Prowiant turysty
Mówcie sobie co chcecie ale w górach dla mnie najważniejsze jest towarzystwo z którym zjadam posiłek. Czasami rozgotowane, własnoręcznie zrobione w misce, pierogi z jagodami smakują lepiej niż bliny z kawiorem i pstrągi na imprezie integracyjnej.
Do picia polecam jednak napoje izotoniczne np. isostar, power coś tam oraz rozcięczone soki warzywne lub owocowe.
Do picia polecam jednak napoje izotoniczne np. isostar, power coś tam oraz rozcięczone soki warzywne lub owocowe.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Izostar jest bardzo dobry, ale... drogi. Równie dobrze można posłużyć się pastylkami Izosport , Activ czy czymś podobnym - celowo nie podaję firm, ale bardzo łatwo to znaleźć. Ważne, by w skład wchodziło stosunkowo dużo soli mineralnych i któryś z cukrów prostych (glukoza, fruktoza). Nie polecam wszelkich multiwitamin. Nie działają tak dobrze.lucyna pisze:Do picia polecam jednak napoje izotoniczne np. isostar, power coś tam oraz rozcięczone soki warzywne lub owocowe.
Natomiast stanowczo odradzam preparaty "power-coś tam". Wszelkie "redbulowate" moim zdaniem bardziej szkodzą niż pomagają.
Jeden problem, to "bąbelki" wydzielające się po zetknięciu z wodą. Producenci wyraźnie preferują napoje gazowane. Ja ich unikam i to zdecydowanie. Izostar oczywiście nie daje napoju gazowanego.
Po wrzuceniu pastylki do bidonu odczekuję około dwudziestu minut i dopiero wtedy zakręcam. Można też dodać odrobinę cukru (lepiej cukru pudru), a bywa że spiesząc sie dosypuję szczyptę zwykłego piasku - kanciaste drobiny znacznie przyspieszają odgazowanie. Z tym piaskiem to nie żartuję, ale też i nie za bardzo polecam - w końcu to ma służyć do picia...
Rozcieńczone 1:1 albo i 1:2 soki owocowe lub warzywne stosuję, ale po zakończeniu wycieczki.
A do jedzenia oczywiście dwie, trzy kanapki i garść "pogryzki" - przepis na mojej stronie. To mi wystarcza na cały dzień od sporego śniadania do późnej i gorącej obiadokolacji.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
A to jest forum dla przepitych?tomtom pisze:o przepraszam, powerade jest fantastycznym lekiem na kaca.
Jeśli tak, to przepraszam.
Najwyraźniej pomyliłem fora...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Czuję jak po mnie spływa...
Nie wiem tylko - powerade to czy... łaskawość wybaczająca.
Na wszelki wypadek wezmę prysznic.
Nie wiem tylko - powerade to czy... łaskawość wybaczająca.
Na wszelki wypadek wezmę prysznic.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Z całym szacunkiem najlepszym lekiem na kaca jest witamina C i glukoza podane dożylnie plus kawa szatan z bardzą dużą ilością cukru. Przepis pewnego felczera z pogotowia ratunkowego.tomtom pisze:o przepraszam, powerade jest fantastycznym lekiem na kaca.Zygmunt Skibicki pisze:Natomiast stanowczo odradzam preparaty "power-coś tam".
Pawer-coś tam jest niezbędny jako uzupełnienie żelaznego zapasu noszonego w plecaku tzn. sucharów bieszczadzkich z kminkiem i suszonych moreli.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Może umówmy się, że pozostanę przy swoich metodach. Jakoś felczerskie sposoby nie trafiają mi do przekonania, a chciałbym jeszcze nieco pożyć...lucyna pisze:Z całym szacunkiem najlepszym lekiem na kaca jest witamina C i glukoza podane dożylnie plus kawa szatan z bardzą dużą ilością cukru. Przepis pewnego felczera z pogotowia ratunkowego.
I w tej kwestii pozostanę przy moim "obroku"...Pawer-coś tam jest niezbędny jako uzupełnienie żelaznego zapasu noszonego w plecaku tzn. sucharów bieszczadzkich z kminkiem i suszonych moreli.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Potwierdzam. Choć zamiast kawy w drugą żyłę ładuje się czasem sporą dawkę soli fizjologicznej. Przynajmniej dwóch zatraconych alkoholików zmieniało się w geniuszy skalpela wojewódzkiego szpitala w Toruniu, na te parę godzin od rana do kolejnego uwalenia dzięki powyższej terapii.lucyna pisze:Z całym szacunkiem najlepszym lekiem na kaca jest witamina C i glukoza podane dożylnie plus kawa szatan z bardzą dużą ilością cukru. Przepis pewnego felczera z pogotowia ratunkowego.
Swoją drogą Lucyna, skąd wiesz? Wydaje mi się że nie jest to sposób ani wiedza popularna, trzeba być "z branży" żeby to znać. A może się mylę?
Scilicet scio qiud hodiernus dies! Modo ei non possum meminisse verbum Polonicum.
Poniekąd jestem z branży. Pilot wycieczekPiotrus pisze:Swoją drogą Lucyna, skąd wiesz? Wydaje mi się że nie jest to sposób ani wiedza popularna, trzeba być "z branży" żeby to znać. A może się mylę?lucyna pisze:Z całym szacunkiem najlepszym lekiem na kaca jest witamina C i glukoza podane dożylnie plus kawa szatan z bardzą dużą ilością cukru. Przepis pewnego felczera z pogotowia ratunkowego.
to już tajemnica poliszynela takie urban legend - każdy ma chyba "znajomego" którego to postawiło na nogiandy67 pisze:Słyszałem to już kilka razy i to od osób nie "z branży" więc chyba sporo ludzi zna ten sposób
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
A myślałem, że jestem wtajemniczony
No to jest jeszcze jedna legenda na ten temat. Kacze jajo, dzień, dwa przed wykluciem. Zjada się zawartość razem z dzióbkiem i piórkami, a potem można wypić choćby wodę brzozową albo inne tanie winko.
