A ja w kółko swoje.
Dobrze napisany, sparametryzowany i umiejętnie wykorzystywany system komputerowy pozwoliłby uniknąć błędów proceduralnych.
Taki system (w przypadku wykorzystania danych z ZUS, które przecież już od 10 lat tam są i w miarę się "wyczyściły" - bo emeryci dostają przecież emerytury) pozwoliby:
1. Od ręki sprawdzić kto ma prawo do ubezpieczenia a kto nie.
Bo przecież wszystkie zakłady pracy w Polsce za każdą wypłatą zasilają ten system danymi o swoich pracownikach (te wszystkie ZUA, ZZA i inne)
2. Przy założeniu ze lekarz w komputerowej kartotece pacjenta ma całą historię jego choroby pozwoliłby sprawdzić - czy ten lek na ta chorobę jest refundowany czy nie.
Oczywiście wcześniej ktoś (np. kompetentny pracownik ministerstwa) w centralnym rejestrze musiałby wpisać szczegółowo jakie leki podlegają refundacji przypisane do poszczególnych chorób.
Ale o ile wiem wszystkie jednostki chorobowe są skodyfikowane i mają swoje numery statystyczne.
To byłoby zapewne kilka tysięcy wpisów, ale wystarczy to zrobić raz i potem przy ewentualnych zmianach, nie musi tego sprawdzać od nowa każdy lekarz, bo mógłby sobie do tego wejść poprzez aplikację internetową.
3. Od razu do celów statystycznych byłby wiadome który lekarz jaki lek na jaką chorobę i któremu pacjentowi przypisał. Nie byłoby możliwe "przekręty" zarówno od strony lekarzy, farmaceutów jak i pacjentów.
4. W kartotece pacjenta byłyby zapisane wszystkie leki jakie otrzymał (wykupił) co spowodowałoby unikniecie zjawiska takiego, że pacjent krąży po różnych lekarzach, nie mówi jednemu ze był u drugiego, a każdy lekarz mu zapisuje inne leki, które niekiedy mogą powodować szkodliwe interakcje. To jest niestety zjawisko dość powszechne, zwłaszcza wśród starszych ludzi, którzy nie dowierzają lekarzom.
Wgląd do kartoteki pacjenta miałby na miejscu lekarz i od razu wiedział, że pacjent był 2 dni wcześniej u innego lekarza, otrzymał taki a nie inny lek i wykupił go.
5. W aptece farmaceuta też wprowadzałby do kartoteki pacjenta wykupiony lek.
6. Nie byłoby problemów z receptami, bo na każdej w formie kodu kreskowego byłyby zawarte dane o wystawiającym je lekarzu oraz o pacjencie.
Kod kreskowy wczytuje potem farmaceuta w aptece.
To ostatnie akurat funkcjonuje już od około 10 lat w województwie Śląskim.
To czy pacjent lek zażywa już by się nie dało wprowadzić do systemu
Janek - podobnie jak wiele osób nie będących informatykami (również u mnie w pracy) sądzisz że projektowanie dziedzinowych systemów informatycznych oraz wprowadzenie danych parametrycznych do systemu komputerowego (np. tych relacji: lek - choroba - % zniżki) to jest obowiązek informatyków.
Nic bardziej błędnego - informatyk się na tym kompletnie nie zna.
Tym powinni się zajmować najlepsi, umiejący myśleć fachowcy w danej dziedzinie wiedzy, techniki we współpracy z analitykami (najlepiej płatni fachowcy w dziedzinie informatyki, niestety nie u nas) oraz projektantami systemów.
Niestety miałam do czynienia z kilkoma ogólnopolskimi systemami informatycznymi pisanymi za unijne pieniądze m.in. dla samorządów i po prostu rozpacz człowieka ogarniała jak one były napisane.
Wyglądało że projektował je ktoś być może znający się na informatyce ale nie mający pojęcia o danej dziedzinie działalności (np. geodezji, podatkach).
Najczęściej wynikało to zapewne z tego, że z informatykiem z firmy - projektantem systemu rozmawiał szef - ignorant, może z nadania politycznego, nie znający się na konkretach.
Zaobserwowałam takie zjawisko, że jeżeli my jako urząd zamawiamy lub kupujemy system - to nie ma taryfy ulgowej, tak długo dusimy firmę informatyczną, aby nam napisała system ścisłe nam odpowiadający i taki abyśmy mogli z niego korzystać.
Oczywiście płacimy za to nie małe pieniądze ale mamy korzyć - np. szybszą obsługę petentów.
Natomiast systemy zamawiane przez ministerstwa (zwłaszcza te unijne) miały na celu "być odebrane", nie było konieczne aby taki system rzeczywiście komuś służył.
Pozdrowienia
Basia