Prosty sposób na polską służbę zdrowia..

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

komorfil pisze:
andy67 pisze:Kto ma w takim razie zwracać uwagę na błędy w ustawach o służbie zdrowia ? Masarze, piekarze, czy może grabarze ?
i znów jak myślałem. Co nie zrobisz - źle.
No toż właśnie zwracamy uwagę.
Wtedy zacne towarzystwo (red. Paradowska, Janek, Andy et consortes) dopatruje się, że "coś" za tym musi stać.
a ty walisz fochy jak dziecko w piaskownicy
A może z piaskownicy są tutejsze zawoalowane domysły o "cośu"?

Panie doktorze, przeczytaj pan spokojnie jeszcze raz moje ostatnie posty, bo mi się cierpliwość powoli kończy. :-)

Ja nie szukam żadnego "cosia", drugiego dna i innych pierdół, tylko nieśmiało wyrażam opinię że wasze "zwracanie uwagi" czy też "trąbienie" było:

a - za słabe
b - spóźnione, i w efekcie
c - mało skuteczne

Przecież można się było spokojnie obejść bez tego całego zamieszania, mając bodajże 19-tu posłów-lekarzy w Sejmie. Macie też swoje organizacje, bardzo prężne zresztą - z tego co zapamiętałem przy innych okazjach.

I tyle. :-)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

andy67 pisze:Panie doktorze
Janek pisze:Kolego Doktorze
Co Wy tak z tymi tytułami ?, teraz taka moda na forum ?. Musiałem "coś" przegapić, no, ale dobra, niech tam będzie. :D
Janek pisze:Ty się, Krzymul, przyznaj ile lat byłeś w PZPR lub choćby w ZMS.
Bluźnisz Pan, Panie inżynierze.
Janek pisze: Wszak samokrytyka to wynalazek z tamtych czasów.
Nie każdy jest bufonem, niektórym przydała by się i w tych czasach. Bez urazy Gianluigi, jak mawia Janek małpując kolegę krzysgd.
Janek pisze: "Czym różni się Krzymu od Szwejka?" Ano tym - Szwejk był mądry a zgrywał głupiego, natomiast Krzymul? No cóż, Krzymul nie służył w armii austriackiej.
W związku z powyższym, mam również dla Ciebie kawał...

"Janek jedzie samochodem i słyszy w radiu komunikat:
- Uwaga! Jakiś wariat na drodze 123 jedzie pod prąd!
Słysząc to, Janek rozgląda się i mówi do siebie:
- Jaki jeden wariat? Są tu ich tysiące! "
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janek pisze:Wiesz jaka jest reakcja zwykłych ludzi na to co się mogło stać?
Janek, na litość. Jakie "mogło się stać"?

Jeszcze raz:
nowe przepisy NFZ i MZ powodują że praktycznie nie da się wypisać recepty refundowanej, albo może stać się to wyjątkowo. Lekarze w trosce o pacjentów podjęli różne protesty, nota bene - ten z pisaniem recept i opatrywaniem ich pieczątką "refundacja do decyzji NFZ" uważam za nieskuteczny i nie zamierzałem się do niego przyłączyć.
Po rozmowach ministra zdrowia z NRL ta ostatnia wycofała się z tego protestu i to jest wszystko co się wczoraj wydarzyło.

To znaczy: lekarze nie mają już pretekstu do dość infantylnego, nieskutecznego protestu.
A pacjenci od nowego roku zostaną pozbawieni w dużej części dostępu do recept refundowanych. O tym się nie mówi bo i nie musi się mówić, gdyż będzie to w 100 % zgodne z obowiązującym prawem, o którego zmianę dla was chcieliśmy walczyć!!!!

Minister nic nie kłamie mówiąc że będą recepty refundowane. Tak, sporadycznie będą.
Ale wystarczy przestrzegać przepisów by ich prawie nie wypisywać. Zadowoleni?

Rozumiesz to Janek?

Wiesz jaka jest reakcja zwykłych ludzi na to co się mogło stać? Mieszkam na takiej "emeryckiej" klatce schodowej? Ano taka - "Oni znowu coś kombinują aby dla siebie ugrać".
Nic nie poradzę na zbiorowe nastawienie paranoidalne.

Wiecie co, po prostu znaleźliście sobie kolejnego kozła ofiarnego. Nic nie poradzę, bo jak widać, jestem jedynym lekarzem udzielającym się w tym wątku. Projektujecie na mnie swe niedojrzałe emocje, doszukujecie się "cosia", stroicie fochy przypisując je mnie, a przede wszystkim nic, kompletnie nic nie rozumiecie z tego co się stało.
Od 1 stycznia będziecie ofiarami na własne życzenie, a ja- wyobraźcie sobie- ja nadal wam zupełnie szczerze współczuję. Bo też chciałbym was normalnie leczyć.
Ale tego nie będzie. Po prostu. I nie zależy to ani od was, ani ode mnie.
To praktycznie wszystko co chciałem tu od początku powiedzieć.
Nie chcecie słuchać? Jesteście dorośli. Jedno co - portfel znacznie schudnie od 1 stycznia, u tych co się leczą. Żeby była jasność, żaden portfel lekarski od tego nie przytyje. Żaden.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

komorfil pisze: - portfel znacznie schudnie od 1 stycznia, u tych co się leczą.
komorfil pisze:Od 1 stycznia będziecie ofiarami
To na pewno jest wina Kaczyńskiego, kleru, kibiców, Smoleńska i prowokatorów spod znaku PiS-u, oraz innych tego typu oszolomów. ;-) :-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

krzymul pisze:
komorfil pisze: - portfel znacznie schudnie od 1 stycznia, u tych co się leczą.
komorfil pisze:Od 1 stycznia będziecie ofiarami
To na pewno jest wina Kaczyńskiego, kleru, kibiców, Smoleńska i prowokatorów spod znaku PiS-u, oraz innych tego typu oszolomów. ;-) :-)
Chociaż raz ci się krzymul udało właściwą diagnozę postawić, brawo :-)

Bo tak to niestety jest że tzw. opozycja (jak już pisałem nieraz) woli grać na tanich emocjach niż zajmować się sensownym działaniem. Miło mi że i do ciebie wreszcie ta smutna prawda dotarła, choć szkoda że tak późno.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

komorfil pisze: Wiecie co, po prostu znaleźliście sobie kolejnego kozła ofiarnego. Nic nie poradzę, bo jak widać, jestem jedynym lekarzem udzielającym się w tym wątku. Projektujecie na mnie swe niedojrzałe emocje, doszukujecie się "cosia", stroicie fochy(...)
Panie doktorze, czy czasem pan nie przesadza z emocjami ? Kto tu stroi fochy ? O niedojrzałych emocjach nie wspominając ... :think:
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

