Szarotka pisze:Proszę Was! Kto normalny uwierzy, że jakakolwiek partia będąca w takiej sytuacji(którą opisał Andy) u władzy, czekałaby na wspomniany akt zgonu by przejąć tymczasowo władzę? No proszę Was.......
Każda PRAWORZĄDNA.
Co szkodziło PeOwcom poczekać kilka godzin na stosowne dokumenty i "na legalu" rozpocząć myszkowanie po prezydenckich archiwach?
Chyba, że COŚ ISTOTNEGO* było na rzeczy i liczyła się każda przysłowiowa sekunda.
To tak na chłopski rozum.
* = Nie mam pojęcia co, ale skoro już zaczęliśmy gdybać ...
Szarotka pisze:co Twoim zdaniem w w/w sytuacji zrobiłby PiS.
Sytuacja:
andy67 pisze:No przecież gdyby teraz Jaro był premierem, Kurski marszałkiem, Antoś MSWiA a samolot z Komorowskim np. wpadłby gdzieś do południowego Pacyfiku to oni by i 5 lat czekali z przejęciem obowiązków aż byśmy wrak znaleźli i ciała zbadali. No bo skąd akt zgonu jak zwłok nie ma ?
Czekałby z przejęciem władzy na akt zgonu?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Szarotka pisze:Czekałby z przejęciem władzy na akt zgonu?
Sytuacja opisana przez Andy"ego
Państwo nie może pozostawać bez prezydenta. Konstytucja mówi, że w przypadku zgonu prezydenta obowiązki przejmuje Marszałek Sejmu. W konstytucji nie ma ani słowa o formalnym akcie zgonu - to jest dokument z procedur medycznych. Jeśli zwłok nie ma do dyspozycji to trzeba podejść zdroworozsądkowo.
To co wypisuje Krzysgd i Mefi przypomina mi średniowieczne igraszki uczonych mędrców zastanawiających się ilu diabłów mieści się na ostrzu szpilki.
Gdyby tak było z Komorowskim a Kaczyński był premierem a dajmy na to Brudziński marszałkiem sejmu to jeszcze tego samego dnia by został prezydentem.
Tak nawiasem - gdyby Ziobro by marszałkiem Sejmu to jednak by prawdopodobnie nie został prezydentem bo Kaczyński mu nie ufa. Prawdopodobnie wtedy Kaczyński by wywinął jakiegoś łamańca prawnego i doprowadził do nowych wyborów prezydenckich.
Janek pisze: Jeśli zwłok nie ma do dyspozycji to trzeba podejść zdroworozsądkowo.
Nie, trzeba podejsc zgodnie z procedurami, bo inaczej rodzi to pole do nadużyć. Konstytucja i ustawy okołokonstytucyjne regulują to w najmniejszym szczególe.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Janek pisze:To co wypisuje Krzysgd i Mefi przypomina mi średniowieczne igraszki uczonych mędrców zastanawiających się ilu diabłów mieści się na ostrzu szpilki.
Otóż, "Hrátky s čertem" nie są wcale domeną ani mediewistyki ani matematyki. To akurat jedno z niewielu osiągnięć czechosłowackiego (uwielbiam, kiedy ktoś się w podobny sposób przejęzyczy) komrealistycznego działacza - pisarza.
Pomimo, że średniowieczni mędrcy nie dysponowali odpowiednimi narzędziami matematycznymi, by dokładnie wyliczyć liczbę RDnOS, to byli bardzo bliscy, bo podawali wyniki z niewiarygodnym przybliżeniem.
Było im o tyle łatwiej, że współczesne diabły płci obojga (a jakże, feministki niech też mają) mnożą się w postępie geometrycznym, a do szpilek nieuczciwi producenci dosypują piasku.
mefistofeles pisze:Nawet, wbrew pozorom prawo to przewiduje.
Jednakowoż oprócz prawa "pisanego" jest też coś takiego co nazywa się "duchem prawa" i "stanem wyższej konieczności". I to od rzymskich czasów. I jest stosowane, gdy okazuje się się, że zaszły okoliczności nadzwyczajne, które nie były przewidziane w tym prawie. Wszystkie ustawy sejmowe podpisuje prezydent. Jego brak powoduje paraliż władzy ustawodawczej. Amerykanie zapobiegli temu wprowadzając urząd wiceprezydenta. U nas reguluje to automatyczne przejęcie funkcji prezydenta przez Marszałka Sejmu.
