Kolejne wypadki w Tatrach

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zakochani w Tatrach pisze:Trudna ta miłość do gór.....
Ano trudna. Zwłaszcza gdy dotyczy kogoś znanego z forów górskich, a jeszcze bardziej gdy znanego osobiście, co mi się parę razy w życiu przydarzyło.
Różne myśli wtedy do głowy przychodzą...
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:Różne myśli wtedy do głowy przychodzą...
ano przychodzą, pierwsza to pewnie, żeby rzucić to w cholerę...ale z czasem to mija i wszystko wraca do normy.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

krzymul pisze:pierwsza to pewnie, żeby rzucić to w cholerę..
Może nie tyle rzucić co inaczej, choć to raczej większości nie dotyczy. Czy ta adrenalina wspinaczkowa nie jest jednak za drogo kupowana?
Ta dziewczyna od tego chłopaka, co zgimął, jeszcze stosunkowo niedawno na TG zamieszczała takie góra "orloperciowe" relacje, a teraz na jej blogu (link w opisie) - relacje z wspinaczek. Czy nie za duże tempo w dochodzeniu do trudności? Rozumiem - podążała za chłopakiem... Eeech za dużo pytań się nasuwa.
Tak na początku lat 60-ych rozmawiałem w Tatrach z takim jednym starszym panem, dość znanym przedwojennym wspinaczem. Powiedział tak - pokazując jedną ścianę - "myśmy to uważali za nie do przejścia, a oni teraz - ławeczki, podciąg, wiertarki itp Wedle mnie to taki trochę gwałt na górze, czy nie można jej zostawić choć trochę dziewictwa, co chcą w ten sposób udowodnić?"
Jestem gorszego sortu...
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Poznałem Marcina pod Zamarłą tego roku. Kaśkę też znam już od jakiegoś czasu. Ciężko opanować myśli, które się kotłują po takiej informacji. Strasznie współczuję Kaśce, tym bardziej jak spojrzę na moją żonę.
Gdy się kogoś zobaczy, usłyszy, pozna jego gesty i zachowania, to taka śmierć jest czymś nie do zaakceptowania.
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Żabi Koń pisze: tym bardziej jak spojrzę na moją żonę
Znam pewną kobietę, której mąż i ojciec jej trojga dzieci zginął kilka lat temu w Himalajach. Powiedziała że oczywiście, było to wszystko dla niej straszne ale gdyby on nie był tym kim był i nie robił tego co robił, to nigdy by się w nim nie zakochała.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Żabi Koń pisze:to taka śmierć jest czymś nie do zaakceptowania.
To trochę tak jak na wojnie - taki fragment dialogu z wczorajszego filmu (Pearl Harbour)

- "Poszedłem z dwoma Brytyjczykami na piwo, fajnie było pogadać, Na drugi dzień obaj zginęli"

To mówi amerykański pilot na ochotnika latający w Anglii, jeszcze przed przystąpieniem Stanów do wojny.
Żabi Koń pisze:Gdy się kogoś zobaczy, usłyszy, pozna jego gesty i zachowania
Znam to, siedziało się z kimś przy piwie w Moku, grało w brydża w Murowańcu, gadało o różnych rzeczach, najczęściej o tym czy u nas w kraju kiedykolwiek będzie normalnie i nagle, gdzieś na niznach już odbierqasz telefon - wiesz, Marek się zabił na jakimś tam nr drogi z WHP. Wiesz, że to prawda, że kolega nie kłami a jednak jak kolejnego lata wchodzisz na werandę w Moku lub wieczorem do jadalni w Murowańcu to podświadomie go szukasz, przecież zawsze przy tym stoliku i z tymi to a tymi siedział a teraz go nie ma. I najgorsze jest to, że cała reszta jest ta sama, te same gęby, te same gadki, tylko jego nie ma, przecierasz oczy, nadal nie ma. Cholera, szlag by to trafił...
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Już to napisałam kiedyś na innym forum, po innej śmierci kogoś co znałam tylko z forum.

