Na zwykłe chodzenie po Tatrach raczej zbędne, chyba, że ktoś planuje noclegi w kolebach. W Alpy raczej za ciężkie, chyba wolałabym liofilizat-mniej waży, nie ma tyle śmieci po zjedzeniu, a gaz i menażkę i tak zwykle się taszczy, zwłaszcza, że tu też potrzebna jest woda do przygotowania.Keczup pisze:Fajna sprawa
Prowiant turysty
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Ja bym proponował zrobić zwykły bilans mas dla turystyki w pełni wędrownej, czyli takiej, w której kilka co najmniej dni jesteśmy w pełni na wyżywieniu "z plecaka".Szarotka pisze:chyba wolałabym liofilizat-mniej waży, nie ma tyle śmieci po zjedzeniu, a gaz i menażkę i tak zwykle się taszczy, zwłaszcza, że tu też potrzebna jest woda do przygotowania.
Obojętnie: puszka od filmowego "komandosa", czy liofilizat, i tak potrzebna jest woda, a przy pełnej kuchni własnej także źródło ciepła. Załóżmy, że to będzie kartusz, palnik i menażka. O sztućcach to ja bym w ogóle tu nie gadał, bo:
Porównajmy tylko porcje obiadowe, bo o chemicznie grzanych śniadaniach i kolacjach póki co nic nie wiemy...Moje sztućce tytanowe:
...ważą 68 gramów.
Ale taki zestaw:
...tylko 35 gramów!
Ta ultra lekka łyżka, to oczywiście Spork z obciętym "na okrągło" widelcem!
Prawda, że od razu... ładniejszy?
A nóż, to powszechnie znany kuchenny "warzywniak" Victorinoxa.
Pełna porcja obiadowa dla dorosłego przy bardzo dużym wysiłku, to na plecach w liofilizacie 100 - 120 gramów.
Tak "na oko", to "puszka od komandosa" wygląda mi na 450 do 500 gramów, a rozmiarowo około 4, a może i 5 razy więcej niż torebka liofilizatu.
Różnica dla jednego posiłku z nóg nie zwala, ale gdyby się wybierać na tydzień i tych posiłków zabierać tak circa 15 - 20 na osobę...
Terminy przydatności do spożycia bezdyskusyjnie skłaniają do liofilizatów.
A teraz o cenach...
Porcje liofilizowane okazują się nawet w sezonie zdecydowanie tańsze, a jak je kupować poza sezonem i bez zbędnych pośredników, to można "zejść" do circa 7 - 9 zł za porcję obiadową.
Aha! I jeśli podliczyć, ile w poszczególnych wariantach odpadków i śmieci trzeba by z gór na plecach znieść...
Zdrowia i frajdy z wędrowania życzę wszystkim, ale zdecydowanie bardziej się to okazuje skuteczne dla tych... rozsądnych.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mam ciągle pod górkęAlan pisze:Keczup, chyba dawno w górach nie byłeś
E tam, do roboty "cuś" takiego zabierałemSzarotka pisze:Na zwykłe chodzenie po Tatrach raczej zbędne, chyba, że ktoś planuje noclegi w kolebach.
"Małżeństwo jest szkołą średnią przyjemności i uniwersytetem rezygnacji" - Tennessee Williams
Te plastikowe badziewia - łyżki nadają się do jedzenia kisielu i leżenia na półce w schronisku. Zapakujesz to do plecaka, wieczorem chcesz zjeść kolację i okazuje się że z łyżka podzieliła się na 2 albo 3 części. W ostatnie pół roku już dwie tak załatwiłem. Więc już wolę nieść zwykłą kuchenną łyżkę niż to plastikowe ustrojstwo.
no niestety mam podobne zdanie o tym produkcie. Dostałam kiedyś za free taki łyżko - widelec. Owszem leciutki i itd. Wrzuciłam go do wora, po całodniowym łażeniu wyciągam go z plecaka a tu niespodzianka, całkowicie zmienił swój kształt i się rozmnożył przez podział. Mam swój metalowy, może i ważący sporo niezbędnik, ale już wiele w górach przeszedł i nadal działa.Huczaj pisze:Te plastikowe badziewia - łyżki nadają się do jedzenia kisielu i leżenia na półce w schronisku. Zapakujesz to do plecaka, wieczorem chcesz zjeść kolację i okazuje się że z łyżka podzieliła się na 2 albo 3 części.
