Janek pisze:Wszyscy ci artyści a raczej próbujący wykonywać ten zawód i którym sie nie powiodło a raczej nie zarabiają pieniędzy naogół usprawiedliwiają się tym, że ich muzyka (malarstwo, książka, wiersz, rzeżba itd) są "trudne". A to "trudne" naogół pokrywa brak talentu, brak rzemiosła, brak pomysłu itd
owszem ,rzeczywiście tak mówią ,ale czy zawsze chodzi o brak talentu i rzemiosła?
Prawda jest taka ,że większość społeczeństwa na muzyce się nie zna ,większość również ma drewniane uszy i ta większość będzie słuchać "Ich Troje " i tym podobnych. Nie ma w tym niczego złego ,głupotą jest dopiero twierdzenie ,że muzyka ta ,z racji samego słuchania jej przez większość ,staje się przez to dobra. Otóż nie - chała pozostaje chałą ,ale słuchanie jej nie dyskryminuje słuchającego pod żadnym innym względem ,prócz aspiracji do posiadania muzycznego smaku.
To tak ,jak ,jak z każdym innym rodzajem sztuki ,lubimy jelenie ,bądź Modiglianiego i też nie ma w tym niczego złego ,dopóki ów jeleń wisi nad łóżkiem ,a nie w muzeum.
Jest jeszcze jedna niepokojąca właściwość sztuki współczesnej - wartościująca i wszechwładna poprawność ,która wypacza dobry smak. Jak to pisał Łysiak ,obecnie artysta ,który nie potrafi poprawnie namalować konia , sra w kącie muzeum ,siada w tym z głupią miną i tak powstaje niezwykle ambitna i modna instalacja. Niestety w muzyce obserwujemy zjawisko podobne. Artysta ,który sypia z własną matką i jej kotem ,z założenia tworzy muzykę lepszą ,niż cicha myszka o nieciekawym życiu. I to dotyczy zarówno muzyki w dobrym znaczeniu tego słowa ambitnej ,jak i kiczowatej .Dlatego przecież Wiśniewski z czerwoną głową i trzema żonami jest lepszym artystą niż Wiśniewski wracający z prób przed ósmą do nieciekawej żony w nieciekawym domu.
Ale też dlatego kiedyś "dobra" primaballerina obrażała się w połowie koncertu ,a "dobry" pianista wyrzucał fortepian przez okno.
Wydaje mi się ,że muzycy mający coś do powiedzenia zawsze się wybiją - nie na pierwsze strony kolorowej prasy ,ale ilość wykształconych muzycznie ,ale i też wrażliwych ludzi jest na tyle duża ,że na chleb im starczy. Bo przecież ,co też trzeba powiedzieć jasno - jeżeli muzyka ma być tworzona dla kogoś ,to musi tę wrażliwość innych uwzględniać - choćby słuchacze byli nieliczni i w tym kontekście należy się z Jankiem zgodzić ,że jeśli nikt nie rozumie artysty poza nim samym ,to albo coś jest raczej nie tak z samym artystą ,albo wyprzedza swoją epokę. I tak też się zdarzało ,choć rzadko i nielicznym.
Dziwnym trafem największe dzieła ,choć często po latach ,godzą i znawców ,i bezsłuchowców ,i jedni ,i drudzy słuchają ich chętnie ,choć czasami z innych pobudek