Jak się ma lat 50+ tak jak ja - i praktycznie całe życie poświęciło się górom, a ponadto - też tak jak ja prowadzi się szerokie życie towarzyskie - to ma się wielu znajomych i przyjaciół, którzy w górach zginęli.
W tym jeden bardzo bliski przyjaciel - Żenio - Słowak z Koszyc, kilku kolegów z SKPG z którymi było się razem w niejednych górach i miało wspólne plany, wielu znajomych, których się spotykało w różnych miejscach. Niektórzy bardzo młodzi.

I wcale się na to nie uodparniam. A kiedy znowu usłyszę o wypadku w górach znowu wspominam ich wszystkich.

Cóż można zrobić - pomóc bliskim przetrwać ten trudny czas, zapalić świeczkę, wspominać przy różnych okazjach. Jeśli ktoś jest religijny - pomodlić się za zmarłego.

Bardzo współczuję rodzinie tego chłopaka, też zwłaszcza jak patrzę na moich synów.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

uszba pisze:
Żabi Koń pisze: tym bardziej jak spojrzę na moją żonę
Znam pewną kobietę, której mąż i ojciec jej trojga dzieci zginął kilka lat temu w Himalajach. Powiedziała że oczywiście, było to wszystko dla niej straszne ale gdyby on nie był tym kim był i nie robił tego co robił, to nigdy by się w nim nie zakochała.
W jakiś tam sposób, góry kształtują człowieka, uczą go wielu ważnych rzeczy, ale przez większość czasu człowiek ma uczucie nieśmiertelności i takie tragiczne zdarzenia zwalają go z nóg. Chciałbym żeby to nie była prawda, a myśl o tym że każdemu się to może przytrafić jest nie do zniesienia.

Oby mu tam było dobrze.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

uszba pisze: ale gdyby on nie był tym kim był i nie robił tego co robił, to nigdy by się w nim nie zakochała.
No to całkiem tak jak ja.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Niedawno temu robiłem porządek w szafie. Znalazłem jedno zdjęcie, z imienin, chyba rok 1964. Dwadzieścia cztery osoby, tak w przedziale 28 do 35, wszyscy młodzi, w dobrej formie, no trochę zmąconej alkoholem. A teraz zostało z nich tylko 6 osób, włącznie ze mną. Nikt w górach, jedna osoba w wypadku samochodowym, na 17 po prostu przyszedł ich czas. Schowałem to zdjęcie na samo dno szuflady. I tylko głupia myśl - kto następny?
Jak idę cmentarną alejką to staram się nie patrzeć na daty na nagrobkach - przeważająca większość znacznie młodszych ode mnie.
Trzeba żyć i cieszyć się każdym dniem, który jeszcze został. I tak jestem wygrany, z tej pozostałej szóstki dwie osoby w ogóle nie wychodzą z domu.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

krzymul pisze:
Janek pisze:Różne myśli wtedy do głowy przychodzą...
ano przychodzą, pierwsza to pewnie, żeby rzucić to w cholerę...ale z czasem to mija i wszystko wraca do normy.
A gdy mijacie rozbite w wypadku samochody to jakie macie myśli ? ;)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

