Prowiant turysty
Hej Gazdowie
Przebojem na moich wyrypach jeszcze w czasach komuny był SMALEC - bomba kaloryczna.
Wytapiany bez pośpiechu z dodatkiem drobniutko krojonego boczku wędzonego, podsmażonej kiełbaski, cebulki, papryczki, czosnku i ziół z przewagą majeranku lub curry.
Całość warstwowo - smakowo zalewana w słoiczki, gdzieniegdzie zaciągnięta kechupem wysmażanym z jabłkami i śliwkami, sosem sojowym itp.
Poza tym powidła własnej roboty.
Szczytem odlotu były kanapki z jednym i drugim.
do zobaczyska na szlaku MK
Przebojem na moich wyrypach jeszcze w czasach komuny był SMALEC - bomba kaloryczna.
Wytapiany bez pośpiechu z dodatkiem drobniutko krojonego boczku wędzonego, podsmażonej kiełbaski, cebulki, papryczki, czosnku i ziół z przewagą majeranku lub curry.
Całość warstwowo - smakowo zalewana w słoiczki, gdzieniegdzie zaciągnięta kechupem wysmażanym z jabłkami i śliwkami, sosem sojowym itp.
Poza tym powidła własnej roboty.
Szczytem odlotu były kanapki z jednym i drugim.
do zobaczyska na szlaku MK
Jak to wytłumaczył jeden mój znajomy Chińczykowi, zresztą z Malezji, który nigdy w życiu nie był w Chinach a do Polski przyjechał w celach byznesowych a rzecz cała się miała w restauracji w chwilę po podaniu przystawki do obiadu - właśnie smalcu i pieczywa - "Nie wiesz co to jest Denis (tak miał ów Chińczyk na imię) - hmm, najogólniej można by powiedzieć, że sam cholesterol, ale to jest dobre". Denis z niedowierzaniem posmarował kawałek bułki z rezerwą graniczacą z odrazą i wstrętem skierował w stronę ust i ... za chwilę zobaczyliśmy na jego żółtej gębie uśmiech szczęścia absolutnego. Zjadł szybko, posmarował kolejny kawałek, potem następny a kelner widząc co się dzieje przyniósł następną porcję. Gdy już wychodziliśmy to Denis otrzymał przy wyściu pięknie opakowany słoik smalcu - prezent od firmy. Oczywiście był to smalec z skwareczkami, cebulką. jabłuszkiem, majerankiem i co tam jeszcze potrzeba.MK pisze:Przebojem na moich wyrypach jeszcze w czasach komuny był SMALEC - bomba kaloryczna.
W ogóle teraz wegetarianizm staje się passe. Nawet coraz większa rzesza aktorów odchodzi od wegetarianizmu i powraca do bekonu, karkówki, etc.Darycjusz pisze:A w dzisiejszych czasach to czasem na pajdzie ze smalcem można nawet sporo zarobić. Szczególnie na jakiś masowych imprezach regionalnych etc
Smalec też pewnie jest już jazzy.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Bo, zważ to Hanni, te wszystkie zielska , dno i wodorosty, to to nie jest chrzescijańskie jedzenie..Ze dwa lata temu na Hubertusie, którego organizowaliśmy , orzebojem był bimber, smalczyk, kiszone ogóreczki i chleb od baby/znaczy wiejski na lściach chrzanu. Jejku co tam się działo. innostrancy, a było kilka osób z Francji i GB nie odpuścili ani skwareczki. , ani kapeczka samogonu suię nie zmarnowała, a PAni Ela - gospodyni i żona właściciela stadninu nie zostawiła sobie nawet słoiczka. Goście wynieśliwszystkie zapasy.. Konie po stremu żarły resztki i siano z leśnej łąki. O!

Z tym "chrześcijańskim jedzeniem" to bym nie przesadzał. Mięso i ryby jak najbardziej. Ale warzywa i owoce również. Toż to w basenie Morza Śródziemnego ta religia powstała i przez dłuższy czas do tego właśnie regionu się ograniczała. Tak więc bardziej na dietę śródziemnomorską bym wskazywał aniżeli na dietę Innuitów. 