@ Komorfil

Po pierwsze bez nerwów, nikt tu nie chce Cię obrażać.
W ostatniej POLITYCE jest szeroki artykuł redaktora Pawła Walewskiego, który wiele wyjaśnia. Szczególnie to, że rozporządzenia wykonawcze do Ustawy Ministerstwo Zdrowia zaczęło wypuszczać praktycznie w listopadzie. TAK WIĘC UROCYŚCIE WYCOFUJĘ ZARZUT, ŻE NRL CZEKAŁA PÓŁ ROKU Z INTERWENCJĄ. Niektóre informacje w artykule są szokujące - np. to, że jakość merytoryczna dokumentów edytowanych przez MZ jest kiepska, bo sporządzają je stażyści, bo innych prawie Ministerstwo nie ma z powodu dennych płac. Przychodzi stażysta, poduczy się z rok lób półtora i bryka do byznesu. Autor dzieli się też swoimi wrażeniami z obrad sejmowej Komisji Zdrowia: "Obserwując prace sejmowych komisji zdrowia wszystkich bez wyjątku kadencji, trudno się oprzeć wrażeniu, że zasiadający tam posłowie na prawie przeważnie się nie znają. Ale jeszcze bardziej zdumiewa, że poza dosłownie kilku wyjątkami mają ngliste pojęcie o funkcjonowaniu całego systemu. Uważają się głównie za reprezentantów swoich regionów i całą aktywność w komisji zdrowia poświęciliby najchętniej na dbanie o interesy własnych miast, szpitali, a nieraz nawet wąskich specjalności, które reprezentują. Ten brak szerszego spojrzenia na problemy lecznictwa ma swoje implikacje praktyczne - posłowie uchwalający ustawy zdrowotne trudniejsze i sporne kwestie pozostawiają bez rozwiązania, jakby nie chcąc podczas głosowań ponosić za nie odpowiedzialności"

A to meritum sporu (w artykule w ramce)
Lekarze i aptekarze nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności (w postaci wysokiej grzywny) za sprawdzenie, czy pacjent, który otrzymuję receptę lub lek refundowany, jest ubezpieczony. Kontrole NFZ były dotąd wyrywkowe i za nieprawidłowości karano częściej szpitale oraz przychodnie niż indywidualnych lekarzy. Nowe przepisy nie tylko intensyfikują inspekcje, ale większą odpowiedzialnością obciążają wystawiających recepty.
Kwestią sporną jest także wymóg określania na recepcie, jaką część ceny leku pokryje w aptece pacjent - czy lek jest pełnopłatny, ryczałtowy, z 30- czy 50-proc. odpłatnością. Dane na ten temat będzie zawierać lista refundacyjna - w nowym roku powinny znaleźć się na niej nowe ceny wszystkich farmaceutyków. Ten sam lek może mieć jednak różną odpłatność w zależności od wskazania - za pomyłki w określaniu poziomu refundacji także będą grozić kary lekarzom i aptekom, które przyjęły wadliwą receptę,
W kwestii tych leków o różnym procencie refundacji pani Marszałek Kopacz tłumaczyła w Sejmie tak dziennikarzowi - Lek "x" ma zastosowanie np. w neurologii i kardiologi, w neurologii jest 30% odpłatności a w kardiologi 50% - takich leków jest w sumie tylko 218, można się nauczyć a i mieć w komputerze.

Niby rozumiem więcej ale w dalszym ciągu niewiele.

@Komorfil - w każdym zawodzie jest ryzyko - jeśli zaprojektuję most, który przy próbie obciążenia po jego wykonaniu się zawali, to mam dochodzenie prokuratorskie na bank i odsiadkę. Być może się wybronię, jeśli w toku dochodzenia wyjdzie na jaw, że wykonawca użył cementu nie tej marki co trzeba albo huta dostarczyła pręty zbrojeniowe nie tej jakości. Ale wcale nie jest to takie pewne. Mimo to mosty są budowane i przypadki zawaleń są naprawdę nieliczne. Wydaje mi się, że gdyby projektanci mostów zaczęli się tak asekurować jak niektórzy lekarze i aptekarze, to by trzeba przestać mosty projektować i budować a publiczność posłać do brodu. Przy okazji zarobiliby nauczeciele pływania a fabryki samochodów rozpoczęły by produkcję amfibii na większą niż dotychczas skalę. Oczywiście trochę ironizuję.

PS.
Gdy ostatnio odbierałem recepty w przychodni byłem świadkiem takiej sceny - taka stara babcia zapomniała zabrać legitymację emerycką - w końcu po prośbach jej wydano. W tejże przychodni wszyscy pacjenci są ujęci w komputerowej bazie danych. Co za trudność zamieścić tam informację, że to emerytka? Pracować można przestać stąd wymóg okazywania tego druku jest koniecznym. Emerytem się być nie przestaje, emeryt tylko umiera. Oczywiście trzeba by informatykowi zapłacić trochę kasy za wbudowanie w bazę dodatkowego pola. Wszędzie są jakieś koszty.
Jestem gorszego sortu...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janek pisze:W ostatniej POLITYCE jest szeroki artykuł redaktora Pawła Walewskiego, który wiele wyjaśnia.
Niewiele, albowiem;
A to meritum sporu (w artykule w ramce)
to co jest w cytowanej ramce nie mówi o meritum sporu.