Ja tam wiem czy oryginalne? Miałem dwa, oba dostałem w prezencie, wyglądały na oryginalne - z tym romantycznym napisem light my fireDragan pisze:Kurcze, a to oryginalne sporki były? Z light my fire? jeśli tak to zadziwiony jestem, mam 2 sztuki, nosze je zazwyczaj niedbale wciśnięte do plecaka i żadnych takich rewelacji nie zauważyłem.
Może po prostu traktujesz swój plecak bardzo delikatnie i z wyczuciem
Też załatwiłam identyczny niezbędnik.
Nie wiem w jakich okolicznościach, po prostu złamał mi się w plecaku.
Wczoraj pokazywał mi kolega łyżkę plastikową od "kompletu grillowego", pomalowaną "na metalowo".
Waży dosłownie kilka gramów, a kupić można za grosze w supermarketach, w kompletach po 6 sztuk.
Wydaje mi się być bardziej elastyczna niż te cuda.
Widelec na wycieczkach jest całkowicie zbędny.
B.
Nie wiem w jakich okolicznościach, po prostu złamał mi się w plecaku.
Wczoraj pokazywał mi kolega łyżkę plastikową od "kompletu grillowego", pomalowaną "na metalowo".
Waży dosłownie kilka gramów, a kupić można za grosze w supermarketach, w kompletach po 6 sztuk.
Wydaje mi się być bardziej elastyczna niż te cuda.
Widelec na wycieczkach jest całkowicie zbędny.
B.
http://www.youtube.com/watch?v=UG0vzwC1pho zobaczcie co gość robi ze sporkiem, i nie pęka 
"Czasem się leci ładnie, czasem się na dupę spadnie..." (P.Bukartyk)
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Dawno tu nie zaglądałem i widzę, że temat się zrobił dość... łamliwy.
Co Wy Ludziska robicie z tymi sporkami, że się Wam łamią, to ja kompletnie nie mam pojęcia. Mnie się nie łamią, choć żebym jakoś specjalnie o nie dbał, to... nie powiem. Zwykle wsuwam to do kieszeni plecaka, a w schronisku czy na biwaku noszę w kieszeni spodni i nie rzucam byle gdzie...
Inna sprawa, że nie ma takiej rzeczy, której przy odpowiedniej bezmyślności (sorry, ale to jest prawda!) nie da się sp....ić.
No i jest jeszcze odwieczna kwestia... podróbek. Na to to ode mnie niech nikt nie oczekuje lekarstwa innego jak... doświadczenie. Na ileś tam podrób się najpierw naciąłem, aż nauczyłem się odróżniać i... to wszystko.
Co Wy Ludziska robicie z tymi sporkami, że się Wam łamią, to ja kompletnie nie mam pojęcia. Mnie się nie łamią, choć żebym jakoś specjalnie o nie dbał, to... nie powiem. Zwykle wsuwam to do kieszeni plecaka, a w schronisku czy na biwaku noszę w kieszeni spodni i nie rzucam byle gdzie...
Inna sprawa, że nie ma takiej rzeczy, której przy odpowiedniej bezmyślności (sorry, ale to jest prawda!) nie da się sp....ić.
No i jest jeszcze odwieczna kwestia... podróbek. Na to to ode mnie niech nikt nie oczekuje lekarstwa innego jak... doświadczenie. Na ileś tam podrób się najpierw naciąłem, aż nauczyłem się odróżniać i... to wszystko.
A to jest jedna z tych prawd oczywistych, do których mnóstwo ludzi musi wpierw... dorosnąć!Basia Z. pisze:Widelec na wycieczkach jest całkowicie zbędny.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl






