dagomar pisze:Może i to nie był On, ale jak się Onego nigdy nie słyszało, to skąd mieliśmy wiedzieć, co to było ?
Kiedyś z kolegami zrobiliśmy sobie w Tatrach "nocleg pod chmurką". Plany były ambitne, zmęczenie poprzednim dniem spore, więc trzeba było "skrócić podejście". Było fajnie, mniej więcej do momentu w którym po mniej-więcej godzinie spania, jeden z kolegów "usłyszał" niedźwiedzia. Choć do dziś mam poważne wątpliwości że to był "on" to wtedy, jednogłośnie i w iście olimpijskim tempie zwinęliśmy klamoty i pół-śpiący poczłapaliśmy do schroniska
Chariot pisze:ladny z Ciebie hardkor
bez sprzetu?
nie odwazylbym sie
Odważył byś się, śnieg był idealny, szło się jak po schodach, grzech było nie pójść. Durnotą było dopiero zejście do piątki, zwłaszcza że doskonale zdawałem sobie sprawę, że na "nasłonecznionej stronie" już nie będzie tak fajnie.
Chariot pisze:no to sporo szczescia miales
Z pewnością więcej niż rozumu. Ale jak to mówią, człowiek uczy się na błędach

Od tamtego czasu do tej pory, ani razu w górach nie poleciałem (nie licząc kontaktu twarzy z glebą podczas powrotu z Gąsienicowej do Brzezin na nartach, co zresztą było do przewidzenia jak się zjeżdża nocą przez las bez czołówki, a na szlaku wystają kamienie

oraz niezliczonej ilości upadków gdy wracałem piękną bezksiężycową nocą z Ostrego Szczytu, oczywiście także bez czołówki) i mam nadzieję nie polecę
Chariot pisze:no niestety, bez rakow na tej grani bylby MROK...
To zależy. Czasem grań, choć krótka jest "mocno męcząca" a czasem przewiana, a nawet zdarza się że jest zwyczajnie wydeptana ścieżka, taka że "Stolarczyk to by rowerem przejechał" i wtedy można sobie bez problemu poradzić bez raków.
Pzd
Jan