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Nie no, oczywiście, Andrzeju. Ja się tylko odniosłem do tego "chrześcijańskiego jedzenia".
Natomiast nieprawdę jest, że w basenie Morza Śródziemnego podstawą wyżywienia jest zielsko i wino. Raczej produkty zbożowe, czyli źródło węglowodanów złożonych, tłuste ryby oraz oliwa z oliwek. Na Krecie spożycie tłuszczy wynosi nawet 40%. A kaloryczność diety danej osoby uzależniona jest od jej trybu życia oraz oczywiście wieku.
Natomiast nieprawdę jest, że w basenie Morza Śródziemnego podstawą wyżywienia jest zielsko i wino. Raczej produkty zbożowe, czyli źródło węglowodanów złożonych, tłuste ryby oraz oliwa z oliwek. Na Krecie spożycie tłuszczy wynosi nawet 40%. A kaloryczność diety danej osoby uzależniona jest od jej trybu życia oraz oczywiście wieku.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Prowiant...
No, poczytałem sobie. Sporo tego...
Zamiast przekopiowywać tu potężny kawał mojego na ten temat tekstu, daję link do mojej strony, gdzie całość jest od jakiegoś czasu - http://turystyka.skibicki.pl/forum/view ... =2483#2483
Oczywiście hasło "Prowiant"
Jest to także w formie książkowej, ale pod ww. linkiem jest cała treść książki.
Przepraszam, ale to dość obszerna lektura.
Zamiast przekopiowywać tu potężny kawał mojego na ten temat tekstu, daję link do mojej strony, gdzie całość jest od jakiegoś czasu - http://turystyka.skibicki.pl/forum/view ... =2483#2483
Oczywiście hasło "Prowiant"
Jest to także w formie książkowej, ale pod ww. linkiem jest cała treść książki.
Przepraszam, ale to dość obszerna lektura.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
A ja mam pytanie !
Czy ktoś z Was próbował dań liofilzowanych?Czy jest to zjadliwe ? smaczne ? i warte swojej /dość znacznej zresztą/ceny?
Przygotowuję się do dość dalekiej wyprawy i zastanawiam się czy jest sens inwestować i targać ze sobą to cudo?
Jeśli już poruszaliście ten wątek to przepraszam, że się powtarzam ale ze względu na ograniczenia czasowe /mam dostęp do netu tylko w robocie i czasami musze niestety też pracować/- nie zdołałam przebrnąć przez 12 stron wątku o prowiancie /próbowałam ale robiłam to wyrywkowo i zwątpiłam przy wymianie zdań dotyczącej balansowania diety/
Czy ktoś z Was próbował dań liofilzowanych?Czy jest to zjadliwe ? smaczne ? i warte swojej /dość znacznej zresztą/ceny?
Przygotowuję się do dość dalekiej wyprawy i zastanawiam się czy jest sens inwestować i targać ze sobą to cudo?
Jeśli już poruszaliście ten wątek to przepraszam, że się powtarzam ale ze względu na ograniczenia czasowe /mam dostęp do netu tylko w robocie i czasami musze niestety też pracować/- nie zdołałam przebrnąć przez 12 stron wątku o prowiancie /próbowałam ale robiłam to wyrywkowo i zwątpiłam przy wymianie zdań dotyczącej balansowania diety/
wygląda pysznie,smakuje też,ma zdaje się odpowiednią ilośc kalorii i wartości. Wada-jest jednak stosunkowo drogie. Dla ciekawostki podam,że moi koledzy po kilkudniowym pobycie na wysokości ok 3500 odstawili to żarcie na bok i dopadli do mojego samorobnego rosołu z kostki,wzbogaconego masą suszonych warzyw i kaszą kuskusPatrycja pisze:Czy ktoś z Was próbował dań liofilzowanych?Czy jest to zjadliwe ? smaczne ? i warte swojej /dość znacznej zresztą/ceny?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Panie i Panowie, to były czasy
:
"Na temat jedzenia podczas wycieczki także wypowiadał się wszechstronny Przewodnik:
Z pomiędzy żywności zabieranej zwykle na wycieczki, okazał się bardzo pożądanym przede wszystkim bigos. Odgrzany na popasie, syci pragnienie i głód, a zwłaszcza na forsownych wyprawach, gdy się traci apetyt do mięsnych potraw, jedynie bigos, a choćby sama kapusta wybornie smakuje. Potem dobry jest bulion i czarna kawa.