Naprawdę pomału (zupełnie jak Andy) tracę cierpliwość.
Ile razy można tłumaczyć że istota problemu nie tkwi w prawie do ubezpieczenia lub w 218 czy iluś tam lekach o podwójnej refundacji?
andy67 pisze:Panie doktorze, czy czasem pan nie przesadza z emocjami ? Kto tu stroi fochy ? O niedojrzałych emocjach nie wspominając ...
Zdajesz się zupełnie (a Janek częściowo) nie przyjmować do wiadomości że stoję po WASZEJ stronie - co zresztą jest odwiecznym postulatem pacjentów (bowiem tak to się porobiło, że pacjenci i lekarze toczą rozmaite wojny, choć teoretycznie mają wspólny interes i wspólnego wroga).
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janek pisze:@Komorfil - w każdym zawodzie jest ryzyko - jeśli zaprojektuję most, który przy próbie obciążenia po jego wykonaniu się zawali, to mam dochodzenie prokuratorskie na bank i odsiadkę. Być może się wybronię, jeśli w toku dochodzenia wyjdzie na jaw, że wykonawca użył cementu nie tej marki co trzeba albo huta dostarczyła pręty zbrojeniowe nie tej jakości. Ale wcale nie jest to takie pewne. Mimo to mosty są budowane i przypadki zawaleń są naprawdę nieliczne.
Nic nie rozumiesz. Pozwól że przybliżę.
Projektujesz most. Akurat tak się składa, że wykonawstwo i projekt kontroluje...Narodowy Fundusz Zdrowia. Mieścisz się w kosztorysie, w terminie, most wisi pewnie, testy są OK, wszystkie instytucje odbierają budowę i dopuszczają ruch. Po dwóch latach przychodzi kontroler NFZ z departamentu mostów. Druki faktury na dostawę barierek mają pieczątkę z lewej strony, a powinny z prawej. Zmianę koloru kostki w ciągu chodnika wpisałeś w dwóch miejscach, a powinieneś był w trzech (tzn. wg Twojej wiedzy popartej przepisem powinno się w dwóch, ale kontroler mówi że w trzech, oczywiście możesz iść do sądu). Musisz zwrócić refundację za most (a ta sięga 40 % jego wartości) z odsetkami. Wspaniałomyślnie darowują Ci karę umowną.
A, no i jeszcze - nie ma instytucji odwoławczej, poza zwykłymi sądami.
Wchodzisz w to?
Lekarze nie chcą wejść. Myślisz że chodzi im o "coś"?
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

komorfil pisze:
andy67 pisze:Panie doktorze, czy czasem pan nie przesadza z emocjami ? Kto tu stroi fochy ? O niedojrzałych emocjach nie wspominając ...
Zdajesz się zupełnie (a Janek częściowo) nie przyjmować do wiadomości że stoję po WASZEJ stronie - co zresztą jest odwiecznym postulatem pacjentów (bowiem tak to się porobiło, że pacjenci i lekarze toczą rozmaite wojny, choć teoretycznie mają wspólny interes i wspólnego wroga).
Pokaż mi, gdzie ja stwierdzam że stoisz po innej stronie ???

Ja tylko nieśmiało (choć też mi się cierpliwość kończy) zwracam uwagę że to "stanie po naszej stronie" w wykonaniu lekarzy jest zbyt słabe. Mając swoją prężną organizację oraz 19 posłów w Sejmie mogliście się bardziej postarać. I tyle.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

komorfil pisze:to co jest w cytowanej ramce nie mówi o meritum sporu.
to co jest meritum sporu?
komorfil pisze:że wykonawstwo i projekt kontroluje...Narodowy Fundusz Zdrowia
Jest coś takiego - NIK i CBA
Jestem gorszego sortu...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

dzięki, Grzegorzu.
Jednak - jak widać - są tacy co rozumieją w czym problem, choć nie musiało się im tego wiele razy klarować (bezskutecznie). Co więcej, nie przywołują "cosia" i "piaskownicy".

To może inaczej, dla opornych.
Pamiętacie wiosenną aferę z karami za brak raportów o odpadach dla firm?

Przypomnę. Załóżmy że wytwarzasz odpady pewnych specjalnych grup. Masz podpisane stosowne umowy, utylizujesz odpady, nie wrzucasz ich do rzeki, nie wywozisz do lasu. Masz na to kwity. Robisz tak od lat. W 2010 cichcem wprowadzają zmianę w ustawie, która zobowiązuje do skomplikowanego raportowania. I nakładają karę: 10 000 zł: z mocy ustawy nie mogą mniejszej! Za co? Za brak raportu. Albo za 1 dzień spóźnienia w raporcie.
Nie za zanieczyszczanie środowiska odpadami.
Nie wiedziały o tym nawet duże firmy, mające zespoły prawników!!!!
Oczywiście, można powiedzieć, że do dupy prawnicy, tak jak teraz można powiedzieć że do dupy lekarze, którzy nie ogarniają kilkunastu ustaw i kilkudziesięciu rozporządzeń (z których części jeszcze nie ma!) koniecznych de facto do prawidłowego wypisania recepty.
Oczywiście - można to łatwo skwitować: tak, w wypisywaniu recept, w budowaniu mostów, w kierowaniu ruchem pociągów musi istnieć dokumentacja i muszą istnieć kary za błędy.
Tak, ale chyba jednak kary za spowodowanie powikłań u pacjenta w związku z ewidentnym błędnym lekiem, za zawalenie mostu, za doprowadzenie do zderzenia pociągów!
Tak czy nie? A nie za błędne wpisanie czegoś bez znaczenia w nie tej rubryczce.


DOKŁADNIE NA TYM SAMYM O CZYM PISAŁ GRZEGORZ - POLEGA AFERA Z RECEPTAMI, ZROZUMCIE TO!!!!!!!
Janek pisze:to co jest meritum sporu?
Meritum przedstawił Grzegorz w swoim poście.

Chcesz tłumaczenia na sprawę recept? Proszę bardzo.
NFZ ma radykalnie obcięte środki na refundację recept. To jest informacja jawna, zapisana w ustawach itd.

Trzeba znaleźć kasę. Nie można wprost odebrać refundacji, prawda?
No więc trzeba makiawelicznie ubrać tych co dzierżą refundację w ręce trzymającej długopis- a więc lekarzy z ich receptami - w sytuację w której to oni pacjentowi refundacji nie przyznają. Jak? Wprowadzając przepisy które pozwalają zakwestionować w kontroli praktycznie każdą receptę i robiąc pokazowe kontrole w tymże właśnie duchu.
Lekarze w majestacie prawa nie będą wypisywać recept refundowanych, bo na ogół czegoś nie ma. Jak ubezpieczenie pewne (legitymacja emeryta), to brak potwierdzenia rozpoznania choroby od specjalisty. Jak jest potwierdzenie, to nie na tym druku (nie robię sobie jaj- były już kary za to!!!). I po sprawie.
Rozumiesz, Janku?

Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

komorfil pisze:Rozumiesz, Janku?
A ja jestem przekonany, że sobie poradzicie!

PS.
Miałem możność zaobserwowania jak to jest w mojej przychodni. Normalnie jest tak, że się przynosi kartkę z wykazem leków (bo w przypadku jednego opakowanie starcza na miesiąc a drugiego na dwa lub więcej) i odbiera na następny dzień. Ale przylazł facet, któremu się bardzo spieszyło, zagapił się i już nie miał a musi brac codziennie. Panienka w rejestracji się zlitowała, siadła do komputera, wywołałajego profil, sprawdziła, że w dokumentacji te leki są, zaznaczyła odpowiednie rubryczki, wcisnęła enter i za chwilę z drukarki zeszło kilka recept. Przyłożyła pieczątkę lekarza i pobiegła po podpis. Aha, przed całą operacją sprawdziła ten druk z zakładu pracy.
Czyli faktycznie robotę odwalił komputer, oczywiście odpowiednio zaprogramowany, mam nadzieję, że dobrze.
komorfil pisze:NFZ ma radykalnie obcięte środki na refundację recept. To jest informacja jawna, zapisana w ustawach itd.
Tak jest, nie ma to przekroczyć 17% całego funduszu na leczenie. W tym roku przewidywane wykonanie nakładów na leki to 8,7 mld. zł. Te 17% dla przyszłorocznych to 8.2 mld. zł czyli 94.2% - ergo zmniejszenie jest o 5.8%. Wobec tych cyfr teza, że resort chytrze wykombinował, że zrobi to rękoma lekarzy, zastraszając ich karami nosi znamiona tzw. "teorii spiskowej".

W ubiegłym roku NFZ skontrolował recepty wystawione przez 1.3 tys. lekarzy (aktywnych zawodowo jest około 100 tys.) o łącznej wartości 307 mln. zł. W wyniku kontroli fundusz zażądal zwrotu 5 mln. zł, czyli zaledwie 1.63%.czyli 98.37% lekarzy nie ma z tym żadnego problemu Byłbym cały w skowronkach gdyby tylko trochę ponad 1.5% moich zawodowych kolegów dtrzelało byki w robocie.

Ale i Ty i Grzegorz też macie rację. I przypomniała mi się taka scenka - koniec lat 80-ych, może początek 90-ych, w mojej firmie pojawił się pierwszy komputer, dumny PC-AT!. nikt go nie umiał obsłuhiwać poza jednym młodym inżynierem hobbystą. Pokazywał mi możliwości i w pewnym momencie zapytał, a był to bardzo bystry chłopak - czai pan, czym to cholerstwo grozi, jaka to cudowna zabawka dla biurokratów? Wdrażana była tzw. "materiałówka" czyli zwykła kartoteka materiałowa. Mój młody kolega ciągną dalej - wystarczy trochę program rozbudować i jak pan zechce to panu wyliczy, ile kg śrub przypadło w obsługach i naprawach na każdy samochód (a było ich w firmie ok. 300) i ile to kosztowało, też w rozbiciu na każdy samochód. Raporcik co miesiąc, żaden problem, tylko papieru dużo pójdzie, drukarka wytrzyma. Przerwałem i zapytałem na co to komu? O, zobaczy pan - odpowidział - niech się tylko "księgowi" o tym dowiedzą. Miał rację, bo to był mądry chłopak.

Drugi przypadek, kilkanaście lat później. Jedna zacna instytucja państwowa, zastanawiała się czy nie "podać ręki" jednemu upadającemu przedsiębiorstwu. Aby się przekonać czy warto wynajęła firmę konsultingową, taką absolutnie z górnej półki. Zadzwonił facet, powiedział, że przyjedzie ich 12 osób, sami wybitni specjaliści. Będą prawie trzy tygodnie i proszą aby im zarezerwować hotel, najlepiej w Mielnie (było to w lipcu). Przyjechali, dzień pochodzili po firmie, kolejnego dnia przynieśli takie tabelki z prośbą o wypełnienie. Kilka osób w firmie im to przez trzy wypełniało, już bez specjalistów (słonko pięknie grzało). Kolejnego dnia przyjechali i pod ich nadzorem dziewczyny z firmy, wklepali te tabelki w komputer, w którym zainstalowali swój program, potem drukarka to cały dzień drukowała. Zabrali cały ansztalt, że to muszą przeanalizować, oczywiście w hotelu czyli w Mielnie. Ostaniego dnia, przywieżli to wszystko już oprawione - cztery grube tomy, każdy tak na oko po 150 stron A4. Ostatnie 10 stron to było tzw. podsumowanie, napisane takim żargonem, że bez wódki nie rozbierosz! Pojechali, zacna instytucja państwowa nie pomogła a cała zabawa ją kosztowała ok. pół miliona złotych.

Od tego czasu jak słyszę nazwę - "firma konsultingowa" a ostatnio i "ratingowa" to najchętniej bym sięgnąl po Kałasznikowa. Dzieci komputerów - czysty Orvell!
Jestem gorszego sortu...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janek pisze:Wobec tych cyfr teza, że resort chytrze wykombinował, że zrobi to rękoma lekarzy, zastraszając ich karami nosi znamiona tzw. "teorii spiskowej".
Nosi znamiona, zgoda. Ja sobie zdaję doskonale sprawę że część moich wypowiedzi tu brzmi nieco...psychiatrycznie.
Tyle że ja wiem, moi drodzy, ciutkę więcej od Was. I teraz tak: te kontrole już są, od jakichś 2 lat. Procent lekarzy nimi dotknięty - owszem, nikły. Wszystko prawda. Ale wiem o kwestionowaniu takich rzeczy, że się włos na głowie jeży. I dalej - jak dalej to ma tyczyć się tego 1 % lekarzy, to OK. Ale z jakiegoś powodu NFZ oficjalnie mówi o radykalnym zwiększeniu kontroli. Równocześnie wchodzi ustawa której szczegółowe zapisy w obecnym stanie medycznych standardów w Polsce dają NFZ pełne prawo podważyć 99 % recept refundowanych. To są fakty. Jak daleko od nich do "spiskowości" pewnych teorii - oceńcie sami, najlepiej gdzieś na wiosnę.
Na razie chodzi o to by zapobiec tragedii. I chyba jednak tragedia pacjentów jest tu większa. Bo chodzi o ich życie. Tragedia lekarzy to jedynie licytacja całego majątku i dożywotni dług. Jedynie sporadycznie- kary wieloletniego więzienia.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

A ja w kółko swoje.
Dobrze napisany, sparametryzowany i umiejętnie wykorzystywany system komputerowy pozwoliłby uniknąć błędów proceduralnych.

Taki system (w przypadku wykorzystania danych z ZUS, które przecież już od 10 lat tam są i w miarę się "wyczyściły" - bo emeryci dostają przecież emerytury) pozwoliby:

1. Od ręki sprawdzić kto ma prawo do ubezpieczenia a kto nie.

Bo przecież wszystkie zakłady pracy w Polsce za każdą wypłatą zasilają ten system danymi o swoich pracownikach (te wszystkie ZUA, ZZA i inne)

2. Przy założeniu ze lekarz w komputerowej kartotece pacjenta ma całą historię jego choroby pozwoliłby sprawdzić - czy ten lek na ta chorobę jest refundowany czy nie.
Oczywiście wcześniej ktoś (np. kompetentny pracownik ministerstwa) w centralnym rejestrze musiałby wpisać szczegółowo jakie leki podlegają refundacji przypisane do poszczególnych chorób.
Ale o ile wiem wszystkie jednostki chorobowe są skodyfikowane i mają swoje numery statystyczne.
To byłoby zapewne kilka tysięcy wpisów, ale wystarczy to zrobić raz i potem przy ewentualnych zmianach, nie musi tego sprawdzać od nowa każdy lekarz, bo mógłby sobie do tego wejść poprzez aplikację internetową.

3. Od razu do celów statystycznych byłby wiadome który lekarz jaki lek na jaką chorobę i któremu pacjentowi przypisał. Nie byłoby możliwe "przekręty" zarówno od strony lekarzy, farmaceutów jak i pacjentów.

4. W kartotece pacjenta byłyby zapisane wszystkie leki jakie otrzymał (wykupił) co spowodowałoby unikniecie zjawiska takiego, że pacjent krąży po różnych lekarzach, nie mówi jednemu ze był u drugiego, a każdy lekarz mu zapisuje inne leki, które niekiedy mogą powodować szkodliwe interakcje. To jest niestety zjawisko dość powszechne, zwłaszcza wśród starszych ludzi, którzy nie dowierzają lekarzom.

Wgląd do kartoteki pacjenta miałby na miejscu lekarz i od razu wiedział, że pacjent był 2 dni wcześniej u innego lekarza, otrzymał taki a nie inny lek i wykupił go.

5. W aptece farmaceuta też wprowadzałby do kartoteki pacjenta wykupiony lek.

6. Nie byłoby problemów z receptami, bo na każdej w formie kodu kreskowego byłyby zawarte dane o wystawiającym je lekarzu oraz o pacjencie.
Kod kreskowy wczytuje potem farmaceuta w aptece.

To ostatnie akurat funkcjonuje już od około 10 lat w województwie Śląskim.

To czy pacjent lek zażywa już by się nie dało wprowadzić do systemu ;)

Janek - podobnie jak wiele osób nie będących informatykami (również u mnie w pracy) sądzisz że projektowanie dziedzinowych systemów informatycznych oraz wprowadzenie danych parametrycznych do systemu komputerowego (np. tych relacji: lek - choroba - % zniżki) to jest obowiązek informatyków.

Nic bardziej błędnego - informatyk się na tym kompletnie nie zna.

Tym powinni się zajmować najlepsi, umiejący myśleć fachowcy w danej dziedzinie wiedzy, techniki we współpracy z analitykami (najlepiej płatni fachowcy w dziedzinie informatyki, niestety nie u nas) oraz projektantami systemów.

Niestety miałam do czynienia z kilkoma ogólnopolskimi systemami informatycznymi pisanymi za unijne pieniądze m.in. dla samorządów i po prostu rozpacz człowieka ogarniała jak one były napisane.

Wyglądało że projektował je ktoś być może znający się na informatyce ale nie mający pojęcia o danej dziedzinie działalności (np. geodezji, podatkach).

Najczęściej wynikało to zapewne z tego, że z informatykiem z firmy - projektantem systemu rozmawiał szef - ignorant, może z nadania politycznego, nie znający się na konkretach.


Zaobserwowałam takie zjawisko, że jeżeli my jako urząd zamawiamy lub kupujemy system - to nie ma taryfy ulgowej, tak długo dusimy firmę informatyczną, aby nam napisała system ścisłe nam odpowiadający i taki abyśmy mogli z niego korzystać.
Oczywiście płacimy za to nie małe pieniądze ale mamy korzyć - np. szybszą obsługę petentów.

Natomiast systemy zamawiane przez ministerstwa (zwłaszcza te unijne) miały na celu "być odebrane", nie było konieczne aby taki system rzeczywiście komuś służył.

Pozdrowienia

Basia
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Basia Z. pisze:Janek - podobnie jak wiele osób nie będących informatykami (również u mnie w pracy) sądzisz że projektowanie dziedzinowych systemów informatycznych oraz wprowadzenie danych parametrycznych do systemu komputerowego (np. tych relacji: lek - choroba - % zniżki) to jest obowiązek informatyków.
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę - informatyk musi dostać informacje co się od niego oczekuje - to oczywiste.

Ja mam tylko dwie obawy:

pierwsza - że jak będę na wizycie to lekarz będzie się bardziej interesował tym co ma na mnie zapisane w systemie a nie tym, co ja, jeszcze żywy pacjent mam mu do powiedzenia, co mnie boli, doskwiera itd

druga - jak wiadomo to nie ma systemu do którego nie można by się włamać i te dane, które są w systemie mogą posłużyć do bardzo brzydkich celów - np. chcę dostać kredyt, bank zagląda (na lewo) do systemu, stwierdza, że jestem chorowity, mogę "odjechać" i tak na wszelki wypadekodmawia mi kredytu aby nie mieć kłopotu jak "odjadę"

No ale to jest całkiem inne zagadnienie - takie "orwellowskie", syndrom naszych czasów - zanik prywatności, powszechnie dyskutowane - liczne informacje jak to nieprzemyślany zapis w facebooku skutkuje w rozmaitych życiowych sprawach.
Jestem gorszego sortu...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Basia Z. pisze:A ja w kółko swoje.
Dobrze napisany, sparametryzowany i umiejętnie wykorzystywany system komputerowy pozwoliłby uniknąć błędów proceduralnych.
Tak, o ile doprecyzowane byłyby same procedury!!!
Zwróć uwagę, że cały czas o tym mówię.

2. Przy założeniu ze lekarz w komputerowej kartotece pacjenta ma całą historię jego choroby pozwoliłby sprawdzić - czy ten lek na ta chorobę jest refundowany czy nie.
Oczywiście wcześniej ktoś (np. kompetentny pracownik ministerstwa) w centralnym rejestrze musiałby wpisać szczegółowo jakie leki podlegają refundacji przypisane do poszczególnych chorób.
Ale o ile wiem wszystkie jednostki chorobowe są skodyfikowane i mają swoje numery statystyczne.
I dokładnie tu zaczyna się problem. Zrozum: to nie w posiadaniu komputera lub w nieposiadaniu komputera (oczywiście z odpowiednim oprogramowaniem i bazą danych) problem. Ja tam wolę komputery, ale uprawnienia pacjenta do refundacji danego leku (merytoryczne, nie w związku z ubezpieczeniem) mogę sprawdzić tak na komputerze, gdyby była baza, jak i na papierowej liście refundacyjnej w oparciu o papierową dokumentację.
Nie rozumiesz - nie tylko Ty -jednego. Otóż nasz protest w związku z nową ustawą wynika z tego że NIE WIADOMO co dla kontrolera NFZ jest POTWIERDZENIEM ROZPOZNANIA danej choroby.
I tu nie pomoże żaden system komputerowy i najaktualniejsza baza danych, prawda?
Inaczej: nie jest ważny stan faktyczny, ważne jest udokumentowanie.
Ba - gorzej, bo z samą koniecznością udokumentowania nikt rozsądny nie walczy.
Nie jest ważny stan faktyczny (tzn na co pacjent choruje), tylko ważne jest to że nie wiadomo czy udokumentowanie tego zostanie uwzględnione przez kontrolera. Rozumiecie teraz?

