Granice rozsądku
Tomek K pisze:Ja wiem, że mnie nie potępiasz.
Ja tu u was czuje wyłącznie pozytywne fluidy.
witaj na forum
pamietasz Iwona jak szłysmy na przełęcz pod Chłopkiem?
był tam taki kawałek ostro oblodzony,ja stanełam w jednym miejscu i zeby isc dalej musiałam sie podciągnąć a do klamry był kawałek,nigdzie nie mogłam oprzec nogi..chciałam sie poddac...wtedy naprawdę myslałam o zawróceniu
a odwroty w mojej "górskiej karierze"-Kościelec,mój ulubieniec,mam do niego wielki sentyment...moze dlatego ze nie dal mi się tak łatwo
raz sie wycofałam będąc na przełęczy karb i zobaczyłam chmurzyska... drugi raz zaczełam już wchodzic,ale rozpętało sie piekło w postaci burzy..brr ...
trzecie podejscie było szczęśliwe...
będzie nastepne-tym razem musze cos zobaczyc z tego Kościelca
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
Przypomniałem sobie o jeszcze jednym moim odwrocie w Tatrach. Z perspektywy czasu dość zabawnym.
Dzień przed wycieczką kuzynka poinformowała mnie, że w okolicy Czerwonych Wierchów łazi sobie misio. A niech sobie łazi-pomyslałem. Nastepnego dnia wybrałem się właśnie na Czerwone. Zaczynało świtać jak byłem u wlotu Małej Łąki a tu słyszę pomruki. Zacząłem się zastanawiać. Śniadankiem misia nie chciałem zostać bo za mną raczej nikt nie szedł by go przepuscić. Postanowiłem przeskoczyć do Miętusiej i wejść Kobylarzowym Żlebem. Niestety w połowie Miętusiej zaczęło znowu mruczeć a najgorsze, że w Tatrach nigdy człowiek nie jest pewny z której strony dochodzi głos. Byłem już blisko wejścia do żlebu, dokumenty miałem pochowane w polarze na wszelki wypadek gdyby trzeba było rzucić plecak a tu jak nie ryknie w odległości dość bliskiej-powiem bardzo bliskiej . Nogi pierwsze zrobiły w tył zwrot.
Dlatego jest to dla mnie zabawna historia ponieważ dowiedziałem się od pana parkingowego , że to był jeleń na rykowisku. Powiem szczerze- był bardzo przkonywujący. Bać się nie musiałem bo byłem większym jeleniem.
Dzień przed wycieczką kuzynka poinformowała mnie, że w okolicy Czerwonych Wierchów łazi sobie misio. A niech sobie łazi-pomyslałem. Nastepnego dnia wybrałem się właśnie na Czerwone. Zaczynało świtać jak byłem u wlotu Małej Łąki a tu słyszę pomruki. Zacząłem się zastanawiać. Śniadankiem misia nie chciałem zostać bo za mną raczej nikt nie szedł by go przepuscić. Postanowiłem przeskoczyć do Miętusiej i wejść Kobylarzowym Żlebem. Niestety w połowie Miętusiej zaczęło znowu mruczeć a najgorsze, że w Tatrach nigdy człowiek nie jest pewny z której strony dochodzi głos. Byłem już blisko wejścia do żlebu, dokumenty miałem pochowane w polarze na wszelki wypadek gdyby trzeba było rzucić plecak a tu jak nie ryknie w odległości dość bliskiej-powiem bardzo bliskiej . Nogi pierwsze zrobiły w tył zwrot.
Dlatego jest to dla mnie zabawna historia ponieważ dowiedziałem się od pana parkingowego , że to był jeleń na rykowisku. Powiem szczerze- był bardzo przkonywujący. Bać się nie musiałem bo byłem większym jeleniem.
Tak, ale ja sam znam przypadki snow ratujacych życie....Asik pisze:pewnie ze mozna wierzyc w sny,ale sa one spowodowane naszymi myslami,przezyciami z dnia,tym o czym myslimy bezposrednio przed snem...
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Granicy rozsądku nie da się chyba uzasadnić racjonalnie. Nie mam w tym względzie doświadczeń osobistych jeżeli idzie o góry. Zastanawia mnie jednak jak ludzie otrzaskani w wyprawach alpejskich, himalajskich itp. zbyt doświadczeni by popełniać błędy na tatrzańskich szlakach giną w Tatrach?"Tragedie Tatrzańskie"i współczesna literatura faktu pełne są nieprawdopodobnych opisów momentów, pomyłek z pozoru drobnych, lecz przynoszących tragiczne skutki np.dlaczego tak świetni taternicy jak Birkenmajer, Paryski nie zachowali granicy rozsądku w oczywistych sytuacjach:braku kondycji, załamania pogody- co przyniosło fatalne skutki!Czy zgubiła ich zbytnia pewność?Czy mogli uznawać, że są tak świetni, że aż niezniszczalni?
