Wraca sprawa lawiny pod Rysami...
OMG! Matii, myslisz czasem, co piszesz? W gorach sie kurwa umiera. Gory nie sa po to, zeby wzbudzac w nich sympatie i zaciekawienie, w gorach Szumny mogl sobie zbudowac szacunek dla swojego zdrowego rozsadku, docenionego moze za lat piec albo dziesiec, ale jednak, a co on zrobil? Za wszelka cene chcial osiagnac cel, poddajac sie presji nastolatkow. Dupa, nie wychowawca.
W walce z nasilajacym się zmęczeniem i słabością,aż po wyznaczony sobie cel -każdy ma inny zasób sił,dlatego rożne też bywają słabe punkty i szczytowe osiągnięcia. Tym samym wzajemnie wsparcie staje się - poprzez motywacje i pomoc, a także przez zaufanie - doświadczeniem ludzkiej wielkości.Nieprzewidziane okoliczności, jak załamania pogody,złe samopoczucie kompana lub własne mogą okazac się DECYDUJĄCE DLA ŻYCIA". w żadnej chyba dziedzinie sportu wzajemnie zaufanie nie ma tak wielkiego znaczenia jak we wspinaczkach wysokogórskich.Przepraszam, co sugerujesz? Ze dzialalnosc KW polega na ryzyku? Ono jest zawsze obecne, w kazdej dzialalnosci gorskiej, (-) nie znaczy, ze w klubach wyosokogorskich ludzie dniami i nocami kombinuja, jakie by tu zasady bezpieczenstwa naruszyc, zeby sobie poryzykowac.(-)
Dlatego właśnie na przestrzeni dziesięcioleci wśród taterników/alpinistów wykształciła się swoista kultura koleżeństwa.
Dyletanckie i nieuczciwe zachowanie, zaniedbanie mają w górach o wiele powżniejsze konsekwencje niż na jakimkolwiek stadionie....
Już nawet samo wyczucie granic w podjęciu decyzji czy ocena możliwości partnera MUSI BYĆ sygnałem DLA KAŻDEJ PODEJMOWANEJ DECYZJI.Tutaj przez cały czas życie wisi na przysłowiowym włosku.
- z dedykacja dla Matii - z nadzieją,że nie drażni się z nami lecz faktycznie ma problem....No właśnie, w tym jest problem, że im się nie udało i doszło do tragedii.
Pozdrawiam
Izabela
wg.Max von Kienlin
może zamiast dyskusji, która i tak niczego nowego nie wniesie zajrzyjmy tutaj... http://www.republikadzieci.org/problemy ... iec306.htm