Zwykle ładują goście na wycieczki oprócz chleba i bułek, pieczone lub smażone kurczęta, huzarską pieczeń, kiełbasę, słoninę węgierską, szynkę, jaja, masło, ser owczy, ciasta różne, wędliny, a z napojów wódkę, wino, arak i najważniejszą herbatę, do której trzeba mieć cukier w kawałki drobne potłuczony. Praktycznymi okazały się na wycieczkach ozory, lub mięso zaprawiane w puszkach."
Ze wspomnień Karłowicza.
"Na temat jedzenia podczas wycieczki także wypowiadał się wszechstronny Przewodnik:
Z pomiędzy żywności zabieranej zwykle na wycieczki, okazał się bardzo pożądanym przede wszystkim bigos. Odgrzany na popasie, syci pragnienie i głód, a zwłaszcza na forsownych wyprawach, gdy się traci apetyt do mięsnych potraw, jedynie bigos, a choćby sama kapusta wybornie smakuje. Potem dobry jest bulion i czarna kawa.
Zwykle ładują goście na wycieczki oprócz chleba i bułek, pieczone lub smażone kurczęta, huzarską pieczeń, kiełbasę, słoninę węgierską, szynkę, jaja, masło, ser owczy, ciasta różne, wędliny, a z napojów wódkę, wino, arak i najważniejszą herbatę, do której trzeba mieć cukier w kawałki drobne potłuczony. Praktycznymi okazały się na wycieczkach ozory, lub mięso zaprawiane w puszkach."
Ze wspomnień Karłowicza.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Potrawy liofilizowane, to nie jest "chińszczyzna" z marketu!
"Gorące kubki", "chińskie zupki", "gorące chwile" i "dania w 5 minut" nie mają prawie nic wspólnego z daniem liofilizowanym choć powstają w podobnej technologii.
Porównanie jest mniej więcej takie samo jak zduńskowolski "kocyk" i polar z Maldena.
Spróbujcie sami - choćby na jednej porcji.
Trochę o tym gadamy na moim forum - link pod podpisem.
Co do ceny...
Mała nie jest, to fakt - 20 złotych za obiad. Co powiecie jednak na kupowanie dań na dwie osoby za 30 zł?
Takią porcję można otworzyć, spożyć połowę, a drugą zostawiś szczelnie (natychmiast!) opakowaną i sięgnąć do niej do dwóch trzech dniach. Oczywiście w tropikach nie da się tego zrobić, ale z drugiej strony - kto wybiera się na taką wyprawę w pojedynkę?
I jeszcze jedno. Potrawy liofilizowane tanieją. Powoli, ale jednak. To jest nasza przyszłość.
"Gorące kubki", "chińskie zupki", "gorące chwile" i "dania w 5 minut" nie mają prawie nic wspólnego z daniem liofilizowanym choć powstają w podobnej technologii.
Porównanie jest mniej więcej takie samo jak zduńskowolski "kocyk" i polar z Maldena.
Spróbujcie sami - choćby na jednej porcji.
Trochę o tym gadamy na moim forum - link pod podpisem.
Co do ceny...
Mała nie jest, to fakt - 20 złotych za obiad. Co powiecie jednak na kupowanie dań na dwie osoby za 30 zł?
Takią porcję można otworzyć, spożyć połowę, a drugą zostawiś szczelnie (natychmiast!) opakowaną i sięgnąć do niej do dwóch trzech dniach. Oczywiście w tropikach nie da się tego zrobić, ale z drugiej strony - kto wybiera się na taką wyprawę w pojedynkę?
I jeszcze jedno. Potrawy liofilizowane tanieją. Powoli, ale jednak. To jest nasza przyszłość.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Tak jak napisała Iwona jadłem liofilizaty i nie jest to złe danie/dania tyle że po paru dniach naprawdę chce się zjeść coś innego niż tylko tą tzw.papkeIwona pisze:wygląda pysznie,smakuje też,ma zdaje się odpowiednią ilośc kalorii i wartości.
