No dobra - napiszę jeszcze raz wyraźniej.
Absolutnie nie jestem w stanie ocenić czy ktoś "da radę" ( no może po wspólnej wycieczce w jakiś skromny sposób będę mogła to ocenić

ale też nie sądzę bo najwięcej zależy od warunków ).
Natomiast miałam swoją naczelną i myślę, że dobrą zasadę stosowaną zarówno przeze mnie jak i przez mojego męża.
Swoje dzieci zabierałam tylko na takie trasy na których wiedziałam że z dużym marginesem bezpieczeństwa (również w sytuacjach typu złamanie pogody) potrafię ja sama im to bezpieczeństwo zapewnić - np. przeasekurować w trudniejszym miejscu.
Czyli musiałam albo trasę wcześniej znać, albo tez przejść wcześniej sama ileś tam podobnych (np. inne cieśniawy w Słowackim Raju).
W przypadkach "wątpliwych" nie szłam tam z dzieckiem.
Co wcale nie przeszkadzało robić z dziećmi trudne i ambitne trasy, ale myśmy (a zwłaszcza mój mąż) mieli już wcześniej spore doświadczenie górskie.
Tak poza tym, również z doświadczenia - nie zabierałabym dziecka na trasy przez długie doliny, bo będzie marudzić.
Raczej trasy krótsze, ale wymagające trochę wspinaczki - np wspominany Słowacki Raj.
Druga zasada:
Jeżeli szłam na wycieczkę z dzieckiem - to cała wycieczka była
dla dziecka, tak przygotowana aby ono było zadowolone, kosztem rezygnacji z niektórych własnych ambicji.
Co wcale nie znaczy że wycieczka była gorsza, po prostu inna.
Chodząc z dziećmi zaczyna się dostrzegać drobiazgi na jakie często nie zwracało się wcześniej uwagi.
Pozdrowienia
Basia