Wyobraźcie sobie dużą prywatną firmę medyczną. Recepty mogą być tam wystawiane na refundację (lekarz może zawrzeć z NFZ umowę). W mieście jest 5 placówek tej firmy, dokumentacja jest elektroniczna, w sieci, dostępna w całości w każdej placówce.
Mamy pacjenta z astmą. Potwierdzenie rozpoznania astmy od specjalisty pulmonologa znajduje się w placówce A. Pacjent idzie po recepty do placówki B.
Lekarz w placówce B ma dokumentację medyczną pacjenta z placówki A, w formie elektronicznej, podpisaną podpisem elektronicznym.
Pacjent ma ubezpieczenie. Czy pacjent może otrzymać leki refundowane na astmę w placówce B?
Odpowiedź brzmi: nie wiadomo.
1. co jest rozpoznaniem astmy? Dla jednego kontrolera- autoryzowana wypowiedź pisemna specjalisty. Dla drugiego wyłącznie wynik spirometrii. Zaraz, chwila - spirometrii z kiedy? Aktualna - o ile pacjent jest dobrze leczony - będzie prawidłowa albo prawie prawidłowa. Stara, ta "zła"? Wierzycie w to że ma ją pacjent? Albo że pamięta w której z 10 przychodni w których się leczył ona jest? A jeśli jest, to czy dla kontrolera nie będzie "za stara?"
2. Pacjent przedstawia ksero spirometrii. Czy to jest dokumentacja medyczna potwierdzająca rozpoznanie ? Interpretacje są sprzeczne. To samo z ksero karty informacyjnej ze szpitala.
3. A jeśli karta informacyjna- tam wpisuje się zbiorczo wszystkie rozpoznania o jakich powzięto wiedzę w toku badania pacjenta. Przecież - nie każde się weryfikuje: nie ma takiej możliwości ani często takiej potrzeby. Przypadkowo zawarte na karcie informacyjnej rozpoznanie astmy nic nam nie daje, nie jest udokumentowaniem choroby!


My właśnie przeciwko takim kontrolom walczymy.
A skoro będą nam one narzucone w obecnej rzeczywistości i chaosie - no to niestety, wątpliwości będą traktowane jako brak. Wątpliwości co do ubezpieczenia jako brak ubezpieczenia, wątpliwości co do udokumentowania wskazań - jako brak udokumentowania wskazań.
I o to chodzi z wypisywaniem leków na 100%. Lekarz jako lekarz, uznając że pacjent jest chory na to na co lekarz uznaje że pacjent jest chory, wypisze receptę.
Ale lekarz jako "urzędnik refundacyjny", wypisywanie recepty z refundacją będzie traktował tak samo jak urzędnik bankowy traktuje wypisanie każdego dokumentu związanego z transferem pieniężnym. Jakakolwiek wątpliwość, nie taki podpis, nieczytelna cyferka, dokument niezgodny ze obowiązującym wzorem- powoduje niemożność uzyskania dokumentu finansowego, tak samo - recepty refundowanej.

I proszę, powiedzcie jeszcze ci którzy dalej widzą że "coś" się za tym kryje - co niby ma mieć lekarz z tego że będzie wypisywał recepty na 100%?
Co może na tym ugrać dla siebie (poza brakiem wyroku i licytacji własnego majątku)?
Bo ja nie widzę tu wielkiego pola do popisu dla "cosia".
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Janek pisze:
Basia Z. pisze:Janek - podobnie jak wiele osób nie będących informatykami (również u mnie w pracy) sądzisz że projektowanie dziedzinowych systemów informatycznych oraz wprowadzenie danych parametrycznych do systemu komputerowego (np. tych relacji: lek - choroba - % zniżki) to jest obowiązek informatyków.
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę - informatyk musi dostać informacje co się od niego oczekuje - to oczywiste.
Otrzymać, zrozumieć, przetworzyć w swojej głowie.
Dlatego też powinien być fachowcem nie tylko od baz danych ale też znać się przynajmniej trochę na dziedzinie, o której rozmawia.

Najlepiej w takiej pracy sprawdzają się osoby z dużym doświadczeniem zawodowym, takie 50+ i to po obu stronach stołu rozmów.
Janek pisze: Ja mam tylko dwie obawy:

pierwsza - że jak będę na wizycie to lekarz będzie się bardziej interesował tym co ma na mnie zapisane w systemie a nie tym, co ja, jeszcze żywy pacjent mam mu do powiedzenia, co mnie boli, doskwiera itd

druga - jak wiadomo to nie ma systemu do którego nie można by się włamać i te dane, które są w systemie mogą posłużyć do bardzo brzydkich celów - np. chcę dostać kredyt, bank zagląda (na lewo) do systemu, stwierdza, że jestem chorowity, mogę "odjechać" i tak na wszelki wypadekodmawia mi kredytu aby nie mieć kłopotu jak "odjadę"
Ad. 1 - Zależy od lekarza, pewnie miałby on nieco więcej pracy niż obecnie, no bo musiałby wprowadzić dane z bieżącej wizyty, ale za to miałby wgląd w całą historię choroby pacjenta.
W sumie myślę, że wyszłoby na dobre dla pacjenta.

Ad. 2 - Mamy w Polsce dobrą ustawę o ochronie danych osobowych, takie dane są bardzo ściśle chronione prawnie.
Jeżeli tow. ubezpieczeniowe, lub bank by ich użyło zrobiłoby to całkiem bezprawnie i mogłoby się liczyć z dużymi sankcjami karnymi.

Co do tego jak dalece te i inne dane mogą być wykorzystywane prawnie - faktycznie jest to obecnie bardzo duży dylemat.
Byłam już na kilku konferencjach, gdzie rozpatrywano na wszelkie sposoby to zagadnienie - do jakiej szczegółowości szeroko pojęte "państwo" - to jest również samorząd, przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe itd. mogą wykorzystywać dane o swoich obywatelach, mieszkańcach, pacjentach.

Najwięcej danych o mieszkańcach kraju zgromadzone jest i wykorzystywane w Estonii oraz w krajach skandynawskich.
My jesteśmy tak "po środku".
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

komorfil pisze:
Basia Z. pisze:A ja w kółko swoje.
Dobrze napisany, sparametryzowany i umiejętnie wykorzystywany system komputerowy pozwoliłby uniknąć błędów proceduralnych.
Tak, o ile doprecyzowane byłyby same procedury!!!
Zwróć uwagę, że cały czas o tym mówię.
Ależ oczywiście.
Skomputeryzowanie bałaganu tylko powiększa do kwadratu lub sześcianu ów bałagan.
Zanim się stworzy jakikolwiek system trzeba dopracować procedury, uporządkować kompetencje, inaczej się nie da.

Też tylko przez to rozumiem "komputeryzację" - komputeryzacja to nie jest kupienie komputera i postawienie go na biurku, ani nawet zakupienie najlepszego oprogramowania, ale na absolutnie pierwszym miejscu dopracowanie procedur.

Dopiero potem na podstawie tych procedur pisze się oprogramowanie. One muszą być dopracowane bardzo ściśle. Jeżeli A=> B, jeżeli B => C, nie ma miejsca na dowolność czy uznaniowość.

komorfil pisze:
2. Przy założeniu ze lekarz w komputerowej kartotece pacjenta ma całą historię jego choroby pozwoliłby sprawdzić - czy ten lek na ta chorobę jest refundowany czy nie.
Oczywiście wcześniej ktoś (np. kompetentny pracownik ministerstwa) w centralnym rejestrze musiałby wpisać szczegółowo jakie leki podlegają refundacji przypisane do poszczególnych chorób.
Ale o ile wiem wszystkie jednostki chorobowe są skodyfikowane i mają swoje numery statystyczne.
I dokładnie tu zaczyna się problem. Zrozum: to nie w posiadaniu komputera lub w nieposiadaniu komputera (oczywiście z odpowiednim oprogramowaniem i bazą danych) problem. Ja tam wolę komputery, ale uprawnienia pacjenta do refundacji danego leku (merytoryczne, nie w związku z ubezpieczeniem) mogę sprawdzić tak na komputerze, gdyby była baza, jak i na papierowej liście refundacyjnej w oparciu o papierową dokumentację.
Nie rozumiesz - nie tylko Ty -jednego. Otóż nasz protest w związku z nową ustawą wynika z tego że NIE WIADOMO co dla kontrolera NFZ jest POTWIERDZENIEM ROZPOZNANIA danej choroby.
I tu nie pomoże żaden system komputerowy i najaktualniejsza baza danych, prawda?
Inaczej: nie jest ważny stan faktyczny, ważne jest udokumentowanie.
Ba - gorzej, bo z samą koniecznością udokumentowania nikt rozsądny nie walczy.
Nie jest ważny stan faktyczny (tzn na co pacjent choruje), tylko ważne jest to że nie wiadomo czy udokumentowanie tego zostanie uwzględnione przez kontrolera. Rozumiecie teraz?

Wyobraźcie sobie dużą prywatną firmę medyczną. Recepty mogą być tam wystawiane na refundację (lekarz może zawrzeć z NFZ umowę). W mieście jest 5 placówek tej firmy, dokumentacja jest elektroniczna, w sieci, dostępna w całości w każdej placówce.
Mamy pacjenta z astmą. Potwierdzenie rozpoznania astmy od specjalisty pulmonologa znajduje się w placówce A. Pacjent idzie po recepty do placówki B.
Lekarz w placówce B ma dokumentację medyczną pacjenta z placówki A, w formie elektronicznej, podpisaną podpisem elektronicznym.
Pacjent ma ubezpieczenie. Czy pacjent może otrzymać leki refundowane na astmę w placówce B?
Odpowiedź brzmi: nie wiadomo.
1. co jest rozpoznaniem astmy? Dla jednego kontrolera- autoryzowana wypowiedź pisemna specjalisty. Dla drugiego wyłącznie wynik spirometrii. Zaraz, chwila - spirometrii z kiedy? Aktualna - o ile pacjent jest dobrze leczony - będzie prawidłowa albo prawie prawidłowa. Stara, ta "zła"? Wierzycie w to że ma ją pacjent? Albo że pamięta w której z 10 przychodni w których się leczył ona jest? A jeśli jest, to czy dla kontrolera nie będzie "za stara?"
2. Pacjent przedstawia ksero spirometrii. Czy to jest dokumentacja medyczna potwierdzająca rozpoznanie ? Interpretacje są sprzeczne. To samo z ksero karty informacyjnej ze szpitala.
3. A jeśli karta informacyjna- tam wpisuje się zbiorczo wszystkie rozpoznania o jakich powzięto wiedzę w toku badania pacjenta. Przecież - nie każde się weryfikuje: nie ma takiej możliwości ani często takiej potrzeby. Przypadkowo zawarte na karcie informacyjnej rozpoznanie astmy nic nam nie daje, nie jest udokumentowaniem choroby!
Teraz rozumiem.
A powinno być tak, ze jeżeli nawet kilkanaście lat temu lekarz wpisze w kartotece pacjenta rozpoznanie (i wiadomo ze choroba nie została wyleczona) to każdy lekarz (i tylko lekarz) powinien mieć do tej dokumentacji dostęp - i jednocześnie dla wszelkich kontroli informacja o chorobie jest jednoznaczna, nie trzeba jej za każdym razem potwierdzać.

A jeżeli pacjenta się wyleczy - to inny lekarz lub ich zespół - wpisuje adnotację, że choroba jest wyleczona.

Faktycznie ktoś te ustawy (a raczej rozporządzenia do ustawy) pisał na kolanie.

Też miałam nie dawno do czynienia z kontrolą.

Dla pani z kontroli nie były ważne zapisy w bazach danych (akurat w tym wypadku jednoznacznie świadczące o popełnieniu przestępstwa), dla niej był ważny papier - wydruk z tej bazy.
A przecież taki "papier" można było w każdej chwili sfabrykować (na tym m,.in,. oparli się w swojej działalności złodzieje - fałszowali papiery - kwity dotyczące wpłat pieniędzy do kasy, nie udało im się oszukać systemu informatycznego, gdzie w logu systemu były zapisane wszystkie zmiany tych kwitów).

