udzieliło się bidaczkowiIzabela pisze: dagomarze, wywołujesz tzn. rozmawiasz z :"nieaktywnym" Skotim?
Kryzys na szlaku
Sorki ,dopiero się ostro sprzeczałem z człowiekiem na innym forum ,a w ogóle to wina wodza z Tunezji ,bo powyciągał jakieś straszne starocie i trudno się zorientować. No ,drogie Panie ,teraz będę uważniej wślepiać się w daty postówIwona pisze:udzieliło się bidaczkowiIzabela pisze: dagomarze, wywołujesz tzn. rozmawiasz z :"nieaktywnym" Skotim?KRYZYS ma NA SZLAKU forumowych tematów
Faktycznie staroć... ale ciekawy temat 
Ja miałam kryzys w tym roku przy zejściu z Krivania.
Wysoka gorączka, ból głowy i zawroty, dreszcze... doprowadzały do tego, że myślałam tylko o położeniu się, a tymczasem robiło się szaro... Pamiętam, że ledwo co doszłam... a dreszcze przeszły mi dopiero po dużej ilości herbaty z cytryną.
Ja miałam kryzys w tym roku przy zejściu z Krivania.
Wysoka gorączka, ból głowy i zawroty, dreszcze... doprowadzały do tego, że myślałam tylko o położeniu się, a tymczasem robiło się szaro... Pamiętam, że ledwo co doszłam... a dreszcze przeszły mi dopiero po dużej ilości herbaty z cytryną.
a ja to chyba mam kryzys na tym samym szlaku w tym samym miejscu, a raczej po tak samo długim przejściu:P chodzi o orlą perć, po prostu tak mnie skonstruowano ze sie do wszystkiego powoli przyzwyczajam, np do tak imponującej ekspozycji i po jakis kilku godzinach zawsze mam tak że chce być strasznie na dole, po prostu nie moge już wytrzymac tego psychicznego natężenia uwagi jak sie staram nie zlecieć, w takich wypadkach doczepiam:P się grzecznie do jakiegos kolegi który zchodzi przede mną tyle że wolniej, potem jak tylko zejde to mam znów pełno sił, ale jak tylko jestem w tatrach i "rozchodzeniu" nie przepuszczam okazji żeby znów sie "pobać:P" . Ciekawe kiedy mi to przejdzie:)
hmmm...kryzys na szlaku...nio fakt zdarzył mi się w zeszłym roku...związany był z duuużą łachą śniegu, która znajdowała się na ostatecznym podejściu na Krzyżne (szlak od Murowańca)...szczerze mówiąc będąc w połowie tej okropnej łachy chciałam zawracać...ale wtedy wolałam iść pod górę bo czułam się pewniej....i w końcu udało mi się wejść na samą przełęcz...widok oczywiści zrekompensował mi wszystko...
:D
Kryzys każdy ma i to jest naturalne, ale gdy już nosem piluję po szlaku to szybko zajadam czekolade, blyskawicznie regeneruje mi sie zastrzykiem glukozy mózg i odzyskuje świadomośc...że wszystko mnie boli i generalnie jestem zmęczona...fakt ten czym predzej sprawia ol;brzymią mobilizację, ze zaraz za następnym zakretem bede na szczycie, kiedy juz jestem za następnym zakretem zawsze sie znajdzie jakiś kolejny za ktorym potencjalnie koniec drogi...przez tę manipulacje psychiczną tak wspinam sie ja w towarzystwie tego kryzysu i czesto zdarza sie, ze on mija rownie niespodziewanie jak sie pojawil, nie mozna tylko myslec o porazce, zalamanie psychiczne to cos co psuje wszystko,...a gdy schodze i mam kryzys to sie niem nie przejmuje tylko chwytam pod pache i mowie przestan sie wlec za mna idziemy do domu
a jeśli chodzi o taki max kryzys?Tatrzanka pisze:Kryzys każdy ma i to jest naturalne
Odpukać,nie miałam jeszcze tego szczęścia
1. brak sił wynikający ze złej aklimatyzacji
2. intensywne wyrzucanie z psychiki nagromadzonych złych emocji+upał i braki wody-oczyszczjące łzy na końcu nosa-spadek formy fizycznej w oka mgnieniu
3. totalne zmęczenie podróżą-brak snu 36h i nieprzetarte szlaki do schronu...
jeszcze się taki lanser nie urodził,który by mne do kryzysu doprowadzał...i to w górachtomtom pisze:nie zakochiwac sie,
Wracając do tematu,to wydaje mi się,że najważniejsze to nie dać się zwariować.Trzy wdechy,pozytywne i logiczne myślenie, chwila przerwy, łyk wody,coś słodkiego i ....nie poddawać się.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:




