie też nie jest poważny ,ani lans nie jest poważny ,w ogóle ludzie też rzadko są dla mnie poważni ,najczęściej są śmieszni ,więc wybaczcie proszę ,ale nie dostosuję się do powagi chwili rozstrzygania o dokonaniach alpinisty po tym ,co mu wystaje z plecaka
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

dagomar pisze: Temat o lansie też nie jest poważny ,ani lans nie jest poważny ,w ogóle ludzie też rzadko są dla mnie poważni ,najczęściej są śmieszni ,więc wybaczcie proszę ,ale nie dostosuję się do powagi chwili rozstrzygania o dokonaniach alpinisty po tym ,co mu wystaje z plecaka
No i bardzo dobrze. Boska menażeria jest najprzeróżnorodniejsza...
Wien, co mówię. Sam też w lustro czasem patrzę.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

a tak zupełnie poważnie , chodzę ,noszę ,używam biorąc pod uwagę wyłącznie ergonomię i wygodę mimo ,że czasami jest to dziwne ,bądź ,kolokwialnie mówiąc inne niż przeciętnie. Jakoś niegdy w ogóle nie przychodziło mi do głowy ,żeby to rozpatrywać pod jakimś innym kątem ,stąd rzeczywiście moja "nieznajomość" tematu :)
pozdrawiam
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

dagomar pisze:...stąd rzeczywiście moja "nieznajomość" tematu
Dobra, dobra!
Jedna sprawa czynna lanserka, a zupełnie inna jej rozpoznawanie. Mów, co chcesz, ale nie przekonasz mnie, że nigdy nie zauważyłeś "wzroku szukającego zachwytu otoczenia" i nie skojarzyłeś tego z przyczyną.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Zygmunt Skibicki pisze:nie zauważyłeś "wzroku szukającego zachwytu otoczenia"
pierwsze lata nie zwracałem uwagi na takie szczegóły.
Od wielu lat chodzę raczej pustymi drogami ,takich osobników tam niewielu ,zaryzykowałbym twierdzenie ,że nie widziałem nikogo takiego od kilku lat ,powiem więcej ,sam awansowałem na lansera (chyba ,tak sądzę z tego ,co mówicie) ,gdy z żoną zdecydowaliśmy się na zimowe zejście z Lodowej na wschód ,zaopatrzeni jedynie w kije ,jako jedyni ze zgromadzonego tam towarrzystwa ,natomiest zjawisko ,o którym mówisz,z całą jaskrawością mogę oglądać zimą na stoku narciarskim ,przy czym najjaskrawiej występuje w knajpach przystokowych ,najlepiej w ładną pogodę.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

dagomar pisze:z żoną zdecydowaliśmy się na zimowe zejście z Lodowej na wschód ,zaopatrzeni jedynie w kije ,jako jedyni ze zgromadzonego tam towarrzystwa
To wcale nie musi o czymś konkretnym świadczyć. Zimą, to wiesz... trzeba się sprawie przyjrzeć z bliska, bo ocena na odległość może być mocno wątpliwa.
dagomar pisze:natomiest zjawisko ,o którym mówisz,z całą jaskrawością mogę oglądać zimą na stoku narciarskim ,przy czym najjaskrawiej występuje w knajpach przystokowych ,najlepiej w ładną pogodę.
Wierzę na słowo, bo ja od "karuzeli narciarskich" stronię nad wyraz zdecydowanie. Zatem, zjawisko znasz i pewno potrafisz rozpoznać także na plaży Saint Tropez.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Zygmunt Skibicki pisze:trzeba się sprawie przyjrzeć z bliska
nic niezwykłego ,czerwiec, żleb pokryty zlodowaciałym śniegiem ,cholerna niechęć do tuptania z powrotem do Jaworzyny i "pourywane" kolana i zadyszka od kopania stupajów. Zwyczajnie nie spodziewaliśmy się tego.
Ale jednak widziałem wtedy w spojrzeniach całej reszty ,która się zwyczajnie bała schodzić to "coś" ,o czym piszecie ,a co było ,nie powiem ,przyjemne ,stąd wysnuwam ten właśnie wniosek.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Dagomar, brałeś dziś coś, czy tak Cię nerwy wyborcze spalają?
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