Jest to pożywne i jak powiedział Zygmunt są porcje na 2 osoby tyle że jak nie jesteś dużym żarłokiem to pojedzą sobie tym nawet 3 osoby.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Dorian -
Tego już nie chciałem pisać, ale dwie podwójne porcje na pięć osób próbowałem i wystarczalo.
Policzmy : 2 x 30/5 = 12 złotych za pożywny obiad. To już nie jest bardzo drogo, prawda?
A, że się to może znudzić...?
A co się nie nudzi jako wyłączne... na dłuższą metę?
jak nie jesteś dużym żarłokiem to pojedzą sobie tym nawet 3 osoby.
Tego już nie chciałem pisać, ale dwie podwójne porcje na pięć osób próbowałem i wystarczalo.
Policzmy : 2 x 30/5 = 12 złotych za pożywny obiad. To już nie jest bardzo drogo, prawda?
A, że się to może znudzić...?
A co się nie nudzi jako wyłączne... na dłuższą metę?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
mam nadzieję,że z mojego postu to też wynikaZygmunt Skibick pisze:Potrawy liofilizowane, to nie jest "chińszczyzna" z marketu!
Ostatnio zmieniony śr 14 lut, 2007 przez Szarotka, łącznie zmieniany 1 raz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Dzięki
Nie jadę sama, nie nastawiam się na jedzenie tylko liofilizatów /myślałam o tym raczej jak o pełnowartościowym awaryjnym daniu do wykorzystania jak nie będzie innej opcji/... , nie jadę w tropiki, żarłokiem też raczej wielkim nie jestem - chociaż na świeżym powietrzu i po wysiłku trochę mi się to zmienia ..
Tak więc, kupimy sobie kilka dań podwójnych tak na wszelki wypadek...
Jeśli wyprawa dojdzie do skutku
- nie chcę pisać o czym marzymy i gdzie chcemy się wyrwać, żeby nie zapeszać - ostatnie trzy lata los w ostatniej chwili boleśnie weryfikuje i zmienia wszystkie moje plany
- mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie !!
Jak się uda to po powrocie się pochwalę /nie mamy w planach wyzwań bardzo wysokogórskich - kondycja i umięjętności nie te - ale w granicach rozsądku i bezpieczeństwa trochę się poszwędamy w miejscach również nie płaskich - krajobrazy może też będą ładne.../
Nie jadę sama, nie nastawiam się na jedzenie tylko liofilizatów /myślałam o tym raczej jak o pełnowartościowym awaryjnym daniu do wykorzystania jak nie będzie innej opcji/... , nie jadę w tropiki, żarłokiem też raczej wielkim nie jestem - chociaż na świeżym powietrzu i po wysiłku trochę mi się to zmienia ..
Tak więc, kupimy sobie kilka dań podwójnych tak na wszelki wypadek...
Jeśli wyprawa dojdzie do skutku
Jak się uda to po powrocie się pochwalę /nie mamy w planach wyzwań bardzo wysokogórskich - kondycja i umięjętności nie te - ale w granicach rozsądku i bezpieczeństwa trochę się poszwędamy w miejscach również nie płaskich - krajobrazy może też będą ładne.../
O tym bigosie to nie tylko Karłowicz pisał. Kiedyś znalazłem w necie cały taki poradnik kulinarny tatrzański ale mi link gdzieś wsiąkł a teraz nie mogę powtórnie natrafić. Jedno jest pewne - wiedziano wtedy co dobre i w porównaniu z tym opisem to co proponują schroniska lub zabieramy sami to jest to obraza podniebienia. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie podać to, że w tamtych błogich czasach gentlemen lub dama udający się w Tatry nie tachali na własnym grzbiecie swoich bambetli a już pożywienia w szczególności. Do tego służył młody góralicek, jakiś krewniak górala - przewodnika. A to dość zasadniczo zmienia sytuację.Łukasz t pisze:Z pomiędzy żywności zabieranej zwykle na wycieczki, okazał się bardzo pożądanym przede wszystkim bigos.
Jestem gorszego sortu...