B.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

@ Komorfil

Dotykasz bardzo istotnej sprawy - mechanizmu kontroli.
Radzieckiemu prokuratorowi Wyszyńskiemu przypisywane jest powiedzonko - "dajcie człowieka, praragraf się znajdzie". Podobnie bywa z kontrolerami - "Dajcie temat, już coś ja znajdę". Nie muszę chyba udowadniać, że wiele zależy od cech osobowych kontrolera - "pies gończy" będzie parł nieubłaganie, drążył, szukał, a jeśli nawet nic nier znajdzie, to rzuci podejrzenie, że coś jest ukryte (i w tym jest gorszy od psa bo ten tego nie potrafi).

Idę też o każdy zakład, że w takiej materii jak opis choroby, to jeśli nie ma w nim drastycznego błędu, to dziesięciu kontrolerów napisze 10 różnych protokołów pookontrolnych.

Kontrola jednak nie kończy sprawy, szczególnie taka, która kończy się nałożeniem kary, szczególnie o wymiarze finansowym. Jest jeszcze Sąd. I tu dla kontrolera i instytucji, która firmuje jego działanie, zaczynają się schody. Bo jeżeli dokumentacja medyczna jest zdaniem kontrolera wadliwa, to przed Sądem musi udowodnić na czym polega błąd a przede wszystkim przedłożyć dowody, że lekarz złamał określone procedury a przede wszyskim , że te procedury istnieją i zostały przez NFZ lekarzowi skutecznie dostarczone. Jeżeli tego nie zdoła udowodnić, to wyrok sądowy może być tylko jeden - umorzenie sprawy lub uniewiinnienie Oczywiście do tego potrzebny jest adwokat, bo ze strony NFZ napewno stanie jego radca prawny lub nawet zespół radców.

I tu jest pole do popisu dla NRL oraz Związku Zawodowego Lekarzy - stanąc do sprawy jako obrońca posiłkowy i w przypadku przegranej NFZ, odpowiednie nagłośnienie sprawy. Ręcze, że po kilku takich sprawach, NFZ dobrze się zastanowi nim kogoś obciąży

Nie znam treści tych przepisów dotyczących sprawy.Ale jeśli nawet są klarowne, to będą nic nie warte, o ile na samym początku nie będzie w nich umieszczony kardynalny zapis - założenie, że lekarz działał w dobrej woli. Oraz jeszcze jedno - że zostanie udowodniony kryminalny aspekt sprawy, czyli, że lekarz uzyskał materialne korzyści. Bo zwykłe niechlujstwo lekarza, co może też się zdarzyć powinno skutkować tylko jednym - rozwiązaniem - rozwiązaniem kontraktu lub ostrzeżeniem, że w razie braku poprawy kontrakt zostanie rozwiązany.

A teraz jeszcze parę słów o aspektach moralnych, to co Cię tak bardzo ubodło, czyli podejrzeń, że Wy, lekarze kręcicie jakieś własne "lody". Niestety tak jest i bardzo nad tym ubolewam, że pozycja społeczna lekarzy na przestrzenie conajmniej ostatnich 65 lat bardzo spadła a kiedyś, szczególnie w niewielkich miejscowościach była olbrzymia. Nie wiem czy wiesz, że latach przed uchyleniem zakazu aborcji "chodziło" takie powiedzonko o ginekologach "sto piczek i Moskwiczek". A także o tym, że powszechnie było wiadomo, że uzyskanie lewego L4 nie było większym problemem. W firmie, w której pracowałem w księgowości była taka jedna pani, która zawsze w okresach nasilenia pracy (czyli sporządzaniu bilansu i to nie tylko tego rocznego) wędrowała na "chorobowe", ponoć z powodu reumatyzmu. A w czasie tego chorobowego było ją można spotkać na działce jak zasuwała łopatą czy motyką jak młody bóg. Także każdy sędzia Ci powie o dziesiątkach lub setkach przypadków gdy postępowanie sądowe się wlecze bo oskarżony ponoć chory i to obłożnie a w tym samym czasie jest widywany na mieście w całkiej dobrej kondycji.

Ale nie o tym chciałem powiedzieć. Pamiętasz zapewne sprawę pewnego chirurga kardiologa, o którym pewien minister powiedział przed kamerami - "ten pan już nikogo nie zabije". Gdzie wtedy była Naczelna Rada Lekarska? Zaprotestowała? Jakoś sobie nie przypominam, jeśli mam rację to wtedy NRL "dała ciała"
Kilka lat wcześniej, pewien wiceminister zdrowia, stomatolog, publicznie powiedział, że homoseksualista to człowiek chory i powinien być leczony. Owczesny premier, pan Jan Krzyszto Bielecki, zareagował natychmiast, wywalił tego wiceministra na zbity pysk, choć zaoowocowało to poważnymi niesnaskami w koalicji. NRL też chyba wtedy nie zareagowała, choć powinna się odciąć od swego członka.

Takie i inne historyjki niestety ciążą na stanowisko opinii społecznej, tymbardziej, że na końcu każdej sprawy jest człowiek chory, pacjent, który każde swoje niezadowolenie z przebiegu leczenia kwituje najczęściej tak - "gdybym dał w łapę to byłoby inaczej".

W każdym środowisku zawodowym lub społecznym są ludzie porządni i "czarne owce". Tych "czarnych owiec" jest niewiele ale to one kreują niekorzystną ocenę społeczną. W rozmaitych zawodach mniej lub bardziej, niestety w przypadku lekarzy w sposób maksymalny.

Na początku lat 60-ych prywatny samochód osobowy był ewenementem. Jakie grupy zawodowe miały ich najwięcej - lekarze i adwokaci i to mimo formalnie niskich zarobków (w zespołach adwokackich oficjalne stawki były bardzo niskie), nawet siś śmiano, że mechanik w Polmozbycie zwraca się do klienta per "panie doktorze" lub "panie mecenasie".

Życzę Wam, lekarzom, wszystkiego najlepszego w potyczce z Ministerstwem Zdrowia i NFZ-em, bo to i mój interes. Jednakowoż wydaje mi się, że zabraliście się za to "od dupy strony". Pora na zmianę metody i powiem Wam jedno - musicie do tego zaprzęgnąć prawników, bo tak mi się zdaje, że te nowe przepisy zostałyby rozniesione w pył w Trybunale Konstytucyjnym. Piszesz też, że lekarz może ryzykować dorobkiem całego życia. Nie jestem do koća pewien, ale wydaje mi się, że ew, straty budżetu lub pracodawcy spowodowane błędem pracownika, mogą powodować jego obciążenie tylko do wysokości trzech poborów. O ile oczywiście nie udowodni mu się uzyskanie korzyści osobistych.

Pozdrowienia i wyrazy szacunku
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