Odrobina bezsensu? Wlasnie wracam do zywych. Kilka dni temu podjalem pewna decyzje...
Ostatnie dwa miesiace moge uznac za wyjete z zyciorysu i jak najszybciej chce o nich zapomniec. Firma, w ktorej pracuje przeszla wlasnie diametralna zmiane. Nie, nie na lepsze. A tak wlasnie mialo byc. Mialo byc tak pieknie. Teraz wszyscy przygladaja sie co przynosza blednie podjete decyzje.
Ja juz nie moge, dlatego odchodze z pracy, poprostu nie mam juz sil.
Ostatnie dwa miesiace zasuwalem jak robot. Czy ktos z Was spedzil w pracy 104 godziny w ciagu jednego tygodnia? Mnie sie wlasnie przytrafilo. Nie ja jeden - wszyscy i po to tylko by na koniec zauwazyc, ze to wszystko bez sensu. Gdzies zarzad popelnil blad i teraz wszyscy beda obwiniani, jeden po drugim.
Kilka dni temu stanalem jakby obok siebie i zaczalem obserwowac czym sie zajmuje. Okazalo sie, ze ostatnio pracuje, jem w pospiechu i troche sypiam. W zasadzie to tyle. Zadalem sobie jedno pytanie: czy robie to, bo chce i lubie, i czy ciesze sie ze swojego zycia? Otoz nie i postanowilem odejsc z pracy.
Do tego moj znajomy wydzwaniajacy niemalze co tydzien z pytaniem: jedziesz w Tatry na weekend? Odpowiadam: Nie, bo nie mam czasu. On: A ja tak!
I potem przesyla mi zdjecia niedzwiedzia. Kur... Dlaczego ja nie wyjade? No wlasnie, moja praca mi na to nie pozwala. Pracuje pod presja, zwlaszcza teraz, kiedy przylecial koordynator marki do Polski. Zrobil sie przez to wiekszy balagan niz gdy go nie bylo.
Kiedys na pewnym spotkaniu najemcow jednej z najwiekszych galerii handlowych w Warszawie ktos zadal pytanie dyrektorowi tegoz centrum: Dlaczego w Polsce w centra handlowe zamkniete sa tylo przez 4 dni w roku? Ten odpowiedzial, ze to dlatego, ze nasz kraj jest na dorobku, dlatego musi zasuwac za dwa. Dupek, ale urodzony "pijarowiec", ktory odklada dzisiatki tysiecy pln co miesiac na czarna godzine, bo i jego kiedys zwolnia.
No coz, za kilka dni mamy wielka gale otwarcia nowego salonu firmowego. Przyleci prawie caly zarzad, ministrowie, bedzie prasa, modelki, prezenterki TV, stylisci, VIPy i kogo tam jeszcze przywieje. I nie musze byc swietnym analitykiem, by wiedziec, ze to kolejna inwestycja, ktora przyniesie same straty. O jak ja nie chce byc na tym otwarciu - imprezie nadetych balonow.
Dlatego pierwsze co zrobie jak juz pojde na zwolnienie przed odejsciem z pracy, to bedzie wyjazd tam gdzie jest tak cicho. Gory

Nie musza byc Tatry, moze wybiore kochane Gorce albo Bieszczady. W koncu nie bede reagowal na kazdy "niezidentyfikowany" dzwiek z mysla: czy to dzwoni moj telefon? Tak, ten telefon, ktory ostatnio stal sie jak narzedzie tortur. Jak dzwonil - znaczylo, ze cos jest do zrobienia "immediately".
W koncu wyjade w gory i moze uda mi sie zrobic jakies zdjecie. Nie musi byc od razu niedzwiedz. Zreszta one chyba juz zasypiaja.
A potem... Z czegos trzeba zyc wiec znajde prace. Pewnie podobna do tej. I znow na poczatku bedzie mi sie podobalo. Dostane nowych ludzi, ktorych znow bede motywowal do lepszej pracy. Nowi znajomi, imprezy integracyjne. Az do momentu gdy stwierdze, ze juz mnie to meczy i robie to wbrew sobie i ze znowu nie ma czasu na zycie prywatne.
Czy to nie jest przypadkiem odrobina bezsensu???