krzymul pisze:
Wynikło, nie tylko pięścią można coś wywalczyć. Była ogromna presja społeczeństwa. Gdyby walczyła tylko ta garstka, a reszta siedziała cicho. władzuchna czuła by się pewniej, a tak oddziaływał tu czynnik psychologiczny. No i Kościół też odegrał ogromną rolę.
A pamiętacie "Pomarańczową Alternatywę" ? - wspaniała rzecz, wszyscy pękali ze śmiechu.
Ośmieszanie jest wspaniałym sposobem na nielubianą władzę.
A kiedy ona traci poczucie humoru - to już ma prze ... ane.
krzymul pisze:
Nawet takie napisy na murach, które za moment były zamazywane, to wszystko składało się na tzw. presję, pod którą cały czas była ówczesna władza.
Jeśli nic z tego nie wynikało, to dlaczego to zwalczali ?.
Kiedy ja właśnie nie kojarzę aby to zwalczali.
Wkurzało ich to - ale nie mieli na to sposobu.
krzymul pisze:
dlaczego teraz obecna władza przeprowadza takie akcje jak zamknięcie przeciwników rządu, władzy.... przecież nic z tego nie wyniknie, to tylko transparenty wyrażające niezadowolenie i strona ( ponoć, bo nie zaglądałem ) satyryczna. Czy wszyscy muszą wyrażać zadowolenie ?
Nie muszą.
Dla mnie sprawa jest o tyle bardziej skomplikowana, ze dawniej były prosto: byliśmy - "my" - czy społeczeństwo i "oni" czyli rząd, komuchy jak kto woli.
Teraz nie jest to tak proste.
Którakolwiek grupa będzie u władzy ma swoich zaciekłych zwolenników i zaciekłych przeciwników. A zdecydowana większość jest zdezorientowana (jak Dagomar czy ja) i najchętniej wysłała by wszystkich do diabła.
Ale ponieważ jedna opcja jest (wg mnie) bardziej nie możliwa do zniesienia - to głosuję na tą drugą.
I to że politycy się nie lubią - jestem w stanie zrozumieć.
Ale nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie potrafię rozmawiać z żadnym zwolennikiem "kaczyzmu" (również tu na forum) - jego argumenty w ogóle do mnie nie przemawiają. A czym głośniej "oni" krzyczą tym bardziej te argumenty nie docierają.
Nie umiem rozmawiać, więc siedzę cicho, wolę zamiast się wkurzać pojechać w góry i odetchnąć.
Jest zdecydowanie lepiej niż te 25 lat temu (co nie oznacza ze nie mogłoby być jeszcze lepiej), są otwarte granice, kraj mimo różnych przeszkód rozwija się gospodarczo, moje dzieci mają znacznie lepsze perspektywy przed sobą niż ja w ich wieku i tylko od nich zależy jak to wykorzystają.
To ostatnie jest najważniejsze.
Więc tak na prawdę nie ma na co narzekać - alleluja i do przodu.
B.