Rózne rzeczy dzieją się w górach.... Patrząc z boku na niektóre przypadki można faktycznie stwierdzić , że pchało tych ludzi coś ku śmierci na przekór wszystkiemu i wszystkim. Ale czy na nizinach nie zdażają się wręcz banalne historie, które kończa się tragiczną śmiercią chociażby na przejściu dla pieszych? W górach tych czynników, niezaleznych od człowieka jest więcej i choć trudno je precyzyjnie przewidzieć, lata turystyki, taternictwa, alpinizmu uczą wyczucia tej wątłej granicy ryzyka.... niestety nie zawsze skutecznieIzabela pisze: np.dlaczego tak świetni taternicy jak Birkenmajer,....... nie zachowali granicy rozsądku w oczywistych sytuacjach:braku kondycji, załamania pogody- co przyniosło fatalne skutki!Czy zgubiła ich zbytnia pewność?
ps. Paryskiego pewnie z kimś pomyliłaś, był do końca swoich dni uosobieniem powiedzenia, że dobry taternik to stary taternik
(nie)codziennie fota z Tatr - www
Izabela pisze:zbyt doświadczeni by popełniać błędy na tatrzańskich szlakach giną w Tatrach?
Może wszystko po trochu ich zgubiło:? Może też po zdobyciu himalajskich szczytów gdzieś w podświadomości koduje się im,że Tatry to maleństwa do wysokich gór i że niemożliwym jest zginięcie w nich,po zdobyciu takiego Everestu? Zapewne nikt z nas nie bardzo uwierzyłby,że może zginąć na Sarniej Skałce...ale już na takiej Orlej to co innego.Czytałam gdzieś,że najwięcej wypadków jest podczas zejścia po zdobyciu wymarzonego celu.Radość,euforia rozluźnia człowieka i staje się mniej czujny...Izabela pisze:Czy zgubiła ich zbytnia pewność?Czy mogli uznawać, że są tak świetni, że aż niezniszczalni?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Jeszcze o Paryskim:brak precyzji z mojej strony:chodziło o to, że "wpędzi l jako stary wyga 2 współtowarzyszy w śmiertelne zagrożenie przy wejściu na ścianę Rumanowego- o mały włos wszyscy nie zginęli. Błędem był pochopny optymizm , że pogoda lada moment się poprawi.
I tu konkluzja do dyskusji, z której możemy wszyscy skorzystać, bez względu na stopień zaawansowania w górach:
"Opiewać w górach rachuby na poprawie pogody, to tak jak zaciągnąć
pożyczkę na konto przyszłej wygranej na loterii"
"Trag.Tatrz."
I tu konkluzja do dyskusji, z której możemy wszyscy skorzystać, bez względu na stopień zaawansowania w górach:
"Opiewać w górach rachuby na poprawie pogody, to tak jak zaciągnąć
pożyczkę na konto przyszłej wygranej na loterii"
"Trag.Tatrz."
Dyskusja moja (mailowa) z kolegą po powrocie z Tatr w lipcu 2004:Izabela pisze: Czy mogli uznawać, że są tak świetni, że aż niezniszczalni?
(MiG) - nigdy jeszcze nie wchodziłem w tak trudnych warunkach...
(TS) - ty sie tam kiedyś nie zabij!
(MiG) - eeee, po ostatnim wyjeździe myślę, że jestem nieśmiertelny
(TS) - właśnie o tym mówię!
MiG
Każdy jest nieśmiertelny, dopóki nie umrze.MiG pisze:myślę, że jestem nieśmiertelny
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Wierzę w swoją intuicję bardziej niż w cokolwiek. Schodziłem po lodzie z Rohatki i choć na pierwszy rzut oka wydawało by się ,że się powinienem zabić ,mimo niesamowitych emocji byłem spokojny ,bo nie miałem żadnych złych przeczuć. Podobnie z eskapadą przez Czerwoną Ławkę z ominięciem zatorów na łańcuchu prosto dnem żlebu i przy kilku innych "ciekawych"trasach. Natomiast ,MAJĄC złe przeczucia - 3 razy wycofywałem się z Małej Wysokiej (burza , śnieg ,a za trzecim razem WYŁĄCZNIE nieznazwany niepokój) , raz z Furkotu i raz omijałem od Piątki Zawrat przez Świnicę ,bo coć mi mówiło ,że lepiej tam nie iść (sypał się lód). Inna sprawa ,że zdarzało mi się czasami zmieniać trasę choćby ze względu na pogodę (która się może nagle pogorszyć ,ale i poprawić).
jasne, zwracam honor, po prostu sądziełem że usmierciłaś WHP gdzieś w TatrachIzabela pisze:Jeszcze o Paryskim:brak precyzji z mojej strony
ależ Izabelo, często zaciagamy w górach pożyczke, inaczej nie byłoby tych cudnych chwil ponad chmurami czy setek innych
(nie)codziennie fota z Tatr - www



