mefistofeles pisze:To duperel, chodziło o wazniejsze rzeczy - NBP i BBN.
Mefi - niebezpiecznie zbliżasz się do granicy śmieszności, o ile już jej nie przekroczyłeś. Co wynika z tej informocji? Ano to, że tych kilkudziesięciu słów nie powiedział generał tylko major. Jest to przykra informacja dla państwa z MAK bo oni z tego zroblili dość zgrabną teoryjkę o psychologicznych elementach w przebiegu katastrofy. To się już rozlazło w raporcie komisji Millera, w której jak byk stoi napisane, że to co ew. mógł mówić generał nie miało najmniejszego wpływu na działania pilota, który nie zwracał na to uwagi. Co więcej to były dane prawidłowe (wysokość) - czyli inaczej mówiąc - gdyby pilot posłuchał generała, a teraz jak się okazuje, swojego starszego kolegi, to może by szybciej zaczął na ten drugi krąg odchodzić i nie nie doszło by do nieszczęścia.
krzymul pisze:Ale zapewne znajdą się i tacy, którzy nie uwierzą w te nowe odczyty rozmów.
A tak. Pan Macierewicz będzie uszczęśliwiony jak ktoś zacznie podnosić wątpliwości czy major Grzywna to major Grzywna. A już najbardziej byłby uszczęśliwiony pan Antoni, gdyby jakiś idiota wysnuł teorię, że to był... prezydent.
Panowie - ważcie słowa, które wypowiadacie bo łacno może się okazać, że wyjdziecie na idiotów. Mogę wam podrzucić przykładową teoryjkę - Odnaleziono nieznaną do tej pory pamięc monitoringu, który ujawnił, że przed odlotem koło samolotu kręcił się jakiś facet z bombą ezoteryczną pod pachą. Jak się okazało był to były chłopak jednej z stewardes, który w ten sposób zemścił się na niewiernej narzeczonej. Please - bierzcie i podawajcie jako prawdę objawioną.
krzymul pisze:Lepiej zaufać Rosjanom niż krakowskiemu instytutowi.
Wpierw badali Rosjanie, prawdopodobnie przy pomocyjakichś Polaków, bo choć rosyjski podobny do polskiego, ale z takich szumów lepiej Polak coś "wyciągnie" niż Rosjanin. Potem badał zespół specjalistów z Policji. Oni odczytali trochę więcej. No i warto zwrócić uwagę, że były w tekstach - rosyjskim i tym polskim dla komisji Millera byłydrobne różnice w tekstach zupełnie "neutralnych" czyli nie istotnych dla badanej sprawy. Zespół ten na pewno działał w pośpiechu, bo chodziło aby jak najszybciej możliwie najwięcej zdeprecjonować raport MAK, co się zresztą udało. Trzecim zespołem badawczym był krakowski Instytut - jedyna grupa, która działała nie pod naciskiem czasu, mieli spokój, nikt ich nie pogonił i podobno mieli najnowocześniejszy sprzęt. Podobno i im nie udało się wszystkiego odczytać i można się spodziewać, że np. za dwa lata technika się udoskonali i nastąpią kolejne odczyty.
A teraz Krzymul, powiedz jako technik, czy nigdy nie zetknąłeś się z trzema różniącymi się od siebie ekspertyzami rzeczoznawców? Bo ja wielokrotnie.
Przykładowo - zespół napędu jazdy mostu zwodzonego w Darłówku zaprojektował inżynier z zacnego biura projektów. Jego projekt zweryfikował (i podpisał się) kierownik pracowni w tymże biurze, a potem zatwierdził zespół rzeczoznawców w tymże biurze. A potem ta sterta rysunków dostała się na biurko skromnego technika mechanika w mojej firmie, który otrzymał polecenie zestawienia materiałów potrzebnych do wykonania tego ustrojstwa. I to on odkrył usterkę, która praktycznie uniemożliwiała wykonanie tego ustrojstwa w sposób zapewniający jego prawidłowe działanie. Poprawiliśmy sami, "fachowcy" z tego biura projektów dumnie odrzucili nasze pretensje.
Drugi przykład z tego samego obiektu - przy umieszczaniu zbrojenia w tej wystającej części obiektu sterowni, do kierownika budowy przyszedł zbrojarz i zwrócił uwagę na jeden szczegół. Kierownik tylko się chwycił za głowę jak zobaczył co jest grane. Zawołaliśmy projektanta z biura projektów - przyjechał, zrobił się czerwony jak burak i rzekł tylko - o, k****a. Poprawienie było łatwiutkie. Gdyby nikt tego nie zauważył to po zalaniu betonem cała ta część obiektu by się znalazła w wodzie kanału. Ludzie, Krzymul, bywają omylni, tylko czasami nie chcą się do tego przyznać.
Jestem gorszego sortu...