Zresztą polskie prawo cywilne przewiduje procedurę uznania za zmarłego bez dokumentu zgonu. Ale to jest zwłoka, która w przypadku takiej funkcji nie jest dopuszczalna. A tak nawiasem - Jarosław Kaczyński widział zwłoki brata jeszcze tego samego dnia. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego PiS-owcy stale to podnoszą. Krzygd pisze o "dobraniu" się do dokumentów prezydenckich. Czyżby wiedzieli, że są w nich takie, które nie powinny (ich zdaniem) być jawne dla nowego prezydenta? Oj, nieładnie! Ponoć "najlepszy prezydent w dziejach" a podejrzewają go o knucie przeciw Państwu.
Janek pisze:Krzygd pisze o "dobraniu" się do dokumentów prezydenckich. Czyżby wiedzieli, że są w nich takie, które nie powinny (ich zdaniem) być jawne dla nowego prezydenta?
Jak już ta raczej mogło chodzić o to by pewne dokumenty nigdy nie ujrzały światła dziennego - podpowiem, że w BBNie były raporty z komisji likwidującej WSI, przeciw której to likwidacji obecny prezydent głosował jako jedyny z całej PO...
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
I okazał się być mądrzejszy od wszystkich bo ta głupawa likwidacja odbiła się czkawką w Iraku i Afganistanie.
Komorowski wiedział w czym rzecz - był w końcu i wiceministrem i ministrem obrony narodowej.
Jeśli w WSI (przypominam, powołanej po 1990 roku) były nadużycia to trzeba je było likwidować innymi metodami.
Czy znasz choć jeden przypadek aby jakieś państwo ujawniło skład personalny służ wywiadu i kontrwywiadu? To BYŁ SKRAJNY IDIOTYZM!!!!
mefistofeles pisze:
I dopiero wtedy, po identyfikacji można było formalnie uznać prezydenta za zmarłego. Te kilka godzin nic by w stanie państwa nie zmieniło.
Teraz to wiemy. A gdyby to był naprawdę zamach i w ślad za nim ruszyłyby kolejne działania zamachowców ?
Łatwo być mądrym po fakcie i mówić "ja bym to lepiej zrobił".
1996 rok. Wtedy jeszcze w BOR-rze pracowali fachowcy co się znali na rzeczy.
Zwolennikom teorii spiskowych przypominam, że zarzuty dotyczą obydwóch lotów - zarówno z 7 kwietnia, jak i 10 kwietnia.
Niefachowość i lekceważenie procedur i światowych standardów.
Dawno nic nie było...
A więc garść informacji - media wczoraj doniosły, że w nowym Sejmie, zreaktywował działalność PiS-owski zespół d/s wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, oczywiście pod kierunkiem posła Macierewicza, tym razem z udziałem samego prezesa, który w poprzednim Sejmie nie był formalnym członkiem zespołu. Niestety media nic nie podały, czy do nowego zespołu zapisują się posłowie ziobryści. Ale to bzdety. Najistotnirjszą informacją jest to, że poseł Macierewicz wraz z zespołem podejmie walkę o zakaz sprzedażytego drugiego Tupolewa, którego rząd zamierza sprzedać. Dlaczego? Bo ten Tupolew jest potrzebny do przeprowadzenia eksperymentów mających udowodnić, że tamten Tupolew nie mógł uledz katastrofie w wyniku nadziania się na słynną brzozę. Hmm, cel zacny, tylko jak ten eksperyment zrealizować? Moje politechniczne wykształcenie podpowiada mi tylko jeden sposób - poszukać jakieś lotnisko, z brzozą nieopodal no i "orły do lotu" i łubudu... Tylko jedno pytanie - czy poseł Macierewicz potrafi pilotować Tupolewa, bo raczej nie spodziewam się aby jakikolwiek pilot wojskowy lub cywilny chciałby się tego podjąć...
Niewątpliwą pożywką dla takich działań jest to, że rosyjska prokuratura przedłuża śledztwo i w związku z tym nie chce oddać wraku i czarnych skrzynek. Gdyby to było w Polsce, to można by było powiedzieć, że akurat sprawa trafiła do niedołężnego lub marudnego prokuratora i nie ma na niego siły bo jest niezależny. Tak, w Polsce tak. Natomiast w Rosji prokurator też jestniby niezależny ale wszyscy wiedzą, że robi to tak jak Putin chce.
I teraz pytanie za 100 pkt. - czy Rosjanie rzeczywiście coś ukrywają i dlatego przedłużają śledztwo, czy też po prostu zależy im aby ta sprawa podsycała wewnętrzne niepokoje w Polsce, czyll sławetną wojnę polsko - polską. Na mojego nosa chodzi o to drugie bo to pasuje do ciągu historycznych zdarzeń od conajmnie cara Wasyla II, tak nawiasem - ciotecznego wnuka Władysława Jagiełły. Czyli można by powiedzieć - wszystko przez tych cholernych Litwinów!