andy67 pisze: A gdy mijacie rozbite w wypadku samochody to jakie macie myśli ? ;)
Ja nigdy takich myśli nie mam, góry to moje życie, nie mogłabym żyć bez nich.
I rozumiem też innych, wszystkich, którzy mają jakąś pasję.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Uważam, że każdy z nas idąc w góry zakłada, że istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że zginie. Jedni je zmniejszają, zachowując się asekuracyjnie, ostrożnie i stopniując trudności, inni są większymi optymistami, ale nikt idąc w góry, nie ryzykuje nadmiernie świadomie. Nikt nie idzie po śmierć. Czym innym jest, gdy samolot zetnie kolejkę, gdy piorun z jasnego nieba strzeli w Suche Czuby, albo gdy choćby pijany kierowca wpadnie w przystanek. To są wypadki nie do przewidzenia, natomiast śmierć w ścianie to zawsze tragedia, ale tragedia wpisana w decyzję o założeniu pierwszego wyciągu. Prawie każdy z nas robiąc pierwszy krok ze schroniska, czy koleby, rzuca wyzwanie. Wyzwanie swoim słabościom, trudności drogi, tym, którzy dotychczas jej nie sprostali, niestety, również wyzwanie kostusze.
rzuca to wyzwanie świadomie i z premedytacją dlatego, że jest tym, kim jest i inaczej już nie potrafi.
Kilka lat temu widziałem minę typowej Matki Polki, świeżej, zielonej, otyłej kobiety z lękiem wysokości, wspinającej się na Czerwoną Ławkę. Mijając ją zamieniłem kilka słów. Ona też rzucała wyzwanie drodze, która dla niej była ewidentnie za trudna. Może na początku ktoś ją tam, nieświadomie zaciągnął, ale potem to już była jej decyzja, jej walka i jej ryzyko.
Dlaczego ludzie skaczą ze spadochronem, rekreacyjnie pływają po morzach, skaczą na gumowych linach ? , ano tacy już ci ludzie są.
Swoją drogą wszyscy ludzie są braćmi, ale w górach giną jakby ci najwartościowsi, zawsze to wielka szkoda[/b]
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Basia Z. pisze:Ja nigdy takich myśli nie mam, góry to moje życie, nie mogłabym żyć bez nich.
Ja też ...i choć boję się gór i mam przed nimi ogromny respekt, to jednak ich piękno zwycięża moje lęki. To pasja, narkotyk ...życie.

dagomar pisze:Uważam, że każdy z nas idąc w góry zakłada, że istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że zginie. Jedni je zmniejszają, zachowując się asekuracyjnie, ostrożnie i stopniując trudności, inni są większymi optymistami, ale nikt idąc w góry, nie ryzykuje nadmiernie świadomie. Nikt nie idzie po śmierć.
Ja jestem – niestety – wielką asekurantką, czasem uciekają mi w górach chwile piękne, ale nie odpuszczam i staram się powrócić w te miejsca, w które - z racji mojej ostrożności – nie dotarłam. Jak bohaterka filmu „Przeminęło z wiatrem” - powtarzam sobie jej słowa - „jutro też jest dzień” ….

A niektóre szlaki pozostaną dla mnie niedostępne....i tak musi być :? ....

Cieszę się z każdego, który pokonam i jest to radość trudna do opisania :D.

Na razie nie wyobrażam sobie chwili, w której nie będę mogła iść w góry – a przecież taka przyjdzie nie wiadomo kiedy...przecież nie jestem młoda.

Żyję chwilą i teraźniejszością .....o przyszłości nie myślę, bo żyć by mi się odechciało ....

:-)
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Zakochani w Tatrach pisze:choć boję się gór i mam przed nimi ogromny respekt, to jednak ich piękno zwycięża moje lęki
Zakochani w Tatrach pisze:nie odpuszczam i staram się powrócić w te miejsca, w które - z racji mojej ostrożności – nie dotarłam
Zakochani w Tatrach pisze:niektóre szlaki pozostaną dla mnie niedostępne....i tak musi być
chyba każdy (no prawie każdy) tak ma :-)
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

dagomar pisze:(no prawie każdy) tak ma
No właśnie...prawie....

W Tatrach o wypadek nie trudno w każdych warunkach, ale są i tacy, którzy kuszą zły los..... idą bez mapy, nie wiedząc nic o szlaku, późnym popołudniem, bez latarek :?.
Ostatnio taką parę – niemłodych już ludzi - udało nam się zawrócić ze szlaku na Lodową Przełęcz od Zadniej Jaworowej.
Godzina 17, do góry ze dwie ....a przecież trzeba jeszcze zejść z tych wysokich progów, a potem koślawym, długim szlakiem w lesie ...bez latarek :?...

Ech....a kostucha tylko czeka na takie okazje :? …...