Ależ odjechaliśmy od głównego wątku, ad rem
No to jest jeszcze jedna legenda na ten temat. Kacze jajo, dzień, dwa przed wykluciem. Zjada się zawartość razem z dzióbkiem i piórkami, a potem można wypić choćby wodę brzozową albo inne tanie winko.
Ależ odjechaliśmy od głównego wątku, ad rem
Scilicet scio qiud hodiernus dies! Modo ei non possum meminisse verbum Polonicum.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Jeśli już w ogóle na tym forum trzeba to rozważać...
Jest taka scena w filmie "Ziemia Obiecana" - grają Olbrychski i Pszoniak. Miejsce kręcenia zdjęć - przed budynkiem obecnej Akademii Muzycznej w Łodzi. Mniejsza o detale, ale Pszoniak kończy scenę stwierdzeniem: "Jestem fertig!"
I, był!
Znaczy... skuteczna metoda!
To po kiego grzyba te wszystkie witaminy, glukozy, kawy i cała reszta?
Jest taka scena w filmie "Ziemia Obiecana" - grają Olbrychski i Pszoniak. Miejsce kręcenia zdjęć - przed budynkiem obecnej Akademii Muzycznej w Łodzi. Mniejsza o detale, ale Pszoniak kończy scenę stwierdzeniem: "Jestem fertig!"
I, był!
Znaczy... skuteczna metoda!
To po kiego grzyba te wszystkie witaminy, glukozy, kawy i cała reszta?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
na wrzesien zaplanowalem przeszlo 2 tyg.pomieszkiwania w polskich schroniskach bez wychodzenia z gor
.Co na tak dlugi okres byscie zabrali ze soba do jedzenia?na razie przyszly mi do glowy serki (te gdzie plasterki sa oddzielnie pakowane),jakies pasztety,slodycze,kuskus i ryz modyfikowany oraz zupki z nowej linii knora (te z 80% warzyw na pokladzie bo sie je gotuje tylko 3min).Co jeszcze mozna zabrac zeby nie zarwac sie od tachania tego wszystkiego i zeby nie zbankrutowac w schronach??
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Zaręczam ci, że nie zbankrutujesz stołując sie w schroniskach tatrzańskich. Powiem więcej, taniej i porządniej się najesz na ich wikcie niż na tachanym w plecaku.mamut pisze:na wrzesien zaplanowalem przeszlo 2 tyg.pomieszkiwania w polskich schroniskach bez wychodzenia z gor.Co na tak dlugi okres byscie zabrali ze soba do jedzenia?na razie przyszly mi do glowy serki (te gdzie plasterki sa oddzielnie pakowane),jakies pasztety,slodycze,kuskus i ryz modyfikowany oraz zupki z nowej linii knora (te z 80% warzyw na pokladzie bo sie je gotuje tylko 3min).Co jeszcze mozna zabrac zeby nie zarwac sie od tachania tego wszystkiego i zeby nie zbankrutowac w schronach??
W schroniskach drogie jest wszystko poza normalnym wyżywieniem. Jedyny powód tachania żarcia do schroniska, to potrzeba zrobienia sobie śniadania przed otwarciem jadalni, czyli przed ósmą rano, ale i to można rozwiązać robiąc sobie kanapki wieczorem przy kolacji + termos do herbaty lub kawy na rano i drugi na drogę. Chleb kupisz w schronisku za te same pieniądze, co na Krupówkach - nie ma sensu tego taskać w plecaku. Może tylko nieco taniej wyniesie cię coś do chleba, ale też nie zabieraj tego na całe dwa tygodnie - i tak po kilku dniach okaże się, że będziesz musiał zejść "na dół" z jakiegoś powodu.
Warto też zabrać ze sobą kawę, herbatę, cukier i ulubione słodycze.
Kwestia pogryzki (szturmżarcia) to już według uznania - przepis na mojej stronie.
Ostatnio zmieniony ndz 15 lip, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 2 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Całkowicie zgadzan się z Zygmuntem. W schronach wbrew pozorom nie jest wcale tak drogo - trzeba tylko zamawiać z rozwagą. Kawa, herbata, cukier, cytryna - zawsze biore ze sobą (w schroniskach relatywnie bardzo drogie, a wazy mało i niewiele miejsca zajmuje). Poza tym spirytusik (czyli po prostyu najbardziej skondensowany alkohol) na wieczorną herbatkę po góralsku - za piwem nie przepadam, ale to już kwestia gustu.
p.s. Jak mieszkam w Murowańcu to nawet nie muszę schodzić do Zakopca po zapasy - goście z obsługi schronu są całkiem życzliwi, wielokrotnie przywozili mi z dołu zamówione zakupy i nigdy nie chcieli za to ani gosza, chociaż proponowałem.
p.s. Jak mieszkam w Murowańcu to nawet nie muszę schodzić do Zakopca po zapasy - goście z obsługi schronu są całkiem życzliwi, wielokrotnie przywozili mi z dołu zamówione zakupy i nigdy nie chcieli za to ani gosza, chociaż proponowałem.