dagomar pisze:żleb pokryty zlodowaciałym śniegiem...
Nie o to chodzi. Taki opis to się nadaje do gazety. Tam i tak nikt nie wie, o co w tym biega. Liczy się jedynie sensacja, albo... tragedia.
To trzeba tam na miejscu w śnieg tupnąć, kujnąć, dziabnąć, popróbować śliskości i... poczuć go całym sobą.
Liczą się niewyobrażalnie drobne detale: twardość gumy, ostrokątność rzeźby bieżników, dwa zęby więcej w rakach, trzy centymetry dłuższe ostrza kijków, odrobinę większe i lepiej uchylne talerzyki kijków, ciut lżejszy czekan, lepiej oddychające portki, lepiej trzymający ciepło termos, itp.
Poczujesz się w miarę pewnie i... jesteś gość - zadajesz szyku "na luzie".
Opanuje cię strach i... klapa - walczysz z samym sobą i śniegiem jedynie o wyniesienie tyłka w całości. Doświadczenie i lata praktyki w takiej sytuacji są dosłownie bezcenne. Sprzęt jak napisałem ważny, ale bez przesady.
Po wszystkim pozostają jedynie wspomnienia i to ty sam nazywasz emocje, których doświadczyłeś. Wystarczy opisać wszystko w miarę ciekawie i barwnie, masz sukces!
Popatrz, gdybyś nie dostrzegł i nie zapamiętał tych spojrzeń odprowadzających was z przełęczy, może nawet samo zejście nie sprawiło by ci takiej frajdy. Oczywiście to nie ma nic wspólnego z lansem, czy podobną bzdurą. Po prostu zwykła ludzka frajda. Warto, nie?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Janek pisze:Dagomar, brałeś dziś coś
czep się ,nic nie wnosisz ,rozmawiam z Z.S. ,nie każdy jest ,jak Ty ,z Wielickim na ty ,by pogardliwie mnie spławiać ,są też ,na szczęście ,ludzie mniej zarozumiali
Zygmunt Skibicki pisze:Wystarczy opisać wszystko w miarę ciekawie i barwnie
jeżeli to zrobię ,to popadnę w przesadę ,żeby nie powiedzieć - fantazje.
Tak naprawdę ,ponieważ nieźle jeżdżę na nartach ,nie odczuwałem żadnych emocji ,moja żona - owszem - ogromne ,i za to ją podziwiam ,że przełamała swój strach. I tyle.
Nie bardzo rozumiem tego tekstu - ja generalnie zawsze i wszędzie czuję się pewnie - taki ze mnie życiowy optymista ,nawet ,jak jechałem po glazurce na plecach w przepaść ,też nie wierzyłem,że coś mi się może stać ,no i się nie stało.
Oczywiście ,gdyby nie te spojrzenia ,to zejście przeszło by niezauważone -jedno więcej ,jedno mniej
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

dagomar pisze:Oczywiście ,gdyby nie te spojrzenia ,to zejście przeszło by niezauważone
Będę się upierał.
W całej tej sytuacji nie ty generowałeś te spojrzenia. Gdyby tak było, byłbyś tylko lanserem... Ty zdecydowałeś jedynie: "Schodzimy na Terienkę".
No więc ludzie na ciebie spojrzeli, a ty to zauważyłeś, nie bez satysfakcji, ale to tylko od ciebie zależało, że zapamiętałeś.
Zatem, związek przyczynowo skutkowy jest inny niż podajesz.
To nie spojrzenia towarzyszy spowodowały, że tamto zejście zapamiętałeś.
To zapamiętanie tamtych spojrzeń, nadało "przyjemnościowy" sens zajściu i wrycie się całości w pamięć. Tak to widzę.
dagomar pisze:-jedno więcej ,jedno mniej
To, co w końcu jest ważne?
Że pokazałeś innym, ze można zejść, czy twoje wewnętrzne przezycia na tym zejściu?
Ejże! Chyba jednak wewnętrzne przeżycia. Nie machaj więc tak ręką na ten akurat fakt. To takie właśnie doświadczenia nas kształtują i nie jest obojętne, jak one to robią.
dagomar pisze:jeżeli to zrobię ,to popadnę w przesadę ,żeby nie powiedzieć - fantazje.
Skoro mówimy o relacji pisanej, nie byłoby to przestępstwo. W końcu ma swoje prawa ars poetica... I to święte prawo twórcy tak opisać zdarzenie, by (choćby) w sposób sztuczny wywołać u odbiorców zamierzoną sekwencję określonych ale prawdziwych emocji - tak definiował Sztukę profesor Aleksander Bardini. Byłem na tym wykładzie i dokładnie pamiętam, że mówił sztukę przez wielkie S - on miał taką świetną artykulację głosu i gestu.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
ODPOWIEDZ