Obrazek
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Pewnie wspominałem, ale ku przestrodze opowiem, choćbym się powtarzał:
Staram się uchodzić za ostrożnego, w plecaku zawsze mam to, co potrzeba itd, itd.
1. Na Zadnim Granacie ze 20 lat temu (nie miałem wtedy jeszcze żadnego doświadczenia, nie poszliśmy na Skrajny, bo to trudny szczyt, ostrożność ostrożnością poganiała). Stanąłem na glazurce, której nie zauważyłem i wyjechałem w dół w sekundę. Refleksowi w momentalnym rozczapierzeniu się i schwytaniu jakiejś trawy zawdzięczam życie.
2. Na Lodowym, przeżyliśmy burzę na Sobkowej Grani, pioruny na szczycie Lodowego i gradobicie z oblodzeniem na Koniu (burza była nawet opisywana w "Tatrach" jako najgwałtowniejsza tego roku, sppowodowała mnóstwo pracy dla TOPR i HZ ). Już pod Lodowym Zwornikiem w turystycznym terenie, czując się w końcu bezpiecznym, stanąłem na chwilę i .. poleciałem w przepaść, zdążyłem podłożyć pod siebie kijek, to znowu mnie uratowało, choć kijek diabli wzięłi. Towarzysze szukali mnie wzrokiem już na piargach, a to po prostu woda wypłukała mi żwir spod butów.
3. Barania Przełęcz zimą jest łatwo dostępna, co prawda widać było, że podłoże to "skorupa na piasku na lodzie" , ale że póki było bardziej płasko, szło się wspaniale, to i wyżej miało tak być. Śnieg bardzo spłaszcza krajobraz, a pamięć stromizny w górnej części zawiodła, jednym słowem poleciałem. Nic takiego, zdarza się, nie szedłem sam, niewielka asekuracja pozwoliła by mi się zatrzymać po 2 metrach. Niestety lina została w schronisku (taka ciężka i kłopotliwa ??? !!! ). A tak musiałem ryć czekanem z całym życiem przelatującym przed oczami (no i z 50 metrów drugi raz pod górę).
O ile pierwszy przypadek wynikał z braku doświadczenia, drugi był chyba dość trudny do przewidzenia, to trzeci można nazwać kompletną głupotą człowieka chcącego uchodzić za ostroznego. A może każdy ma jakiś taki jeden wyskok w swoim życiu ?
No i ten rok, tydzień temu dosłownie
Gdy schodziłem z Litworowej Przełęczy (a tam jest od samej góry do dołu ruchomy o maksymalnej stromiźnie "usypowej" piarg) , przechodząca górą koza zrzuciła kamień, ten spadł na głaz wielkości lodówki, a ów we mnie. Wskoczyłem na wierzch i zjechałem kilka metrów z tym i kilkoma innymi równie dużymi. Niby nic, ale trochę nieuwagi, trochę pecha i znów moglibyście przeczytać artykuł o forumowym koledze ;-)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Na forum TG chyba setka kondolencji dla Kasi, dziewczyny Marcina Kurasia. Nic dziwnego, od kilku lat aktywnie tam się udziela. W nich jak mantra powtarza się stwierdzenie, które ma dziewczynę pocieszać - że Mrcin to KOCHAŁ lub WYBRAŁ
Nie wiem czy cokolwiek jest w stanie pocieszyć dziewczynę, która w pierwszym rzędzie straciła chłopaka a dopiero w drugim czasami i partnera od liny (czasami - bo na trudniejsze wspinaczki jej nie zabierał).

Przyznam się, że nie jestem entuzjastą obu tych określeń w kondolencjach i wspominkach po śmierci górskiej alpinisty, bo moim zdaniem powody wyboru uprawiania tego sportu są inne, ale nie o to chodzi - mogę jako tako zgodzić się z słowem "kochał" ale raczej trudno mi się zgodzić z słowem "wybrał" bo w wieku lat 24 mężczyzna (podkrteślam mężczyzna) raczej nie jest jeszcze psychicznie gotowy do dokonywania życiowych wyborów. Gdyby tak napisano o mężczyźnie 35-letnim to bym się zgodził. Czym mogę podeprzeć to stwierdzenie? Ot choćby znacznym procentem rozwodów w przypadku mężczyzn zawierających małżeństwo w tym wieku.
Jestem gorszego sortu...
Aleksandra

-#5
Posty: 801
Rejestracja: pn 09 paź, 2006
Lokalizacja: Toruń

Post autor: Aleksandra »

Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Oj, ale mnie przestraszyłaś! Dwie godziny temu miałem telefon od córki z Świnicy. A teraz to. W dodatku 15 minut minut telefon nie łączył. Ale wreszcie połączył, jest ok.
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